Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pil. Pokaż wszystkie posty

17 mar 2023

Od Pila "Wspaniale sobie radzisz" cz. 4 (cd. Gabriela)

 Zima 1457

Pil na słowa kobiety zareagował lekkim, lecz widocznym zaskoczeniem na twarzy.

– Co znaczy “o ile naprawdę istnieje”? Oczywiście, że Gildia istnieje - rzekł młodzieniec.

– Skąd to wiesz…? - odparła Gabriela z dziwnym błyskiem w oku.

– Powiedzmy, że słyszałem co nie co. W zasadzie jestem też podróżnikiem, naturalna kolej rzeczy, że spotkałem parę łowców należących do tej Gildii.

– W takim razie… na czym ona tak dokładnie polega? - dopytała zainteresowana nieznajoma.

– W dużym skrócie? Zgromadzenie łowców, jak sama nazwa mówi, którzy zajmują się wzajemnym szkoleniem oraz wymianą wiedzy i doświadczeniami.

Odstawiła talerz, ale nie wyglądała, jakby chciała wstać i go odnieść. Miała nieobecny wzrok.

– Jak odbywa się rekrutacja? - zapytała.

– Nie przypominam sobie, żeby była jakaś rekrutacja. Wydaję mi się, że każdy łowca może tam zwyczajnie dołączyć.

– Naprawdę? Tak po prostu? - odparła z wypisanym zdziwieniem na twarzy.

– Mówię, nie przypominam sobie żadnych wymogów.

– Byłaby szansa, że zechciałbyś mnie tam przedstawić? Mogłabym się jakoś odwdzięczyć, jeśli nadarzyłaby się taka sposobność - zaproponowała drapiąc się po brodzie.

– Da się zrobić.


<Gabi?>

9 mar 2023

Od Pila "Wspaniale sobie radzisz" cz. 2 (cd. Gabriela)

 Zima 1457

Pil spoglądając na odwróconą plecami kobietę, która kierowała się w stronę kontuaru, zawołał:

– Niech będzie, trochę towarzystwa się przyda w takiej sytuacji - stwierdził kierując wzrok w podłogę.

– Jak sobie życzysz - odparła z uśmiechem. - Ale najpierw zamówię jedzenie.

Po krótkiej chwili, nieznajoma powróciła do stołu.

– A więc? Jak się nazywasz? - spytał młodzieniec.

– Jestem Gabriela. A ty? Jak cię zwą? - zapytała z powrotem jasnowłosa, skromnie się przy tym uśmiechając.

– Pil.

– Miło mi cię poznać, Pil.

– W zasadzie… chcesz ode mnie coś konkretnego? - zapytał z ciekawością wypisaną na twarzy.

– Porozmawiać.

– Całkiem to niespotykane, aby ktoś totalnie nieznajomy chciał zwyczajnie porozmawiać, szczególnie w takim miejscu - odparł podejrzliwie.

– A jak mam cię zapewnić, że chodzi tylko o to?

– Nie masz jak.

– Czyli pozostaje ci uwierzyć mi na słowo - powiedziała z poszerzającym się uśmiechem.

– Powiedzmy.

– Zmieniając temat, w jaki sposób się tu znalazłeś? Akurat dzisiaj, w taką zamieć?

– Planowałem coś upolować, a jak widać nie mam ku temu warunków. Śniadaniem okazały się być jedynie skromne kanapki. Skoro nie miałem co robić to stwierdziłem, że odwiedzę karczmę. Jest tu ciepło, a do mojej chaty niedaleko.


<Gabriela?>

23 lut 2023

Od Pila "Lis"

Jesień 1457

Pil jak każdego ranka zrzucił z siebie wypchaną po brzegi, szkarłatną kołdrę i po chwili spoglądania w drewniany sufit, nareszcie wstał. Ruszył w stronę swojej wysokiej niczym dąb, jasnobrązowej szafy, aby wyciągnąć swoje brunatne, pełne szwów spodnie wraz z jasną, nieco ubrudzoną koszulką. Otworzył ogromne drzwiczki i zrzucił z siebie swoją beżową piżamę, która była na niego zdecydowanie za duża oraz ubrał przygotowane przed chwilą ubrania, a odzież nocną schował do garderoby. Wychodząc z pokoju chwycił swoją błękitną, niczym wiosenne niebo szatę i skierował się w stronę wyjścia z mieszkania.

Młody łowca pociągnął klamkę i ujrzał przed sobą piękną, rozległą jak ocean polanę, wraz z biegającymi sarnami, królikami oraz innymi ślicznymi zwierzętami. Nie mieszkał tu zbyt długo, ale nie można również powiedzieć, że dopiero co tu przybył, mimo tego pierwszy raz widział tę łąkę tak tętniącą i promieniującą życiem. Pil wiedział, że marnuje swój cenny czas, ale i tak chętnie delektował się tym cudownym, niepowtarzalnym widokiem. Zajęło mu to dłuższą chwilę, bez przerwy sprawiając uśmiech na jego poranionej przez ostatnie polowania twarzy.

Chłopak po kilku minutach wyrwał się z transu i ruszył przygotować śniadanie. Podszedł do ogniska otoczonego pokaźnymi kamieniami oraz dwoma kołkami po przeciwnych stronach paleniska i nałożył na drobne pieńki metalową, zwęgloną od przyrządzania potraw kratkę. Wkrótce potem ściągnął oskórowanego, wypatroszonego królika z suszarki, a następnie pokroił na parę sporych porcji. Wrzucił wszystkie kawałki zwierzyny na przysłowiowy ruszt i czekał, aż danie będzie gotowe do spożycia.

Listig spoglądając w ogień, który końcówkami swoich krwistych, chaotycznych płomieni co jakiś czas smyrał jego jeszcze surowy posiłek, zaczął rozmyślać o tym jak kiedyś podczas zabawy z bratem przy palenisku, ten zranił się w lewą dłoń.

Pil wraz z młodym Halfdanem jak zwykle ganiali się po podwórku. Ich ogródek nie był zbyt rozległy, ale mimo to chłopcy zawsze potrafili znaleźć sobie jakąś zabawę. Tak też było tym razem, młodszy krewny wpadł na, jak to się dopiero okaże, niezbyt dobry pomysł.

– Pil! Wymyśliłem nową zabawę! - wykrzyczał Halfi.

– Tak? Jaką tym razem? - odparł uradowany starszak.

– Podejdź tu - zaproponował bratu, stojąc przy rozżarzonym stosie. – Będziemy się ścigać! Ten kto ma amulet ucieka!

– Jaki amulet? - zapytał ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.

– Ten! Haha! - zaśmiał się, a jednocześnie szybkim ruchem lewej ręki zerwał druhowi  z szyi metalowy naszyjnik o podobiźnie lisa.

– Hej! Halfi! Oddawaj to! - wykrzyczał z widocznym poirytowaniem w głosie i zaczął ganiać za kompanem wokół ogniska.

Bracia zrobili w taki sposób parę okrążeń przeciwnie do wskazówek zegara, a gdy w końcu starszy Listig zaczął doganiać druha, ten spojrzał się na niego przez ramię i ku jego nieszczęściu, stracił równowagę. Halfdan przez wspomniane zachwianie runął na ziemię, obijając znacząco swoje przedramię o kamienie otaczające ognisko, tak samo jak te należące do Pila. Stłuczona ręka to nie koniec nieszczęść, które spotkały młodszego Listiga, ponieważ jego dłoń wpadła prosto w płomienie, które momentalnie zaczęły pożerać jego gładką skórę. Bolesny krzyk Halfiego usłyszały nawet wiewiórki, mocno śpiące w norach głębokich jak morze. Gdy ten zwijał się w bólu z ręką wtuloną mocno w swoją klatkę piersiową, niedoszły łowca stał wryty w ziemię, nie wiedząc co ma zrobić. Przepełniał go szok i nie dowierzał w to co się właśnie stało. Na szczęście młodziaka, Pil szybko się otrząsnął i pobiegł do matki po pomoc. Serce kołatało mu jak szalone, mimo że to nie on został poraniony, ale brat był dla niego jak deszcz skromnie podlewający więdnące rośliny, nie mógł bez niego żyć.

Dobiegł wreszcie do swojej ciemnowłosej rodzicielki, która zajmowała się szyciem szaty z cienkiego, błękitnego materiału za pomocą lekko zużytych igieł. Gubiąc się w słowach pokrótce wytłumaczył co zaszło przy palenisku i poprosił jasnooką o pomoc, a następnie oboje bez wahania ruszyli w stronę ofiary. Przerażony chłopak wraz z matką, delikatnie podtrzymującą swoją długą, śnieżną spódnicę, po krótkiej chwili dotarli do obolałego Halfdana, któremu ledwo starczało łez do dalszego płaczu.

– Halfi! Co ci się stało? - zapytała przestraszona opiekunka.

Jedyne co mógł wykrztusić z siebie zraniony blondyn, to jęki pełne cierpienia.

– Potem ci wyjaśnimy, mamo. Trzeba go opatrzyć i to jak najszybciej - wytłumaczył przyszły łowca.

– Racja. Pomóż mi. Zabierzemy go do domu - nakazała Nora, czyli rodzicielka braci.

Podnieśli chłopaka z ziemi; Pil złapał go pod pachami, a matka za nogi i ostrożnie zanieśli poszkodowanego do domu.

Po dotarciu do mieszkania, delikatnie położyli Halfdana na zielonkawą kanapę. Poparzony braciak bez przerwy krzyczał w agonii, a starszy krewny ciągle nie wrócił do siebie.

– Pil! Przynieś mi bandaże! Szybko! - nakazała opiekunka.

– Jasne - odpowiedział po krótkiej chwili. – A… gdzie są? - dopytał.

– Leżą na górnej półce w schowku - wyjaśniła. – Pospiesz się!

Zlękniony młodzieniec bez namysłu ruszył po opatrunki. Po przebiegnięciu całego budynku, runął niczym byk przez drzwi i wywracając parę rzeczy, chwycił medykamenty oraz równie szybko zawrócił w stronę rodziny.

– Mam je! - oznajmił zlękniony Pil.

– Daj mi je - odparła Nora, trzymając rękę syna w drobnym, drewnianym garnuszku wypełnionym wodą.

Chłopak przekazał matce bandaże, które mocno ściskał w swych trzęsących się dłoniach, a ta owinęła nimi dłoń Halfiego wraz z paroma leczniczymi ziołami pod spodem. Sytuacja po chwili była już całkowicie pod kontrolą, a cierpienia poparzonego młodzieńca powoli ustawały.

– Pil, powinieneś się przejść. Wystarczy ci tego całego stresu na dzisiaj. Ja się nim zajmę - zasugerowała opiekunka.

– Masz rację, mamo - odparł jasnooki i skierował się w stronę wyjścia.

Od razu po opuszczeniu mieszkania, ujrzał leżący na skraju ogniska, błyszczący naszyjnik, który został mu zerwany w trakcie poprzedniej rozmowy z bratem. Nie tracąc ani chwili, lekkim krokiem podbiegł do paleniska i ostrożnie chwycił za srebrny łańcuszek. Uniósł go lekko i dostrzegł, że część podobizny lisa została stopiona. Ucho zwierzęcia zostało doszczętnie rozpuszczone, a oko na wizerunku miało wyraźne oznaki przypalenia. Pomimo widocznych uszkodzeń, Listig dumnie założył amulet i wyruszył na spacer.

Osiemnastolatek po chwili kontemplowania nad przeszłymi dziejami wstał, a następnie chwycił swoją pamiątkę, którą do tej chwili dostojnie nosił na szyi. Wygrawerowany obraz futrzaka wyglądał identycznie co parę lat temu, gdy został wrzucony w płomienie.

Pil po paru sekundach oglądania naszyjnika, spojrzał na swoje śniadanie, które czekało już od momentu gotowe do spożycia. Chwycił porcję mięsa i bez chwili namysłu zaczął się nim zajadać.

Gdy już skończył ucztę, zarzucił na plecy swoją drobną, błękitną torbę oraz niezwłocznie ruszył do lasu na polowanie. Ostatnimi czasy porozstawiał tam wiele prowizorycznych pułapek. 

Wchodząc do pomarańczowej gąszczy, natychmiast spostrzegł parę wiewiórek i królików złapanych w amatorskie kleszcze stworzone przez młodzieńca. Lekkim krokiem zaczął podchodzić po kolei do każdej z zasadzek, zbierając przy tym swoje łupy, aż w końcu przy jednej z nich zauważył coś na pozór dużej jaszczurki. Nie była ona jednak schwytana, tylko zajadała się zdobyczą łowcy. Zaskoczony Pil ostrożnie zakradł się jak najbliżej bestii, przechodząc od drzewa do drzewa, chowając się za każdym z nich. W końcu, gdy zwierzę i chłopaka dzieliło parę metrów, ten mógł mu się dokładnie przyjrzeć. Dostrzegł, że jego przeciwnik to Terrawit, który jakiś czas temu przysporzył mu problemów.

W tym momencie bezszelestnie odłożył swoją jasnoniebieską torbę na ziemię i wyciągnął srebrny sztylet z pochwy na jego prawym biodrze. Przygotował się, a następnie, gdy tylko gad zaczął wgryzać się w uwięzionego ptaka, rzucił ostrzem prosto w jego mięsiste lewe ramię. Zwierzyna ubrudzona po kąciki ust krwią ofiary, momentalnie spojrzała się w stronę łowcy i szybko odskoczyła. Wyrwała swoimi ostrymi zębiskami broń Pila ze swojej łapy i od razu zaczęła uciekać w głąb lasu. Chłopak nawet nie zamierzał jej gonić, cieszył się jedynie, że nie straci więcej łupów.

Listig dokończył zbieranie zdobyczy, zastawiając jednocześnie pułapki na nowo i wrócił bezpiecznie do domu, gdzie przygotował padliny do wywieszenia na suszarce.

15 lut 2023

Od Pila "Chowany"

 Jesień 1457

Minęło już osiem dni odkąd chłopak zamieszkał w swoim ręcznie wybudowanym domostwie, a w tym czasie udało mu się podzielić mieszkanie na parę pokoi.

Od razu po wejściu można było ujrzeć krótki, niewąski, lecz również niezbyt szeroki korytarz prowadzący do salonu, w którym znajdował się długi, zaokrąglony stół, dwa amatorskie, drewniane krzesła i ciemny dywan z futra dzika. Na blacie stał własnoręcznie wykonany, gliniany wazon z pięknymi, purpurowymi jeżówkami, a tuż obok leżała ciemnozielona książka, dzięki której młodzieniec nauczył się zaklęć, takich jak “Lys” czy “Skarp”. Była ona otwarta na ostatnim rozdziale, gotowa do ukończenia następnego ranka. Naprzeciwko siedzisk stał kamienny kominek, który został porządnie zmodyfikowany przez ostatni tydzień.

Skręcając w holu w lewą stronę, można było zastać skąpą, małą łazienkę z prowizorycznym kranem, sąsiadującym z wielką, drewnianą wanną i miniaturową szafeczką z trzema szufladami. Całe pomieszczenie było przepełnione świecami na metalowych podparciach, twardo przymocowanymi do ścian.

Tuż obok łaźni była zlokalizowana kuchnia. Nie zaskakiwała obszernością, lecz nie można powiedzieć, że była mała. Miała wszystko co potrzeba - parę różnorakich, ostrych noży, wszelkie rodzaje sztućców, kilka desek do krojenia i niezliczoną ilość szafek. W zasadzie to wszystko co się tam znajdowało, Listig i tak za często z niej nie korzystał, ponieważ większość potraw przyrządzał na ognisku przed budynkiem. Jedyne co było wyróżniające się w tym pomieszczeniu to okno, ustawione równoległe do drzwi. Widok z niego był niezapomniany, można było spostrzec odległe lasy, piękny gąszcz drzew i wywijającą się trawę.

Naprzeciwko kuchni znajdowała się dwukrotnie większa pracowania. Po prawej stronie można było dostrzec niewielki stolik do garncarstwa, wraz z paroma nieudanymi miskami na rogu. Na resztę ściany rozciągał się blat przygotowany do patroszenia i skórowania zwierzyn. Pozostały, najdłuższy stół był używany do pracy z metalami, drewnem i podobnymi surowcami. Leżało na nim wiele niedokończonych wynalazków i jeszcze więcej narzędzi.

W salonie, naprzeciwko kominka były ulokowane drzwi, prowadzące do sypialni chłopca. Na podłodze leżał rozległy, błękitny dywan w kształcie elipsy, którego Pil zakupił w Rivocie. Jego brunatne, drewniane łóżko było bardzo starannie wykonane, miało solidne nogi i grube podparcie od spodu, natomiast śnieżny materac był po brzegi wypchany kurzymi piórami i paroma liśćmi. Na nieszczęście łowcy, kołdra była czerwona, ponieważ nie mógł znaleźć żadnej w kolorze chociażby pasującym do niebieskiego. Po przeciwnej stronie pokoju, stała wysoka, aż do samego sufitu szafa, którą chłopak strugał aż dwa dni, jednakże było to warte zachodu. Cała reszta pomieszczenia było wypełniona półkami przytwierdzonymi do ścian na wysokości ramion Listiga. Naprzeciwko wrót było kwadratowe okno, porządnie przymocowane do dziury w ścianie przez które młodzieniec często wyglądał, przypominając sobie jak bawił się z bratem w chowanego na ich podwórku.

Pil od zawsze był bardzo dobry w chowanego, jednakże jego krewny wcale nie odstawał poziomem. Ich matka zawsze miała problem zaciągnąć ich do domu, gdy się bawili. Jedyne co słyszała to okrzyki “Szukam!” i śmiechy rodzeństwa w momencie kiedy się odnaleźli. Spoglądając przez szybę, łowca widział również kątem oka świeżo zasadzone jagody, które przypominały mu o jego domu, a w szczególności o bracie.

Tropiciel po kolejnym, ciężkim dniu pracy, chwycił książkę i dokończył lekturę o nauce magii. Odłożył ją na półkę nad swoim łóżkiem i udał się do snu rozmyślając o swojej rodzinie.

13 lut 2023

Od Pila "Jagody" cz. 5

Jesień 1457

 Jak zwykle, Pil obudził się nie czując nic, poza zakwasami spowodowanymi wysiłkiem z poprzedniego dnia. Po chwili wpatrywania się w głębokie, błękitne niebo, wstał ze swojej pogniecionej torby, przeciągnął się i zaczął przygotowywać ostatniego królika na posiłek.

Po rozpoczęciu smażenia potrawy, Listig ruszył, aby kontynuować budowę. Rzucił więc swoje nowo poznane zaklęcie na paręnaście grubych desek i zaczął konstruować z nich solidną podłogę. Kilka minut precyzyjnej pracy minęło, a chłopak wczuł się tak bardzo, że zapomniał o swoim śniadaniu, a więc bez namysłu ruszył zobaczyć, czy jego gryzoń się nie spalił.

Na jego nieszczęście, jak tylko dobiegł do ogniska, nie zobaczył nic poza zwęglonymi resztkami swojego niedoszłego posiłku. Pełen rozczarowania, naburmuszony łowca przyszykował  więc wiewiórkę, ponieważ jak wiadomo, jego ostatni królik został całkowicie pożarty przez płomienie. Tym razem poczekał, aż potrawka skończy się gotować, aby ją zjeść, ponieważ bał się, że skończy się tak jak ostatnio.

Po spożyciu przyrządzonego futrzaka, wrócił bezzwłocznie do pracy. Pilowi skończenie klepiska nie zajęło nawet godziny, a skoro tak szybko mu poszło, to od razu wziął się za budowę ścian. Chwycił więc za dłuższe i masywniejsze dechy oraz rozpoczął robotę. Wbrew pozorom ustawienie ich wszystkich w porządny mur, zajęło mu trochę czasu, jednak mimo to udało mu się skończyć przed zmrokiem. 

Przepełniony entuzjazmem młodzieniec zamiast udać się do snu, stwierdził, że jeszcze przed północą ukończy dach i tak też zrobił. Sam nie spodziewał się, że da sobie radę i uwinie się z tym tak szybko. Jedyne co mu teraz pozostało to wstawianie okien, zamontowanie drzwi i konstrukcja amatorskiego kominka wraz z paroma innymi meblami.

A więc zrobił tak jak planował - z samego rana ruszył do miasta zakupić parę szyb.

Droga tam i z powrotem trochę mu zajęła, z racji tego wrócił do świeżo postawionego mieszkania chwilę po południu. Zajął się wstawianiem okien, a po chwili struganiem drzwi. Wrota dokończył po paru godzinach i umiejscowił je bardzo ostrożnie w wejściu do budynku.

Po zamontowaniu przejścia chwycił za kamienie i zaczął budować kominek, który dokończył o zmroku wraz z prowizorycznym łożem, tuż obok.

Po wszystkim wyszedł na dwór i spoglądając na dziedzictwo swoje i brata, dumnie powiedział:

– Teraz tylko posadzić jagody, Halfi…

11 lut 2023

Od Pila "Jagody" cz. 4

Jesień 1457

 Po skończonej lekturze, chłopak podszedł do najbliższej leżącej kłody oraz lekko przyłożył do niej dłoń. Przejechał skromnie ręką wzdłuż kory rzucając zaklęcie:

– Lys - wyszeptał pod nosem.

W przeciwieństwie do ostatniego razu, gdy używał czaru, tym razem aura była zupełnie inna. Przybrała jasny, lekko niebieskawy kolor, a jak tylko przykładał chociażby opuszki palców to czuł jakby wkładał je do przyjemnego, spokojnego jeziora pełnego życia. 

Pil po krótkiej chwili napawania się cudownym uczuciem lekkiej tafli wody zaczął pracę. Podniósł pień i nie mógł uwierzyć, że czar jest aż tak skuteczny. Wcześniej ledwo niósł jedną kłodę na raz, a teraz czuł jakby mógł nią podrzucać. Bez większego problemu chwycił drugą i zaczął układać je w prostokątny kształt.

Minęło parędziesiąt minut i pełen entuzjazmu Listig skończył zarys budynku. Bezzwłocznie wziął się za ostrożne dokładanie drobnych kamieni w celu podparcia kłód. Minęło parę godzin i łowca ukończył robotę oraz bez chwili namysłu zabrał się do rąbania drewna na ściany i podłogę.

– Skarp - wymruczał pod nosem młody architekt. - Jak ja mogłem żyć bez całej tej magii? - dodał i momentalnie zaczął dzielić pnie na silne deski.

Pil harował do samego zmroku, aż w końcu poćwiartował wszystkie przytargane bele. Wyczerpany chłopak przygotował jedynie skromną potrawkę z wysuszonego królika, którą zjadł szybko niczym piorun błyskający burzliwą nocą i runął nieprzytomny na swoją jasnoniebieską torbę.


C.D.N

9 lut 2023

Od Pila "Mech" cz. 9 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Kierując się w stronę domu, Regis dostrzegł porządny kij, idealny do wystrugania łuku.

– Widzisz tamten patyk? - zapytał mentor.

– Tamten? Lekko oparty o drzewo? - podpytał uczeń wskazując palcem na pobliski, solidny kawałek drewna.

– Tak, idź po niego.

– Łuk? - dociekał nieoczekiwanie młody łowca.

– Hm?

– Czy zrobimy z niego łuk?

– Jesteś bystrzejszy, niż mi się wydawało. Tak, zrobimy ci łuk, ale pójdź i weź ten kij - wyjaśnił lekko zniecierpliwiony nauczyciel.

– Jasne, jasne, szefie - odparł prześmiewczo Pil.

Chłopak ruszył w stronę pnia i chwycił za zakrzywiony, długi patyk. Jak gdyby nigdy nic, kontynuowali podróż, aż w końcu dotarli do mieszkania.

– Przygotuj i wywieś zwierzaki na suszarce. Ja pójdę po potrzebne przedmioty - wyjaśnił gospodarz.

– Robi się - odparł podopieczny.

Listig zaczął zajmować się przyszłymi potrawami, a Regis ruszył do domu w poszukiwaniu dłut, odpowiednich noży oraz pasującej cięciwy. Szperanie po budynku zajęło starszemu łowcy porządną chwilę, ale w końcu udało mu się wszystko zebrać i od razu skierował się na zewnątrz.

– Skończyłeś? - zapytał mentor.

– Chwilę temu - odparł młodzieniec. - To jak? Strugamy łuk?

– Tak, chodź na ławkę - zaproponował prowadząc ucznia w stronę prowizorycznego, skromnego siedziska.

Dwójka łowców usiadła na stoliczku złożonym z trzech kawałków drewna.

– A więc tak, bierzesz kij i zaczynasz zeskrobywać korę w taki sposób - wyjaśnił Regis pokazując poprawny sposób pracy.

– Wiem jak okorować patyk, spokojnie. - odparł Pil.

– Skoro tak, okoruj go i będziemy kontynuować. - zasugerował.

Zdjęcie drewnianych łusek zajęło uczniowi parę minut, a po ukończeniu zadania tropiciele od razu wznowili lekcje.

– Gotowe, co teraz? - zapytał chłopak.

– Musisz nałożyć cięciwę po dwóch stronach, o tak - wyjaśnił i zademonstrował. - Spróbuj to zrobić na drugim końcu.

– Okej - odparł i zamontował nić na przeciwnej części krzywej w praktycznie identyczny sposób co jego mentor.

– Dobrze, teraz tylko musisz nałożyć jakąś tkaninę lub coś podobnego na środek dla wygody chwytu. W zasadzie po tym, łuk jest skończony.

– Dziękuje, Regis. Tak swoją drogą… 

– Hm?

– Myślę, że jestem w stanie jutro wyruszyć.

– Jak uważasz, na razie wracajmy.


<Regis?>

7 lut 2023

Od Pila "Mech" cz. 7 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Pil czujący w swoim ciele jedynie zakwasy spowodowane wczorajszym treningiem, wygramolił się z odziwo wygodnego, białego niczym śnieg łoża i rozejrzał się po pokoju. Nie miał okazji go zbytnio poprzeglądać ostatniego wieczora, ponieważ jak tylko dostrzegł łóżko, rzucił się na nie i momentalnie zasnął.

Spoglądając w prawo na końcu pomieszczenia zauważył biblioteczkę z paroma zaniedbanymi książkami, stojąc obok świeżo naprawionego, ciemnobrązowego biurka.

Po jego lewej stronie natomiast, stała drobna, drewniana szafeczka nocna ze zgaszoną świeczką na szczycie. Na ścianie tuż nad regalikiem była cienka, ledwo trzymająca się półeczka z paroma podartymi, w pełni zapisanymi papierami. Młodzieniec pełen zainteresowania chwycił z wierzchu parę kartek. Ciężko było mu się rozczytać, ale mimo tego dowiedział się o istnieniu niejakiego przywódcy, imieniem Slass sprzed prawie 200 lat.

Po chwili oceniania wnętrza wziął się za ścielenia łóżka i ruszył w stronę drzwi, a następnie parteru, gdzie spotkał Regisa.

– Dzień dobry - powiedział uczeń.

– Witaj - odparł mentor.

– A więc? Czego planujesz mnie dzisiaj nauczyć? - zapytał z lekkim uśmiechem.

– Skoro potrafisz walczyć, a raczej wiesz jak się tego nauczyć, na zwierzętach też się już znasz, to zostało nam tylko pokazać ci jak się poluje - wyjaśnił spokojnie.

– Czy to znaczy, że będziemy dziś na coś polować? - spytał z podekscytowaniem w głosie.

– Tak, ale na nic wielkiego - wytłumaczył nauczyciel.

– Tak czy siak, będzie zabawnie! - wykrzyczał radośnie Pil.

– Jak uważasz. Skończę herbatę i przyszykuje sprzęt.


<Regis?>

5 lut 2023

Od Pila "Jagody" cz. 3

 Jesień 1457

Zniecierpliwiony chłopak pełen podekscytowania runął w stronę lasu z wiedzą o nowopoznanym zaklęciu. W momencie, gdy dobiegł do celu i ujrzał powalony przez niego pień nie mógł się już doczekać, aż przetestuję czar.

Podbiegł do przewróconego drzewa i w chwilę z ekscytacji przepełnił go spokój wraz z opanowaniem. Zamknął oczy oraz wysunął przed siebie siekierę i przejeżdżając dłonią po ostrzu, wygłosił inkantacje:

– Skarp - wyszeptał z lekkością, ale i ze skupieniem pod nosem Pil.

Momentalnie poczuł wokół grotu ciężką aurę. Otworzył oczy i spojrzał na topór. Był cały owinięty w jasnoczerwoną, wymieszaną z lekkim różem szatę, wijącą się niczym wściekła żmija.

– Działa! - wykrzyczał radosny młodzieniec.

Wypełniony zachwytem bez chwili namysłu wziął mocny zamach i przywalił z całej siły w potężny pień. Okazało się, że przy pomocy zaklęcia godzina rąbania zamieniła się w jeden zamach. Nie tracąc entuzjazmu powalił parę kolejnych drzew i podzielił na części w kilka minut.

Dzięki magii nie zmęczył się zbytnio pracą, a więc bez problemu zaczął targać bele do miejsca, w którym miał powstać jego dom.

Doniósł ostatni kawałek drzewa i  zamierzał bezzwłocznie zacząć budowę. Jednakże jednocześnie pomyślał, aby znów spojrzeć do księgi w celu znalezienia kolejnych sposób na przyspieszenie wysiłku.

Po niedługiej chwili przerzucania stron, znalazł rozdział o lewitacji i czarach zmieniających wagę przedmiotów. Przeczytał tom jeszcze szybciej, niż poprzedni i wziął się za konstrukcję mieszkania.


<C.D.N>

30 sty 2023

Od Pila "Jagody" cz. 2

Jesień 1457

 Po długim wypoczynku, Pil wreszcie się przebudził. Mimo zakwasów ciągnących się przez całe ciało, wstał z trawiastej pościeli, chwycił topór podarowany mu przez Regisa i  bez namysłu ruszył w stronę lasu, aby kontynuować ćwiartowanie powalonego pnia.

Łowca nieustannie rąbał drzewo, ale szło to zbyt mozolnie. Stwierdził, że skoro i tak pracował już solidne parę godzin, należy mu się przerwa, podczas której mógłby zastanowić się jak usprawnić robotę.

Po powrocie do obozu, Pil od razu rozpoczął przygotowywać posiłek ze złapanych wcześniej wiewiórek, rozmyślając jednocześnie nad rozwiązaniem swojego problemu. Minuty mijały, ogień się żarzył, a młodzieniec nie mógł nic wymyślić. Bez przerwy kontemplując nad opcjami rozwikłania kłopotu, nałożył danie na precyzyjnie wykonany, drobny, drewniany talerz i zaczął zajadać się ugotowanym mięsem, popijając przy tym świeżo zrobioną herbatę ze zdobytych po drodze roślin.

Gdy skończył posiłek, położył się na miękką niczym chmury trawę w celu odpoczynku. Mimo chwili przerwy i spokoju, niespodziewanie wpadł na pomysł jak osiągnąć swój cel - usprawnienie pracy. Przypomniał sobie, że w gdy nocował u Leonarda, wypchał bagaż paroma książkami, między innymi o magii. Pomyślał zatem, że może znajdzie w nich coś przydatnego. Pil niczym opętany rzucił się w stronę lazurowej torby i zaczął rozglądać się za tomami o czarach. Jego oczy wręcz zabłysnęły w chwili, gdy ujrzał tytuł wskazujący na podręcznik o czarnoksięstwie. Bezzwłocznie otworzył lekturę i zaczął szukać nagłówków, które mogły by mu pomóc.

Chwila minęła, a chłopak znalazł to czego szukał. Przeleciał rozdział szybko niczym rozpędzony dzik i pobiegł w stronę gąszczy z siekierą mocno zaciśniętą w dłoni.


<C.D.N.>

28 sty 2023

Od Pila "Jagody" cz. 1

Jesień 1457

 Przechodząc się leśnym, pokrytym liśćmi szlakiem, Pil rozmyślał nad budową stałego miejsca pobytu. Zawsze gawędził z bratem o tym, że kiedyś będą żyć w skromnej, własnoręcznie zbudowanej chatce, otoczonej zadbanymi krzewami jagód. Ich dom miał znajdować się nad pięknym, rozległym jeziorem tak przejrzystym, jak polerowane szkło.

Po dłuższej chwili namysłu i wspominek podjął decyzję, aby pokierować się zarówno swoimi, jak i swojego brata, marzeniami. Zbuduje małą chałupkę przy skraju lasu i otoczy ją krzaczkami niebieskich owoców, jak tylko będzie to możliwe.

Chłopak po niekrótkim spacerze znalazł idealne miejsce na postawienie swojego przytułku. Stanął pośrodku lśniącej, jasnozielonej trawy spoglądając jednocześnie na ciągnące się po horyzont, wyboiste polany. W chwili, gdy się odwrócił ujrzał pnie tak wielkie, jak najwyższa napotkana przez niego wieża oraz krzaki, tak gęste jak najciaśniejszy las w jakim kiedykolwiek przebywał.

Na kawałku żyznej ziemi rozpoczął planować budowę swojego dziedzictwa. Wbił parę solidnych kijów w glebę oraz nakreślił przybliżone umiejscowienie ścian. Następnie usiadł i zaczął sporządzać listę materiałów w swojej głowie. Gdy wszystko było gotowe wyruszył zbierać surowce.

Wybierając się do lasu, uzbierał po drodze parę średniej wielkości kamieni i drobnych patyków. Wrzucił część z nich do skromnego, skórzanego worka, a resztę chwycił w dłonie i przeniósł na plan budowy. Powtórzył tę czynność kilkakrotnie, aż do momentu, gdy uzbierał porządną stertę głazów.

Po odłożeniu skałek, złapał siekierę i wyruszył ściąć parę drzew. Podszedł do największego i najsolidniejszego drzewa jakie tylko mógł znaleźć i zaczął je rąbać, aż do utraty tchu. Godziny mijały, a Pil bez przerwy machał toporem, zbliżając się powoli do powalenia pnia. Pod wieczór, gdy jego cel został już osiągnięty, odseparował pierwszą kłodę od reszty trzonu i od razu zabrał się za transport.

Jak tylko doniósł załadunek, upadł na glebę i zasnął, jak gdyby stracił przytomność. Tej nocy chłopak śnił jedynie o tym, jak będzie wyglądać jego dom, w którym być może kiedyś zamieszka również jego brat. 


<C.D.N.>

26 sty 2023

Od Pila "Mech" cz. 5 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Gdy dwoje łowców oczekiwało, aż jedzenie zostanie przyrządzone, młody Pil spytał nauczyciela:

– Ciekawi mnie…

– Co takiego? - dopytał Regis.

– Kiedy nauczysz mnie walczyć?

– To nie takie proste, jak ci się wydaje - odparł z powagą doświadczony brunet. - Aczkolwiek… - wstrzymał się na moment. - Myślę, że jestem w stanie nauczyć cię, jak trenować, aby uzyskać jak najlepsze wyniki.

– Ta, myślę, że to wystarczy. Co jak co umiem myśleć podczas walki, mimo całej tej presji, po prostu brakuje mi praktyki, wprawy - wyjaśnił radosny chłopak.

– W takim razie powinno pójść z górki - odpowiedział mentor Regis z lekkim uśmiechem na twarzy.

Po krótkim dialogu wygłodniali tropiciele zaczęli zajadać się pachnącym gulaszem ze świeżo poskromionego Terrawita.

– Jakim cudem dziki jaszczur może być tak dobry?! - zapytał pełen zdziwienia młodzieniec.

– Ano widzisz, rzecz leży w przygotowaniu - odparł kucharz.

– Jasne, kiedyś będę gotował równie dobrze co ty - skomentował Pil.

– Hm… Zobaczymy.

Jak tylko skończyli pyszne danie, zajęli się czyszczeniem zastawy. Listig zajął się myciem sztućców w pobliskiej, odnowionej studni, a Regis zadbał o porządek po skończonym obiedzie.

– Już! - zawołał z oddali chłopiec. - Wszystko umyte!

– Przynieś wszystko do środka! - odparł nauczyciel.

Gdy tylko uczeń wrócił do mieszkania, zapytał zaciekawiony:

– W takim razie… Jak z tym treningiem?

– Hm… Zróbmy tak, dziś nauczę cię jak używać różnych broni…

– Jeśli chodzi o łuk, jestem dobrze wprawiony! - przerwał mentorowi.

– Cieszę się - skomentował sarkastycznie. -  Po treningu wrócimy do domu i następnego dnia pokieruję cię jak udoskonalać swoje zdolności.

– Jasne. Kiedy zaczynamy? - dopytał szczęśliwy Pil.

– Teraz. - odparł Regis.


<Regis?>

21 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 7

Jesień 1457

 Gdy tylko słońce pojawiło się na horyzoncie, Pil wstał ze swojego łoża składającego się z paru książek, bagażu i sterty poszarpanych ubrań, które znalazł w torbie. Zaspany Pil wytargał się spod wielkiego płaszcza, służącemu mu jako kołdra i mocno przeciągnął się po niewygodnej nocy. Nie tracąc ani chwili więcej, ruszył po krętych schodach na piętro, aby pożegnać się z Leonardem.

– Dzień dobry, panu - powiedział z lekkim uśmieszkiem Listig.

– Witaj, chłopcze - odparł łagodnie starzec.

– A więc czas się pożegnać? - zapytał z widocznym smutkiem na twarzy.

– Na to wygląda - odparł równie zawiedziony starzec. - Ale pamiętaj, młodzieńcze, że zawsze jesteś tu mile widziany - dodał.

– Dziękuje bardzo. Gdziekolwiek mnie wiatr poniesie, obiecuję wrócić nim minie jesień.

– Rad jestem z tego faktu… A teraz ruszaj, rano znajdziesz wiele wiewiórek w pobliskim lesie.

Łowca przytaknął jedynie lekkim ruchem głowy i ruszył na parter. Jednakże, gdy tylko stanął na pierwszym stopniu, mentor wywołał jego imię:

– Pil! - wykrzyknął. - Nigdy nie miałem okazji podać Ci mojego nazwiska… Moje pełne imię brzmi Leonard “Spokojny” Olavsson. Jednakże, jesteś moim przyjacielem, proszę, abyś zwracał się do mnie po imieniu. - wyjaśnił z dumą.

– Oczywiście, pa… - przerwał chłopak. - Leonardzie!

– Haha… - zaśmiał się zadowolony siwowłosy. - A teraz ruszaj! Mają o tobie śpiewać pieśni i pisać opowiadania! Zostań największym magiem i łowcą jakiego ten świat poznał! - wykrzyczał.

Listig odpowiedział mu jedynie drobnym uśmiechem, jakby już wyobrażał sobie swoją niesamowitą podróż. Zbiegł na parter, zarzucił bagaż na plecy i otworzył skrzypiące drzwi. Pospiesznie wybiegł przepełniony determinacją w stronę lasu jako wprawiony czarodziej.

20 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 6

Jesień 1457

  Pil zgiął się wpół, krzycząc jednocześnie z bólu i oczekując na wyjaśnienia od starca.

– Przepraszam, ale chce mieć pewność, że sobie poradzisz. Nie jestem twoim wrogiem, chłopcze - zapewnił mentor.

– Przecież nie jestem głupi! - wykrzyknął młodzieniec. - Ale mógł mnie pan ostrzec! - dodał.

– Racja… ale wtedy nie byłoby elementu zaskoczenia. W dziczy nikt cię nie ostrzeże - wyjaśnił spokojnie starzec.

– Coś w tym jest… - odparł lekko poirytowany chłopak.

– Nie zwlekaj, Pil. Im dłużej czekasz, tym bardziej osłabiony jesteś. W jaki sposób chcesz się uzdrowić?

Po chwili namysłu, łowca zdecydował się na jedną z bardziej bolesnych, a zarazem skuteczniejszych technik.

– Użyje metody Arr - stwierdził pewnie uczeń.

– Arr? - dopytał zszokowany mag. - Wiesz jakie cierpienie temu towarzyszy?

– Jestem tego świadom - odparł. - Aczkolwiek jest to jeden z najefektywniejszych zaklęć.

– Jeśli jesteś pewien swojej decyzji, proszę bardzo, działaj.

Zraniony Pil bez dłuższego namysłu wysunął rękę przed siebie i spiął ją tak mocno jak tylko mógł. Następnie zamknął oczy i wyobraził sobie jak cząsteczki jego rozerwanej skóry i uszkodzonych naczyń krwionośnych, powracają do pierwotnego stanu. W chwili, gdy rana zaczęła się goić, młodzieniec wydał z siebie krzyk przepełniony cierpieniem. Po paru sekundach mimo zagojonego cięcia na dłoni, runął na podłogę zwijając się w bólu.

– Pil! - krzyknął przestraszony mentor. - Wszystko w porządku? - dopytał.

– Tak… - wymruczał pod nosem podopieczny. - Jednakże nie spodziewałem się, że będzie to aż tak bolesne. Mimo to, wszystkie obrażenia z ręki zniknęły, nawet te najmniejsze zadrapania.

– Dokładnie. Jesteś teraz gotowy, chłopcze - stwierdził dumny Leonard. - Jeśli mogę wiedzieć, gdzie aktualnie mieszkasz? - dopytał.

– Aktualnie? Nigdzie. Mój dom to dosłownie mój bagaż - odparł wycieńczony.

– Jeśli chcesz, możesz spać u mnie na parterze. Jesteś łowcą, niesprzyjające warunki ci raczej nie przeszkadzają, prawda? - zapytał.

– Hah… Jasne, dziękuje bardzo.


<C.D.N.>

19 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 5

Jesień 1457

 Pil, mimo braku pewności co do swojej wprawy w zakresie leczenia, zgodził się na próbę pomocy scurowi.

– Pamiętasz, jak to zrobić czy powinienem ci przypomnieć? - zapytał spokojnym głosem starzec, patrząc z dumą na ucznia.

– Oczywiście, że pamiętam dokładnie, jak tego dokonać… - wstrzymał się chłopak - aczkolwiek, jeśli mi to pan powtórzy, niewątpliwie doda mi to pewności siebie.

– A więc na początku, przyłóż ręce jakbyś miał zaraz chwycić zwierzę z zaskoczenia.

– W taki sposób? - dopytał podopieczny trzymając ręce tuż przy klatce.

– Odrobinę szerzej - wyjaśnił mentor i poczekał na poprawę pozycji. - A teraz powiedz, która technika najbardziej przypadła ci do gustu?

– Jeśli chodzi o leczenie zwierząt, chyba preferuje Gaari - odparł z przekonaniem.

– Skoro tak… spójrz scurowi prosto w oczy… zwizualizuj sobie, jak zwierzę śpi, aby nie czuło zabiegu. Jak już to zrobisz, wyobraź sobie drobną igłę, zszywającą jego rany…

Chłopak mimo ogromnego stresu i nieznacznego strachu, włożył w to całe swoje serce i starania. Po chwili udało mu się uzdrowić skaleczenie istoty i to w dodatku za pierwszym razem. Ten wyczyn zaskoczył zarówno jego, jak i jego nauczyciela.

– Udało się… - wymruczał uradowany łowca i po chwili wykrzyknął - Udało się! Haha!

– Nie spodziewałem się, że dokonasz tego z taką precyzją. Nie mówiąc już, że zrobiłeś to z powodzeniem za pierwszą próbą. Jestem z ciebie bardzo dumny, Pil.

– Dziękuję panu. Czy możemy go teraz wypuścić? - zapytał bezzwłocznie.

– Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać. Nie sądzisz?

– Racja - odpowiedział chłopiec i w mgnieniu oka wypuścił zwierzątko z celi.

Scur był bardzo spokojny, pomimo ostatnich wydarzeń. Od razu podbiegł do Leonarda, aby tylko przebiec po jego długiej, poszarpanej szacie i wylegiwać mu się na ramieniu.

– Nie miałem okazji zapytać, jak on się nazywa? - zapytał zaciekawiony Listig.

– W zasadzie… to jest ona i nazywa się Rotti - odparł starzec.

– Och… Rozumiem… - po chwili dodał z uśmiechem na twarzy, głaszcząc jednocześnie małą istotę - Hej, Rotti, jestem Pil.

– Nie ma co zwlekać, chłopcze - stwierdził pośpiesznie. - Umiesz leczyć innych, ale czy będziesz w stanie uleczyć siebie? - spytał z powagą wypisaną na twarzy.

– Myślę, że dam radę - odpowiedział rozweselony uczeń.

Siwy czarodziej bez chwili namysłu ruszył w stronę przewróconego stolika i chwycił drobny, a zarazem ostry kawałek rozbitego szkła.

– Podejdź tu, młodzieńcze - zawołał.

Zdziwiony Listig podszedł do mentora, a ten złapał jego rękę i przyciągnął ją do siebie. Przyłożył szpiczasty odłamek do jego dłoni i szybkim ruchem ją rozciął.

– Ach! - krzyknął w bólu łowca. - Co to ma być?! - dodał przepełniony gniewem.


<C.D.N.>

18 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 4

Jesień 1457

Żądny wiedzy Pil wraz ze starcem ruszyli na dół, dzieląc się uwagami na temat świeżo co poznanych opowieści. Młodzieniec ponownie był bliski upadku ze schodów spowodowanym przez ich niedorzeczną i niespotykaną pokrętność. Intrygowała go liczba książek w domu Leonarda. Za każdym razem gdy tylko spoglądał na wypełnione po brzegi regały, ledwo mógł oprzeć się chęci chwycenia za jakąś lekturę.

Jak tylko postawili stopy na parterze, siwy mag niezwłocznie ruszył w stronę biurka i chwycił podręcznik z informacjami na temat leczniczej magii.

– Oto i jest - twoja pierwsza lekcja! - wykrzyknął uradowany Leonard.

Chłopak odpowiedział jedynie lekkim, lecz szczerym uśmiechem i wziął tom, który podawał mu mentor.

– Mam ją teraz przeczytać? - zapytał łowca.

– Owszem, nie spiesz się. Ja w tym czasie pójdę zająć się czymś na górze, zawołaj mnie jak skończysz.

Uczeń odparł skinieniem głowy i wziął się za lekturę. Był bardzo wciągnięty i nie przestawał przewracać stron, aż do momentu, gdy usłyszał hałasy wywracanych mebli i odgłosy pisków na piętrze.

Bez namysłu zakłopotany Listig ruszył po schodach, omal się znów nie wywracając. Gdy tylko wbiegł na górę, dostrzegł wywrócony stolik na którym wcześniej leżały okulary starca oraz zauważył małą istotę, którą próbował dogonić zdyszany czarodziej. Pil bezzwłocznie wyciągnął sztylet ze skórzanej pochwy na jego biodrze i ruszył w stronę zwierzyny.

– Nie! Zostaw go! - wykrzyknął spanikowany Leonard.

– Dlaczego?! - zapytał pełen zdziwienia chłopak.

– Ech… - westchnął - to stworzenie… to scur. Powiedzmy, że to moje zwierzątko. - powiedział z zawiedzioną twarzą.

– Dlaczego miałbyś trzymać go w domu? - dopytał wciąż zszokowany brunet.

– Przypałętał się jakiś czas temu. Był ranny, a więc gdy jeszcze byłem w stanie posługiwać się czarami, uleczyłem go. Jednakże teraz, prosiłbym, abyś ty to zrobił… 

– Przecież nie umiem! Poza tym to niebezpieczne!

– Wiem, że potrafisz posługiwać się magią, a książkę o zaklęciach leczniczych już czytałeś. Jestem pewien, że sobie poradzisz. A co do zagrożenia, to nie stwarza on żadnego, nie martw się.

– No dobrze… - stwierdził po chwili namysłu. - Nie zaszkodzi spróbować.

– Dziękuję. Znajdę jego klatkę. Złap go póki jeszcze nie uciekł.

Młodzieniec poczekał, aż stwór się uspokoi. Gdy scur stanął w miejscu plecami do łowcy, ten zakradł się lekkim jak piórko krokiem. Następnie szybkim, bezszelestnym ruchem chwycił zdezorientowane zwierzę. Szarpało się ono niezmiernie w rękach łowcy, jednakże mimo niemałych kłopotów udało mu się wsadzić stwora do niewielkiej celi.

– Uff… - zipnął zdyszany Listig - i co teraz? - dodał.

– Teraz musisz go uleczyć, wiesz jak to zrobić. Racja?

– Teoretycznie. - odparł niepewnie.


<C.D.N>

17 sty 2023

Od Pila "Mech" cz. 3 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Młody, poraniony Pil udał się na południe, tak jak nakazał mu tajemniczy łowca. Zadyszany mijał ogołocone, lecz wysokie drzewa oraz trawę, przykrytą przez liście niczym wielki, jesienny dywan. Spacerując po dróżce w środku lasu, zaczął wspominać wszystkie zabawy ze swoim młodszym bratem. Uwielbiali biegać po lasach i majstrować przy budowie drobnych szałasów.

Po niekrótkiej tułaczce chłopak nareszcie dotarł do starego, kamiennego mostu z paroma drewnianymi podporami. Wspiął się na niego i przysiadł przy jednej z kruszących się ścianek.

Minęło jakieś pół godziny, a młodzieniec dojrzał ciemnoszary płaszcz nieznajomego, wyłaniający się spomiędzy pni pomarańczowego gąszczu.

– Już myślałem, że nie przyjdziesz - powiedział ranny brunet.

– A jednak jestem - odparł przybysz.

– Z tych wszystkich emocji, zapomniałem się przedstawić - stwierdził nieletni. - Nazywam się Pil Listig, przybywam z odległej krainy. Posiadam talent magiczny, przez który zostałem zmuszony zostać łowcą.

– Jestem Regis, łowca - odparł nieczule.

– Nie jesteś zbyt rozmowny, co? - spytał z lekkim uśmiechem.

– Na razie nie.

– Niech ci będzie. W takim razie, po co mieliśmy się tu spotkać? - dopytał zaciekawiony chłopiec.

– Jesteś ranny i głodny - wyjaśnił.

– Jakoś bym sobie poradził. Ale fakt, twoja pomoc mi się przyda, dziękuje.

– Nie ma co zwlekać. Chodź, nauczę cię paru niezbędnych rzeczy - zawołał Regis.

Dwójka łowców zapuściła się w gąszcz wysokich jak góry pni, aby rozpocząć szkolenie chłopca.


<Regis?>

Od Pila "Kartki" cz. 3

Jesień 1457

 Pełen powagi starzec kontynuował myśl:

– A co do talentu magicznego… naprawdę sądzisz, że tak doświadczony mag jak ja nie rozpozna swojego? - zapytał z delikatnym uśmiechem.

– W zasadzie… nie patrzyłem na to z takiej perspektywy. Skoro znasz się na magii, myślisz że dałbyś radę mnie trochę podszkolić? Po wykonaniu zlecenia oczywiście.

– Hmm… Tak, nie ma większego problemu, a przy okazji mi w czymś pomożesz. - odparł zadowolony. - Mógłbyś mi podać moje okulary? Powinny być na stoliku po twojej lewej. - dodał.

– Oczywiście. - odpowiedział i zerknął ku boku.

Zauważył mały, ciemnobrązowy stoliczek z trzema pokrętnymi nogami. Podszedł do blatu i sięgnął po cienkie, okrągłe okulary, które znajdowały się pomiędzy rozpalonym świecznikiem, a niedokończonym listem do ojczyzny Leonarda. Podszedł z powrotem do ślepca i podał mu jego zaparowane szkła.

– Dziękuje, chłopcze. Nie traćmy czasu. Pozostały mi tylko trzy książki do przerobienia. Widzisz je? O tam, - wskazał palcem na zakurzony regał rozciągający się na całą ścianę - na samym dole biblioteczki. Powinny mieć błękitne okładki.

– Błękitne to one nie są, bardziej szare. Czas zrobił swoje. Ale tak, mam je wszystkie. Powinienem już zacząć wymowę?

– Proszę bardzo.

Po paru godzinach czytania Pil’owi udało się ukończyć wszystkie lektury. Odziwo był bardzo zadowolony i zafascynowany opowiadaniami, które przed chwilą przeczytał.

– Jak mam być szczery, opowieść o stworzeniu tego młota i włóczni była moją ulubioną. - skomentował radosny chłopak.

– Hah, mi jednak najbardziej przypadła do gustu ta o gigancie, który posługiwał się iluzjami do wykiwania bogów. - odparł równie szczęśliwy czarodziej i dodał - Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że się spotkaliśmy.

– Również raduje się z tego faktu, Panie Leonardzie.

Po chwili wesołej wymiany spojrzeń, starzec chwycił powiłą, starą laskę i wstał ze swojego łoża, wraz z lekkimi trudnościami.

– Wszystko w porządku? - spytał Listig.

– Jak najbardziej, młodzieńcze. Nie ma co zwlekać. Pewnie nie możesz się doczekać poznania sekretów naszej magii, racja?

– Absolutnie! - odparł z uśmiechem na twarzy.


<C.D.N.>

16 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 2

Jesień 1457

 Spacerując po całym mieście, mijając skromny, szeroki most stanowiący piękny punkt widokowy, nareszcie dotarł do małego, lecz dobrze zadbanego mieszkania. Budynek posiadał kamienne ściany, wspomagane jasnymi, masywnymi filarami stworzonymi z drewna, wraz z paroma drobnymi, precyzyjnie wykonanymi ozdobami. Bez dłuższego namysłu podszedł do błahych drzwi i zapukał. Pil nie usłyszał nic poza hałasem przechodniów za jego plecami, a więc zapukał raz jeszcze. Nadal cisza.

Chłopak postanowił ostrożnie otworzyć drzwi, doznając przy tym pięknego widoku. Wnętrze domu było przepełnione książkami, leżały one wszędzie parę otwartych na biurku starca, jedna ze ścian była wielkim regałem książek, tak nimi przepełnionym, że ledwo starczało miejsca na kurz. Zaintrygowany Listig lekkim krokiem podszedł do ławy i przeczytał kawałek kartki z otwartej księgi.

Po chwili wczytywania się w lekturę, wyciągnął wnioski. Dowiedział się o tym, że magowie dzielą się na nieznane mu rodzaje, poza jednym - białym magiem. Ten rodzaj czarodzieja jest w stanie leczyć rany i posiada bardzo zbalansowaną, spokojną moc. Stwierdził, że jego zleceniodawca zna się na magii, a może nawet się nią posługuje, a co za tym idzie musi go znaleźć i podszkolić się w tej dziedzinie pod jego skrzydłem.

Młodzieniec od razu zaczął wchodzić po krętych, skrzypiących schodach prowadzących na piętro.

Gdy tylko tam dotarł, ujrzał chrapiącego, siwego dziadka z krótkimi włosami oraz brodą zwisającą mu do podłogi. Na brodzie miał zawieszone dwa koraliki ze znakami, których Pil nie mógł dostrzec z takiej odległości. Miał na sobie jasnoniebieską szatę, koloru identycznego co kołczan młodzieńca, sięgającą mu do kostek.

Łowca podszedł do śpiącego mężczyzny z zamiarem obudzenia go, ale w chwili gdy wyciągnął rękę, żeby go szturchnąć, dostrzegł zakrwawiony bandaż na jego ręce. Mimo wszystko, zamiast analizować co stało mu się w ramie, tknął staruszka jednocześnie go budząc.

– Oh, witaj młodzieńcze, wybacz, jeśli pukałeś do drzwi i nikogo nie zastałeś, dobrze że wszedłeś. Jak cię zwą? Po co przybywasz? - zapytał zaspany siwowłosy.

– Witam, jestem Pil Listig. Znalazłem twoje zlecenia na tablicy, te w sprawie czytania książek. - odpowiedział.

– No tak, omal nie zapomniałem, że w ogóle coś takiego wieszałem, minęły już chyba z dwa miesiące od tego momentu. Przypomnisz mi jakie obiecywałem wynagrodzenie? - powiedział zdezorientowany staruszek.

– Dostęp do całego księgozbioru. - wyjaśnił.

– No tak, cały… – przerwał niespodziewanie – Mój Boże, gdzie moje maniery, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Leonard Spokojny, jestem magiem z odległej, wysuniętej na południe krainy - Mirsvet. Miło mi Cię poznać, młody czarodzieju.

– Chwila… Po pierwsze “Spokojny”? To nazwisko? Po drugie skąd wiesz, że mam talent magiczny? - spytał z widocznym zaskoczeniem na jego twarzy.

– A więc nie, “Spokojny” to nie nazwisko tylko przydomek. W Mirsvecie posługujemy się głównie przydomkami. Nazwisko tworzy się poprzez dodanie do imienia ojca końcówki “-sson”, w przypadku mężczyzny, bądź “-sdottir”, w przypadku kobiety. - nastąpiła cisza i po chwili z poważnym tonem starzec kontynuował - A co do talentu magicznego…


<C.D.N>

15 sty 2023

Od Pila "Kartki" cz. 1

Jesień 1457

Pil po ukończeniu swojego treningu z młodym mentorem, wyruszył w poszukiwaniu dalszych przygód. Pomyślał, że skoro już odkryto u niego talent magiczny, powinien nauczyć się jak go spożytkować. Stwierdził więc, że uda się do miasta i podpyta lokalnych o księgarnie oraz nauczycieli. Chłopak niezwłocznie wyruszył w stronę miasta.

Po długiej podróży, wycieńczony wędrówką młodzieniec dotarł wreszcie dokąd zmierzał. Nie tracąc ani chwili, podszedł do kupca:

– Witam, czy wie Pan może gdzie znajdę coś pokroju biblioteki, bądź mentora od sztuk magicznych? – zapytał wrażliwie.

– Hmm, niezbyt, ale sądzę, że możesz znaleźć coś pożytecznego na tablicy ogłoszeń w rynku. – odpowiedział z lekką niecierpliwością w głosie.

Po wysłuchaniu rady handlowca, od razu ruszył w stronę skromnie wykonanego, drewnianego banneru. Mijając białe budynki z niebieskimi dachówkami, w które kochał się wpatrywać, dotarł do listy ogłoszeń.

– “Poszukuje ochotnika do pomocy z uprawą…” - załatwione. “Zapraszam na targi…” - nie tego szukam. “Szukam nauczyciela rzemieślnictwa…” - na tym znam się już wystarczająco dobrze. “Poszukuje pomocy z czytaniem…” - nie dla mnie, najwidoczniej nie znajdę tu nic pożytecznego. – wymruczał pod nosem Pil.

Jednakże odwracając wzrok, kątem oka spostrzegł słowo “księgozbiór”. 

Momentalnie z powrotem spojrzał na list i przeczytał go do końca. Mówił on: “Poszukuje pomocy z czytaniem. Niedługo całkowicie oślepnę, a me życie bez moich drogich ksiąg to nie to samo. Nagrodą będzie wszystko co posiadam, czyli mój cały księgozbiór. Mimo skromnego wynagrodzenia, liczę że znajdę ochotnika do pomocy.”

– Dokładnie tego szukałem…


<C.D.N.>