Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diego. Pokaż wszystkie posty

3 sie 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 9

 Zima 1456

– Niech pan poda mi rękę – powiedział Diego.
– Mam puścić pień?! – wykrzyknął Drun. Spojrzał w dół, przytulając się jeszcze mocniej do drzewa.
Byli dobre parę metrów nad ziemią. Zbyt wysoko, żeby mogły dosięgnąć ich wilki, ale zbyt nisko, by zrobić sobie poważną krzywdę spadając. Przynajmniej tak oceniał to Diego. Drun postrzegał sytuację nieco inaczej.
– Proszę mi zaufać – Kuglarz-łowca postarał się przysunąć pomocną dłoń jeszcze bliżej.
Handlarz zacisnął oczy i wydał z siebie ciche jęknięcie. Po tym jednak zdecydował się chwycić rękę swojego obrońcy.
– Okej, trzymam pana – powiedział spokojnym głosem Diego. – Niech pan spojrzy, ja trzymam się jedną ręką pnia. Asekuruję nas. Niech pan zejdzie tu do mnie na tę gałąź.
– A jak ona złamie się pod ciężarem nas dwóch, co? – rzucił Drun. – Pomyślałeś o tym?
– Jeśli bardzo się pan boi ja mogę stanąć na innej gałęzi – Diego przesunął się bliżej osi drzewa i przeszedł na kolejny, pobliski konar. – Śmiało, trzymam pana.
Drun bardzo powoli podniósł nogę i umieścił ją na gałęzi poniżej.
– Świetnie. Teraz druga noga – powiedział Diego.
Handlarz wykonał polecenie. Nim się obejrzał, już stał stabilnie kilkadziesiąt centymetrów niżej. W ten sposób, powoli, krok po kroku zeszli na najniższe konary drzewa.
– I co teraz? Skończyły się gałęzie – zauważył mężczyzna, spoglądając ku ziemi. Jeszcze trochę ich od niej dzieliło.
– Pokażę panu. Proszę puścić moją rękę i usiąść na gałęzi.
Drun już chętniej posłuchał łowcy. Może dlatego, że byli bliżej podłoża, niż wcześniej, a może po prostu miał teraz więcej wiary w jego rozwiązania.
Diego sam usiadł na najniższej gałęzi i oplótł ramionami pień drzewa.
– I teraz się po nim zsunę – wyjaśnił, a następnie, zeskoczył z konara. Zjechał na sam dół, amortyzując upadek tarciem o drzewo. Trochę bolały po tym ręce; kora zdarła nieco materiał na kaftanie, ale było to najbardziej przystępna droga na ziemię, którą wymyślił łowca.
– Da pan radę? – spytał Diego, zadzierając głowę ku górze; ku swojemu towarzyszowi.
– Będę próbował...
– I o to chodzi! Śmiało! – zachęcił kuglarz-łowca.
<C.D.N.>

2 sie 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 6

 Wiosna 1457

Carlos wychylił się za róg, żeby mieć pewność, że wściekły mieszczanin już ich nie dopadnie. Tymczasem Diego oparł się o ścianę i zaczął grzdebać w kieszeniach w poszukiwaniu kawałka kartki.
– Nie... nie dogadaliśmy się... co do wspólnych... występów – wydukał, łapiąc łapczywie powietrze.
– Na tę chwilę ciężko się będzie zgrać... – mruknął Carlos.
– No dobrze... A gdzie bywasz często, gdzie cię znajdę?
– Jeszcze nie wiem – odparł bard. – Ale jak usłyszysz, że ktoś głośno krzyczy moje imię to tam będę – zaśmiał się.
Wtedy powietrze przecięło wołanie o dokładnie takiej treści. Nadawca wiadomości bynajmniej nie brzmiał na zadowolonego.
– O właśnie tak... – westchnął Carlos.
– To ten mag z wcześniej? – zapytał Diego. – Kim on w ogóle jest?
– To mój starszy brat...
– Co zrobiłeś bratu, że tak go wkurzyłeś? – pozwolił sobie dalej pytać Diego. – Znaczy, jeśli wolisz żeby zostało to między wami, to oczywiście rozumiem.
– Chyba przeszkadza mu to, że się urodziłem – mruknął Carlos. – I że jestem o wiele lepszy we wszystkim, co robię. I że "marnuję swój potencjał" – Narysował palcami cudzysłów.
– Marnujesz potencjał? – zdziwił się Diego. – Przecież... twoje sztuczki robią ogromne wrażenie. Daję głowę, że mieszkańcy daliby masę pieniędzy, żeby to zobaczyć!
– Ale urodziłem się magiem i jestem stworzony do wielkich rzeczy – Carlos sparodiował niski głos kogoś innego. – Ja jestem artystą, urodziłem się artystą! Magia muzyki, magia słowa - to jest coś! – dodał z rozmarzeniem.
Znów rozległo się wołanie. Tym razem było ono o wiele bliżej nowych przyjaciół.
– Iii... chyba muszę już lecieć – powiedział Carlos. – Chciałbym zaznać jeszcze kilku chwil wolności...
– Idź, ja go zatrzymam – zaoferował Diego.

1 sie 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 5

 Wiosna 1457

Diego znalazł Carlosa kilka uliczek dalej. Oczywiście, mag był w trakcie obsypywania jakiejś bogatej damy komplementami. Kuglarz uznał, że niegrzecznie byłoby się wtrącać i przerywać, więc stanął w pewnej odległości od nich i cierpliwie zaczekał.
Zza zakrętu wyszedł ktoś nowy. On nie był tak uprzejmy, jak Diego i przerwał Carlosowi:
– Co ty robisz!? – podzielił zdanie na oddzielne słowa. – To moja narzeczona, ty imbecylu!
– Ja? Ja tylko przechodziłem – powiedział niewinnie Carlos, podnosząc dłonie na wysokość ramion.
– Ach tak? – Mieszczanin podwinął rękawy. Oczywistym było, że chce pokazać, co o tym myśli, za pomocą pięści.
– Proszę bez takich – Diego zasłonił Carlosa swoją osobą. – On nie miał na myśli nic złego.
– Ta właśnie! – Carlos wychylił się nieznacznie zza ramienia kuglarza. – Ja tylko komplementuję twoją damę, bo ty nie doceniasz jej piękna! – dodał.
Diego zrzedła mina. W ten sposób na pewno nie załagodzą sytuacji...
– Przyjacielu, naprawdę nie ma potrzeby żebyś... – zaczął Diego, zwracając się do mieszczanina, ale tym już owładnęła prawdziwa furia. Mężczyzna wystrzelił w kierunku Carlosa, więc Diego był zmuszony chwycić go za rękę i przytrzymać.
Mieszczanin zaczął się szarpać. Diego myślał, że ma wszystko pod kontrolą, ale wtedy Carlos wyciągnął przed siebie dłoń. Przywołał na niej jakiś pył; dmuchnął nim prosto w oczy napastnika. Następnie, pociągnął Diego za ramię.
– W nogi!
Kuglarz uchylił na odchodnym czapkę.
– A wy dokąd! – rzucił mieszczanin, ledwie uchylając powieki.
Diego z trudem dotrzymywał kroku nowemu koledze; nigdy dotąd nie biegł tak szybko. Za to po Carlosie było widać wprawę w takich ucieczkach; nawet trzymał swój kapelusz, żeby go czasem nie zgubić po drodze.
Zatrzymali się dopiero parę ulic dalej. Diego musiał oprzeć się o własne nogi, by złapać oddech.
<C.D.N.>

31 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 4

 Wiosna 1457

Przecież istnieje coś takiego, jak gaśnica!
Z tą myślą Diego przebiegł się wzdłuż ścian budynków. Liczył, że znajdzie chociaż jeden punkt z właściwym oznaczeniem. Nie natknął się jednak na żaden. A ogień się rozprzestrzeniał. Wtedy Diego zauważył na innym straganie rozłożoną płachtę. Może to się przyda.
– Obiecuję, zapłacę – zapewnił kupca. Następnie spróbował zdusić materiałem płomienie. Jednak zanim sukno opadło na ogień, Diego oślepiła biała mgła. Kuglarz poczuł lodowaty podmuch; po chwili odkrył, że na jego ubraniu i masce osiadł szron. Kiedy para opadła, nie było już śladu po ogniu. Za to na rynku pojawiło się nieco śniegu i parę dziwnie wygiętych lodowych szpikulców. Te zjawiska rozchodziły się promieniście z miejsca, gdzie stał wspomniany poprzednio brodaty mężczyzna. Człowiek ten wyciągał jedną rękę przed siebie; w bardzo podobny sposób, w jaki zrobił to Carlos, wypuszczając wcześniej z dłoni ogień.
Bard/mag wychylił się niepewnie zza brodatego faceta, by ocenić sytuację. Widząc, że kryzys został zażegnany, zawołał:
– Brawo, oto nasz bohater! Spójrzcie! – wskazał na drugiego czarodzieja. Jednym ruchem ręki ugasił pożar! Brawo! Brawo! – Zaczął klaskać. Ludzie i inne stworzenia dookoła szybko podchwyciły tę inicjatywę i zaczęły otaczać brodatego maga. – Pedro bohater! Brawo! – zawołał jeszcze raz Carlos.
Diego również cieszyło, że ktoś uratował sytuację, więc oczywiście przyłączył się do oklasków i skandowania. Dopiero po chwili zobaczył, że jego nowy znajomy nie wiwatuje razem z pozostałymi. Kątem oka zobaczył turkusowy płaszcz na końcu uliczki. Dlaczego on ucieka..?
Diego wyciągnął sakiewkę i podszedł do handlarza materiałem z pytaniem, ile jest mu winny. Następnie, ruszył za Carlosem. Przecież nie ustalili jak i kiedy znów razem wystąpią!
<C.D.N.>

30 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 3

 Wiosna 1457

Carlos podał Diego jego część zarobionych pieniędzy. Kuglarz schował je do sakiewki przy swoich niewypakowanych rekwizytach.
– Słuchaj, będę potrzebował jakiejś roboty. Mógłbym czasem tu z tobą występować? – zapytał bard.
– Naprawdę chciałbyś? – ucieszył się Diego. – Jesteś świetny, myślałem, że już grasz gdzieś profesjonalnie.
– Hehe, jestem profesjonalistą, ale lubię odskocznię – Carlos chrząknął. – W skrócie, jestem chwilowo bezrobotny – Założył swoje nakrycie głowy z powrotem.
– Skoro tak... Jestem na tak – oznajmił Diego.
– Wspaniale – Carlos w przypływie nowego entuzjazmu wstał. – Tańczysz z ogniem, a co byś powiedział na sztuki z różnokolorowymi płomieniami? – Po tych słowach podciągnął rękawy.
Ku zdziwieniu nowego kolegi, bard wypuścił z rąk płomienie. Każdy skrawek ognistego podmuchu był innego koloru; barwy przeplatały się między sobą i wciąż tworzyły nowe. Diego w pełni podziwu, a wręcz oczarowania, otworzył szeroko oczy i usta. Przypominający poszarpane tęcze ogień został jednak wypuszczony zbyt blisko jednego ze straganów. Handlarz zmuszony był z krzykiem ewakuować się ze swojego stoiska. Całe otoczenie poderwało się z miejsc; wszystkie oczy powędrowały na barwny pożar.
– Um... Ups – szepnął Carlos.
Diego natychmiast zaczął szukać czegoś, czym można pomóc przy gaszeniu ognia. Nie znalazłszy niczego bliżej, pobiegł w stronę studni. Rozejrzał się za wiadrem, ale tego jak na złość, nie było. Co jeszcze można by zrobić, żeby zaradzić na ten ogień? Myśl, Diego, myśl!
Carlos wycofał się nieco. Wtedy po raz drugi tego dnia obił się o kogoś plecami.
– Tu jesteś... – mruknął brodaty mężczyzna. Spojrzał na barda, a potem na płonący stragan.
– To nie ja. Miejscowy kuglarz bawił się ogniem i... sam widzisz.
Mężczyzna zmarszczył krzaczaste brwi. Ogień mienił się tysiącem kolorów, oczywistym było, że zwykły kuglarz nie spowodowałby zapłonu tego typu.
<C.D.N.>

29 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 2

 Wiosna 1457

Czas przerwy nadszedł w idealnym momencie; Diego zaczynały boleć ramiona od wymachiwania pochodniami i też uda powoli buntowały się przeciwko ciągłemu kucaniu.
Ta część spektatorów, która nie miała dużo czasu, postanowiła nie czekać na rozpoczęcie drugiego aktu występu. Znaleźli się jednak tacy, co wykazali dość zainteresowania, by pozostać. Tak więc, chociaż widownia się przerzedziła, artyści po przerwie nadal będą mieli dla kogo występować.
Towarzyszący kuglarzowi bard przewiesił sobie lutnię przez ramię i usiadł na leżącej nieopodal beczce.
– Jesteś naprawdę niezły – pochwalił. – Nigdy nie widziałem, żeby facet był taki giętki... Co prawda ja też przybieram różne pozycje, ale to raczej w wąskim gronie, jeśli wiesz, co mam na myśli – zaśmiał się.
– Um... Chyba nie wiem – mruknął kuglarz-łowca.
Bard zamrugał oczami. Nie mógł uwierzyć, że ktoś nie zrozumiał tej aluzji.
– Diego – Kuglarz wyciągnął uprzejmie dłoń.
– Carlos – Bard potrząsnął jego ręką.
– Sprawnie ci idzie na tej lutni – powiedział Diego. – Znaczy... jeśli to lutnia. Ja specem nie jestem, nie chciałbym tutaj pomylić niczego.
– Tak, to lutnia, dobrze widzisz – potwierdził Carlos. – A to nie jedyny instrument, na którym gram. Jestem bardem, ale też poetą. Do usług. – Uśmiechnął się i ukłonił nisko. – To co, zarobione pieniądze dzielimy po połowie? – Wysypał na dłoń monety zebrane wcześniej do swojego szpiczastego kapelusza.
– Tak będzie sprawiedliwie – Diego podniósł sakiewkę, do której zwykle zbierał datki hojnych widzów. – Powiem, dawno nie widziałem takiego zainteresowania, twój wkład naprawdę zrobił wrażenie.
– Wiesz, ma się ten urok osobisty – Carlos przeczesał dłonią włosy. – Witam drogie panie – Zaczepił przechodzące obok dwie mieszczanki. – Ach, jak dobrze wrócić do domu. Tyle natchnienia, tyle muz... – Obejrzał się na odchodzące, rozbawione kobiety.
– Natchnienie czasami ciężko znaleźć – mruknął Diego. – Ja swojego całą zimę szukałem.
Carlos pokiwał głową i podzielił pieniądze na dwa stosy. Dwie monety jednak uciekły mu i potoczyły się pod beczkę. Kuglarz podniósł je i podał nowemu znajomemu. Sam nie policzył niczego, ufał, że Carlos rozdziela je sprawiedliwie.
Nie wiedział jednak, że bard rozłożył Ora nie po równo; nie przez nieuczciwość, a jedynie przez nieuwagę.
<C.D.N.>

28 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 1

 Wiosna 1457

Ostatnie płatki śniegu dawno zniknęły. Zimne, ciemne doby powoli zastępowały coraz to cieplejsze i dłuższe dni. Roślinność budziła się do życia; tak samo odżywało miasto Rivot. Mieszczanie coraz więcej czasu spędzali na zewnątrz, na rynek wracały stragany, wrócili też uliczni artyści. Należał do nich Diego.
Powrotowi tego kuglarza towarzyszył nowy zapał, nowy zestaw sztuczek oraz nowe historie do opowiedzenia. Niektóre z nich opowiadał za pomocą tańca; często z ogniem. Ślady zostawiane w powietrzu przez płomienie podkreślały ruch wykonywany przez jego ciało.
Kiedy Diego tak skakał, nagle obił się o kogoś plecami. Nie było to typowe zjawisko, zwykle ludzie (i inne stworzenia) zostawiali mu dość miejsca podczas występów. Lekkie zderzenie wybiło kuglarza z rytmu, ale tylko na ułamek sekundy. Po upływie tej ledwie zauważalnej chwili, wrócił do tańca i znów zakręcił pióropuszami z pochodni.
Wtedy wybrzmiała muzyka instrumentu strunowego; coś idealnie komponującego się z ruchami Diego. Aż przerażająco dobrze pasująca do opracowanego przez kuglarza układu. Zdziwienie tą nową melodią, znów wybiło go z rytmu, ale trwało to zbyt krótko, by niedoświadczone oko cokolwiek dostrzegło.
– Tańcz dalej, ja się dopasuję – zakomunikował ktoś.
Nastąpił moment, w którym układ przewidywał obrót, więc dopiero wówczas Diego mógł zobaczyć, jak wygląda jego samozwańczy asystent. Był to ubrany w zdobione, turkusowe szaty bard.
Muzyk podszedł bliżej jednej z kobiet na widowni i mrugnął doń okiem. Kolejnej zaoferował kilka komplementów; Diego zaimponował fakt, że bard mówił bez przerywania gry na lutni. Panie zachichotały zawstydzone i zaczęły coś szeptać między sobą. Muzyk wtedy tanecznym krokiem podszedł do kolejnej grupy i zaczął flirtować też z nimi. Co ciekawe, jego uwodzicielskie manewry poskutkowały większą hojnością tej części publiczności. Bard zdjął jedną ręką z głowy kapelusz i przeszedł się z nim między mieszczanami, zbierając datki.
Diego tańczył jeszcze paręnaście minut; dokładnie tyle, ile zaplanował. Zbliżając się do końca układu, skinął głową bardowi, by ten również wieńczył swój występ. Najlepiej wypadną, jeśli skończą jednocześnie.
<C.D.N.>

27 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 8

 Zima 1456

– Wygląda na to, że to ostatni – oznajmił Diego, spoglądając na biegającego pod drzewem wilka. – Z jednym chyba sobie poradzę w bezpośrednim starciu. Jeśli zastosuję przy tym...
– Po co ty mi to mówisz?! Po prostu tam idź! – wykrzyknął Drun. Poprawił ułożenie rąk, wciąż kurczowo uczepionych pnia.
– Czekaj no chwilę – Diego odłamał w miarę prostą gałąź. Użył grotu, by naostrzyć jej koniec. Może gdyby miał przy sobie sznur, przywiązałby strzałę bezpośrednio do kija. Tak czy inaczej, zmierzał do zrobienia sobie prostej włóczni. Z gotową nową bronią, łowca niemalże tanecznym krokiem zeskoczył na niższe konary. Wilk spróbował dosięgnąć Diego kłami. Ostre zęby kłapnęły centymetry za nisko. Psowaty powtarzał te próby ataku mimo bezowocności każdej z nich. Zwierzę zwyczajnie nie było dość inteligentne, żeby wymyślić lepszą strategię, bądź odpuścić.
Diego przejechał wzrokiem po leżących naokoło martwych wilkach. Zastanawiało go, czy ostatni przeciwnik w ogóle rozumiał, co się z nimi stało i to, że łowca był przyczyną ich zguby. Wilk nie wyglądał na bardziej wściekłego, niż na początku. Jedynie stopniowo narastała w nim frustracja, że jeszcze nie zatopił kłów w cel.
Diego wreszcie zeskoczył z drzewa. Po szybkim przetoczeniu się po zbitej, zmrożonej ziemi, przybrał pozycję obronną. Rozszalały wilk wyskoczył w kierunku łowcy. Diego zaczął unikać ataków w ten sam sposób, w jaki robił to wcześniej tego dnia. Zęby napastnika zostawiały mu jednak coraz to mniejszy margines błędu. Nawet Drun (wciąż pozostający na drzewie) słyszał wściekłe kłapnięcia.
Po jednym z agresywnych ataków wilka, Diego nabrał dłonią nieco śniegu i rzucił tym w oczy napastnika. Psowaty chwilowo stracił orientację w przestrzeni; jego łapy rozjechały się po pokrytym lodem podłożu. Wtedy Diego wbił własnoręcznie wykonaną „pikę” w przeciwnika. Przy użyciu tej broni cios nie musiał być bardzo precyzyjny, żeby powalić raz na zawsze. Wystarczyło, że użyto dość siły.
Diego puścił uchwyt swojej prowizorycznej włóczni i rozejrzał się. Tak, to był ostatni wilk. Niewykluczone, że broniąc siebie i Druna, łowca właśnie rozbił małą watahę.
Diego zawołał wspomnianego handlarza.
– Już możesz zejść!
Drun ani drgnął.
– Już jest bezpiecznie, możesz zejść!
– A kto ci powiedział, że wiem jak?! – oburzył się Drun. – Kazałeś mi tu wchodzić to teraz wymyśl jak mam stąd zejść.
Diego podrapał się w tył głowy. Nie wziął pod uwagę tej opcji.
– Okej, może zacznij od... Albo nie, poczekaj. Pójdę po ciebie.
– Czekam, no czekam – rzucił Drun zirytowanym i nieco przestraszonym głosem.
Diego znów podciągnął się na najniższej gałęzi. Świeża rana ponownie dała o sobie znać, ale już nie tak dotkliwie. Chyba zaczynała zasychać pod ciasnym opatrunkiem. Łowca wspiął się kilka konarów wyżej i wyciągnął dłoń do Druna.
<C.D.N.>

24 lip 2022

Od Diego „Harpie” cz. 1 (cd. Conna/Carlos)

 Wiosna 1457

Diego rozwinął arkusz, na którym spisał zeznania przerażonej kobiety. Mówiła dość nieskładnie, więc mężczyzna przeredagował wypowiedź, żeby była bardziej zrozumiała.
– Pisujesz czasem własne teksty? – spytał go Carlos.
– Zwykle nie. Częściej zapisuję słowa innych – mruknął w odpowiedzi kuglarz-łowca.
– O czym rozmawiacie, chłopcy? – zapytała Conna.
– O sztuce oczywiście – powiedział Carlos poprawiając kapelusz.
– Tę rozmowę możemy przełożyć na później – zauważył Diego. – Mamy teraz inne zadanie. Harpie wróciły i już zaczęły polować.
– W moich pieśniach harpia to połączenie pięknej kobiety z ptakiem. Jak Pedro powiedział mi, że mamy z nimi do czynienia byłem święcie przekonany, że chodzi właśnie o takie harpie – Carlos podniósł wzrok do góry. – Delikatne rysy twarzy, ale i ostre jak brzytwa pazury. Subtelne piękno połączone ze śmiertelnym niebezpieczeństwem... Cóż za wspaniała historia!
– Chętnie bym jej kiedyś wysłuchała – dodała pogodnie Conna.
<Conna/Carlos?>

20 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 7

 Zima 1456

Diego zacisnął zęby i pomimo bólu wspiął się na gałąź. Zobaczył, że krew przesiąkała już przez opatrunek. Będzie musiał wybrać się z tym ugryzieniem do jakiegoś medyka; może znajdzie Connę gdzieś przy skraju lasu.
Diego, choć przyszło to z lekkim trudem, wdrapał się jeszcze wyżej. Teraz widział wszystkie wilki, które po nich przyszły. Diego policzył palcami strzały w kołczanie. Powinny mu wystarczyć, ale bezpieczniej będzie nie chybiać.
Pierwszy wilk oparł się przednimi łapami o pień drzewa, na którym siedzieli Diego i Drun. Warknął głośno; aż było w tym czuć nutę irytacji wywołanej faktem, że nie może dosięgnąć celu. Łowca podniósł łuk i ze skupieniem wycelował. Teraz mógł to robić z pełnym spokojem o bezpieczeństwo swoje i Druna, którego eskortował.
Łowca wypuścił pierwszy pocisk; potem następny i następny. Wilki padały jeden po drugim, chociaż czasem trzeba do tego było więcej niż jednej strzały. Diego poruszał się z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu jak najlepszego kąta celowania. Przeskakiwał bez trzymania się niczego, co widocznie zaimponowało Drunowi.
Po jakimś czasie na dole został już tylko jeden wilk. Był jednak bardzo niespokojny, a co za tym szło, tak ruchliwy, że Diego nie mógł go trafić. Po trzeciej zmarnowanej strzale łowca zaczął się zastanawiać, czy czasem nie lepiej byłoby stanąć z tym osobnikiem do walki tam na ziemi.
<C.D.N.>

19 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 6

 Zima 1456

Spomiędzy zasp wyskoczyło szare cielsko uzbrojone w ostre zęby. Diego nie zdążył podnieść łuku z powrotem. Został przewrócony na ziemię. Szczęki wilka zacisnęły się na jego przedramieniu. Jednak zanim drapieżnik zdołał szarpnąć i złamać kość, dostał od łowcy w pysk kolanem. Diego szybko złapał strzałę bliżej grotu i wbił ją w głowę wilka. Pozbawione życia zwierzę musiało wypuścić kończynę łowcy z uścisku.
Diego wydostał się spod bezwładnie wiszącego cielska. Złapał się szczelnie za przedramię; ściekała po nim krew. Drun podał swojemu obrońcy jakiś kawałek materiału; zapewne wzięty z wozu.
– Dziękuję – mruknął Diego i z cichym syknięciem zasznurował prowizoryczny opatrunek, pomagając sobie zębami. Zupełnie jakby miał i w tym jakąś wprawę...
– Przydałaby ci się jakaś broń przeznaczona do bezpośredniego starcia – stwierdził Drun.
– Coraz wyraźniej to dostrzegam – westchnął kuglarz-łowca. Spróbował napiąć łuk. Na szczęście nowa rana nie była głęboka, nie powinna przeszkadzać w dalszej walce.
Rozległo się skrzypnięcie śniegu. Subtelne, ale słyszalne. Kolejny wilk się tutaj podkradał; tym razem od strony Druna. Diego szybko stanął przed swoim towarzyszem i wycelował z łuku w pierwsze miejsce, gdzie zobaczył drobny ruch. Usłyszeli świst strzały, a następnie jej uderzenie w zaspę. Pudło.
Wilk dalej krążył dookoła ludzi. Diego chwilę szukał go wzrokiem i słuchem. Bezskutecznie; nie miał tych zmysłów tak wyostrzonych jak bestia. Nawet pomimo faktu, że ludzie chodzą na dwóch nogach i widzą dalej, wilk (lub wilki) zbyt dobrze kryły się pośród otoczenia.
Trzeba podejść do tego inaczej... Ale jak? Co mogłoby im w tej sytuacji pomóc... No jasne!
Diego zaczął się rozglądać za idealnym drzewem do realizacji nowego planu.
– Co ty robisz? – zdziwił się Drun.
– Musimy... – zaczął Diego. Wtedy z ukrycia wyskoczył kolejny drapieżnik. Rozdziawiając pysk, celował w nogi Diego. Kuglarz szybko uniknął kłapnięcia. Potem zrobił to ponownie i ponownie. Jego wywijanie nogami i skakanie pośród zasp powoli zaczynało przypominać taniec. Po jakimś czasie wilka wyraźnie zmęczyło to szaleńcze ganianie za którąkolwiek z nóg Diego. Wtedy kuglarz-łowca wyjął strzałę i po ostatnim piruecie wycelował w wilka. Strzała ze świstem poleciała prosto do celu. Drapieżnik padł na ziemię.
Diego widząc, że zyskali odrobinę czasu, podbiegł do pnia i przygotował dłonie do podsadzenia Druna na górę.
– Zostaw pan wóz, musimy wejść na drzewo Tam poczekamy aż przyjdzie ich więcej.
– Na drzewo?!
– Szybko – ponaglił Diego.
Drun niechętnie wypuścił z dłoni uchwyty swojego wozu i z rozbiegu doskoczył do Diego. Kuglarz-łowca podsadził go na wysokość jednej z niższych gałęzi.
– Niech się pan wspina wyżej – kazał Diego. Wtedy za jego plecami rozległo się głośne warczenie. Kuglarz sam wziął rozbieg, podskoczył i złapał rękami inny konar. Chciał się podciągnąć na nim, ale wtedy poczuł nagły ból w świeżej ranie.
<C.D.N.>

18 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 5

 Zima 1456

Diego wraz z Drunem ruszyli dalej przez las. Cały czas kążyli jeden obok drugiego; w końcu tylko łowca miał ze sobą gotową do wystrzału broń. Tylko on w ogóle miał broń. Przystawali na każdy odgłos i jakikolwiek kształt, który mógłby być kolejnym zwierzęciem.
– Jak na łowcę, jakoś mało bezpiecznie się czuję pod twoją opieką – rzucił Drun.
– Mówiłem, że dopiero się uczę – mruknął Diego. – Niczego przed panem nie ukrywałem.
– A przyjąłeś zaliczkę. To było twoje zapewnienie, że sobie poradzisz – kontynuował kupiec.
– Przepraszam, przecież zabiłem tamtego wilka. Nie wiem o co panu chodzi.
– Też mi się trafił łowca... – wymamrotał Drun.
Diego westchnął; nic już nie powiedział. Poczuł się trochę winny przez fakt, że nie spełnia oczekiwań zleceniodawcy.
Po jakimś czasie obaj ujrzeli za drzewami jakiś nowy kształt. Był z o wiele ciemniejszy, niż bure pnie i niższy od nich.
– Mój wóz! – prawie wykrzyknął Drun.
– Ciszej – Diego uniósł dłonie, żeby uspokoić nieco kupca. – Jeszcze nie jesteśmy bezpieczni.
Handlarz rozejrzał się, ale tylko pobieżnie. Wybiegł w stronę swojego dobytku i z radością wymalowaną na twarzy dopadł wozu. Diego po cichu, z wciąż napiętym łukiem, dołączył do towarzysza. Dopiero teraz mógł poznać, co tak właściwie przewoził tędy Drun. Wyglądało to na jakieś krzywo wykute rupiecie; tu nożyce, tam jakiś ostro zakończony pręt... Niektórzy po prostu nazwaliby te rzeczy śmieciami.
– Po to chciał pan wracać taki kawał drogi? – zdziwił się łowca.
– Um... Tak. To... rodzinne pamiątki – wyjaśnił z wahaniem w głosie Drun.
Diego przyjrzał się badawczo wozowi. Jedyne co zwróciło jego uwagę, to to, jak nieporęcznie był skonstruowany. Miał bardzo grubą podstawę, co pewnie utrudniało transport.
Drun złapał uchwyty wozu. Był to ten typ, który ciągnie się w pojedynkę, ale Diego i tak postanowił pomóc. Przewiesił łuk przez ramię i powiedział:
– Ja mogę go pchać, będzie wtedy szybciej.
Drun skinął głową, choć zrobił to niechętnie. Diego oparł dłonie na tyle wozu, ale wtem poczuł pewien charakterystyczny zapach.
– Co jest? Miałeś pchać – Drun spostrzegł, że Diego nie przykłada do zadania dużo siły. Łowca był rozkojarzony.
– Czuję... urynę wilka – powiedział wreszcie zamaskowany mężczyzna.
– Co..?
– Wilki oznaczyły pana wóz. Na pewno są blisko – podsumował Diego. Zdjął dłonie z drewna i napiął z powrotem łuk. – Będzie musiał pan ciągnąć go sam – Obrócił się parę razy celując strzałą w okoliczne krzewy.
– Aha! Czyli twój instynkt faktycznie działa!
– Nie, mówiłem panu, ja nie mam żadnego... – zaczął się tłumaczyć Diego. Spuścił przez to gardę; opuścił nieznacznie łuk i delikatnie zmniejszył napięcie cięciwy.
Zrobił to w złym momencie.
<C.D.N.>

Od Diego „Najgorsze jeszcze przed nami” cz. 1 (cd. Pedro)

 Zima 1456

Diego obudziło w środku nocy kłucie w gardle. Zerwał się z miejsca i zaczął kasłać. Czuł się, jakby coś go uwierało w tchawicę i na pewno nie była to ślina. Na szczęście kilka sekund siłowania się z własnym organizmem wystarczyło, by nieprzyjemne uczucie zniknęło.
No ładnie... pewnie to spanie pod samą kurtką w roli kołdry odbiło się na jego zdrowiu. Od kilku dni kuglarz nie musiał już walczyć z Tingiem o okrycia, ale może w przeszłości coś przez to zamieszanie złapał.
Co się miało stać już się stało.

 Lato 1457

Słońce chyliło się ku zachodowi. Ostatnie złociste promienie oświetlały jeszcze dachy budynków. Diego stanął jeszcze raz na rękach, potem na tylko jednej. Publika zamruczała z podziwem. Mężczyzna podskoczył z tej pozycji i wykonał salto, by powrócić do podobnego ułożenia ciała. Ostatni spektatorzy zaklaskali. W sakiewce kuglarza brzdęknęło kilka dodatkowych Ora.
– Dziękuję wam bardzo. Jutro też tu wrócę – oznajmił Diego, stając już na dwóch nogach jak normalny człowiek. Po tych słowach, ukłonił się nisko, zdejmując z głowy czapkę. Wybrzmiały ponownie oklaski.
Nagle Diego poczuł ścisk w gardle. Zakrztusił się. Jednocześnie poczuł swego rodzaju mrowienie przechodzące od czubka głowy po stopy. To wszystko trwało jednak tylko kilka sekund. Po tym, samopoczucie kuglarza wróciło do normy. Diego zignorował więc to zjawisko, zebrał swoje rekwizyty, zarobione pieniądze i wybrał się do domu.
<Pedro?>

17 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 4

 Zima 1456

Wilk podszedł bliżej podróżników. Wydał z siebie donośne warknięcie.
– Na co czekasz?! Zrób coś! Jesteś łowcą do diaska! – rzucił Drun.
Diego naciągnął cięciwę. Wycofał się kilka kroków, by utrzymać bezpieczny dystans między nimi, a zwierzęciem. Wilk znowu warknął. Następnie, kłapnął zębami. Zdaje się, że to było ostatnie ostrzeżenie przed prawdziwym atakiem.
Łowca wreszcie wypuścił strzałę. Pocisk omsknął się i zamiast trafić napastnika w głowę, utknął w jego grzbiecie. Zwierzę oszołomione nagłą iskrą bólu skoczyło w stronę Diego. Łowca szybko uniknął ataku, ciągnąc Druna za sobą, by ten czasem nie oberwał rykoszetem. Wilk wbił pazury w ziemię i odwrócił się. Wtedy dostał drugą strzałą; tym razem już celniej. Pocisk przebił jego czaszkę. Zwierzę osunęło się na ziemię. Drun wychylił się niepewnie zza pleców Diego, by spojrzeć na drapieżnika.
– Paskudne, śmierdzące... – mruknął.
Łowca nie podzielał opinii towarzysza, a na pewno nie do takiego stopnia. Nie powiedział jednak nic, nieuprzejmym byłoby się teraz sprzeczać ze zleceniodawcą. Zwłaszcza, że na tym etapie Diego już sam nie wiedział, czym dla niego były wilki. Traktował je jako rozumne stworzenia, czy jako agresywne, dzikie zwierzęta? Ten, którego napotkali, raczej wpisywał się w drugą kategorię.
Na wszelki wypadek Diego wyjął z kołczanu jeszcze jedną strzałę. Miał przeczucie, że ów zwierz nie będzie jedynym, na którego trafią. Gdzieś tutaj może się czaić cała wataha.
<C.D.N.>

Od Diego „Śnieżna postać” cz. 24

 Zima 1456

Diego skończył toczyć ostatnią kulę śniegu. Przyklepał ją dłońmi, by mieć pewność, że się nie rozpadnie. Następnie zaczął układać śnieżną wieżę, która lada chwila stanie się bałwanem. Kuglarz dodał ramiona z grubych gałęzi i twarz z kamieni. Pozostawała jeszcze kwestia dania tej figurze jakiegoś nakrycia głowy. Diego postanowił zdjąć swoją czapkę i na chwilę umieścić ją na bałwanie. Ot; dla żartu. W końcu żarty i wygłupy to specjalność kuglarza.
Diego zastanawiał się, czy zostawić bałwana pod swoim domem, czy może będzie to zbyt... dziecinne. Ale z drugiej strony, może ta figura odstraszy pomniejsze zwierzęta, które mogłyby się tu przyplątać. Albo ptaki, które lubią ćwierkać jeszcze przed wschodem słońca. Może bałwan zadziała jak strach na wróble?
Chociaż... to dom Diego. Czy w ogóle potrzebne jest usprawiedliwienie dla obecności bałwana? Jeśli jest to coś, co przypomina mu chociaż ułamek przeszłości, jest wart zachowania.
Diego zdjął z głowy bałwana swoją czapkę. Lepiej mu będzie w starym garnku. Chyba w domu kuglarza był jakiś dziurawy, który nada się tu idealnie.
Mężczyzna wspiął się po drabince na ganek swojego domku na drzewie. Spojrzał na bałwana z góry. Wytężył umysł, próbując skojarzyć, co przypominała mu ta postać. No dalej, na pewno istnieje coś z tym związanego.
Nagle jakby z umysłu Diego spadła jakaś osłona, a przynajmniej jej część. Diego usłyszał w głowie odgłos śmiechów. Tak, śmiechów jego przyjaciół.
– D.J., zrób nam zdjęcie!
Następnie przypomniał sobie zimną śnieżkę, która uderzyła go tego dnia w plecy.
<C.D.N.>

16 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 3

 Zima 1456

Diego nie widział jeszcze tej części lasu. Rozpoznałby znajomą drogę, ale ta do nich nie należała. Łowca nie zajmował się często zwiedzaniem okolicy swojego domu. Uznał, że nie znalazłby tu nic szczególnie ciekawego, ani wartego jego czasu.
– Znasz historię o władczyni wilków? – zapytał Drun.
– Nie – odparł Diego. – To jakaś legenda?
– Niektórzy twierdzą, że to prawdziwa historia.
– Chcesz mi ją opowiedzieć? – poprosił łowca.
– Huh, widać, że dopiero się uczysz. Więc... W czasach zanim człowiek udomowił zwierzęta, wilki miały swoją władczynię. Bezwzględną, pełną nienawiści do rodzaju ludzkiego. Rozkazała wilkom atakować każdego człowieka, którego napotkają. Miała być to zemsta za próbę oswojenia jej poddanych.
Diego słuchał z uwagą, ale nie odwracał wzroku od otoczenia, ani nie opuszczał łuku. Byłoby to nierozsądne, skoro jest tu jako eskorta. Niemniej jednak, łowca poczuł, że zachowuje się ciut niegrzecznie, nie patrząc na rozmówcę.
– I jak się kończy ta historia?
– Śmiercią władczyni wilków. Ludzie zdołali ją zabić. Wtedy jej poddani podzielili się na dwie grupy; psy i wilki. Jedna przyłączyła się do ludzi, a druga pozostała wierna wyrokom swojej pani.
– Czyli mówisz, że nadal atakują... – Diego zastanowił się nad swoim nastawieniem wobec wilków. Zrozumiał, iż nie widział w nich potworów. Postrzegał je jako zwykłe zwierzęta, a może nawet coś więcej. Może gdyby nie atakowały wszystkiego, co się rusza, dałoby się z nimi... dogadać? Hm, cóż za dziwna myśl. Skąd się ona wzięła?
Nagle coś zaszeleściło między drzewami. Drun i Diego stanęli w bezruchu.
– Co to było? – wydusił kupiec.
– Jeszcze nie wiem – odparł łowca.
– Co ci mówi instynkt? – zapytał Drun, chowając się za towarzyszem.
– Przepraszam? Jaki instynkt?
– To nie jest tak, że wy wszyscy łowcy macie instynkt, który was informuje o otoczeniu i zagrożeniach? – kontynuował handlarz.
– Um... Nie.
Wreszcie spośród roślinności wyłoniło się źródło wspomnianych dźwięków. Nie było mowy o pomyłce; był to wilk. Jednak zdziwił on Diego swoim wyglądem. Przypominał dzikie monstrum, a nie coś, z czym dałoby się dogadać. Spojrzenie puste, agresywne, pozbawione głębszych pragnień, wręcz bezmyślne. Wilk odsłonił kły i zjeżył kark. Oczywista reakcja na intruzów.
Diego poczuł się... zawiedziony. Może wcale nie miał na myśli wilków, kiedy w jego głowie pojawił się wizerunek inteligentnych, łagodnych stworzeń. Może pomylił nazwy, może amnezja pomieszała mu w głowie pewne pojęcia...
<C.D.N.>

Od Diego „Śnieżna postać” cz. 23

 Zima 1456

– To była najlepsza bajka na świecie! – ucieszyła się Lucy.
– Wszystko fajnie się kończy... ale... – zaczął Rick.
Diego zapalił jedną z większych latarni, by rozbić półmrok panujący w izbie. Nie będzie już pokazywał cieni tego wieczora, więc nie musi się ograniczać do jednego źródła światła.
– Naprawdę istnieją dobre smoki?
Kuglarz zastygł w bezruchu; tuż przed zapaleniem kolejnej latarni. Trwał w tej samej pozycji, dopóki płomyk na podpałce nie sparzył go w opuszki palców. Diego syknął i upuścił patyk. Kawałek drewna jakby specjalnie zgasł w locie, by wylądować na dywanie bez stwarzania zagrożenia. Diego wziął w usta zraniony palec.
Smoki? Dobre smoki? Ze słów chłopca wynikało, że ten epitet zwykle nie towarzyszył wspomnianym gadom. Ale kuglarz-łowca zdał sobie sprawę, iż dla niego była to całkiem zwyczajna fraza. Czy u smoków, jak u humanoidów, nie zależało wszystko od charakteru? Czyżby... Diego znał jakieś „dobre smoki”?
– Tak, istnieją. Gdzieś na pewno – powiedział wreszcie opiekun. Nie pamiętał wszystkich szczegółów, ale był pewien swojej odpowiedzi. Wtedy rozległo się bicie zegara. Diego spojrzał na tarczę wskazującą czas.
– No, dzieciaki... do łóżek – zarządził.
– Nieee – jęknął Rick. – Opowiedz coś jeszcze.
– Jeszcze jedną bajkę – dodała Lucy.
– Nie, nie. Już wybiła dziewiąta. Nie ma mowy o dłuższym siedzeniu. Do pokoju marsz! – Diego zaklaskał w dłonie, żeby popędzić podopiecznych.
Dzieci niechętnie skierowały się do wyraźnie wyznaczonego przez opiekuna miejsca. Rick jeszcze odwrócił głowę, by spojrzeć na Diego; spróbować jakoś na niego oddziałać. Mężczyzna musiał odwrócić wzrok od tych błagalnych oczu. Otrzymał od rodziców dzieci dokładne instrukcje. Czas spać.
Kiedy Diego już miał pewność, że Rick i Lucy zostaną grzecznie w łóżkach, zamknął drzwi ich pokoju i udał się do głównego pomieszczenia. Zebrał zabawki pozostawione na środku dywanu; co wiedział, gdzie odłożyć, tam odłożył. Pozostałe przedmioty poukładał pod ścianą, żeby nie walały się pod nogami.
Teraz pozostało tylko czekać aż wrócą rodzice jego podopiecznych.
<C.D.N.>

15 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 2

 Zima 1456

Diego nie zdawał sobie dotąd sprawy, jak szybkie było jego codzienne tempo chodu. Dopiero kiedy musiał iść równo z Drunem, dostrzegł różnicę między sobą, a pospolitym mieszczaninem. A nie mógł wyjść naprzód; do wspomnianego mężczyzny należało wskazywanie odpowiedniej drogi.
Jak wkroczyli do lasu, Diego wyjął z kołczanu strzałę i nałożył ją na cięciwę, żeby w razie potrzeby być przygotowanym. Towarzyszący mu mężczyzna nie miał żadnej broni.
– Jestem handlarzem, nie wojownikiem – tłumaczył się.
Diego uznał w myślach, że to trochę nielogiczne biorąc pod uwagę, w jakim środowisku przyszło im żyć, ale nic nie powiedział. Nie chciał urazić jego uczuć. Zwłaszcza, że Diego brał za tę eskapadę pieniądze.
– Więc... – mruknął Drun, podtrzymując rozmowę – Dlaczego nosisz maskę?
– Zdaje się nosiłem ją zawsze – odparł Diego.
– „Zdaje się”?
– Nie pamiętam, dlaczego ją noszę. Straciłem pamięć jakiś czas temu – powiedział szczerze łowca.
– Ot, ciekawa historia – podsumował Drun.
Pomagając sobie ręką, Diego przeskoczył nad pniem powalonego drzewa. Jego towarzysz musiał obejść przeszkodę; widać było po nim, że nie jest w połowie tak sprawny jak łowca. Nawet pomimo obrania łatwiejszej ścieżki, potknął się o wystający korzeń. Diego złapał go za ramię, żeby się nie przewrócił.
– Teraz koło tego dębu skręcałem w lewo – zakomunikował Drun.
– Czyli idziemy w przeciwnym kierunku; nie w stronę mojego domu.
Mieszczanin spojrzał na Diego.
– Mieszkasz w lesie? Oszalałeś? – rzucił.
Zamaskowany mężczyzna rozłożył ręce. Dla niego nie było w tym nic dziwnego.
– Nie jestem jedynym łowcą mieszkającym poza miastem. Jest jeszcze Conna, Feri...
– Te imiona nic mi nie mówią... – mruknął Drun.
<C.D.N.>

Od Diego „Śnieżna postać” cz. 22

 Zima 1456

– Ani jedno, ani drugie – Diego pokręcił głową. Złożył palce w nowy kształt. – To były... GOBLINY!
Lucy pisnęła i schowała się za brata. Ten otworzył lekko usta, wpatrując się na przerażający cień na ścianie. Kuglarz osiągnął to, na co liczył; dzieci czekały z zapartym tchem na dalszą część historii.
Diego opowiedział, jak smok użył swojego instynktu żeby odnaleźć leże goblinów. Potem, rycerz dostał się niepostrzeżenie do wnętrza kolonii; udał jednego z nich i w odpowiednim przebraniu przemknął między strażnikami. Dotarł tym sposobem do króla goblinów. Odnalazł tam wszystkie skradzione skarby i zwierzynę. Ale nie wystarczyło odzyskać te przedmioty, trzeba było jakoś rozprawić się z samymi potworami.
– Wtedy rycerz dał sygnał smokowi. Złożył ręce i zagwizdał. O tak – Diego ułożył odpowiednio dłonie i dmuchnął w powstały instrument. Po pokoju rozniósł się niski, ale donośny gwizd.
– I jak smok dostał się tam pod ziemię? – zapytał Rick, kiedy podziw wobec powstałego dźwięku już opadł.
– Użył swojej siły i płomienistego oddechu, żeby rozbić skałę nad komnatą króla. Wpadł do środka z wielkim hukiem – Diego za pomocą cienia na ścianie zaprezentował wybuch. Jednocześnie całkiem umiejętnie naśladował odgłos eksplozji i trzasku skał. – Wtedy król goblinów zawołał na pomoc całą kolonię. Rozpoczęła się zaciekła walka.
– O nie! – zawołała Lucy.
– Rycerz i smok ramię w ramię dzielnie walczyli z goblinami. Nie dali do siebie się nawet zbliżyć. Ich współpraca dała im wielką przewagę nad wrogiem. Smok ział ogniem, uderzał pazurami, kłapał szczękami. – Diego dyskretnie spojrzał na swoją ściągawkę. – Rycerz dzielnie władał mieczem i tarczą, pomagając sobie magicznymi przedmiotami, które wcześniej ukradł król goblinów.
– Jakie to były przedmioty? – zapytał Rick.
Diego chwilę nic nie odpowiadał. Nie uwzględnił w swoim planie odpowiedzi na pytanie o takie konkrety. Dopiero po kilkunastu sekundach w jego głowie zawitała świeża wena i pomysły.
– Miał naszyjnik wspomagający energię i pierścień dający nadludzką siłę. Jeden cios wystarczył by powalić dziesięć potworów! – Diego wyciągnął przed siebie pięść, udając, że to on coś uderza.
– Łaaał! – powiedziało zgodnie rodzeństwo.
– Lecz nagle z jednego z tuneli wyskoczył nowy goblin. Akurat, kiedy rycerz był odwrócony doń plecami. Potwór schwycił śmiałka i powalił go na ziemię – Diego uniósł dłonie, spiął palce, udał, że oplata coś dłońmi. Skierował pięść ku ziemi, jakby to on kogoś dramatycznie przewracał.
Dzieci otworzyły szerzej oczy. To nagłe przechylenie szali zwycięstwa bardzo je poruszyło.
– Smok chciał mu pomóc, ale chwila nieuwagi wystarczyła, by gobliny zaatakowały i jego. Oblazły gada jak stado mrówek.
Lucy znów pisnęła. Przytuliła się do swojej maskotki, a następnie do siedzącego obok brata.
– Co było dalej? Diego, co było dalej? – wydusił Rick.
– Dało się słyszeć tylko mamrotanie potworów i zduszone krzyki nowych przyjaciół. Myśleli, że to koniec. Ale wtedy rycerz dosięgnął, zupełnie przypadkiem, ostatniej broni, którą skradły gobliny - kosturu starego, potężnego maga. Monstra były za głupie, żeby wiedzieć, do czego służył i jak go użyć. Tym różniły się od rycerza, który tak naprawdę sam miał w sobie krew magów...
Dzieci przysunęły się bliżej opiekuna. Nie było mowy o odwróceniu od niego wzroku choćby na chwilę.
– Pomieszczenie wypełnił biały rozbłysk. Kiedy zniknął, zabrał ze sobą również gobliny. Towarzysze broni i nowi przyjaciele wrócili do miasta z wszystkimi łupami jako zwycięscy; jako bohaterowie. Smok już nigdy nie został niesprawiedliwie posądzony o nikczemne działania przeciw mieszkańcom okolicy, a rycerz poświęcił następne lata na zgłębienie tajemnicy swojego pochodzenia. I tak zakończyła się ta przygoda.
<C.D.N.>

14 lip 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 1

 Zima 1456

Diego wracał z kolejnej zmiany w roli opiekuna. Dziś wyszedł całkiem wcześnie; ojciec jego podopiecznych wrócił szybciej. Nie wiązało się to jednak z obniżeniem opłaty; gospodarz dotrzymał słowa i wręczył Diego tyle Ora, ile miał otrzymać za ten dzień.
Diego ruszył ulicami Rivot. Jego plan dnia zakładał, że opieka nad Rickiem i Lucy potrwa znacznie dłużej. Pomyślał, że w tej sytuacji wstąpi do jednego ze sklepów i dokupi składników na farbę do swojej maski. Miał jej jeszcze dość na kilka warstw, ale zrobienie zapasów nie zaszkodzi. Po powrocie do domu wyrobi barwnik, będzie to dobre spożytkowanie czasu.
Wchodząc w nową uliczkę Diego natknął się na dyskutujących mieszczan. Czy chciał, czy nie, usłyszał, o czym rozprawiali. 
– Nie ma mowy żebym tam wrócił sam. Od tamtej pory boję się wchodzić do lasu – powiedział niski mężczyzna do swojego znajomego.
– Nie mów, że boisz się Leszego – zaśmiał się jego kolega. – Albo Dooma.
– Boję się wilków. Ledwo uszedłem z życiem! Ale musiałem zostawić mój wóz.
– Przepraszam, wilki sprawiają problemy? – pozwolił sobie wtrącić się Diego.
– Wściekłe szare potwory! Zębata karykatura psowatego! – rzucił ze złością niski jegomość. – Ile pieniędzy przez nie straciłem!
– Może wóz nadal tam jest? – mruknął kuglarz-łowca. – Według mnie jest na to realna szansa. Co w nim pan przewoził?
– Ha, nie powiem ci, cwaniaczku. Myślisz, że...
– Drun, myślę, że on chce ci pomóc – zaznaczył kolega mieszczanina.
– Jestem łowcą – powiedział Diego. – Po to tu jestem.
– Ty? Łowcą? – zdziwił się Drun. Przejechał wzrokiem po niepozornej sylwetce.
– Dopiero się uczę – przyznał szczerze kuglarz-łowca. – Ale z wilkami na pewno sobie poradzę. – Zdjął z ramienia łuk. – Mógłbym eskortować pana w drodze przez las. Może odszukamy pana dobytek.
– Hm, skoro tak... Możemy ruszyć choćby zaraz.
– Chwila, łowca na pewno nie zrobi tego za darmo. Masz mu czym zapłacić? – wtrącił znajomy Druna.
Niski mieszczanin sięgnął do swoich manatków i wyciągnął stamtąd sakiewkę.
– To będzie zaliczka. Zapłacę ci więcej, jeśli odzyskamy mój wóz.
Diego uśmiechnął się do siebie. To będzie nawet lepsze spożytkowanie zyskanego czasu. 
<C.D.N.>