Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karniela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karniela. Pokaż wszystkie posty

30 kwi 2022

Od Karnieli "Budyń z pieprzem" cz.10 (c.d Saadiya)

Jesień 1456

Karnia usiadła niepewnie obok chłopaka. 

– Chyba naprawdę potrzebujesz tego masażu. Jesteś strasznie sztywny – zauważyła.

– A czego, żeś się spodziewała po kimś, kto urwał się z zakonu? – zażartował, przedrzeźniając ją.

Karnia zaśmiała się krótko, uśmiechając się do Saadiyi. Nie chciała pokazywać mu, jak bardzo zdziwiło ją jego zachowanie. Nie spodziewała się, że postąpi w ten sposób. Zakładała raczej, że skończy się na jej błaganiach. Nie przypuszczałaby, że tak na trzeźwo…

W sumie nie narzekała. Kiedy był obudzony, wydawał się jeszcze przystojniejszy. Zwłaszcza jego złote, piękne niczym dwa, niewielkie słoneczka oczy, w które mogłaby wpatrywać się cały dzień. Teraz chyba już rozumiała, dlaczego ta dziwna bogini lubowała się w wydłubywaniu oczu. Gdyby mogła, kozica sama wyjęłaby je chłopakowi i oprawiła w ramkę niczym najdroższy obraz do podziwiania. Wiedziała jednak, że to tak nie działa. Stwierdziła, że musi kiedyś poprosić go o swój portret. A najlepiej malunek samych jego oczu.

Zaczęła ostrożnie masować skrzydło chłopaka. Jego gładkie, miękkie pióra przesuwały się między jej palcami, łaskocząc lekko. Przesuwała dłonie powoli, po jego ciele. Nie chciała wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, ponieważ Saadiya już teraz wydawał się zestresowany. Wolała nie wywoływać u niego ataku paniki.

– Mam nadzieję, że nie narzekasz na moje zdolności – zaśmiała się.

– Nie… Jest dobrze – odpowiedział niepewnie.

Nadal był strasznie spięty. Kozica przesunęła niepewnie dłonie na barki bestii. Z początku wydawał się zdezorientowany, jednak po chwili zaczął się odprężać.

Siedzieli tak w ciszy przez dłuższy czas, aż Karnia nie stwierdziła, że jej dłoniom należy się chwilowa przerwa. 

– Teraz twoja kolej – rzuciła, siadając tak, aby chłopak mógł ją pomasować.

– Tylko że nie wiem, czy potrafię. Dawno nikogo nie masowałem – zaśmiał się.

– Oj przestań, nie może być tak źle! A po wszystkim, możemy przecież pójść nieco dalej…

– Podziękuję.

Mówiąc to, Saadiya odskoczył od kozicy, poprawiając przy tym swoje ubrania, których nie ostało się wiele. Chyba zdał sobie sprawę z tego, jak skąpo ubrany właśnie był, ponieważ zaczął rozglądać się zdezorientowany po pomieszczeniu. Dopiero gdy zlokalizował swoje ubrania, rozrzucone po podłodze w kącie pokoju – wstał, ruszając w ich stronę.

Karnia widząc jego zachowanie, natychmiast zareagowała. Stanęła przed nim z poważną miną. Po chwili, chcąc przekonać go do zostania, zmusiła się do łagodnego uśmiechu.

– Gdzieś idziesz, Ptaszyno? Nawet jeszcze się dobrze nie poznaliśmy!

– Możemy porozmawiać na dole. Na przykład przy szklance… – zawahał się. – Przy szklance wody.

– Przez „o” z kreską, mam rację?

– Co?

– Hm? – Karnia uśmiechnęła się szeroko.

Saadiya wyminął ją ostrożnie i szybkim ruchem zgarnął swoje ubrania z podłogi. 

– Jeśli pozwolisz, to się ubiorę. Strasznie zimno się tu zrobiło!

– Tak? Ja jakoś tego nie czuję! Mogę cię przytulić, jeśli to pomoże.

– Nie trzeba. Ty też powinnaś się ubrać, bo się przeziębisz…

– Nic mi nie będzie – prychnęła koza.

Nie podobało jej się, do czego dążyła ta rozmowa. Nie mogła przecież od tak go wypuścić! Nawet nie zdążyła się rozkręcić, a on już postanowił zostawić ją i tak po prostu odejść? Jasne, mógł to zrobić, jednak nie w takim momencie! Jakby nie mógł poczekać… 

Patrzyła na niego, gdy ten nerwowo nakładał na siebie kolejne warstwy ubrań. Ostatecznie ubrał również swoją ptasią maskę i odwrócił w stronę drzwi.

– Nie chcesz zostać na dłużej? – zapytała rozdrażniona.

– Przykro mi, ale nie mam już pieniędzy, a jestem strasznie głodny. Chciałbym niedługo wyjść, aby móc gdzieś trochę dorobić i…

– Nic więcej nie mów! – przerwała mu. – Możesz pracować dzisiaj w karczmie u mego boku! A spać możesz u mnie, abyś nie musiał wynajmować pokoju!

– Tak w sumie to już wynająłem go w innym miejscu. Tam też zostawiłem wszystkie moje rzeczy, więc jeśli pozwolisz, to wrócę chyba do miasta.

– A co jeśli nie pozwolę?

<Saadiya?>

Od Karnieli „Naprawdę, nie piję” cz. 2 (c.d. Diego)

  Zima 1456

Kiedy nieznajomy wykonał sztuczkę, Karnia wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu. Nie była w stanie pojąć, co się właśnie wydarzyło. Karta jeszcze przed chwilą znajdowała się w jego prawej dłoni. Nie minęła nawet sekunda. On nie zrobił nic, co mogłoby wskazywać na przełożenie jej do drugiej ręki. Co więc robiła w lewej? 

Kozica poczuła przypływ ekscytacji, pod wpływem tak ciekawego i niespotykanego zjawiska. Może ten trzeźwy chłoptaś, wcale nie był taki nudny? Istoty z maskami są, jak się okazuje, bardziej zadziwiające i ciekawe, niż mogłoby się wydawać. Stwierdziła, że kiedyś musi sprawdzić, jak wygląda jego twarz.

– Jesteś magiem? – zapytała, starając się zachować spokój.

– Nie. Jestem artystą-kuglarzem.

– Artysta-guglarz? Robisz jakieś gogle, czy może jesteś artystą gulaszu…

– Kuglarz – poprawił ją zamaskowany.

– No okej. I co taki guglarz robi? Czarujesz?

– Nie… – mężczyzna westchnął zrezygnowany. – Robię sztuczki. Zabawiam ludzi. Na przykład ten trik z kartą, to po prostu sztuczka oparta na zręczności i długotrwałym treningu.

– Eee! Nudy – jęknęła. – Myślałam, że czarujesz.

– Nie czaruję, niestety.

Karnia spojrzała na niego w zamyśleniu. W rzeczywistości była bardzo pod wrażeniem jego umiejętności. Cieszyła się jak dziecko, jednak wiedziała, że nie powinna tego aż nazbyt okazywać. Wziąłby ją za dziecinną, a w oczach pijaków rozsianych po karczmie, mogłaby sporo stracić. A musiała przecież utrzymać swój autorytet.

– Pokaż jeszcze coś. Nie uwierzę, że jesteś prawdziwym guglarzem, aż mi tego nie udowodnisz! Każdy głupi mógłby nauczyć się tej sztuczki z kartami, ha!

Nieznajomy milczał. Barmanka przez chwilę obawiała się, że ten odmówi i po prostu sobie wyjdzie, jednak on nie ruszał się z miejsca. Przeklęta maska – gdyby nie ona, kozica już dawno wiedziałaby co myśli o niej mężczyzna. Przez to ustrojstwo nie mogła dostrzec jego twarzy.

– Dobrze, co mam zrobić?

Dziewczyna uśmiechnęła się uradowana.

– No… Sztuczki! Rób sztuczki!

– W porządku.

Zamaskowany zastanawiał się chwilę, po czym wyjął z kieszeni talię kart i podał ją barmance.

– Wybierz jedną.

Karnia zrobiła, co jej kazano. Wyciągnęła królową z ładnym, czerwonym serduszkiem. Mężczyzna kiwnął głową i odłożył resztę na blat.

– Podaj mi ją.

Ponownie wykonała polecenie. Zamaskowany chwycił kartę. To, co wydarzyło się później, było tak dziwne, że kozica przez chwilę zwątpiła w swoje własne oczy. Stojący przed nią nieznajomy po prostu stuknął w kartę, a ta niczym za sprawą magii przemieniła się z królowej w asa z czarnymi, przypominającymi drzewka znaczkami.

– Jak… jak to się stało? Kiedy? – wykrzyknęła zdziwiona.

– To moja tajemnica – zaśmiał się zamaskowany.

Karniela chciała jeszcze coś powiedzieć, jednak w tym momencie, jeden z klientów uderzył pustym kuflem o blat, po drugiej stronie baru.

– Doleweczki od szanownej paniusi, poproszę!

Kozica westchnęła i ruszyła w jego kierunku. Kiedy skończyła nalewać mu piwa, odwróciła się i spojrzała na siedzącego nieruchomo artystę-magika. Chciała zobaczyć więcej trików, jednak wiedziała, że w tych warunkach co chwilę będzie musiała biegać do klientów. Może gdyby poprosiła właścicielkę, aby przez chwilę ją zastąpiła...

– Ey, Zamaskowany! – zwołała.

– Mam na imię Diego! – zauważył.

– Ta… Zamaskowany Diego, idź korytarzem na piętro, zaraz do ciebie dołączę. Pójdziemy do mojej sypialni, wypijemy coś mocniejszego i pokarzesz mi trochę sztuczek – zaśmiała się.

– Uuu! Ale przecież takiej młodej damie to nie przystoi! – zaśmiał się pijaczyna, który właśnie dopił swój trunek i chwiejnym krokiem szedł w ich stronę.

Karnia westchnęła. Co prawda tym razem nie miała tego na myśli, jednak klienci karczmy znają ją już dostatecznie dobrze, aby wiedzieć, że istoty zapraszane do jej sypialni nigdy nie kończą dobrze. Niczego nieświadome ofiary, wpadające w jej pułapkę.

<Diego?>

31 mar 2022

Od Karnieli "Budyń z pieprzem" cz.8 (c.d Saadiya)

Jesień 1456

Kozica leżała na zdezorientowanym chłopaku, uśmiechając się chytrze. Nie mogła przecież pozwolić na to, aby ten przystojniak uciekł jej tak łatwo. Wiedziała bowiem, że wystarczy takiego na chwilę spuścić z oczu; pozwolić wyjść za drzwi, a ten już nigdy nie wracał i znikał nie wiadomo gdzie.
Przysunęła twarz do nieznajomego. Gdyby nie jego maska, Karniela mogłaby zbliżyć się jeszcze troszkę, jednak podłużny dziób uniemożliwiał jej tę czynność. Zamiast milimetrów, dzieliło ich więc parę centymetrów. Dziewczyna nie kryła niezadowolenia z tego powodu. Stuknęła palcami w maskę chłopaka.
– Zmuś mnie – powtórzyła.
– Ja… Mogłabyś zejść, proszę? – wymamrotał zakłopotany.
– To raczej prośba, a nie przymus. Niestety odmawiam.
Uskrzydlony drgnął niespokojnie, jednak wciąż nie podejmował żadnych działań. Karnia znudzona jego brakiem reakcji, chwyciła za jego maskę, jakby chcąc ją zsunąć. Chłopak natychmiast zareagował. Chwycił jej rękę w nadgarstku i szybkim ruchem odsunął od swojej twarzy.
– Oj no nie bądź taki. Pokaż mi swój dzióbek, ptaszyno – zaśmiała się.
– Już ci mówiłem, że jej nie ściągnę. Nie mogę!
– Możesz, tylko po prostu się boisz… Tak samo jak boisz się zmusić mnie do zejścia z ciebie. Ale ja nie narzekam! Fajnie mi się tak leży.
Chłopak milczał. Karnia zastanawiała się, czy nie jest zbyt nachalna. Nieznajomy definitywnie był zdezorientowany i nie miał pojęcia jak zareagować. Jednak sam się prosił, budząc ją głaskaniem po uszach. Ile by dała za to, by teraz kontynuował tę zabawę. Mógłby też pójść o krok dalej i…
– Jak masz na imię? – odezwał się nagle wyrywając ją z rozmyślań.
– Słucham?
– Imię – powtórzył powoli. – Nie znam twojego imienia.
Karnia parsknęła cicho. To pytanie ją zaskoczyło. Faktycznie, nie znali nawet swoich imion. Jednak może to i lepiej? Mniej problemów. Tylko krótkie spotkanie na wspólne nocowanie i dobrą zabawę, zakończone cichym rozstaniem. Możliwość zniknięcia w tłumie i pozostawienie po sobie jedynie wspomnienia. Zero zobowiązań i problemów. Zero powrotów. Dlatego właśnie, dziewczyna zazwyczaj nie dbała jakoś bardzo o imiona. Każdy w końcu przecież znikał. Przyjaźnie, miłość, wrogowie… To wszystko przemija tak szybko, że nie ma sensu zapamiętywać imion ich wszystkich. Zbędne informacje. Przecież jak kogoś widzisz, to wiesz, kim on jest. Ile razem przeżyliście. Po co więc imiona, które tak łatwo pomylić?
– Karniela – odpowiedziała w końcu. – Jednak wolę, by mówiono mi Karnia. Tak brzmi lepiej.
– Saadiya – uśmiechnął się lekko. – Masz ładne imię.
– Dziękuję, ptaszyno.
Chłopak poruszył się niepewnie, chcąc ułożyć się wygodniej.
– Zejdziesz ze mnie?
– Nie.
– Dlaczego?
– Musisz mnie zmusić – zaśmiała się.
Saadiya zawahał się chwilę, po czym chwycił Karnię w pasie i przeturlał się z nią na bok, chcąc znaleźć się nad nią. Zrobił to jednak na tyle niezdarnie, że dziewczyna przygniotła mu skrzydło. Chłopak jęknął z bólem, a kozica odskoczyła od niego wystraszona.
Spojrzała na niego niepewnie, a on korzystając z okazji, szybko ześlizgnął się z łóżka. Stanął przed nią z krzywym uśmieszkiem.
– Udało mi się – zauważył.
– Faktycznie. Ale jakim kosztem?
Saadiya mruknął coś pod nosem, masując delikatnie, obolałe skrzydło. Karnia w tym czasie podeszła do niego i zbliżyła się na niebezpieczną odległość.
– Pomóc ci je rozmasować? – zaproponowała. – Mogę też pomasować inne partie ciała.
Chłopak spojrzał na nią ostrożnie. Chyba zauważył już, że dziewczyna ma wobec niego pewne plany. Kozica uśmiechnęła się przyjaźnie, starając się wzbudzić w nim zaufanie. Nie podobało jej się, że chłopak był aż tak niewinny i niechętny do co ciekawszych zabaw. Wolała się nie poddawać, na wypadek, gdyby jednak zmienił zdanie.
– To jak? Co powiesz na poranny masażyk?

<Saadiya?>


27 mar 2022

Od Karnieli "Budyń z pieprzem" cz.6 (c.d Saadiya)

Jesień 1456

Kiedy ostatni klienci opuścili już karczmę, dziewczyna odetchnęła z ulgą. Posprzątała szybko, co powinna, pożegnała się z właścicielką i ruszyła do swojego pokoju. Stara Berthina postanowiła udostępnić jej jeden, aby miała gdzie spać. Nie przeszkadzało to Karni, która zyskała przynajmniej miejsce, gdzie mogła zapraszać co ciekawszych gości karczmy... No i oczywiście mieszkać.
Wcześniej, gdy dwójka wyjątkowo upartych klientów nie chciała odejść bez kolejnej dolewki czegoś mocnego – oczywiście nie mając już przy sobie żadnych pieniędzy – kozica zaproponowała im pomoc we wniesieniu nieprzytomnego ptaka do jej sypialni. W zamian miała im postawić aż dwie butelki piwa. Oczywiście, niczym dzieci kuszone cukierkami, mężczyźni zgodzili się na taką umowę. Zadowoleni ze swojej zdobyczy, wyjątkowo szybko zanieśli chłopaka w wyznaczone miejsce, a następnie śpiewając głośno, opuścili budynek. Teraz, Karnia mogła w spokoju zająć się swoim najważniejszym klientem.
Ostrożnie otworzyła drzwi i wślizgnęła się do środka. Nie miała pewności, jak długo i głęboko spać będzie jej ofiara. Była więc zadowolona, gdy okazało się, że chłopak nadal jest nieprzytomny.
Usiadła na nim okrakiem i zbliżyła się delikatnie do jego twarzy. Ukryty za maską, mógł udawać, że śpi, jednak jego oddech nadal był spokojny. Czyli padł na dobre. Przynajmniej nie chrapał. Karnia zaśmiała się cicho, stwierdzając, że dawno nie miała do czynienia z kimś o tak słabej głowie jak on. Jego życie musiało być nudne, skoro nie potrafiłby nawet porządnie poszaleć po pijaku. Ledwo się trzymał już po paru łykach, a co by było po paru kuflach! No… O ile wcześniej by nie zasnął. Dziewczyna zaczęła ostrożnie ściągać z niego zbędne ubrania. Przecież w takim czymś musiało mu się naprawdę niewygodnie spać!
Ostatecznie nieznajomy leżał pod nią ubrany tylko w bieliznę i cienki podkoszulek. W tym stanie wyglądał jeszcze lepiej niż ubrany w całe te śmieszne ciuszki. Kusiło ją zdjąć więcej, jednak postanowiła się powstrzymać. Wyjątkowo. Jedynym irytującym Karnię elementem, jaki został była już tylko tajemnicza maska.
Dziewczyna zawahała się. Nie była pewna, czy dobrze zrobi ściągając ją. W końcu, o ile chłopak nie kłamał, była ona czymś związanym z jego religią i nie należało jej ruszać. Ile to już zabawnych i bezsensownych bajeczek o podobnych dziwactwach związanych z religią słyszała w swoim życiu… Ta była jednak chyba najbardziej interesująca. Stwierdziła, że zapyta go o sens ukrywania swojej twarzy, gdy ten się już obudzi. Jednakże nie mogła tak długo czekać, aby przekonać się, czy jest sens oglądać jego twarz. Bez namysłu chwyciła za maskę i szybkim ruchem zdjęła ją.
Otworzyła lekko usta w zdziwieniu. Nieznajomy wcale nie był taki brzydki jak przewidywała. Wręcz przeciwnie. Może ukrywał twarz, aby dziewczyny do niego nie zarywały? Albo to faktycznie z powodu religii. Oglądała jego twarz z każdej strony, jakby chcąc zapamiętać ją na zawsze. Nie wiedziała, kiedy będzie miała następną okazję, aby na nią popatrzeć. Delikatnie musnęła koniuszkami palców jego orli nos. Zastanawiała się, jak chłopak zareaguje na wieść, że ktoś widział jego twarz. Gdyby zostawiła go na ladzie, mogłaby zwalić winę na jakiś pijaków, jednak tutaj, nie było innej możliwości niż ta prawdziwa. To ona jest tutaj winowajcą i podglądaczem. Jak zwykle.
Nagle wpadła na genialny pomysł. Odsunęła się od chłopaka i skoczyła do swojej szafki nocnej. Wygrzebała z niej najbardziej czerwoną szminkę, jaką posiadała i szybko pomalowała sobie usta. Wolałaby nie być obok niego, gdy wścieknie się na nią za takie zachowanie, jednak nie mogła się oprzeć temu, aby zostawić po sobie jakiś ślad. Subtelną wiadomość.
Zbliżyła się ponownie do chłopaka i cmoknęła go w policzek, zostawiając przy tym wyraźny ślad. Po chwili zastanowienia zrobiła to samo z jego żuchwą i szyją. Po skończonej robocie spojrzała na niego z zadowoleniem. Żałowała, że nie jest choć trochę przytomny. Gdyby nie padł tak szybko, mogliby się jeszcze trochę pobawić. Z trupem nie było jednak tak zabawnie. Wolała, gdy jej towarzysz również dawał coś od siebie.
Zrezygnowana spojrzała ostatni raz na twarz nieznajomego, po czym ponownie zakryła ją maską. Wstała niechętnie i przebrała się w lekko prześwitującą koszulę nocną. Nie chciała straszyć go z rana swoją nagością. A przynajmniej nie tej nocy. Następnym razem nie będzie już taka grzeczna i niewinna.
Zmęczona dniem pełnym wrażeń, położyła się na łóżku i wtuliła w chłopaka. Gdyby rano czuł się dobrze, Karnia z radością mogłaby zaproponować mu wspólne, poranne ćwiczenia… Kiedy się obudzi, wszystko może stać się ciekawsze. Może nawet zgodziłby się wrócić do niej kiedyś, aby powtórzyć tę przygodę? Z tą myślą zasnęła.
<Saadiya?>

Od Karnieli "Budyń z pieprzem" cz.5

Jesień 1456

Karnia śmiała się cicho, obserwując, jak głowa chłopaka powoli opada na blat. W pewnym momencie, przestał się praktycznie ruszać i tylko z bliska było widać, że jeszcze oddycha. Dziewczyna uniosła brwi zdziwiona. On serio nie kłamał mówiąc, że ma słabą głowę. Kozica nie spodziewała się, że aż tak szybko padnie. Możliwe, że wina leżała po jej stronie, ponieważ specjalnie wybrała jeden z najmocniejszych alkoholi jakie mieli, aby przyspieszyć nieco proces. Chyba przesadziła. Wiedziała jednak, że ta niewinna ptaszyna nigdy nie dowie się prawdy, więc nie obawiała się konsekwencji.
Niepewnie wyciągnęła rękę w stronę nieprzytomnej bestii. Jej palce powoli dotknęły jego maski. Już zamierzała się za nią zabrać, gdy nagle jeden z klientów z hukiem postawił pusty kufel na ladę tuż obok. Podskoczyła zdezorientowana i spojrzała pytająco na mężczyznę.
Jego zapuchnięta, czerwona twarz świadczyła o tym, że wypił już wystarczająco, aby wylądować zaraz tuż obok śpiącego spokojnie chłopaka.
– Doleee… Doleweczkę – wybełkotał niewyraźnie.
Karnia spojrzała na niego wyczekująco. Pijaczyna wahał się przez chwilę, zastanawiając się, czemu jego kufel nie wypełnia się magicznie nowym trunkiem. Dopiero po chwili odchrząknął, zataczając się lekko.
– Proszę, miłą panią… kierowniczko, weźże polej jeszcze troszkę… Ociupinkę?
Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie i chwyciła za kufel. Pijane osoby są jak dzieci – trzeba ich ciągle pilnować i pouczać, a oni w tym czasie wpadają na coraz to głupsze pomysły, w międzyczasie bełkocząc bez sensu. Nie mogła więc pozwolić im na zbyt dużą samowolkę. Musiała ich wytresować, aby wiedzieli, że to ona tu rządzi.
Nalała mężczyźnie piwa. Patrząc na to, w jakim stanie był – wybrała najsłabsze. Nie chciała mieć tu cmentarzystka złożonego ze skacowanych klientów. A przynajmniej nie pierwszego dnia.
Westchnęła poirytowana, gdy podając trunek ledwo przytomnemu mężczyźnie – drugi od razu pojawił się tuż za nim. Kolejny spragniony pijaczyna. Kolejne pieniądze w kieszeni.
– Dzień dobry, szanownej ślicznotce. Nalejesz mi paniusiu czegoś mocniejszego? – zapytał potykając się o własne nogi. – Bo te jest za słabe i nic a nic na mnie nie działa…
– Jesteś tego pewien?
– Jak matkę kocham! – zamyślił się na chwilę. – Chociaż… Nigdy nawet jej nie poznałem!
– A ja tak! – zawołał triumfalnie inny klient. – Jest wyjątkowo brzydka, tak jak ty, ale za to w łóżku...
W tym momencie zrozumiała, że głupio postąpiła, tak szybko upijając śpiącego spokojnie na ladzie przystojniaka. Będzie musiała chyba poczekać, aż do zamknięcia karczmy. W dodatku z nieprzytomnym nie ma aż takiej zabawy. Pokręciła głową zniecierpliwiona i wróciła do pracy.
<C.D.N.>

25 mar 2022

Od Karnieli "Budyń z pieprzem" cz.3 (c.d Saadiya)

Jesień 1456

Karnia oparła się ze zmęczeniem o ladę. To był jej pierwszy, oficjalny dzień w nowej pracy. Cieszyła się niesamowicie, więc mimo zaleceń starej Berthiny, aby nie przemęczać się po tak długiej podróży – postanowiła wziąć również wieczorną zmianę. Tym sposobem stała za ladą już od rana, czasami pomagając też w kuchni. Już na starcie polubiła tę pracę. Mimo że właścicielka nie dopuszczała jej jeszcze do przyrządzania potraw.

Parę dni temu, Karniela nie przypuszczała nawet, że znajdzie pracę godną jej umiejętności. Podróżowała od dawna. Straciła już rachubę czasu, więc nie wiedziała, ile dokładnie zajęło jej znalezienie odpowiedniego miejsca, w którym miałaby zacząć nowe życie. Cieszyła się jednak, że to już koniec podróży. Nie musiała się już obawiać o to, co kryje się w pobliskich krzakach – zboczeniec, czy jakiś potwór. Choć na tego pierwszego raczej by nie narzekała. Prędzej to on uciekałby w panice, niż ona narzekała na jego towarzystwo. Zwłaszcza że podróżując, nie miała zbyt wielu okazji na zabawy… i rozmowy z innymi. 

Do karczmy dotarła wczoraj. Niedaleko stąd, pewien starszy człowiek wspomniał jej o tym miejscu. Dziewczyna postanowiła więc skorzystać z okazji i zapytać o pracę. Takim oto sposobem znalazła swój nowy dom.

Głośne czknięcie pijaka zataczającego się do wyjścia przerwało jej rozmyślania. Westchnęła zmęczona. Było już późno, więc większość klientów składała się z takich właśnie osobników. Wielkie brzuchy, przepocone ubrania i czerwone twarze… Zdecydowanie nie byli w jej typie, choć ten był bardzo obszerny i obejmował praktycznie wszystko.

W pewnym momencie, drzwi do karczmy otwarły się niepewnie i do środka wślizgnął się mężczyzna. Był bestią, tak samo, jak ona. Jego ostrożne, nerwowe ruchy zwróciły uwagę paru siedzących w kącie facetów, dla których najwidoczniej widok kogoś, kto wydawał się być całkowicie trzeźwy, był wyjątkowy i niespotykany o tej godzinie. Szkoda. Choć nosił na twarzy dziwną maskę, wydawał się w guście Karni. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko na myśl, ile zabawy miałaby z prób upicia nowego gościa. 

Chłopak drgnął, uświadamiając sobie, że stoi bez ruchu pośrodku karczmy i niepewnym krokiem ruszył do lady. Gdy wślizgnął się na jeden ze stołków, Karnia podeszła bliżej, aby odebrać zamówienie.

– Co podać? – zapytała z uśmiechem.

– Raczej nie macie tutaj niczego do jedzenia za dwadzieścia ora? – zapytał, z lekką nadzieją w głosie.

Dziewczyna zerknęła ukradkiem na ściągawkę z menu, jaką wcześniej dostała od Berthiny. Czuła pewien zawód. Skoro nieznajomy ma tak mało pieniędzy, pewnie nie zgodzi się na coś mocniejszego.

– Tylko budyń.

Mężczyzna zawahał się.

– A dałoby się go tak trochę… przyprawić?

Karnia uniosła brwi, zastanawiając się, czy dobrze usłyszała.

– Przyprawić?

– No tak, odrobinę, pieprzem? – powiedział, robiąc przerwy między słowami.

Spojrzała na niego niedowierzająco. Może jednak nie był taki trzeźwy, na jakiego wyglądał?

– Że co? – parsknęła.

– No… – chłopak postukał nerwowo palcami o blat. – Budyń z pieprzem. To nie będzie problem, prawda?

Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Nie sądziła, że spotka tutaj takich ciekawych ludzi. 

Zbliżyła się lekko do jego twarzy. Nie czuć było od niego alkoholu. Więc może po prostu miał coś nie tak z głową? Wzruszyła ramionami i odsunęła się powoli.

– Trochę nietypowe zamówienie jak dla kogoś takiego jak ty… Ale podoba mi się. Widać, że lubisz doświadczać nowych smaków – stwierdziła radośnie.

– Tak w sumie, to po prostu nie lubię łagodnych potraw. Wolę, gdy są mocniej przyprawione.

– Rozumiem. Czyli lubisz pikantnie?

– Tak. Uwielbiam pikantne jedzenie!

– Oby nie tylko jedzenie… – wymamrotała pod nosem.

– Słucham?

– Nic, nic. Tak tylko… zastanawiam się, czy nie wygodniej byłoby ci bez tej maski? Wygląda przecudnie, jednak wierzę, że bez niej byłoby jeszcze piękniej.

Oparła się leniwie o blat, spoglądając na niego niewinnie. Była ciekawa, czy ten dziwak ma tak przystojną twarz, jak resztę swojego ciała. On jednak odsunął się lekko i pokręcił energicznie głową.

– Przykro mi, ale moja religia zabrania mi pokazywania się innym bez niej.

Karnia westchnęła. Czyli pewnie brzydal, bojący się pokazywać swoją twarz, tłumacząc to jakimiś głupimi zwyczajami. Trudno. Twarz nie jest niezbędna do dobrej zabawy.

– Eh, rozumiem… – przerwała, zastanawiając się nad czymś. – Czy chciałbyś może coś wypić? Bo tak sam budyń… O tej godzinie?

Mówiąc to, wskazała ręką na salę, gdzie po stołach walała się masa kufli i butelek.

– Nie, podziękuję. Nie mam tyle pieniędzy – przyznał.

– Na mój koszt! Widać, że jesteś zmęczony. Przydałoby ci się coś na rozluźnienie.

– No nie wiem…

– Spokojnie! Nie musisz decydować teraz! Ja pójdę zrobić ci ten budyń z pieprzem, a ty się w tym czasie zastanów. Możesz wybrać, co tylko zechcesz – wyszeptała z uśmiechem, po czym zniknęła za drzwiami do kuchni, zostawiając chłopaka samego przy ladzie.

Miała nadzieję, że nie tylko budyń będzie dzisiaj… Zatrzymała się w pół kroku i zaśmiała cicho. Chyba naprawdę brakowało jej takich rozrywek.

<Saadiya? Polać ci coś mocniejszego?>