Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shiranui. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shiranui. Pokaż wszystkie posty

25 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 20 (cd. Avrion lub Shen)

 Jesień 1457

– Poza tym to nie była groźba, tylko uprzejma prośba. Na przyszłość radzę się nauczyć je odróżniać – wstała z krzesła i powstrzymując dreszcze wyszła z namiotu. Takiego przerażenia jak w oczach Shena nie widziała chyba jeszcze nigdy. Od samego widoku miała nieprzyjemne dreszcze wzdłuż całego kręgosłupa. Trudno, obejdzie się bez krwi. Z pozytywnych stron tej sytuacji, resztki tego robala pewnie dalej znajdowały się w wodzie. Skoro zatruł dorosłego mężczyznę aż tak szybko, może warto było przebadać tą całą sitrę. Avrion nie musiał o niczym wiedzieć. Mogła dać mu wodę, pomóc i potem już w karczmie skupić się na swoich badaniach. W sumie to też było na plus. Skoro Shen się obudził, to prawdopodobnie niedługo sobie uświadomi, jaki dług u niej właśnie zaciąga. Był z tych samych stron co ona, więc powinien mieć chociaż tyle honoru żeby wiedzieć, że ciągnięcie kogoś na plecach przez pół lasu wymaga spłaty.

                Marsz dłużył jej się niemiłosiernie. Mimo, że tym razem nie miała dodatkowego balastu na plecach, to i tak miała wrażenie, że wolniej już iść się nie da. Każdy liść na skórze, każde źdźbło trawy – wszystko to czuła sto razy mocniej niż normalnie. Definitywnie potrzebowała krwi. Skoro Avrion nie był chętny do współpracy trzeba było poradzić sobie inaczej. Nie zamierzała próbować krwi zwierzęcej, ale skoro ktoś, kto potrafił wyciągać z krwi truciznę został z Shenem, to miała chyba trochę czasu w zapasie…? Nawet jeśli był aż tak przerażony, to nie mógł od tego zejść na zawał. Chyba nie mógł. Pokręciła głową, skupiając się znowu na okolicy. Nie wydawało jej się, żeby przegapiła źródełko, ale zamiast wybiegać aż tak daleko w przyszłość mogła skoncentrować resztki energii na obecnym zadaniu. Las po burzy pachniał sto razy bardziej błotem niż wcześniej, a pożar chyba nie była aż tak duży, jak im się wcześniej wydawało, bo jak na razie spalone widziała tylko korony drzew. Przynajmniej miała potwierdzenie, że idzie w dobrym kierunku.

I faktycznie, zaraz zobaczyła miejsce dzisiejszych wydarzeń. Niezmiennie, nietknięte przez ogień w wodzie leżały truchła wilka i człowiekopodobnego stworzenia. Martwe ryby dalej unosiły się na powierzchni, jednak o dziwo sama woda wydawała się być już czysta. Nie było śladu po wcześniejszym czerwonym kolorze, o czarnym nawet nie wspominając. Mimo wszystko nabierając wody skierowała się do samego źródła, żeby mieć pewność, że nie pływa w niej żadne niechciane świństwo. Napełniła kilka fiolek, po czym cały czas bijąc się z myślami odwróciła znowu do trupów. A gdyby tak wziąć ze sobą wilka i sprzedać go jakiemuś wieśniakowi w zamian za transport do Rivotu, ewentualnie z Rivotu do obozu? To też nie był najgłupszy pomysł. Pytanie tylko, czy miała siłę na tachanie kolejnego cielska przez las, czy lepiej było iść i zgrywać poszkodowaną, licząc na litość potencjalnych osób, które mogła spotkać… W pierwszej kolejności skupiła się na tej całej sitrze. Powstrzymując maksymalnie obrzydzenie, za pomocą jednego ze swoich sztyletów delikatnie wycięła przepołowionego i przepłukanego przez wodę robala. Wcisnęła go do jednej z większych fiolek, upewniła się, że na pewno jest martwy, porządnie zakorkowany i nieszkodliwy. Dla bezpieczeństwa też zawinęła zdobycz w materiał i włożyła do skórzanego woreczka. Może Avrion nawet się nie zorientuje, że nie są to zioła. Wstając spojrzała jeszcze raz na wilka i stwierdziła, że niesienie go to beznadziejny pomysł. I tak już kręciło jej się w głowie. Zamiast jednak skierować się prosto do obozu z którego przyszła, ruszyła trasą, którą dzisiaj przyszła z karczmy. Mimo wszystko na wydeptanej ścieżce była większa szansa wpaść na kogokolwiek.

                Szła jednak równie długo, jeśli nawet nie dłużej niż wcześniej zanim na kogoś trafiła. Na jej szczęście był to chętny do współpracy rolnik, który zgodził się podwieźć ją do miasta. Akurat wracał ze zbierania chrustu, więc nawet nie zadawał jej za dużo pytań, po prostu pokazał gdzie powinna trzymać się wozu, żeby nie spaść na potencjalnych wybojach i ruszyli. Shira pogratulowała sobie w duchu umiejętności przekonywania i zamknęła oczy, ciesząc się chwilą wytchnienia.  Nie wiedziała ile dzisiaj przeszła, ale na pewno sporo. Każdy moment, kiedy mogła odpocząć był na wagę złota. Fakt, że wieśniak też nie zadawał za dużo pytań był zdecydowanie na jego korzyść. Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy może nie dać mu za to jakiegoś wynagrodzenia, ale koniec końców uznała, że przewiezienie jej tak wątpliwym środkiem transportu jak ten wóz powinno być jego obowiązkiem. Kiedy tylko dojechali pod karczmę, podziękowała mu skinieniem głowy i uśmiechem zniknęła w środku. Zamierzała się co najmniej przebrać, jeśli nie w ogóle umyć. Zaoszczędziła trochę czasu, więc czemu nie? Jak postanowiła tak zrobiła. Jak na razie w obozie wpadła tylko na Avriona. Nie znaczyło to, że nie ma tam jednak więcej osób, którym mogła zaprezentować się lepiej niż czarnowłosemu. Schludny wygląd, a chociaż czysta szata, mogły zdziałać cuda. W końcu musiał być jakiś powód tego, że mężczyzna wziął jej uprzejmą prośbę za groźbę. Po szybkim, zimnym prysznicu zmieniła więc strój na elegancki, przeplatany złotymi nićmi i uczesała na nowo włosy. Zgarnęła też do torby kilka swoich antidotów, które teoretycznie mogły się przydać, a sitrę ukryła w skrzyni ze swoimi składnikami. Spojrzała w lustro, uśmiechając się do siebie. Może w karczmie znajdzie się ktokolwiek, kto zgodziłby się ją zawieźć do obozu, albo chociaż oddać jej trochę krwi. Nie zamierzała napadać na ludzi, ale jeśli tak to dalej miało wyglądać, to mogła nie mieć wyboru. Wzdychając ciężko zeszła na dół i rozejrzała się po sali.

O dziwo w miarę szybko wypatrzyła potencjalną ofiarę. Dość bogato wyglądający kupiec siedział pod ścianą właśnie kończąc swój posiłek. Shira układając w głowie plan działania podeszła do niego, przyklejając uśmiech do twarzy. Tak jak podejrzewała, nie było trudno go przekonać. Zgodził się na obie jej prośby, nie pytając nawet o zapłatę. Widziała, że mężczyzna liczy, że odwdzięczy się w naturze, ale to można było załatwić delikatnym ciosem w tył głowy i co najwyżej pożyczyć sobie jego konia na podróż do obozu. Okazało się jednak, że kiedy elegancko pozwolił sobie przeciąć nadgarstek i przelać trochę krwi do filiżanki, którą przyniosła, to widok jej kłów sprawił, że porzucił wszelkie swoje pomysły i grzecznie odstawił ją do obozu. Nie zdążyła nawet mu podziękować, bo kiedy tylko postawił ją na ziemi odjechał prawie tak szybko jak przyjechał. Była ciekawa, ile czasu finalnie jej to wszystko zajęło. Chyba nie powinno być jakoś bardzo dłużej niż gdyby szła zmęczona na piechotę. A teraz przynajmniej wyglądała dobrze i mogła faktycznie pomóc. O ile Shen postanowił tyle przeżyć i nie umrzeć ze strachu.


<Avrion? Shen?>

19 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 18 (cd. Avrion)

Jesień 1457

 – Umyłeś to chociaż? – podejrzliwie podniosła jagody do góry. Nie wyglądały na trujące, ale zdecydowanie nie był to posiłek na jaki liczyła.

– Słuchaj, jak ci nie pasuje zawsze możesz nie jeść  – westchnęła cicho i zaczęła od suszonego mięsa. W międzyczasie znowu zapatrzyła się na skrzynię. Wzory na niej namalowane działały prawie hipnotyzująco, ale też jednocześnie potwierdzały, że Shen faktycznie nie kłamał co do swojego pochodzenia. Była praktycznie pewna, że gdyby tylko uchyliła wieko, znalazłaby sporo rzeczy, które jej też przypominały o domu.  Zapach herbaty unoszący się w powietrzu też to potwierdzał. O ile ona sama zdecydowanie wolała sproszkowane liście, o tyle rytuał z jego kraju też miał swój urok. Zamierzała zapytać go, czy będzie chciał się z nią podzielić jeśli się obudzi. Westchnięcie Avriona wyrwało ją jednak z zamyślenia.

– Czyli ci się podoba. Ja bym tego nie dotykał, jeśli Shen będzie patrzył. Nie lubi kiedy ktoś dotyka jego rzeczy…

– A kto lubi. Swoją drogą, ty się jeszcze nie przedstawiłeś – gdzieś z tyłu głowy miała cichą nadzieję, że skoro prawdopodobnie przyjaźnił się z Lordem, to będzie wiedział jak zachowywać się zgodnie z etykietą. Mężczyzna jednak krzyżując ręce na piersi nawet nie skinął głową w najmniejszym ukłonie.

– Avrion – ona też nie skłoniła się, uznając, że nie ma sensu marnować sił, skoro i tak koniec końców nie znał żadnych dworskich zwyczajów.

– Tylko Avrion? – panował tu dziwny zwyczaj. Większość ludzi przedstawiała się tylko z imienia, a całkiem spora część nie miała nawet nazwiska, nie mówiąc już w ogóle o spisanych rodowodach. W jej kraju byłoby to absolutnie niedopuszczalne.

– Avrion Yoxa Cheidulus. Bez żadnych legendarnych korzeni – drugą część zdania powiedział z lekkim przekąsem, jakby próbując ją sprowokować. Odpowiedziała jedynie uśmiechem.

– Nie każdy ma tyle szczęścia ile ja, nie przejmuj się – widziała, że mężczyzna natychmiast pożałował swoich słów, więc po prostu dokończyła jeść i zmierzyła go jeszcze raz wzrokiem. – No dobrze. Czy nasza umowa zakłada, że pójdziesz ze mną do tego źródła? – mężczyzna przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, jakby w głowie kalkulował wszystkie plusy i minusy tego pomysł. W końcu jednak skinął głową.

– Jeśli to nie jest jakoś bardzo daleko. Lepiej nie zostawiać Shena samego na dłużej – Shira uniosła brwi i założyła nogę na nogę, siadając wygodniej na krześle.

– Jeśli nie będziemy go ze sobą ciągnąć to raczej nie powinno długo zająć. Jednakże mam jeszcze jedną prośbę, jeśli mam ci pomóc – Avrion chyba zaczynał się już powoli irytować, ale też trzymał jeszcze nerwy na wodzy.

– A czegóż to jeszcze jaśnie pani potrzebuje do szczęścia? – Shira znowu się uśmiechnęła, tym razem upewniając się, że jej kły są odpowiednio widoczne. Nie zamierzała naciskać, w końcu mag, który potrafi oczyścić krew komu jak komu, ale jej był jak najbardziej na rękę. Jeśli by odmówił to trudno. Mała sugestia jednak nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

– Straciłam sporo krwi ciągnąc go tu za sobą. Wydaje mi się, że twoja jest raczej nienajgorsza, więc, jeśli byłbyś łaskaw, mógłbyś się nią ze mną podzielić…


<Avrion?>

14 lut 2023

♥ Od Shiranui "Chodzi tylko o leczenie" cz. 1 (cd. Conna) ♥

Jesień 1457

 Shiranui uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Jej plan był idealny. Jak zdążyła się dowiedzieć przez te kilka dni, które spędziła w obozie łowców, Conna była jej podwładną. W dodatku była elfką. Nie mogła sobie tego lepiej wymarzyć. Zawiązała ostatnie wstążki na swoim stroju i upewniając się, że zarówno wachlarze jak i sakiewka na zioła są na swoim miejscu i nie zaburzają jej sylwetki wyszła z karczmy. Już wcześniej umówiły się, że Conna będzie na nią od nią czekać i faktycznie, kiedy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do słońca, zauważyła elfkę stojącą pod jednym z pobliskich drzew. Musiała rozegrać to ostrożnie i tak, żeby ta się nawet nie zorientowała, że medyczne zastosowanie ziół jest tylko przykrywką.

– Witaj. Gotowa na dzisiejszy sprawdzian? – spacer po lesie. Sprawdzenie, ile elfka wie o ziołach. Może i wymiana jakiejś wiedzy, bo prawdopodobnie, skoro Conna mieszkała w tej części świata dłużej, to bardziej orientowała się w tutejszej florze. I sprawdzenie, czy wie cokolwiek o truciznach. Plan Shiry wymagał specyficznej wiedzy, której ona sama nie posiadała. Jak zdążyła dowiedzieć się od Lestata, około pół dnia szybkiego kłusu od obozu znajdowało się opuszczone miasto elfów. Jeśli Conna nie wiedziała nic, co mogło jej się przydać, to najwyżej po pretekstem sprawdzianu tam się właśnie udadzą. Na razie jednak białowłosa stała ze swoim firmowym uśmiechem, a elfka odpowiedziała tym samym.

– Jak najbardziej. Od czego w takim razie zaczynamy? – wydawała się być podekscytowana i gotowa do współpracy. O to właśnie chodziło.

– Od podstaw. Chcę zobaczyć, czy przypadkiem nikogo mi nie zatrujesz…


<Conna?>

13 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 16 (cd. Avrion)

Jesień 1457

 Na razie lepiej było nie sprawiać kłopotów. Skoro czarnowłosy był przydatny do tego stopnia, że mógł usunąć truciznę z krwi bez żadnego wlewania w chorego miliona specyfików, to mogła być miła. Kto wie, może jego magia mogłaby pomóc też na jej potencjalne blizny. Na razie skupiła się jednak na zadaniu. Kiedy czarne krople uniosły się wystarczająco wysoko podłożyła materiał, a jej nowy znajomy z wyraźną ulgą pozwolił im opaść na koszulę. Natychmiast wchłonęły się w materiał, rozlewając się w wyjątkowo duże plamy jak na ich wielkość. Mężczyzna za to odsunął się od poszkodowanego i wyraźnie zmęczony oparł się o ramę łóżka. Shira za to zaczęła zastanawiać się nad tym, co przed chwilą powiedział. Nie słyszała nigdy o czymś takim jak Sitra. Była praktycznie pewna, że żadna księga którą przestudiowała na dworze o tym nie wspominała. Podejrzewała też, że to, co wyciągnął czarnowłosy to jedynie część tego, co już krążyło w żyłach Shena. Prawdopodobnie antidotum i tak było niezbędne, a teoria ze źródełkiem była bardziej optymistyczna, niż badanie i testowanie w tych okropnych, polowych warunkach co akurat może zadziałać. Poza tym większość swoich zapasów miała w karczmie. A kto wiedział jak daleko do niej było. Problem był tylko taki, że w wodzie zostawili dwa trupy i samego robala. Dodatkowo pewnie pożar też zanieczyścił wodę. No i przede wszystkim nie miała już na to siły.

– Jeśli masz tu cokolwiek do filtrowania wody, to można spróbować. No i jeszcze musisz znaleźć chętnego, który się tam po nią wróci – usiadła na jednym z krzeseł, które stały od ścianą i przymknęła oczy. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie teraz trochę spokojniejszym oddechem Shena.

– A ty nie możesz iść?

– A wyglądam, jakbym chciała? – przypomniała sobie szybko, że miała być miła, dlatego opanowała twarz zanim znowu zawitała na niej irytacja. Najpierw miała nosić wiadra, a teraz jeszcze wracać się po wodę? I co niby z tego miała? Już teraz zaczynała wątpić, czy krew kogoś z królewskiej rodziny jest tego warta. Może lepiej było wybrać się do Birme i poszukać jakichś naiwniaków, niż biegać jak jakiś służący po lesie.

– Nikt nie wie, gdzie to jest. Najlepiej byłoby, gdybyś to ty poszła – westchnęła i otworzyła znowu oczy, tym razem patrząc w sufit.

– Dobrze, pójdę. Ale z łaski swojej zauważ, że też jestem poszkodowana. Dopóki nie dacie mi chociażby czegokolwiek do jedzenia nigdzie nie idę. Jak ci zależy na twoim przyjacielu i nie chcecie sami szukać tej wody, to lepiej jeśli się pospieszysz – czuła, jak ją też powoli dopada zmęczenie. Nawet jeszcze nie miała okazji jakkolwiek się wysuszyć, nie mówiąc już o przebraniu się. I tak wystarczająco uwłaczające było to, że chodziła bez jednego rękawa i w brudnej szacie. Owszem, mogła pomóc, ale skoro stawką było życie kogoś, kto dosłownie był w zarządztwie, to mogli się trochę postarać.


<Avrion?>

12 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 14 (cd. Avrion)

 Jesień 1457

– Szczerze mówiąc nie wiem. Podejrzewam, że to jakieś zatrucie, skoro wygląda lepiej ode mnie, a tak elegancko przywitał się z trawą – przestała oglądać wnętrze namiotu i skupiła się wreszcie na mężczyźnie, który starał się rozszyfrować uszkodzenie na ramieniu Shena. Shira w tym czasie z bólem serca odcięła rękaw szaty i możliwie jak najdelikatniej odkleiła materiał od rany. 

– Z czym walczyliście? – rozejrzała się jeszcze raz dookoła, szukając czegokolwiek do przemycia rany. 

– Nie mam pojęcia. Wyglądało jak człowiek. I miało obrzydliwego robala na kostce – skrzywiła się na samo wspomnienie smrodu, który się z niego unosił, a czarnowłosy uniósł brwi.

– Robala? – odwrócił się w jej stronę i zmarszczył brwi.

– Zatruł całą krew tego czegoś. Nie masz pojęcia jak to śmierdziało. Ale do celu. Masz tu jakieś bandaże czy cokolwiek? Shen może umierać, ale ja nie chcę mieć przez to blizn większych niż potrzeba – czarnowłosy westchnął, jakby przez sekundę zastanawiał się, czy nie wyprosić jej z namiotu.

– Przed namiotem powinny stać wiadra. Przed chwilą lało, więc pewnie są pełne. Przynieś mi jedno, a jakieś inne możesz sobie wziąć – Shira prawie prychnęła słysząc jego władczy ton. Gdyby tylko wiedział z jakiej rodziny pochodzi, na pewno nie odważyłby się tak do niej odezwać. Mimo wszystko, skoro on sam skupił się na Shenie, to nie zamierzała czekać grzecznie w kolejce i dalej cierpieć. Zgodnie z prośbą mężczyzny wniosła jedno z wiader do namiotu. Skoro już przytargała tutaj białowłosego, to równie dobrze mogła mu pomóc. No i zatruta krew raczej nie nadawała się do jej planów. Zaraz też poszła obmyć swoje ramię pod nareszcie silnym strumieniem wody i z ulgą obłożyła je maścią gojącą, którą zawsze nosiła przy sobie w razie oparzeń. Może i nie był to najmocniejszy specyfik jaki miała w swojej kolekcji, ale przynajmniej mogła już zacząć działać. Czując się już zupełnie jak u siebie weszła znowu do namiotu, gdzie czarnowłosy mamrotał coś pod nosem i wyraźnie starał się skupić.

– Jeśli powiesz mi co to było może będę mogła pomóc – stanęła tuż obok niego, znowu sprawdzając puls Lorda. Według niej nie było aż tak tragicznie, żeby miał zaraz umrzeć, ale kto go tam wiedział. Czarnowłosy za to wyrwany z transu zmierzył ją lekceważącym spojrzeniem. 

– Niby jak? Będziesz zmieniać bandaże? – Shira powoli skierowała na niego wzrok, przy okazji uśmiechając się najpiękniej jak potrafiła. 

– Zdziwiłbyś się, ile wiem o truciznach. Nawet jeśli tej nie znam, to być może mam na to antidotum. Zamierzasz sam się męczyć?


<Avrion?>

9 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 12 (cd. Shen/Avrion)

 Jesień 1457

Shira jęknęła cicho widząc, jak mężczyzna pochyla się do przodu i popisowo uderza twarzą w mokrą trawę. Dwa trupy, coraz bardziej boląca ręka, smród, burza, pożar… A teraz jeszcze to.

– No chyba sobie żartujesz ze mnie – definitywnie jednak nie żartował, dalej leżąc twarzą w dół. Przemknęło jej przez myśl, że w sumie najchętniej by go tu zostawiła. Miała jednak definitywnie u niego dług za tą ściętą głowę. No i dalej nie dostała swojej krwi. To, że mężczyzna nie wiedział o jej planie nie znaczyło, że nie był zobligowany do wzięcia w nim udziału. Wręcz przeciwnie. Wzdychając więc ciężko i modląc się do wszelkich możliwych bogów, żeby po drodze nie było za dużo przeszkód ukucnęła obok Lorda. Miał wciąż wyczuwalny puls, więc przynajmniej wiedziała, że nie zszedł na zawał. Nie miała za bardzo czasu sprawdzać czym się zatruł, jeśli w ogóle to było przyczyną jego zemdlenia. Odgłos trawionego przez ogień drewna przybierał na sile, tworząc razem z burzą bardzo nieprzyjemne połączenie. Zarzuciła sobie mężczyznę na zdrowe ramię, krzywiąc się okrutnie, kiedy podarty materiał na drugiej ręce przesunął się pod jego ciężarem. Nie miała teraz czasu na bandażowanie. Buty mężczyzny okazały się być zadziwiającym plusem, bo nawet jeśli był wyższy i ciągnęła jego nogami po ziemi, to dzięki ich długości nie zahaczały się o pierwsze lepsze gałęzie czy kamienie i nie spowalniały jej aż tak. A wycieczka łatwa nie była. Nawet nie wiedziała, czy idzie w dobrą stronę, idąc po prostu w przeciwnym kierunku niż ogień. Przemoczona szata ciążyła jej prawie tak bardzo jak Shen. Mieczem nawet nie zamierzała się przejmować. Jeśli właścicielowi na nim zależało, to wyśle się go na miejsce i tyle. Ona sama nie zamierzała wracać do tego okropnego smrodu. O brzydkich zapachach mówiąc, tak jak się wcześniej spodziewała, przemoczone futro też nieźle już dawało. Nie wiedziała ile już szła, ale kiedy dźwięk ognia stał się znacznie mniej słyszalny, niezbyt delikatnie zrzuciła mężczyznę z ramienia i odpięła jego futro. Fakt, że upadek go nie ocucił tylko utwierdził ją w przekonaniu, że niebiosa też chcą się pozbyć tego okropnego kawałka odzieży. Z satysfakcją więc odrzuciła je w stronę z której przyszli. Może i było zimno, ale jeśli miało ich to spowalniać, to lepiej było się tego pozbyć. Nie miała przecież pewności, czy sam Shen nie zatruł się właśnie tym smrodem.

– W opowieściach to raczej w drugą stronę działa, wiesz? – westchnęła znowu, po krótkim odpoczynku znowu wciągając jakkolwiek mężczyznę na ramię. Żeby chociaż jeszcze jej się trzymał. A on był zdecydowanie jak worek ziemniaków, i to taki wyjątkowo uparty i przekonany, że na ziemi jest mu najlepiej. Zaciskając zęby, jedną jego rękę przewiesiła sobie przez kark, przez co teraz musiała użyć też i lewej do trzymania go, ale przynajmniej było to jakkolwiek stabilniejsze. No i skoro bolało przynajmniej wiedziała, że nie traci kontaktu z rzeczywistością.

Czas dłużył jej się niemiłosiernie, a każdy kolejny krok wcale nie sprawiał, że czuła się bliższa jakiegokolwiek celu. Brzeg szaty miała już brązowo-zielony od wspaniałej mieszanki błota i mokrych traw. Rękaw za to był już całkowicie czerwony, a w dodatku podarty. Jednym słowem strój nadawał się do kosza. A musiała się w nim pokazać jeśli wyjdzie z lasu. Już teraz na samą myśl paliła się ze wstydu. Co gorsza, drzewa zaczęły się przerzedzać, a między nimi w oddali mignęło jej coś na kształt namiotu. Zanim zdążyła się temu przyjrzeć, mężczyzna trochę zsunął się w dół, jednocześnie ciągnąc ją za włosy i zahaczając o ramię. Zacisnęła oczy, czując napływające łzy bólu. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała. A rana wcale jej tego nie ułatwiała, teraz już nie tylko boląc, ale wręcz paląc żywym ogniem. Była praktycznie pewna, że pazury musiały być w jakiś sposób zatrute. Deszcz w dodatku zamiast zmyć truciznę sprawiał, że jedynie bardziej wsiąkała w ranę, którą na domiar złego drażnił podarty materiał jej szat i rękaw Shena. Poprawiła mężczyznę na swoich plecach i lekko się chwiejąc jak najszybciej ruszyła w stronę – jak jej się wydawało – namiotów.

Na szczęście się nie pomyliła. Kawałek od linii lasu było rozbite całkiem spore obozowisko. Może pozwoliliby jej zostawić tam Shena i zająć się w końcu swoimi obrażeniami, póki jeszcze było z ręki co ratować. Nie uśmiechało jej się nosić jakichś blizn z powodu losowego potwora. W dodatku śmierdzącego potwora. Deszcz na szczęście powoli przechodził. Burza widocznie szła w przeciwnym kierunku niż Shira, bo grzmoty też już nie były aż tak częste jak jeszcze kilkanaście minut temu. Zawahała się jednak jeszcze raz przed wyjściem z lasu. Skoro burza przechodziła, może dałaby radę podrzucić Lorda tak, żeby nikt nie zdążył zauważyć jej karygodnego stroju i zniknąć w lesie. Nie był to głupi pomysł. Wymagał jednak i tak i tak wyjścia na otwartą przestrzeń, więc chcąc nie chcąc musiała to zrobić. Idąc możliwie jak najszybciej i starając się nie wywrócić na błocie, które na równinie było obecne wszędzie bez wyjątku, wprowadziła swój plan w życie. I prawie się udało, gdyby nie fakt, że kiedy była niecałe sto metrów od namiotów jeden z nich otworzył się, a ze środka wyszedł mężczyzna wyglądający prawie tak samo jak stworzenie, które zabili chwilę wcześniej. Wydawał się być jedynie zdrowszy i miał czarne włosy. Shira stanęła jak wryta, z cichym jękiem wypuszczając obie ręce Shena. Mężczyzna zresztą też kiedy tylko ją zauważył skamieniał, a sekundy zamrożenia przerwało dopiero plaśnięcie, z którym białowłosy już całkowicie zsunął się z jej ramienia i spadł na ziemię. Natychmiast zdrową ręką sięgnęła do wachlarza. Jeśli właśnie trafiła na całe obozowisko tych stworów, to to był definitywny koniec. Mężczyzna stojący przed namiotem nie atakował jednak, co chwilę patrząc to na Shirę, to na Shena i unosząc brwi coraz wyżej. Białowłosy zresztą po bliskim spotkaniu z błotem chyba powoli wracał do żywych, bo poruszył nogą, jakby miał zaraz wstać. Nie stało się to jednak, więc Shira wytężając słuch i jednocześnie nie spuszczając czarnowłosego z oczu spróbowała usłyszeć, czy jej nowy znajomy dalej oddycha, co na szczęście robił. Nagle mężczyzna przed namiotem roześmiał się, jakby ktoś mu właśnie opowiedział najśmieszniejszy żart w życiu.

– No czego jak czego, ale tego się zobaczyć nie spodziewałem – dalej się śmiejąc zaczął iść w ich kierunku. Shira znowu westchnęła, lekko opuszczając broń.

– Skoro nie zamierzasz mnie zabić, to może byś chociaż pomógł? – znowu dźwignęła Lorda z ziemi, który teraz dla odmiany ruszył ręką. Czarnowłosy mężczyzna faktycznie jej pomógł, biorąc cały ciężar na siebie i kierując się do namiotu, jak zauważyła dziewczyna, innego niż ten, z którego wyszedł. I niestety wyglądającego zdecydowanie mniej stabilnie. Mimo wszystko poszła za nim, teraz aż dziwnie lekka bez dodatkowego ciężaru. Powoli zaczynało być jej wszystko jedno. Zamierzała opatrzyć rękę, a potem ocucić lorda wyjątkowo niemiłymi ziołami i kazać przepraszać się na kolanach. Ewentualnie dziękować za ocalenie, też na kolanach. Zdecydowanie jej się to należało.


<Shen lub Avrion?>

7 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 10 (cd. Shen)

Jesień 1457

 Mężczyzna zdecydowanie był szybki. Nie na tyle jednak, żeby nie można było za nim nadążyć. Nie tylko ona nadążała za nim wzrokiem, ale Shen też zdawał się nie mieć z tym większych problemów, zwłaszcza, kiedy pozbył się zbędnego oręża. Szybko unieruchomił przeciwnika, ale z jakiegoś powodu zawahał się. Zamierzała skorzystać z okazji i odpłacić się za niemiłe słowa wypowiedziane wcześniej, ale coś przykuło jej uwagę.

– Hej, patrz, on ma jakiegoś robala na kostce – skrzywiła się natychmiast. Wyglądało to jakby pod skórą mężczyzny siedziała całkiem spora, czarna pijawka. Odchodziły od niej szare żyłki, które niknęły dalej pod skórą. Shen też spojrzał w dół, co niestety poluzowało jego uścisk, co mężczyzna natychmiast wykorzystał i mało elegancko uderzył go łokciem w pierś. Białowłosy nie spodziewał się tego, a padający deszcz wcale nie ułatwiał sprawy. Impet uderzenia sprawił, że poślizgnął się na kamieniach w sadzawce i z niezbyt przyjemnym chluśnięciem upadł do wody. Natychmiast się zerwał, ale jego przeciwnik nie czekał aż podniesie się do końca. Zdążył wziąć zamach, ale zanim zadał całkiem bolesny zapewne cios, Shira rzuciła jednym z ukrytych w stroju noży. Przebił on na wylot dłoń i o ile nie przygwoździł jej do kamienia za mężczyzną, o tyle impet dał Shenowi wystarczająco czasu na reakcję, przez co bez problemu znalazł się poza zasięgiem pazurów. 

– Miałaś mi nie przeszkadzać – warknął na nią, samemu już szykując się do kolejnego ataku, na co prychnęła.

– Nie ma za co – sama też wykorzystała fakt, że stworzenie skupiło się bardziej na Shenie i spróbowała podejść je od tyłu. Nie była pewna o co do końca chodzi, ale definitywnie ten obrzydliwy robal miał jakiś związek z tym, że krew mężczyzny przyprawiała ją o mdłości. Nawet pomimo deszczu wyraźnie czuła zgniliznę. Trzeba się było pozbyć tego czegoś jak najszybciej. Mężczyzna znowu zaatakował, skacząc na Shena. Ten bez problemu wykonał unik, tym razem uważając na śliskie kamienie i spróbował zadać cios sztyletem. Nie trafił jednak, więc odskoczył znowu, zwiększając dystans między nim a napastnikiem. Shiranui wykorzystując moment, kiedy ten odwracał się dopiero w stronę mężczyzny też zaatakowała, celując tym razem bardziej w nogi. O ile udało jej się dosięgnąć jednego ze ścięgien na jego łydce i z sukcesem je przeciąć na tyle, żeby przeciwnik się zachwiał, o tyle ten niestety wcale nie był aż tak skupiony na Lordzie na jakiego wyglądał. Opierając się na nietkniętej nodze odwrócił się błyskawicznie i dosięgnął jej ramienia. Gdyby nie jej szybka reakcja, zapewne zamiast ręki ucierpiałaby szyja, co było absolutnie nie do pomyślenia. Fatalnie wyglądałoby to w połączeniu z jej strojami. Zanim zdążył zacisnąć na niej szpony odskoczyła z nieprzyjemnym sykiem i zasłoniła się wachlarzem. Nie dość, że ból był okropny, to rana nieprzyjemnie szczypała, a padający deszcz wcale nie poprawiał sytuacji. 

Wyszło to o tyle na dobre, że mężczyzna skupił się na niej zamiast na Shenie, który nie próżnował. Shira nie wiedziała, kiedy w jego rękach znalazł się sztylet, który wcześniej przebił dłoń zielonoskórego. Z wprawą rzucił nim, trafiając dokładnie pod żebra potwora. Ostrze wbiło się na tyle głęboko, że ten mimo natychmiastowej próby nie był w stanie go wyciągnąć, a Shen nie dał mu więcej czasu na kolejne podejścia. Tym razem swoim sztyletem, robiąc unik przed kolejnym ciosem potwora bezbłędnie odciął jedną z jego dłoni, na co ten zawył z bólu. Shira uśmiechnęła się pod nosem, bo ucierpiała dokładnie ta sama dłoń, która rozorała jej niezbyt elegancko lewe ramię. Ona sama zresztą, tym razem zachowując większy dystans, zablokowała wachlarz i zdrową ręką ustawiając go pod odpowiednim kątem rzuciła. Poleciał idealnie, lekko i błyskawicznie, tym razem przecinając ścięgna na drugiej nodze i wbijając się w nią aż do kości. Mężczyzna teraz stracił już równowagę całkowicie i upadając na kolana spojrzał się w jej stronę z nienawiścią. Nie zdążył jednak nawet nic powiedzieć, bo powietrze przeciął ciężki świst, a po sekundzie jego głowa z cichym pluśnięciem wpadła do sadzawki, barwiąc już resztkę wody na czerwono. Natychmiast też wbił sztylet w czarne miejsce na kostce, a powietrze rozdarł przeraźliwy pisk. Z pod ostrza buchnęła teraz już całkowicie czarna krew, przez którą Shira poczuła, jak resztki śniadania podchodzą jej do gardła. Nawet deszcz, który teraz już praktycznie lał jak z cebra nie był w stanie zatrzymać zapachu.  

– No to szybko poszło – kiedy Shen upewnił się, że faktycznie truchło już się nie ruszy podeszła i wyjęła swoje bronie z przeciwnika. Otrzepała je i wystawiła pod padający deszcz, bo mycie ich w czerwono-czarnej sadzawce nie miało najmniejszego sensu. Nawet ryby zaczęły już wypływać na powierzchnię brzuchem do góry. – Co to właściwie było?  


<Shen?>

25 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 8 (cd. Shen)

Jesień 1457

 Nie było to coś, czego się spodziewała. Nie było to też coś, w czym chciała uczestniczyć. Zaczęła w myślach przeklinać swoją ciekawość. Trzeba było wracać do karczmy i absolutnie olać jakiekolwiek znajomości. W dodatku z tym gościem było coś nie tak, ale w inny sposób, niż z Shenem. Była absolutnie pewna, że po drodze nie mijali żadnego domu. Może i nie zwracała za bardzo uwagi na otoczenie, ale nie przegapiłaby żadnego budynku w takim lesie. Dziwny osobnik oczywiście nawet nie zaproponował jej swojej parasolki, ba, nawet się nie przedstawił ani nie okazał minimalnego szacunku poprzez ukłon. Było to coś, co tylko dokładało kolejną cegiełkę do i tak chwiejącej się już w każdą możliwą stronę fasady spokoju. Fakt, że Shen też traktował ją jakby się do niego przyczepiła absolutnie jej nie pomagał. Z tym postanowiła rozliczyć się jednak później, bo zmarszczone brwi mężczyzny chwilowo przekonywały ją, że faktycznie nie wszystko jest w porządku. Wydawał się znać tego dziwnego człowieka, ale coś jej tutaj nie pasowało. Zauważyła też, że idą praktycznie tą samą drogą którą przyszli wcześniej.

– Mów co chcesz, tam nie było żadnego domu. Coś tu śmierdzi i to nawet nie jest twoje futro – mężczyzna znowu ją zignorował, jedynie bardziej spinając twarz, więc założyła ręce na piersi i zwolniła lekko kroku. Jeśli okaże się, że faktycznie przeoczyli gdzieś jakiś dom to przeczeka burzę i zwinie się jak najszybciej. – Swoją drogą, skoro już szedłeś na randkę to po co wciskałeś mi kit z tą bronią? Oboje mielibyśmy teraz względny spokój…

– Nie będę się z niczego tłumaczył – idący przed nimi mężczyzna zaśmiał się, jakby mimo szeptu którym się posługiwali, w dodatku w języku Shena, doskonale słyszał i rozumiał całą rozmowę.

– Nie martwcie się. Już niedaleko – zamiast poprowadzić ich jeszcze dalej zatrzymał się przy źródle, przy którym dalej leżało porzucone przez nich wcześniej truchło wilka. Z nabożną czcią usiadł na brzegu i w ogóle nie przejmując się, że większość kamieni jest cała w krwi zwierzęcia zaczął poprawiać rośliny, żeby stały pod idealnym kątem. Shira jednoznacznie stwierdziła, że nawet jeśli sam Shen był dziwny, to jego znajomi byli jeszcze gorsi. Obaj stojący przed nią ludzie nijak nadawali się do opisania w liście, w którym miała zachwalać jak dobrze sobie radzi w społeczeństwie. Ojciec pewnie wysłałby ją w jeszcze gorsze miejsce, gdyby opisała mu obrazek, który miała teraz przed oczami.

Coś jednak dalej się nie zgadzało. Kątem oka zauważyła, że białowłosy nieznacznie przesuwa dłoń w kierunku sztyletów, których wcześniej nie zauważyła. Raczej nie robiłby tego, gdyby to faktycznie był ktoś kogo znał. Zamknęła na chwilę oczy i skupiła się. Deszcz w ogóle nie ułatwiał jej zadania. Padając coraz mocniej i mocniej sprawiał, że materiał szaty zaczynał jej ciążyć. Zużywając resztki silnej woli zignorowała to i maksymalnie wysiliła słuch, próbując na odległość sprawdzić tętno obu białowłosych. W taką pogodę nie miało to jednak najmniejszego sensu. Westchnęła i podeszła bliżej do Shena. Krew nigdy nie kłamie. Nie pytając o pozwolenie złapała go za nadgarstek, gdzie puls był dobrze wyczuwalny. Oczywiście, że natychmiast wyrwał rękę i odsunął się od niej gwałtownie, ale swoje już wiedziała. Mógł całą drogę zachowywać spokój i wyglądać na pewnego siebie, ale fizjologia mówiła wszystko. Dziwny mężczyzna dalej kucał odwrócony do nich plecami, co więcej zaczął podśpiewywać coś pod nosem.

– Jak w ogóle śmiesz mnie dotykać? – chyba wyprowadziła Shena z równowagi, bo ewidentnie fasada opadła, a w jego oczach zabłysły iskierki złości. Nie zamierzała mu jednak w niczym ustępować.

– Może i nie wyglądam, ale nie jestem głupia. Trzeba było mi powiedzieć, że to pułapka – wyjęła z rękawa kolejny wachlarz i oba rozłożyła w pogotowiu.

– Jaka znowu pułapka? Zwykłe zaproszenie – żadne z nich nie usłyszało, kiedy nucenie ustało, a mężczyzna znalazł się tak blisko nich. Musiał być szybki, bo ich wymiana zdań nie trwała dłużej niż kilka sekund, a już zdążył się tu pojawić. Jakimś cudem rozumiał też obcy język, którym z jakiegoś powodu w jego obecności Shira wolała się posługiwać. Wyjścia były więc dwa. Albo to faktycznie był znajomy Shena, z którym ten nie był w najlepszych stosunkach, albo stali właśnie naprzeciwko czegoś, co nawet białowłosemu podnosiło ciśnienie, i to bynajmniej nie ze złości. Shira zrobiła krok w tył i nieznacznie ugięła kolana, idealnie maskując to szatami. Coraz bardziej poszerzający się uśmiech nieznajomego mówił jej, że raczej jest to ta druga opcja.

– Ja w takim razie chyba podziękuję – w tym momencie dziękowała sobie, że oprócz swojej zwykłej broni zabrała też kilka mniejszych noży, z którymi w razie potrzeby mogła walczyć na dystans. Mężczyzna sprawiał, że miała gęsią skórkę na całym ciele, a w dodatku kiedy podszedł tak blisko czuć było od niego nienaturalną zgnilizną. Shen stał jednak dalej niewzruszony, patrząc na nich oboje z góry.

– Twoja strata. Moja żadna. Wampiry i tak są absolutnie bez smaku… – Shiranui zamurowało, a Shen słysząc te słowa drgnął i jego twarz rozluźniła się, jakby nagle sobie coś przypomniał.

– Przepraszam bardzo, co powiedziałeś? – dla dziewczyny to był niestety koniec. Wszelka silna wola zniknęła, a na twarzy na stałe rozgościła się wściekłość. Nie miała zielonego pojęcia w jakim kontekście mężczyzna to powiedział, ale szła o zakład, że w każdym możliwym była to obelga. Blada postać uśmiechała się już tak szeroko, że nie było opcji, żeby nazwać to naturalnym uśmiechem. Białych zębów również nie można jej było pogratulować. Shiranui przestały obchodzić mokre szaty czy fakt, że to może być znajomy Lorda w futrze. Zapłaci za obrażanie jej. I to bynajmniej nie w złocie.


<Shen?>

24 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 6 (cd. Shen)

Jesień 1457

 – Kto chciałby mieszkać w lesie? To jeszcze gorzej niż w karczmie. Musiało ci się coś pomylić – zamierzała już wracać do swojej kolekcji butelek specjalnie przygotowanych pod wszystkie zioła, które zamierzała dzisiaj zebrać, ale sugestia mężczyzny mimo wszystko trochę ją zaciekawiła. No i jeśli faktycznie ktoś by miał tu swój dom, to teoretycznie był on o wiele bliżej niż karczma, a burza mogła zacząć się w każdej chwili.

– Ja się nie mylę – białowłosy lord opuścił dłoń, którą przed sekundą badał korę i zaczął rozglądać się za kolejnymi poszlakami. Shira westchnęła i zamieniła worek z ziołami, który do tej pory trzymała w ręce na broń. Nieważne co tu mieszkało, jeśli była to bestia podobna do wcześniejszego wilka to definitywnie wolała być przygotowana. Shen zresztą zdawał się wiedzieć co robi, bo zaraz był już przy kolejnym drzewie, tym razem szukając niżej. Zanim zdążyła się jakkolwiek ruszyć z miejsca, mężczyzna na dobre wszedł w tryb  łowcy. Przez chwilę zastanawiała się, czy cokolwiek mówić, czy po prostu wycofać się póki jeszcze była taka możliwość. Tuż nad jej głową przetoczył się grzmot, a zaraz potem przez liście przemknęło światło błyskawicy. Powietrze robiło się coraz cięższe, a białowłosy oddalał się coraz bardziej. Kolejne sekundy mijały, ale dopiero nieprzyjemne brzęczenie komara nad uchem przeciążyło szalę. Nie było możliwości, że da się pogryźć jakiemuś obrzydliwemu robakowi, nawet, jeśli wcześniej ten musiałby przebić się przez kilka warstw materiału. Robiąc więc jak najmniej hałasu jak tylko się dało, ruszyła w ślady mężczyzny. Kto wie, może ludzie lepiej przyciągają pioruny niż wampiry. W razie czego idąc za nim mogła się o tym na własnej skórze przekonać. Ewentualnie na jego, ale ten szczegół był mało istotny.

Kolejne minuty mijały, a mężczyzna zdawał się całkowicie ignorować jej obecność, tak samo jak ona robiła to wcześniej. Odpowiadało jej to, bo przynajmniej miała czas przemyśleć odpowiedzi na potencjalne pytania, albo sama kilka wymyślić. Nie miała dotąd okazji pić krwi żadnego arystokraty stojącego wyżej od niej, więc w jej głowie zaczął kiełkować pewien pomysł. Oczywiście, że nie będzie łatwo go przekonać, żeby tak po prostu oddał jej trochę swojej krwi. Musiała wymyślić jakiś układ, który byłby na tyle korzystny, że mógłby się na niego zgodzić. No i najpierw musiała się upewnić, że to w ogóle jest warte jakiegokolwiek wysiłku i Lord Shen jest prawdziwym lordem, a nie po prostu dziwakiem w zachodnich ubraniach. Z tego co kojarzyła z lekcji polityki, tytuł lorda nosili tylko członkowie rodziny królewskiej albo jej honorowych odnóg. Znaczyło to, że mężczyzna mógł być dwie albo trzy rangi w hierarchii nad nią. W końcu jej przodek też kiedyś był księciem, a to, że urodziła się kilkaset pokoleń później i gdzieś po drodze ród się rozgałęził było szczegółem. Szła za nim praktycznie machinalnie, bardziej skupiając się na swoim nowym pomyśle i przekładaniu systemu z jego kraju na swój niż na otoczeniu, dlatego nawet nie zauważyła, kiedy znaleźli się na skraju małej polanki. Gdyby nie wyciągnięta ręka Shena, na którą chcąc nie chcąc wpadła, pewnie wyszłaby z osłony drzew bez zastanowienia. Jednocześnie też dookoła dało się słyszeć narastający szum, a zaraz potem poczuła na skórze pierwsze krople deszczu. Skrzywiła się lekko. W niczym by jej to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że miała na sobie w większości białe szaty, które dopiero co prała. Deszcz oznaczał błoto. Błoto oznaczało kolejne pranie. Pranie oznaczało robotę, której Shira w życiu nie powinna się sama podejmować. Nie ufała jednak żadnej pralni w Rivocie na tyle, żeby oddać gdziekolwiek swoje stroje. Westchnęła czując narastającą irytację i odsunęła w końcu od siebie rękę mężczyzny, której jeszcze nie opuścił, dalej skupiony na swoim śledztwie.

– Będziemy tak stać i czekać, aż przemokniemy do suchej nitki, czy już wiesz, czy to coś co tropisz zabije nas za jednym zamachem, czy zaprosi na herbatę? Jeśli nie, to radziłabym się pospieszyć. Mokre futro okropnie cuchnie, a to na twoich plecach wygląda, jakby miało do tego wyjątkowe zdolności…


<Shen?>

22 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 4 (cd. Shen)

Jesień 1457

                Uniosła brwi jeszcze wyżej niż wcześniej. Musiał spędzić tutaj naprawdę dużo czasu, skoro ubierając się w jakieś dziwne futra i wysokie buty potrafił z dumą powiedzieć, że pochodzi ze wschodu. Mówił jednak bez żadnego wysiłku i wyjątkowo płynnie jak na tonalny język, którym się w tym momencie oboje posługiwali, więc nie miała podstaw, żeby mu nie wierzyć. Na razie stwierdziła, że lepiej będzie nie chwalić się swoim chwilowym zakazem powrotu do kraju. Mógł końcu być jakimś ukrytym ambasadorem czy kimś, kto mógłby na nią donieść, że dalej nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie… Po szybkim przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw w końcu pokręciła głową, nie do końca dowierzając w to, na co wpadła. Co prawda miała spędzić ten dzień w samotności, ale skoro już jakimś cudem spotkała tutaj kogoś ze swoich stron…

– Niech będzie. Mówisz na tyle płynnie, że jestem w stanie w to uwierzyć – opuściła w końcu wachlarz całkowicie. Skoro mogła zyskać potencjalnego sojusznika, lepiej było nie ciąć go na wejściu. – Czemu w taką pogodę włóczysz się sam po pustym polu? – gdzieś nad ich głowami przetoczył się grzmot, na tyle jeszcze jednak daleki, że na spokojnie zdążyliby wrócić do Karczmy w razie potrzeby. Mężczyzna jakby lekko zawahał się nad odpowiedzią, ale kiedy się odezwał, brzmiał już o wiele bardziej zdecydowanie i władczo niż wcześniej.

– Ćwiczę używanie nowej broni. Dostałem ją od zarządcy Gildii, więc wypadałoby się do niej przyzwyczaić – Shira teraz już w ogóle opuściła wszelką gardę.

– Całkiem zabawne. Wychodzi na to, że należymy do jednej organizacji. Z tą różnicą, że ja jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś konkretny objął dowództwo…

– Możesz się zatem czuć poinformowana. Swoją drogą mówiąc... nie przedstawiłaś się jeszcze – dziewczyna przypięła wachlarz z powrotem do paska i skłoniła głowę na powitanie. Dokładnie tak, jak uczyli ją na wszelkich lekcjach etykiety i poruszania się. Była ciekawa, czy białowłosy rozpozna po tym dokładny kraj jej pochodzenia.

– Shiranui Hikari. Jest mi całkowicie obojętne, czy będziesz używał imienia, czy nazwiska – w jej kulturze imionami zwykle posługiwało się tylko na najwyższych stopniach zażyłości, ale po tych kilku tygodniach spędzonych w Rivocie, gdzie absolutnie nikogo to nie obchodziło, było już jej w tym temacie wszystko jedno.

– Lord Shen – sposób, w jaki wymówił słowo „lord” jasno dało jej do zrozumienia, że raczej nie lubi kiedy pomija się jego tytuł. A więc lord. Zaczęła sobie pluć w brodę, że akurat kiedy miała szansę wpaść na kogoś z arystokracji ubrała się tak mało wyjściowo. Z drugiej jednak strony, mężczyzna dalej miał na sobie typowo zachodnie futro i te okropne buty. Skoro już zdecydował się na tak wysokie to mógł chociaż zadbać, żeby wyglądały elegancko. Zamierzała jednak sprawdzić, czy w takim razie faktycznie zasługuje na miano lorda.

– Skoro ćwiczysz posługiwanie się nową bronią, to może mi potowarzyszysz, lordzie? – starała się z całej siły, żeby nie zabrzmiało to kpiąco. Bezpieczniej było jeszcze poczekać ze wszelkimi uszczypliwościami, dopóki nie przekona się, że mężczyzna faktycznie miał w ręku do tej pory zupełnie inny rodzaj broni.  – W końcu nie za bardzo widzę tutaj cokolwiek co mógłbyś ciąć, a stawiam połowę swojej wypłaty, że w lesie na pewno na coś trafimy – poprawił chwyt na broni i teraz to on zmierzył ją lekceważącym spojrzeniem.

– Dlaczego z góry zakładasz, że z tobą gdziekolwiek pójdę? – zmrużyła oczy i splotła dłonie za plecami.

– Zawsze możesz dalej sam chodzić po polu, wystawiając się na widok wszystkich stworzeń z okolicy. Ja tylko składam uprzejmą propozycję. Kto wie, może nawet się przydam – uśmiechnęła się, specjalnie odsłaniając ostre zęby. Mężczyzna tym razem nawet nie drgnął, wyraźnie czując się coraz pewniej od kiedy okazało się, że Shira nie stanowi dla niego zagrożenia. Dziewczyna lekko zirytowana tą postawą odwróciła się więc i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę drzew. Może i chodzenie po lesie przed burzą było nieodpowiedzialne, ale koniec końców nie skończyła jeszcze zbierać swoich najpotrzebniejszych ziół. Po kilku sekundach usłyszała jednak kroki mężczyzny za sobą. Uśmiechnęła się triumfalnie póki nie widział jeszcze jej twarzy i skupiła na swojej robocie, teraz jeszcze dodatkowo nasłuchując, czy w okolicy nie ma żadnych żywych stworzeń. Lord Shen nie odezwał się na razie ani słowem więcej, a ona nie zamierzała niepotrzebnie przerywać błogiej ciszy. Kątem oka jednak, co rusz kucając elegancko by zebrać kolejne rośliny, obserwowała mężczyznę. Faktycznie poruszał się z gracją, której uczono tylko i wyłącznie na wschodnich dworach. Shira też po dokładniejszym przyjrzeniu się broni musiała mu oddać, że był to dosyć toporny w porównaniu do chociażby lekkiej katany, w dodatku najbardziej zachodni jak tylko się dało miecz, jaki widziała od dawna. Musiała też przyznać, że sama pewnie też musiałaby się do niego przez jakiś czas przyzwyczajać. W dodatku mężczyzna cały czas poprawiał strój, który wyraźnie mu przeszkadzał, więc może nie przebywał w tych stronach aż tak długo? Nie chciała jednak na razie o to pytać, widząc, że tylko by go to zirytowało. A na razie lepiej było go nie irytować.

Kolejne minuty mijały im w milczeniu, dopóki nie zbliżyli się do jednego ze źródeł, które często służyło zwierzętom za wodopój. Białowłosa ponownie skupiła się na kilku roślinach rosnących tuż nad wodą, kiedy z krzaków dobiegł ich nieprzyjemny warkot. Kilka sekund później wyłonił się z nich sporych rozmiarów wilk, w wielu miejscach naznaczony bliznami. Shira uśmiechnęła się sama do siebie, ciesząc się, że wypłata z gildii w całości zostanie u niej. Shen miał swoją okazję do poćwiczenia, a ona mogła popatrzeć. Zanim też więc wilk zwrócił na nią uwagę usunęła się z linii jego ataku i przygotowała swoją broń w pogotowiu. Co prawda średnio chciało jej się bić ze zwierzęciem, ale w ostateczności mogła mu pomóc. Zresztą wilk okazał się być doświadczonym w walce przeciwnikiem, bo pierwszego ciosu białowłosego uniknął. Widać było wyraźnie, że mężczyzna przybrał postawę jak do walki kataną. Teoretycznie mogła ona tutaj zadziałać, ale wyraźnie cięższy miecz po prostu pociągnął jego dłoń za daleko, przez co mężczyzna na sekundę stracił równowagę. Wilk wykorzystał to, i teraz już biegł z powrotem w stronę Lorda Shena. Ten jednak już przyjął postawę na nowo i tym razem biorąc poprawkę na ciężar miecza złapał go oburącz i ciął z zadziwiającą siłą. Wilk wbiegł prosto na tnące ostrze, co zakończyło się dla niego niezbyt przyjemnym chrzęstem i piersią praktycznie przeciętą na pół. Nie obyło się też bez ochlapania mężczyzny krwią, co w jakiś sposób bardzo ją rozbawiło. Obrazem lorda ze wschodu, stojącego we krwi nad ogromnym wilkiem, w dodatku z typowo zachodnim orężem i ubiorem nie miał prawa nigdy powstać. A jednak, właśnie miała taką scenę przed oczami. Sama nie zamierzała się nawet zbliżać do jeszcze drgających czasami zwłok. Nie zamierzała ryzykować, że pojawi się jej ukochana alergia. Zaklaskała więc jedynie parę razy.

– Gratuluję. Może nie był idealnie czyste, ale było to cięcie godne lorda.


<Shen?> 

20 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 2 (cd. Shen)

Jesień 1457

  To miał być pierwszy spokojny dzień, bez żadnych zleceń, bez żadnych interakcji z ludźmi, nic. Chciała po prostu pozbierać sobie zioła i odpocząć od wszelkich żyjących stworzeń. Wszystko szło wręcz idealnie, dopóki nie dotarła na skraj lasu, zbierając pojedyncze kwiaty jeżówki purpurowej. Podnosząc głowę wyżej, przez coraz rzadsze drzewa widziała już doskonale rozległe pole i wyjątkowo kuszącą kępę roślin, w której z dystansu dostrzegła kilka znajomych gatunków. Nie namyślając się za dużo wyszła z cienia drzew i przemknęła przez otwartą przestrzeń najszybciej jak umiała. Wolała dzisiaj unikać wszelkich otwartych przestrzeni. Potencjalnie mogły narazić ją na konfrontację. Pech chciał, że kiedy tylko się wyprostowała, przez prześwity dostrzegła ludzką postać. Mężczyzna wcześniej musiał stać dokładnie za krzakami, skoro w ogóle go nie zauważyła. Zamarła w bezruchu, mając nadzieję, że jej nie zauważył. Było jednak zdecydowanie za późno. Już celował w jej stronę mieczem. Shira natychmiast odpaliła w głowie tryb bojowy i sięgnęła do wachlarza. Potencjalny napastnik nie mógł wiedzieć, że jest to broń, o ile odpowiednio go rozłoży. Była już prawie pewna, że to ona zaatakuje pierwsza, kiedy nieznajomy odezwał się.

– Wyjdź z ukrycia. Widzę cię – przez chwilę zastanawiała się, skąd zna ten język. Nie był to ten, którym posługiwano się tutaj na co dzień. Po chwili zastanowienia rozpoznała, że to tradycyjny język sąsiedniego królestwa, Niaolongu. Lekko zdziwiona wyszła z ukrycia, cały czas trzymając wachlarz w pogotowiu. Mężczyzna może i miał wschodnie rysy, ale jego strój absolutnie nie wskazywał, że pochodzi z tamtych stron. Unosząc lekko brwi zmierzyła go od stóp do głów spojrzeniem, dalej nie wiedząc jak do końca się zachować. Przez chwilę stali w milczeniu, dopóki nie zdecydowała się odezwać.

– Skąd znasz ten język? – ona sama nie posługiwała się nim zbyt biegle, ale lekcje na dworze obejmowały podstawy języków wszystkich sąsiednich państw. Tak długo, jak nieznajomy nie zacząłby rzucać jakimiś przesadnie skomplikowanymi zdaniami, powinna być w stanie go zrozumieć.  Była też ciekawa, czy w takim razie potrafi rozmawiać w jej ojczystym języku, co w tej dziurze, jak już zaczęła pieszczotliwie określać Rivot, byłoby całkiem miłą dla ucha odmianą. Mężczyzna za to wyraźnie drgnął, słysząc odpowiedź i jakby z ulgą lekko opuścił miecz. Dziewczyna nie zamierzała robić tego samego, cały czas niby mimochodem trzymając wachlarz w pogotowiu. Może i znał zagraniczne języki, ale osmalone buty nie przekonywały jej, że jest jakkolwiek godny opuszczenia gardy.

– Jesteś ze Wschodu? – uśmiechnęła się słysząc ton jego głosu i lekko przekrzywiła głowę.

– Ja zadałam pytanie pierwsza. Grzeczność nakazywałaby odpowiedzieć, zanim zadasz swoje – jeszcze raz uważnie mu się przyjrzała. Nie trzymał miecza jak ktoś, kto umie się nim dobrze posługiwać. Była praktycznie pewna, że mając lekcje walki kataną tylko w dzieciństwie, dalej potrafiłaby wyglądać w tą bronią na pewniejszą siebie niż on. Nie wykluczała jednak, że to tylko gra pozorów. W końcu w tych stronach większość ludzi posługiwała się właśnie tym typem broni…


<Shen?>

17 sty 2023

Od Shiranui "Dzień pełen goblinów"

Jesień 1457
Powiedzieć, że wstała w złym humorze to nic nie powiedzieć. Już nie pamiętała, kiedy ostatnio aż tak źle spała, ale faktem było, że dzisiaj łóżko gniotło ją niemiłosiernie. Dodatkowo fakt, że wczoraj wydała wszystkie do tej pory oszczędzone pieniądze na jedwabny szlafrok, który nie wiadomo skąd pojawił się w rękach sprzedawczyni na targu dodatkowo ją drażnił. Oznaczało to, że musi kolejny raz znaleźć klientów na swoje mieszanki, albo podjąć się jakiegoś zlecenia w gildii. Westchnęła ciężko i ze złością odrzuciła z siebie kołdrę. Im dłużej mieszkała bez pałacowych wygód, tym bardziej była pewna, że zaczyna tracić zmysły. Dzisiaj nie miała nawet ciepłej wody, bo wczoraj sama jej nie nagrzała, a w części karczmy w której dostała pokój za tą usługę trzeba było dodatkowo zapłacić. Podejrzewała, że Berthina specjalnie dała jej najgorszy pokój jaki można było tutaj znaleźć, bo żaden inny mieszkaniec nie wydawał się narzekać tak jak ona. Ale cóż, może po prostu ludzie, którzy nigdy nie żyli w luksusach nie wiedzieli, że można lepiej. Według standardów Shiry było to jednak nie do zaakceptowania i zdecydowanie poniżej jakichkolwiek wymogów sanitarnych. Dosłownie nawet ręczniki nie były tutaj jedwabne i zdarzyło jej się już kilka razy nimi zadrapać. W tym momencie zabiłaby nawet za zwykłą wannę z ciepłą wodą i najprostszymi olejkami. Niestety, o ile było jej wiadomo w Rivocie mało kto miał takie luksusy, o pięknej publicznej łaźni, czy już minimum gorących źródłach w ogóle nie mówiąc. Starając się nic nie zniszczyć, ogarnęła się najszybciej jak się tylko dało. Stwierdziła, że nie ma co się stroić, więc wyciągnęła jedną z podróżnych, czerwonych szat które nijak nie miały się do maskowania w lesie, ale za to przynajmniej rzadko kiedy zahaczały się o rośliny. Trzeba było wcześnie wziąć się do pracy, to może oprócz koniecznego zarobienia pieniędzy udałoby jej się wreszcie znaleźć kogokolwiek, kto oddałby jej swoją krew. Przymusowy odwyk, na którym chcąc nie chcąc się znalazła działał na nią tragicznie. Coraz ciężej było jej zachować stoicki spokój, a irytacja często brała górę nad jej odruchami. Chodziłą też bardziej spięta i nie próbowała już nawet udawać miłej. Upewniając się więc, że pokój jest zamknięty na każdy możliwy sposób zeszła na dół do głównej sali karczmy. Mimo dosyć wczesnej godziny było już tutaj sporo osób jedzących śniadanie. Shira prychnęła pod nosem z odrazą, widząc też kilka osób od rana pijących piwo. Sama usiadła przy barze i nie zaszczycając reszty sali kolejnym spojrzeniem skupiła się na właścicielce uśmiechającej się do niej zza lady.
– Jak się spało? – kobieta odstawiła kubek, który akurat wycierała pod bar i odruchowo podsunęła dziewczynie śniadaniowe menu.
– Świetnie. Czy to o co prosiłam zostało załatwione? – Hikari wbiła w nią mordercze spojrzenie, jednocześnie cały czas się uśmiechając. Jej palce zaczęły wybijać na blacie bliżej nieokreślony rytm, który zdradzał jej poirytowanie. Kobieta westchnęła.
– Skarbie, nie masz po co mnie straszyć. Przypominam, że obecnie zalegasz z czynszem prawie tydzień. Ja na twoim miejscu byłabym ciut milsza. A już na pewno nie oczekiwałabym, że ktoś jeszcze będzie mi usługiwał. Sama szukaj sobie chętnych dawców, ja zajmuje się karczmą, a nie twoimi problemami – białowłosa całą swoją siłę woli skupiła na utrzymaniu kamiennego wyrazu twarzy. Normalnie nie sprawiłoby jej to żadnego wysiłku, ale dzisiaj…
– Dobrze. Świetnie. W takim razie masz może jakiekolwiek zlecenie godne zawodowca? – wyprostowała się na krześle jak struna i skrzyżowała ręce na piersi. Właścicielka karczmy westchnęła i odwróciła się do tablicy, na której rozwieszona była masa pergaminów. Przez chwilę stała z rękami podpartymi na biodrach, ale w końcu obdarzając białowłosą kolejnym miłym uśmiechem podała jej kartkę ze szczegółami misji. Shira niewiele myśląc wzięła ją z blatu i nawet nie dziękując wyszła z karczmy. Zerknęła tylko na lokalizację i nagrodę. Ktoś zadziwiająco dużo zamierzał zapłacić jak na zlikwidowanie goblinów w okolicy jakiegoś pola. Musiały mieć w okolicy naprawdę duże leże albo być wyjątkowo agresywne. Westchnęła cicho pod nosem i schowała papier w jednej z kieszeni szaty. Przynajmniej rachunki będą jej się zgadzały.

***

Robota którą jej przydzielono w ogóle nie była godna zawodowca. Leże goblinów, którego tak bardzo obawiali się okoliczni mieszkańcy, zamiast hordy małych gnojków miało tylko kilku mieszkańców, w dodatku niezbyt nią zainteresowanych. Mogłaby powiedzieć, że wręcz nienaturalnie ospałych. Dopóki nie wyjęła wachlarzy żaden goblin nawet nie odwrócił się w jej stronę. Było to co najmniej nieuprzejme i tylko wprawiło ją w jeszcze gorszy nastrój. Powinny natychmiast zwrócić na nią uwagę i zaatakować. Cichy szelest rozkładanego wachlarza zamienił się w świst, kiedy pierwsze stworzenie straciło głowę, nawet nie do końca wiedząc jak. Shira skrzywiła się, czując okropny zapach krwi stworzenia i strzepnęła jej resztki z broni. Dobrze, że nie zakładała dzisiaj swoich najlepszych szat. W zimnej wodzie ciężko byłoby sprać ten smród. Kolejne stworzenia nie do końca chyba załapały co się stało, bo zanim rzuciły się na nią wszystkie na raz, zdążyła pozbyć się dwóch kolejnych. Bez problemu unikała ich niezgrabnych ataków, tnąc każdego kolejnego niczym wodę. Nie był to jednak w żadnym przypadku satysfakcjonujący taniec. Równie dobrze mogła po prostu kopnąć je parę razy i pewnie skończyłyby tak samo.
– Żałosne – mruknęła do siebie i mimo wszystko ukucnęła nad jednymi zwłokami. Krew może i śmierdziała okrutnie, ale po odpowiedniej destylacji była idealnym składnikiem do eliksirów. Co prawda w zapachu wyczuwała dziwnie znajomą nutkę środków uspokajających, ale stwierdziła, że może faktycznie życie tak daleko od dworu stępiło jej umiejętności rozpoznawania zapachów. Wstrzymując więc oddech napełniła kilka buteleczek, nie bardzo dbając co potem stanie się z truchłami. Jeśli zwabią wilki może to nawet i lepiej. Przynajmniej dostałaby premię za zlikwidowanie kolejnego zagrożenia. Jej spokojne uzupełnianie zapasów przerwał jednak krzyk. Odwróciła się natychmiast gotowa do ataku, ale mała dziewczynka stojąca na skraju polany nie wydawała się być żadnym zagrożeniem.
– Dlaczego je zabiłaś?! – podbiegła do pierwszego lepszego goblina i zaczęła nim potrząsać, jakby miała nadzieję, że ten magicznie ożyje. Shiranui wytarła dokładnie wachlarz chusteczką i rozglądając się dookoła przypięła go na odpowiednie miejsce na pasku.
– Takie dostałam zlecenie. Nie powinnaś się kręcić po takiej okolicy, a już na pewno przejmować takimi śmieciami – spojrzała na dziewczynkę z góry zastanawiając się, czy jeśli powie, że ta mała była zakładnikiem goblinów, to będzie ją stać na ciepłą wodę przez co najmniej tydzień.
– Jak mogłaś! To byli moi przyjaciele! – dziewczynka usiadła na środku pobojowiska i zaczęła płakać w niebogłosy. Shiranui zamknęła oczy i policzyła do dziesięciu. Nie miała najmniejszej ochoty na użeranie się z jakimś dzieciakiem, ale odstawienie jej do domu równało się potencjalnej nagrodzie, więc mogła chociaż spróbować być miła.
– To nie byli twoi przyjaciele. Idziemy – złapała dziecko za kołnierz, ale mała wyrwała jej się i znowu usiadła na środku. – Jeśli nie pójdziesz ze mną w tej chwili, to cię tu zostawię.
– I bardzo dobrze! Sama zbudowałam im to leże, które bestialsko zniszczyłaś! Wiesz ile czasu zajęło zanim zaczęły się tutaj rozmnażać? Albo jak trudno było podać im leki żeby nie były agresywne?! – białowłosą na chwilę zamurowało.
– Co proszę? – dziecko jednak zaczęło dalej płakać, nie mówiąc już nic więcej. Rozmnażanie goblinów. Shira musiała przyznać, że był to pomysł który sama mogłaby uskuteczniać gdyby dalej mieszkała na dworze, chociażby do eksperymentowania z genami, ale czemu w takim miejscu jak Rivot dzieci też miały takie pomysły? I przede wszystkim od razu zaczęła się zastanawiać skąd takie małe dziecko mogło mieć środki uspokajające. Czyżby miała tutaj konkurencję w handlu pod stołem? Tłumaczyło to przynajmniej dziwny zapach krwi i dziewczynie mimo wszystko lekko ulżyło, że dalej może polegać na swoim węchu.
– Nie przyznawałabym się do tego na twoim miejscu. Masz szczęście, że nikt nie wiedział o twojej tajnej wylęgarni, bo podejrzewam, że wtedy to nie na gobliny zostałabym wysłana – nie zważając więcej na płacz dziecka złapała je tym razem za ramię i jeszcze raz upewniając się, że wszystkie są martwe ruszyła w drogę powrotną do wioski. – Kto ci sprzedał te środki uspokajające?
– Puść mnie! Muszę je przynajmniej godnie pochować! – dziewczynka nie przestawała się wyrywać i całkowicie zignorowała pytanie białowłosej. Shira zacisnęła jednak zęby i powtarzając sobie w kółko, że uciszanie dzieci na amen nie jest legalne w żadnym znanym jej kraju, dalej szła przed siebie. Dziewczynka też z każdym kolejnym pokonanym metrem traciła siły, zapewne zmęczona płaczem i wyrywaniem się z jej uścisku.
– Gdzie mieszkasz? – odstawienie jej prosto do rodziców było zdecydowanie lepszym wyjściem, niż ciągnięcie jej do karczmy.
– Nie powiem ci, bo mnie też zamordujesz jak moich przyjaciół – białowłosa westchnęła i zacisnęła palce na jej ręce mocniej. Nigdy nie lubiła dzieci. A już zwłaszcza tych histeryzujących.
– Czego nie rozumiesz w słowie zlecenie? Zapewniam, że zabicie cię byłoby tak samo nielegalne jak twoje tworzenie wesołej, goblinowej rodzinki. Ponawiam więc pytanie. Gdzie mieszkasz? – zrezygnowane dziecko po chwili milczenia wymruczało coś, co brzmiało jak "koniec ulicy Złotej". Na szczęście było to mniej więcej w kierunku w którym aktualnie się poruszały, więc nie musiały wracać się przez pół miasta. Sama ulica Złota była chyba jedną z bardziej zaniedbanych, jakie Shiranui do tej pory w Rivocie widziała. Kilka domów przekrzywiło się, częściowo zapadając się w podmokłym gruncie, a sama ulica przypominała jedną, wielką, wyjątkowo błotnistą kałużę. Nazwa musiała być ironiczna, inaczej dziewczyna nie miała pojęcia, jak ktoś mógłby doszukać się tutaj czegokolwiek co mogłoby kojarzyć się ze złotem. Jeszcze zanim doszły do końca ulicy, z jednego z domów wypadła wyraźnie zmartwiona kobieta i podbiegła do nich.
– Na litość boską, Miranda! Gdzieś ty się włóczyła? – natychmiast przytuliła dziewczynkę do siebie, przy okazji obrzucając Shiranui nieprzychylnym spojrzeniem.
– Znalazłam ją obok leża goblinów. Nie wiem, jak się tam znalazła, ale na przyszłość proszę bardziej pilnować swoich dzieci – Shira puściła w końcu dziewczynkę i na twarz przywołała swój najmilszy uśmiech. Jeśli się postara, może nawet nie będzie musiała sugerować, że za odprowadzenie dziecka należy jej się jakaś premia. Kobieta chyba chwilę trawiła informację, po czym nagle ją olśniło.
– No tak! To pewnie ty się zajęłaś naszym zleceniem! Ostatnio Miranda opowiadała nam o nowych goblinach obok naszego pola, poprosiliśmy więc, żeby ktoś z gildii się tym zajął. A ty, nieodpowiedzialna... Czemu się tam zapuszczałaś sama? – od razu przystąpiła do karcenia córki, jednocześnie kierując się do domu. Shira podeszła kilka kroków za nimi, skrzywiła się jednak widząc, że podwórko przed domem jest jeszcze bardziej rozmokłe niż ulica i stwierdziła, że brudzenie bardziej i tak już zabłoconej na brzegach czerwonej szaty nie jest warte pieniędzy, które może mieć rodzina żyjąca w takim domu.
– Wejdziesz na herbatę? – kobieta odwróciła się w drzwiach, patrząc w stronę białowłosej. Ta pokręciła głową, nawet nie zamierzając się kłaniać czy grzecznie odmawiać.
– I tak straciłam za dużo czasu na odprowadzanie jej tutaj. Mam jeszcze masę rzeczy do załatwienia – odwróciła się i zdążyła odejść kilka ostrożnych kroków, kiedy matka dziewczynki znowu z prędkością światła pojawiła się na ulicy.
– To za dodatkową fatygę. Przepraszamy za problem – wcisnęła jej w ręce sakiewkę i ukłoniła się. Shira nic nie mówiąc wzięła od niej pieniądze i jak najszybciej wyszła na główną drogę, która przynajmniej w jakiejś części nie była błotem. Kiedy tylko wyszła z zasięgu wzroku kobiety uśmiechnęła się. Należała jej się dodatkowa zapłata za ciąganie za sobą tego dzieciaka. Co prawda kobieta powinna przepraszać ją sto razy bardziej, że w ogóle rozważyła taką opcję, ale na chwilę obecną sama sakiewka musiała wystarczyć. Przynajmniej zapewni jej to ciepłą wodę na kilka dni. Droga do karczmy dłużyła się jej niemiłosiernie. Gdyby nie fakt, że konie były tak koszmarnie drogie, a ich utrzymanie kosztowało drugie tyle co samo zwierzę, już pierwszego dnia by sobie jakiegoś sprawiła. Powinna też poszukać czegoś stabilniejszego niż pokój w karczmie. Nie mogła znieść myśli, że po raz kolejny będzie musiała spać w tym okropnym łóżku, bez materaca z puchu małych jagniąt. Wzdrygając się na samą myśl otworzyła drzwi do Karczmy i tak jak rano, zupełnie ignorując całą resztę sali skierowała się prosto do lady.
– Wykonałam zadanie – jeszcze zanim stojąca po drugiej stronie kobieta zdążyła cokolwiek powiedzieć położyła na blacie kartkę ze zleceniem, którą dostała rano. Berthina uśmiechnęła się i wręczyła jej kolejną sakiewkę, znacznie cięższą niż ta, którą Shira wcześniej dostała od matki Mirandy.
– I jak? Było godne zawodowca? – dziewczyna prychnęła, jakby ktoś ją właśnie okropnie obraził.
– Proszę, nie żartuj sobie ze mnie. Gobliny to robota dla początkujących. Zadziwiające, ile ludzie za to zapłacili – skrzyżowała ręce na piersi, a właścicielka roześmiała się.
– Już dawno nie widziałam, żeby kogoś aż tak oderwało od rzeczywistości jak ciebie. Nie zapomnij uregulować opłat, skoro już chwilowo masz jakąkolwiek gotówkę – Shiranui uśmiechnęła się i wyjęła drugą sakiewkę, którą wcześniej dostała od na Złotej. Jak policzyła, powinno to spokojnie wystarczyć na dwa tygodnie co najmniej. Pieniądze z gildii zamierzała zakopać w kufrach na tyle głęboko, żeby w razie jakichkolwiek zachcianek nie chciało jej się ich wydobywać. Może też przy następnej wizycie w Brime udałoby jej się wysłać list do ojca z jakimś ckliwym opisem katastrofalnych warunków w jakich się znajduje. O ile nie przechwyciłaby go ta okropna elfka, to prawdopodobieństwo, że ojca ruszyłoby sumienie było całkiem spore. Na razie jednak z niechęcią wspinała się po schodach do swojego tymczasowego pokoju. Jeszcze tylko kilka nocy. Kilka nocy i znajdzie coś, gdzie będzie można się wyspać jak człowiek. No i przede wszystkim będzie to miejsce, gdzie będzie można wziąć normalną kąpiel.