Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avrion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avrion. Pokaż wszystkie posty

2 kwi 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 14 (cd. Regis)

Jesień 1457

 – Cholera! – wrzasnął Avrion, przyciągając do siebie lejce. Ialan z głośnym parsknięciem zawrócił. Musieli nadrobić dystansu. Nekromanta posłał ostatnie porozumiewawcze spojrzenie Regisowi, a potem dokonał szybkiego odwrotu. Po drodze wyrzucił na ziemię fiolkę z kwasem, która natychmiast rozbiła obłok kwaśnego, parzącego dymu. Wyverna na szczęście nie skupiła swojej uwagi na fryzyjczyku. Zbyt szargała nią chęć zemsty. Krótkowłosy łowca dalej robił hałas i celował do niej z kuszy, nie pozwalając jej wylądować. Próbowała odbijać się od ścian, ale koniuszki wrażliwych skrzydeł zzbyt parzyły rozchodzące się w wysoki, rozłożysty lej, opary.

Kiedy Avrion był już w odpowiedniej odległości, ocenił ich możliwości. Jego towarzysz od czasu do czasu wyłaniał się z gęstej zasłony dymnej. Bronił się dzielnie, nie dając się uchwycić, ale jednocześnie nie świadczyło to o żadnej przewadze. Mieli do czynienia z wielką, groźną bestią, która mogłaby jednym ciosem zniszczyć słabe, ludzkie ciało. Ich czas drastycznie się kończył. Zaraz kwas przestanie działać. Tracił na swojej nieprzejrzystości.

Kiedy wyverna niebezpiecznie zniżyła lot, nie tylko Regis przygotował się na odparcie ataku. Avrion posłał jeden, dość celny, strzał zaklęciem odpychającym. Wyverna straciła równowagę, i zepchnięta do tyłu, uderzyła o ziemię. Na ich nieszczęście było to za kwaśną zasłoną. Regis nie miał żadnej ochrony przed jej atakami. Zaczęła biec z mrożącą krew w żyłach prędkością w stronę łowcy. On na szczęście przygotował swoją fiolkę, o której wcześniej rozmawiali. Rzucił ją przed siebie, tuż pod łapy gada, tym samym otaczając samego siebie trującą pułapką. Avrion nie wiedział, ile dokładnie jego towarzysz miał przestrzeni. Wiedział jednak na pewno, że Regis może sobie zrobić krzywdę. Miał raptem kilka metrów na wykonywanie manewrów. Przekroczenie tych linii groziło poparzeniem.

Wyverna jednak była całkowicie zaślepiona gniewem. Kiedy weszła w tym razem jasne opary, z kroku na krok była coraz mniej pewna. Widać było, że odczuwa efekty mieszanki, ale jednocześnie Regis nic już nie mógł na to poradzić. Skończyły mu się bełty, a przedostanie się przez opary nie wchodziło w grę. Widząc to, Avrion ścisnął boki Ialana, aż wiatr uderzył w uszy. Gnał prosto w kierunku serca potyczki. Przygotował kolejne zaklęcie odrzucające, ale tym razem silniejsze. Nauczył się tej sztuki stosunkowo niedawno. Kiedy był wystarczająco blisko, zasłonił twarz rękawem skórzanej kurtki, a potem przegalopował tuż obok Regisa.

Zaklęcie rzucił w odległości metra od wyverny. Poszybowała w powietrzu, a następnie z głośnym impetem odbiła się od skały bokiem ciała. Kiedy opadła na ziemię, nie wyglądała na zdolną do natychmiastowej reakcji. Avrion musiał wykorzystać chwilę całkowitego oszołomienia. Wyciągnął z pochwy miecz, i z całą energią wciąż galopującego Ialana, wycelował pod kątem, w odsłonięte gardło gada. Kiedy uciekał, kątem oka widział, jak stworzenie wiło się i wydawało makabryczny, zduszony krzyk. Machało długim ogonem, próbując łapać leżące nieopodal kamienie. Bezskutecznie. Mimo tego jeździec był przygotowany na zwrócenie rumaka w bok. Wiedział, że tego typu stworzenia dysponowały olbrzymią siłą.

Kiedy jednak przestała się poruszać, oznaczało to tylko jedno. Mogli triumfować. Zwrócił Ialana, i już spokojniejszym kłusem, skierował się do uwięzionego kolegi po fachu. Stał, krzyżując ramiona na piersi, tuż za powoli opadającymi oparami trującego gazu.


<Regis?>

26 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 12 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Z siodła nekromanty zwisały nie tylko jego skórzane torby wypełnione aż po brzegi ekwipunkiem oraz towarem, jak i również pojedyncze eliksiry przyspieszające gojenie oraz buteleczka kwasu. Po prawej swobodnie zwisał również jednoręczny miecz, inny niż ten, którego używał najczęściej do tej pory. Eksportowano go aż z Północy i polecono Avrionowi. Jeśli wierzyć kupcowi, usłyszał o nim i specjalnie czekał na jego wizytę w Birme. Nie wiedział ile w tym prawdy, ale rzeczywiście był to kawał dobrego żelastwa, zatem skusił się na kupno. Nie mógł się doczekać, aż będzie mógł go wykorzystać. Po raz pierwszy miał do dyspozycji oręż ulepszony runami.

Avrion opierał się o łeb Ialana, obserwując gładkie ruchy Regisa. Może była w nim jeszcze jakaś szansa. Może się jakoś dogadają. Szczególnie, jeśli współpraca okazałaby się owocna.

– Na co tak patrzysz? – zapytał Regis.

– Na to, jak ciężko pracujesz.

"Rzeźnik" odłożył kamień, który akurat oglądał i spojrzał na niego spode łba.

– Mógłbyś zsiąść z siodła i też zająć się pracą. Powinniśmy wykorzystać czas, kiedy wyverny są mniej aktywne.

– Miałbyś coś przeciwko rozdzieleniu się?

Krótkowłosy podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy nekromanty.

– Nie. Dam sobie radę. Jakby coś się działo, powinieneś mnie usłyszeć.

– Dobrze zatem. Przypędzę do mojej damy w potrzebie – Zawrócił Ialana, który nie wyglądał na zachwyconego z tego powodu. – Do zobaczenia.

Regis odpowiedział coś, ale było to już niezrozumiałe dla maga w siodle. Krok wałacha na grząskim żwirze zagłuszył skutecznie wszelakie słowa. Szedł powoli, pozwalając swojemu jeźdźcowi na baczne oglądanie okolicy. Tutaj zdecydowanie było cieplej i spokojniej, niż na Świszczących Równinach. Wiatr nie dął niebezpiecznie w uszy, a gdzieniegdzie skały porosły zielenią. Ta dolina zyskała swoją nazwę nie bez powodu. Było cicho, zbyt cicho. Wszelakie niebezpieczeństwo odbijało się od ścian skalniaków i skłaniało przejezdnych do ucieczki. Słusznie zresztą. Nie widział nigdzie żadnych śladów ludzkiej obecności, prócz odcisków łap zwierząt. Większość z nich należało do jakichś gryzoni lub psowatych.

W pewnym momencie dostrzegł jednak wyraźne, głębokie draśnięcie na skale. Pociągnął za lejce, bacznie się im przyglądając. W mchu wyryta była ścieżka w dół, aż do odcisków gadzich łap na żwirze. Ciągnęły się aż do niebezpiecznie wyglądającej szczeliny, do której nie mógł się dostać konno.

– A to ciekawe... – wymamrotał. Zeskoczył z siodła i wdrapał się na pierwszy, najwyższy kamień. Ialan prychnął zaniepokojony, ale jego pan dalej powoli skradał się bliżej szczeliny. Krok po kroku, pilnując, by stopa nie omsknęła mu się na zdradliwej powierzchni kamieni. Musiał się podciągnąć jeszcze kilka razy, nim był na tyle blisko, by zajrzeć do środka.

Natychmiast do jego nozdrzy uderzył ostry zapach moczu, pleśni i zgnilizny. Jakby rozkładały się tam nie tylko martwe rośliny, ale i mięso. Coś tam musiało przesiadywać, ale cokolwiek to było, pozostawało poza zasięgiem jego wzroku. Nie chciał ryzykować, zapalając kulę ognia w celu oświetlenia sobie przestrzen. To zazwyczaj płoszyło zwierzęta. Nie miał przy sobie miecza, a z kamieni można go łatwo strącić.

Oddalił się nieco, badając dalej wzrokiem skalenisko. To nie było dobre miejsce do potyczki, ale wyverna mogła łatwo czmychnąć za skały. Miała tutaj przewagę. Musieli ją ściągnąć dalej, na równinę. By Regis mógł uciekać, a on trafić. Ialan najszybciej rozpędzał się po miękkiej, choć nie błotnistej, ziemi. Tutaj niestety takowej nie było. Żwir był mocno ubity, a każdy jego krok wyraźnie słyszalny.

Mógł spróbować zwalić na przeciwnika kamiene, ale mogłoby to posłużyć albo jako ich atut, albo wadę. Wyglądały niestabilnie, ale nie wiadomo, gdzie by spadły. Mogliby też rzucić truciznę zarówno jego, jak i Regisa. Jego mogłaby pomóc w dobiciu wyverny. Oślepić ją w kluczowym momencie...

Pytanie tylko, co zrobić, jeśli to rzeczywiście leże. Jeśli wszystkie były młode, mogliby sobie poradzić. Wystarczyłoby podpalenie szczeliny po oddaleniu dorosłego osobnika od gniazda. Musieliby jednak zawrócić, a nie wiadomo, kiedy trujące opary by opadły. Można by spróbować przejść bokiem, ale czy mieliby wystarczająco czasu...? Prędzej czy później gdzieś uciekną. Możliwe, że nie zdołaliby ubić ich wszystkich.

Problem by się zaczął, jakby znaleźli tam same dorosłe osobniki. Powoli oddalał się od szczeliny, starając się robić jak najmniej hałasu. Gdyby żadna z wyvern nie była młoda, porywali się na misję niemożliwą. Słyszał kiedyś przestrogi, że zająć się tym mogli tylko łowcy bardzo doświadczeni w boju. Nie uważał się za taką osobę. Myślał sobie nawet, że wciąż wiele mu zostało do nauczenia się.

Starał się zachować spokój, wspierając się jednocześnie czarami, bo takie stwory mogły z łatwością wyczuć lęk. Wystarczająco kusząca i niebezpieczna była obecność Ialana. Kiedy wsiadł na siodło, koń przyjął to z niemałą ulgą. Przemierzył jeszcze krótki odcinek na wprost, a ponieważ nie znalazł więcej obiecujących tropów, postanowił zawrócić w kierunku, w którym ostatnio widział się z drugim łowcą. Kiedy oddalili się na bezpieczną odległość od domniemanego leża, przyspieszył. Nie chciał krzyczeć, nie chciał również galopować. To mogło się wiązać ze zbyt dużym niebezpieczeństwem.

Po czasie jednak dostrzegł znajomego łowcę opartego o jedną z większych skał, nieopodal od miejsca, w którym się rozstali. Uśmiechnął się do niego ironicznie, ale Avrion nie odpowiedział tym samym. W ten sposób mężczyzna domyślił się, że towarzysz znalazł trop. Zainteresowany, oderwał się od skały i odczekał, aż jeździec zbliży się wystarczająco i zatrzyma wałacha.

– Znalazłeś coś? – zapytał Regis.

– Tak. Wolałbym, żebyś też to zobaczył. Jeśli chcesz, możesz wsiąść na Ialana. Będzie szybciej.


<Regis?>

24 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 10 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Usty Avriona wykrzywiły się w delikatnym uśmieszku.

– Czyli sugerujesz teraz snucie strategii?

– Ano.

– Myślałem, że będziesz chciał zaplanować wszystko sam.

– Przydałoby się, abyśmy oboje znali plany – odparł "rzeźnik". Avrion patrzył go z drobnym rozbawieniem. Zupełnie nie wyczuł, z jaką ironią się do niego odnosił. Niby zgrywał inteligenta, ale przed nosem przemykały mu jasne sygnały. Szkoda, bo to by oznaczało, że nie byłby dobrym kompanem do żartów.

– Czyli mówisz, że trucizna ta ma działanie halucynogenne. Usypia?

– Osłabia przeciwnika. Może sprawić, że ruchy będą bardziej mozolne.

Był bardzo poważny. Umknęła mu kolejna okazja do podłożenia nogi. Wielka szkoda.

– Czyli musimy uważać, by nie wejść w opary, bo padniemy na miejscu. Zrozumiałem.

Przez chwilę milczeli, każdy pogrążony we własnych myślach. Puste miski stały nieopodal, teraz wilgotne od wody, która błyskała pod wpływem przytłumionego chmurami słońca. Ialan obwąchiwał z zainteresowaniem jedną z nich, ale nie wyglądał, jakby chciał jej skosztować. Poletko nieopodal jego kopyt przez noc stało się plackiem gołej ziemi, pozbawionej swojej pierwotnej zieleni. Była w tym miejscu pełna rosy, wystarczająco wilgotna, by skutecznie pozbawić go pragnienia.

– Można by go kierować robiąc hałas. Wymagałoby to roli przynęty – powiedział nagle Avrion. – Można by go wpędzić w opryski trucizny, a potem dobić w ustronnym miejscu. Nie powinno to być trudne. W najgorszym wypadku uciekłby gdzieś. Pewnie łatwo znaleźlibyśmy trop...

– Masz konia. Jest szybki?

– Bardziej wytrzymały. Przywykł do podróży pod górkę i z górki. Trudno go spłoszyć. Prawda, Ialan?

Koń prychnął, nachylając się nad ramieniem Regisa i muskając jego szyję swoimi miękkimi chrapami. Łowca w pierwszej chwili odskoczył, gotów dobyć noża, ale kiedy zobaczył spokojne ślepa wałacha, natychmiast się uspokoił.


<Regis?>

22 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 8 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Avrion, tak jak pragnął wcześniej obwieścić, nie zmrużył oka tej nocy. Wypił mocną zieloną herbatę przed wyjazdem, z zamiarem zdrzemnięcia się dopiero nad ranem. Kiedy podniósł się ze swojego legowiska składającego się ze złożonego koca, wcale nie był rad ani z powodu wstającego słońca, ani obecności swojego rówieśnika.

– Dokładnie tak, jak sądziłem – odpowiedział, przeczesując palcami swoje gęste ciemne włosy i przeciągnął się.

– Czyli dobrze? Źle? – dopytywał dalej "rzeźnik".

– Nijak. Jak cię nie było, naostrzyłem miecz i kilka bełtów.

Regis uniósł brwi zaskoczonych.

– Masz kuszę?

– Pozwoliłem sobie przejrzeć twoje wyposażenie. Dobry sprzęt, choć zaniedbany.

– Rzadko korzystam z...

– A jednak postanowiłeś ją zabrać. Słusznie co prawda, choć w takim wypadku powinna być dobrze przygotowana.

Wstał, nałożył na siebie kurtkę z grubej skóry i zabrał się za wytrzepywanie koca. Regis w tym czasie zdejmował śniadanie znad ognia i dzielił je na dwie, prawdopodobnie idealnie równe, części.

– Zima się zbliża – wymamrotał Avrion, niby to do siebie, niby to do niego.

– A dni coraz krótsze – dodał drugi łowca.

– Źle dla nas, dobrze dla potworów. Jeszcze trochę i wypełzną z nor, a my nie będziemy mieć szans na lodzie i w śniegu – Avrion zapinał guziki u swojej kurtki, zastanawiając się, czy podzielić się swoim planem z drugim łowcą. – Należysz do Gildii?

– Poniekąd.

– Czyli wciąż się nie zdecydowałeś. Nie będę się zatem dzielił naszymi planami.

– Masz mi to za złe? – zapytał z drobnym rozbawieniem "rzeźnik".

– Nie mam ku temu powodów. Nawet cię nie znam, i nie powiedziałbym, że jesteś moim faworytem. Nie miałem jeszcze szansy, by cię polubić.

– Może to cię przekona? – zapytał krótkowłosy, wyciągając w jego stronę blaszany półmisek pełen parującej jajecznicy z kawałkami jakiegoś bliżej nieokreślonego mięsa. Avrion parsknął, rozbawiony.

– Wiozłeś ze sobą kurze jajka?

– To żaden problem, kiedy wie się jak je przechowywać.

– Droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek, jak to mawiają – powiedział nekromanta, przyjmując swoją porcję jajecznicy. Mimo wszystko, gdzieś w głębi duszy był wdzięczny za darmową porcję strawy.


<Regis?>

19 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 19 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Patrzył prosto w jej czerwone oczy, bez choćby cienia lęku.

– Nie wystraszysz mnie w ten sposób – oznajmił. – Niczego więcej ode mnie nie dostaniesz. Tak się składa, że Shen nie jest moim przyjacielem. W zasadzie, nawet się nie lubimy. Zostanę tutaj. Powodzenia w drodze do źródła.

Dopiero wtedy poczuł na sobie spojrzenie kogoś jeszcze. Shen leżał, a jego oczy były szeroko otwarte. Patrzył prosto na Avriona. Przez moment myślał, że rzuca na niego zaklęcie, ale jednocześnie miał świadomość, iż białowłosy nie miał zdolności magicznych. Wyglądał na nieobecnego, ale i również aż do szpiku kości przerażonego. Jakby śnił na jawie.

– Co się stało? – zapytał Avrion.

Shen powoli przeniósł wzrok na Shiranui, co dziewczyna odwzajemniła. Nie umiał wyczytać niczego z jej twarzy. Przeszło mu przez myśl, że ta dwójka wcale nie była rodzeństwem. Było w tym coś jeszcze. Jakaś nieokreślona głębia...

– Nie jest również moim przyjacielem – wyszeptała, a w jej głosie pobrzmiewała groźba.


<Shiranui?>

18 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 6 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Avrion postanowił zrobić dobrą minę do złej gry. Z gracją przestępywał ponad kamieniami i występami, zbliżając się do łowcy, po czym, będąc już całkowicie na widoku, rozpostarł ramiona.

– Stęskniłeś się?

"Rzeźnik" uniósł brew, czekając aż długowłosy doda coś więcej. On jednak opuścił ręce i minął go. Pogłaskał uspokajająco czarny łeb Ialana, który akurat wyłonił się z drugiej strony. Wystraszony atakiem wyverny zaczął biec na oślep między drzewa. Łowca nie wątpił, że wróci, choć w tych warunkach sam postanowił udać się na poszukiwania. Przy tej sposobności ku jego nieszczęściu natknął się na trop mężczyzny, który najwyraźniej postanowił w tym samym czasie wybadać teren.

– To był twój czar, prawda? Wyczułem opór – zagaił Regis.

– Nie zamierzałem zabierać ci zlecenia. Zależało mi wyłącznie na zdrowiu Ialana...

– Nie do tego zmierzałem. Chciałem się tylko upewnić, że nie mamy nieproszonego towarzystwa – "Rzeźnik" skrzyżował ramiona na piersi.

– Ach, tak. To prawda. Nie mamy towarzystwa.

Ialan zarzucił swoim potężnym łbem i prychnął. Przestępywał niecierpliwie z nogi na nogę. Coś czaiło się w pobliżu. Avrion jednak nie wyczuwał charakterystycznego mrowienia istot magicznych.

– To nie jeden wyvern.. W okolicy jest całe leże...

– Mówisz? – Avrion podniósł głowę, nagle zainteresowany. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. – I sugerujesz, że potrzebujesz pomocy?

– Nic nie mówiłem o żadnej pomocy. Ba, nie zasugerowałem nawet, że jest ona konieczna – odpowiedział Regis.

– Dasz sobie radę z całym leżem? Powodzenia – zaśmiał się sucho Avrion. Teraz, kiedy miał przy sobie Ialana, mógł wracać do swojego prowizorycznego obozowiska. Zostawił tam palenisko. Nic nie powinno się dorwać w tym czasie do jego rzeczy, choć i tak wyczuwał, że powinien czym prędzej wracać.

– Leżem? Skąd wiesz, że to leże?

– Przecież sam mi... – Avrion urwał. Obejrzał się dookoła. Nikogo prócz nich tam nie było. Zmarszczył lekko brwi, taksując wzrokiem po raz kolejny okolicę. Za drzewami nie mignęła mu żadna twarz. Sowy pochukiwały, słyszał gdzieniegdzie trzepot skrzydeł drapieżnych, choć niewielkich, ptaków. Nic jednak nie wskazywało na obecność człowieka.

Jego wzrok zatrzymał się na twarzy Regisa zastygłej w oczekiwaniu.

– Nieważne. Walka w pojedynkę może być niebezpieczna. Zaraz wróci ich więcej – odpowiedział w końcu.


<Regis?>

14 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 4 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Avrion przesunął dłonią po miękkich chrapach Ialana. Poczuł na skórze jego ciepły, kojący oddech.

– Wyprawy, powiadasz... – mruknął. – Zlecono ubicie tego samego stworzenia dwóm osobom. To ci pomyłka...

– Do czego zmierzasz? – zapytał ostro "rzeźnik".

– Do niczego. Nie będę ci przeszkadzał w zleceniu – po wypowiedzeniu tych słów, zgrabnie wskoczył na siodło nieco zaskoczonego rumaka. Koń postąpił kilka zniecierpliwioncyh kroków, jakby chcąc strącić swojego jeźdźca. Najwyraźniej spodziewał się przerwy.

Regis parsknął nieco rozbawiony.

– Odjedziesz?

– Tak właśnie zrobię. Chciałem załatwić przy okazji parę spraw w Birme, ale najwyraźniej obejdzie się bez spodziewanego przeze mnie przystanku. Miłej zabawy z wyverną.

– Łatwo odpuszczasz.

Avrion nie dał się sprowokować. Dał Ialanowi znak, by ruszył szlakiem stępem, aby mieć szansę odpocząć po wspinaczce.

– Rób jak chcesz... ale w nocy nie opłaca się jeździć – odpowiedział niby obojętnie Regis.

– Dzięki za radę, ale znam tę trasę już na pamięć. Wiem czego się spodziewać.

Teraz już nie napadnie mnie białowłosy wariat, a nic nie zaskoczy mnie bardziej, niż to, pomyślał Avrion.

– Jak się boisz... tylko powiedz. Może ululam cię do snu i ucałuję, jak będziesz ruszał na bój – powiedział, choć niezbyt głośno. Nie miał pewności, czy drugi łowca go usłyszy. Nie zależało mu na tym. Rzucił drobny czar polepszający wzrok w ciemności i podążył w mrok, między dobrze znane mu drzewa.


<Regis?>

13 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 17 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

– Poszkodowana...? – wymamrotał, a potem odszukał wzrokiem dość wyraźną i soczystą ranę na ramieniu. Była dość szeroka i na szczęście brakowało wciąż wiele, by sięgnęła kości. Miał identyczną, na tym samym ramieniu. Nie umiał się wtedy uleczyć do końca. Blizna została. Nie znał jednak tej dziewczyny, wobec czego darował sobie spoufalanie się. – Jak to się stało?

– Co?

– Twoja rana. Co ci się stało?

– Nic, czym byłoby warto się przejmować – syknęła. – Daj mi jedzenie, a może ci odpowiem.

Avrion spojrzał przelotnie na wciąż nieprzytomnego Shena. Wyglądał jakby spał. Jego oddech przestał być płytki i przerywany. Miał twarz brudną od błota, ale w tym stanie nie mogło go to przebudzić. Odzyskiwał siły. Mógł się obudzić nawet na przestrzeni najbliższej pół godziny.

– Jeśli przyjmujesz ewentualność śmierci za taką cenę, to w porządku. Twój wybór.

Odłożył głowę drzemiącego nadal Shena na poduszkę, a potem z gracją wstał.

– Nim jednak pójdę, chciałbym znać twoje imię.

– Jakie to ma znaczenie?

– Na tej podstawie wybiorę ci dzisiejsze menu – skrzyżował ramiona na piersi. Dziewczyna zaśmiała się cicho.

– Czyli jak nie spodoba ci się moje imię, to wybierzesz coś spleśniałego?

– Mój gust to kwestia subiektywna, dla mnie ważniejsze jest to, czy w ogóle wyjawisz, kim jesteś – oraz czy nie skłamiesz, dopowiedział sobie w myślach.

– Shiranui Hikari – uniosła dumnie głowę. – Moje nazwisko pochodzi od legendarnego księcia Hikari Genji...

– Mhm, miałem nadzieję, że chociaż ty sobie darujesz to nadęte tytułowanie się. Zaraz wrócę.

Pomyślał sobie, że najwyraźniej na Wschodzie panowały niezrozumiałe dla niego zwyczaje, lub też trafił na same wyjątkowo zarozumiałe jednostki. Najwyraźniej musieli uciekać tak szybko i daleko, że dostali się aż tutaj. Nie znajdował innego wyjaśnienia dla takiego stanu rzeczy. Może nikt nie chciał słuchać o ich arystokratycznych korzeniach i teraz próbowali robić wrażenie na ludziach Centrum.

Musiał jej jednak przyznać, że nie wyczuł w jej słowach kłamstwa. To, jakiego tonu użyła nakłoniło go do jak najszybszego opuszczenia namiotu i udania się do jego własnego. W ubiegłych tygodniach zdążyło się w nim zadomowić jeszcze kilka innych osób, ale żadna z nich nie siedziała w tym czasie w środku. Zastał więc niemal pusty namiot, podzielony na kilka sekcji z oddzielnymi legowiskami. Jego było najbardziej zagracone. Zawsze znajdował powód, by przynieść kilka potencjalnie użytecznych przedmiotów z wozu. Lubił mieć wszystko pod ręką.

Nawet jeśli siostra Shena nie zrobiła na nim zbyt dobrego wrażenia, dotrzymała umowy. Była ranna, musiał znaleźć coś dobrego do jedzenia. W dodatku wyglądała na kogoś, kto będzie narzekał na niemal wszystko, co tylko dostanie. Z jednej strony chciał zobaczyć jej skwaszoną minę, ale z drugiej...

Przejrzał się w patelni, którą wygrzebał z jednej z ręcznie szytych toreb. Nie miał czasu, by coś smażyć. Szukał głębiej, aż nie natrafił na pakunek pełen osolonego mięsa. Do tego znalazł mały, wiklinowy koszyczek z jagodami. Niemal o nich zapomniał. Nie pachniały podejrzanie. Być może był to ostatni dzień, kiedy były zdatne do jedzenia. Spróbował jednej. Nieco wymarznięte i niezbyt słodkie, ale takie właśnie były owoce o tej porze. Zbliżała się zima.

Nim wrócił do namiotu zarządców, zawahał się. Miał przy sobie tylko jeden sztylet. Przygotował proste zaklęcie bojowe, w razie jakby czekała go zahadzka. Zamiast tego, zastał dziewczynę w dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawił, wciąż wpatrzoną w zdobioną skrzynię.

– Co tak długo? – zapytała ostro.

– Spodobała ci się? – powiedział, patrząc na skrzynię Shena. Musiał przyznać, była ładna, choć niekoniecznie w jego guście. Kojarzyła mu się z niedostępnym dla niego orientem oraz zawartością wozów kupców wędrujących po świecie, za którym nieszczególnie przepadał. Zazwyczaj charakteryzowali się największą butą, choć wciąż niedorównującą Shenowi.

Dziewczyna nie odpowiedziała, choć pokraśniała nieco na twarzy. Nie wiedział, czy ze wstydu, czy może irytacji. Podał jej papierowy pakunek oraz koszyk.

– W tym momencie nie mam nic lepszego do dyspozycji.


<Shira?>

12 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 15 (cd. Shiranui)

Jesień 1457

 Avrion przez dłuższą chwilę patrzył prosto w oczy dziewczyny. Miały identyczny kolor, co Shena. Ten sam kolor włosów... Miała też wschodnie rysy twarzy oraz bardzo podobne szaty do tych, które nosił w dniu, kiedy zobaczył go po raz pierwszy. Czyżby miał zaszczyt poznać młodszą siostrę słynnego lorda...?

– To sitra – powiedział w końcu. – Pasożyt przywierający do skóry. Stopnioow obejmuje kontrolę nad ciałem i zatruwa krew. To, o czym opowiedziałaś, brzmi jakbyście mieli do czynienia z zaawansowanym stadium. Krew wówczas może działać jak trucizna. Porządnie go zraniliście, podejrzewam, że już nie stanowi zagrożenia...

– Siedział przy jakimś magicznym źródełku i tam go zostawiliśmy.

Mięśnie Avriona natychmiast się napięły. Nie słyszał o żadnym magicznym źródle. Starając się ukryć zdenerwowanie, wycisnął z namoczonej we wiadrze koszuli wodę i podał dziewczynie.

– Gdzie?

– W lesie. Nie wiem, ile z niego zostanie, bo strzelił tam piorun i drzewa zaszły ogniem...

– To źródełko mogło go trzymać przy życiu. Badaliście jego właściwości?

– Nie. Dookoła było zielono, a woda musiała być ciepła. Czemu pytasz?

– Niewykluczone, że ta woda wystarczyłaby do uzdrowienia Shena... ale teraz musimy sobie poradzić inaczej – mówiąc to, odsunął rękę dziewczyny i uniósł własną tuż nad zadrapaniem. Wysilił umysł, by zastosować magię oddzielania płynów. W myślach łączył ze sobą tkanki i substancje, szukał tego, co musiało wadzić. Znał nieco anatomii, wiedział jak powinien wyglądać zdrowy schemat. Bez większych trudności odnalazł ciemne nieznane mu drobinki i zaczął za nie ciągnąć. Uchylił powieki i patrzył, jak kropelki mniejsze od piasku unosiły się w kierunku jego dłoni. Przenosiły się bardzo powoli i łączyły w mniejsze bryłki, a on czuł, jak jego czoło zrosił pot.

Dziewczyna patrzyła na to w milczeniu, choć nie bez odrobiny fascynacji w oczach.

– Zaraz stracę siły. Będziesz musiała zebrać te drobinki nim opadną znowu na ranę – powiedział. Unosiły się w odległości kilku cali od jego palców. – Uważaj też, by nie dotknąć mojej dłoni.

Skinęła głową i przygotowała się do podbierania trucizny za pomocą wręczonego jej wcześniej kawałka, już teraz prawdopodobnie bezużytecznego, materiału.


<Shira?>

11 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 13 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Avrion stale trzymał w pamięci obraz Shena upadającego twarzą w grząskie błoto. Kiedy układał go na poduszkach wyszywanych jedwabnymi nićmi, myślał o tym, że teraz już nigdy nie wypłaci się z długu wdzięczności, jaki u niego stopniowo zaciągał. Z tygodnia na tydzień był coraz większy, aż sam stracił rachubę.

Namiot, do którego weszli, również został rozstawiony głównie z jego pomocą. Od czasu, gdy był w środku ostatnio, zaczął intensywnie pachnieć herbatą oolong. Poza tym wewnątrz pojawiło się jeszcze kilka przedmiotów, których zastosowania Avrion mógł się tylko domyślać. Kulturę Wschodu znał tylko z książek i opowieści.

Wzrok dziewczyny zatrzymał się na pozłacanej, drewnianej skrzyni. Była finezyjnie zdobiona czerwoną farbą, która układała się we wzór przywodzący na myśl pawie pióra. Delikatnie dotknęła potężnego wieka i przejechała po nim opuszkami palców, jakby bojąc się, że je zniszczy.

– To jest namiot Shena, prawda?

– Tymczasowo – odpowiedział Avrion z nikłym zainteresowaniem. – Obecnie dzielimy się w grupy o różnych specjalizacjach.

– A Shen...?

Avrion sięgnął po jedną z lnianych koszul, które kilka dni temu podarował Shenowi. Leżała schludnie złożona na boku, mimo że materiał nie był najwyższej jakości. Świadomość, że białowłosy jednak dbał o otrzymane dary była nieco pocieszająca, choć na niewiele się to zdało. Avrion przycisnął materiał do zadrapania, które zauważył na jego przedramieniu, i spojrzał na kolor, jaki przybrał. Ciemny, niepokojący, niepasujący do charakteru urazu. Nie była to rana głęboka, ledwo uszkodzenie. Mimo tego, widział dookoła kilka kropel ciemnej cieczy, która zdecydowanie nie należała do niego. Przeklął cicho, nim odpowiedział na jej pytanie:

– Zarząd. Nie wiem jak się w tym będzie sprawował, ale... – przyłożył ponownie materiał, ale stale przybierał tę samą barwę. – Niewiele brakuje, a możemy go stracić. To jakieś zakażenie. Co się stało?


<Shira?>

23 sty 2023

Od Avriona "Odbudowa" cz. 5

Jesień 1457

 Avrion odprowadził go wzrokiem, nim zwrócił się do swoich współtowarzyszy.

– To kto tym razem będzie chłopcem na posyłki? Ja zwalniam się ze służby, przebyłem zbyt wiele kilometrów dla dobra Gildii w krótkim czasie...

– Nikt – odpowiedział spokojnie Lestat.

Nekromanta obrócił się na pięcie i spojrzał na starca pytająco. On jednak nawet nie nawiązywał kontaktu wzrokowego. Stale wpatrywał się w punkt, gdzie jeszcze przed chwilą stał Regis... znaczy się, "rzeźnik".

– Sam wróci, jeśli uzna to za słuszne. Zaślepia go jego własna wygoda. Bez podejmowania pewnego ryzyka nie ma szans rozwoju. Bez wyrzeczeń, bez pielęgnowania wytrzymałości.

Avrion oparł się o drewniany pal wspierający strukturę namiotu. Myślał o całej tej rozmowie, po raz kolejny i powoli, kawałek po kawałeczku. Rozmawiali o łączeniu się w grupy. Nikt nie zrzucał na niego musu mieszkania razem... Mimo tego użył tego jako argumentu i postanowił odejść. Mag zmarszczył brwi.

– Widzę, że dostrzegasz błędy logiczne tego myślenia – powiedział nagle Lestat. – To bardzo dobrze. Zobaczymy, co się stanie, kiedy nikt sam się do niego nie zwróci.

– Więc co teraz? – wtrąciła nagle Conna. Avrion niemal zapomniał o jej obecności.

– Będziemy czekać. Nikt go nie zmusi, ani nie przekona. Decyzję musi podjąć sam.

21 sty 2023

Od Avriona "Odbudowa" cz. 3 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Łowca, myśliwy, rzeźnik, powtórzył w myślach Avrion. Ktoś tu musi mieć dość wybujałe ego. Kiedy zmierzył ich wzrokiem, z trudem powstrzymał drgający kącik ust. Dzieje się, to prawda. Musiałeś być jednak zbyt zajęty, by to zauważyć, dodał w myślach.

– Zostałem oficjalnie mianowany Wielkim Mistrzem Nowej Gildii Łowców. Wiele lat temu, największą skutecznością okazało się podzielenie Gildii na sekcje, które miałyby sprawować różne role. Jednoczeniu sprzyjają wzajemne kontakty, wobec czego stawiamy namioty przysługujące poszczególnym grupom. Są równe, różnią się wyłącznie kolorami. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, jak to mawiają. Jestem absolutnym zwolennikiem tego powiedzenia – tłumaczył Lestat.

Shen od czasu do czasu zerkał zza połów namiotu. Nie widział Regisa, ale za to patrzył pytająco na Avriona. Kiedy w końcu odwzajemnił spojrzenie, białowłosy odwrócił wzrok, udając całkowicie skupionego rozplątywaniem ciężkiego materiału.

– Czy jest to obowiązkowe? – zapytał "rzeźnik".

– Jeśli chcesz być częścią Gidii, to tak – wtrącił Avrion, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z Regisem. W końcu wbił ostatniego, najbardziej uporczywego, śledzia w ziemię.

– Niekoniecznie, młodzieńcze – zaczął starzec – Nikt nie jest w stanie go zmusić. Jeśli jednak nie postanowi się z nami jednoczyć, moglibyśmy poważnie rozważyć jego rolę w Gildii i zdecydować się, by nie był jej częścią.


<Regis?>

19 sty 2023

Od Avriona "Odbudowa" cz. 1 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Tydzień temu do Gildii Łowców dołączył Lestat de Chuvok, który samym swoim zaistnieniem przywołał w Avrionie całą gamę ambiwalentnych uczuć. Opowiadali mu o nim rodzice, kiedy był jeszcze brzdącem, któremu należy nasunąć kołdrę aż pod sam nosek i ucałować w czoło na dobranoc. Teraz jednak był aż nazbyt upartym dorosłym, który pozwolił, żeby cała radość ze spełnionej legendy zniknęła w mgnieniu oka. To właśnie on został wytypowany, aby udać się do samego do Birme, by zakupić odpowiednie namioty. Co prawda udało mu się dobić jeszcze dość korzystnego targu z jednym z bogatych mieszczan, ale to nie pozwoliło na zrekomensowanie tego, co dane było mu doświadczyć. Spędził w siodle dobre pięć dni i w dodatku w drodze powrotnej niemal zabiła go młoda, zagubiona wyverna. Im dłużej o tym myślał, tym pewniejszy się stawał, że uratowało go wyłącznie szczęście.

Miał bowiem wiele czasu, aby się nad takimi rzeczami zastanawiać. Potężne namioty, po które zmuszony został osobiście się udać, również musiał osobiście postawić. Powtarzał sobie w myślach, że najwyraźniej według Lestata Gildia Łowców składała się tylko z niego oraz... Shena. Nie sądził, że kiedykolwiek to stwierdzi, ale w tej sytuacji widok zarozumiałego księcia był pocieszący. Miał problem z narzuceniem znacznie mniejszej płachty na pale, a nawet z porządnym wbiciem śledzi w ziemię. Liczył, ile razy jego namiot zdążył się zapaść. W tym momencie było to już siedem razy. 

Nieopodal, na drewnianej skrzyni, przysiadł sobie sam Lestat. Trzymał w starych, rozdygotanych dłoniach, swoją słynną drewanianą laskę z transparentnym kamieniem. Obok niego, ku nieszczęściu Avriona, przysiadła Conna, teraz uszczęśliwiona słuchając opowieści starca. Co jakiś czas słyszał jej irytujący śmiech, który brzmiał jak zarzynana gęś. Miał wielką chęć, by rzucić w nią śledziem, który jak zwykle nie chciał wejść w twardą od mrozu ziemię. Nic, prócz porażek Shena, nie szło po jego myśli. Był w otoczeniu osób, z którymi szczerze nie przepadał, jak zwykle mróz dotkliwie parzył jego palce, a jedynym udogodnieniem pozostawał brak wiatru. Dzień jak co dzień na tych przeklętych Świszczących Równinach, pomyślał z przekorą.

Czasem przez myśl przechodziło mu, by pomóc Shenowi. Popełniał w kółko ten sam błąd, tym samym pozbawiając Avriona dostatecznej dawki rozrywki, na jaką mógł sobie pozwolić, widząc jego pokrętne sposoby rozwiązywania kolejnego problemu. Jednakże musiał przyznać, że zbyt wielką satysfakcję sprawiało mu patrzenie na jego trudności, których nie miałoby nawet losowo wybrane dziecko z zapyziałej wioski.

Nagle Lestat przerwał opowieść. Zrobił to w pół słowa i mimo, że Avrion go nie słuchał, wiedział, że coś się musiało stałć. Podniósł głowę znad wbijanego w ziemię śledzia i skierował głowę w tym samym kierunku, w który wpatrzone były jasne oczy Lestata. Między namiotami, z opuszczonymi ramionami i nieco nieprzytomnym wzrokiem, stał młody łowca o krótkich, ciemnych włosach. Avrion widział go raptem kilka razy. Początkowo nie zakładał nawet, że stanowi część Gildii. O tym, że do niej należy, poświadczył jego brak pytań oraz regularne pojawianie się w podobnych miejscach i o podobnych porach. Nigdy nie mieli okazji porozmawiać. Nie pamiętał nawet dobrze jego imienia.

Nie wyglądało na to, aby zamierzał się odezwać, wobec czego Avrin odgarnął niesforne kosmyki z twarzy i postanowił zapytać pierwszy:

– Szukasz czegoś?


<Regis?>

19 mar 2022

Od Avriona "Lukrecja" cz. 10 (cd. Clayton)

Jesień 1456

– Mam na imię Avrion – powiedział łowca, zwracając się do zarządcy miasta.

– Dobrze, dobrze... zapamiętam! Mam nadzieję, że coś da się zrobić. Po nocach nie śpię, tylko rozmyślam... co ta harpia może nam uczynić! Och, my biedni... Jak zaatakuje, to już po nas!

Avrion ze zrozumieniem kiwnął głową.

– Może pan już iść spać. Być może o świcie przyniosę dla pana dar.

– Dziękuję raz jeszcze, dobry człowieku! Panie Avrionie! – powtarzał mężczyzna, a potem odszedł w noc. – Życzę owocnych łowów!

– Avrion – powtórzył ciszej blondyn.

– Tak mam na imię. A ciebie zabieram ze sobą, aby zobaczyć, jak sobie poradzisz w trudnych warunkach, i co najważniejsze – ile już wiesz.


<Clay? Już chyba całkiem zejdzie ze strachu xD>

18 mar 2022

Od Avriona "Srebrne pazury" cz. 10 (cd. Shen)

 Jesień 1456

– Wskazać ci drogę do gildii łowców... – wymamrotał Avrion. Wszystko wciąż wirowało, a jego głowa była zbyt ciężka, aby zdołał ją podnieść. Wciąż mrużył oczy, rażony zbyt jasnym otoczeniem. Nie był pewien, czy widzi mgłę, czy niebo, czy też śnieżnobiałe włosy nieznajomego. Widział też tylko zarys twarzy. Oczy nie pozwalały na dokładne przyjrzenie się jak wygląda.

– Obawiam się, że to niemożliwe...

– Wstawaj natychmiast, próżniaku! Nie odmawia się członkowi rodziny królewskiej!

Kiedy Avrion ponownie otworzył oczy, zauważył że mężczyzna gwałtownie wstał. Dopiero widząc jego dość obszerne jasne ubranie, które lekko powiewało na wietrze, na twarzy maga pojawił się drobny grymas.

– Dlaczego mnie zaatakowałeś?


<Shen?>

Od Avriona "Lukrecja" cz. 9

 Jesień 1456

Avrion rozpoznawszy zbliżającą się do nich sylwetkę, wsunął nóż z powrotem do pochwy.

– Cóż za pogodny wieczór... nie uważa pan? – odezwał się dźwięcznym tenorem nieco otyły mężczyzna. Kiedy szedł, trzęsły się jego rumiane policzki. Widząc go, nastolatek odskoczył w bok. – A ten chłopiec to... praktykant?

– Być może. Właśnie to negocjujemy – na twarzy Avriona pojawił się czarujący uśmiech. – Jaką ma pan dla mnie sprawę?

– Skoro to praktykant... dobrze, więc, dobrze! Nie będę go odganiać od siebie. Niech młody słucha i się uczy – mówił serdecznie zarządca miasta. Kiedy gestykulował, złote nici na jego ubraniu błyskały radośnie. – Otóż w okolicy kręci się taka jedna przebrzydła harpia... Czy mógłby pan, dobry łowco, coś na to zaradzić? Wybaczcie pan, że wzywałem tak późno, ale paskudztwo wyłazi tylko nocą. Nic się póki co nie stało, ale to pewnie kwestia kilku wieczorów, nim spotka nas tragedia.

– Harpie powinny odlatywać o tej porze... – powiedział w zamyśleniu łowca, a chłopak obserwował go z szeroko otwartymi z przerażenia oczyma. – Ale zdarza się, że zadomawiają się na niektórych terenach na dłużej. Zastanowię się, co z tym zrobić.

– Jeśli pan jednak coś poradzi na tego stwora... proszę o przyniesienie głowy na dowód, a wynagrodzę pana, panie łowco! Od razu na duchu będzie lżej, oh... – mówiąc to, złapał się za pierś w miejscu, gdzie biło serca.


<C.D.N.>

17 mar 2022

Od Avriona "Obozowisko łowców" cz. 7 (cd. Saadiya)

 Jesień 1456

– Nie. Nie jestem jubilerem. A tej podłogi nie ma już nawet jak zniszczyć. Jest tak wytarta, że przeszkadzałaby mi tylko dziura na wylot – odpowiedział Avrion z lekkim rozbawieniem. Saadiya nadal bacznie wodził wzrokiem po pomieszczeniu.

– Wiesz... – zaczął blondyn.

– Tak?

– Ja... lubię takie roboty ręczne.

Avrion w pierwszej chwili nie zrozumiał. Musiał się dobrze zastanowić, by pojąć, co miał na myśli.

– Medaliony. Masz na myśli robienie medalionów.

Skrzydlaty powoli skinął głową.

– Wybacz więc, że cię rozczarowałem. Jestem tylko kupcem. Kupuję od jednych, sprzedaję drugim. Dużo podróżowałem, więc mam przedmioty z całego świata – mag skromnie wzruszył ramionami. – W zasadzie używam tylko niektórych przedmiotów z mojej kolekcji. Cała reszta jest przeznaczona na sprzedaż.


<Diya?>

Od Avriona "Lukrecja" cz. 7 (cd. Clay)

 Jesień 1456

Avrion w zamyśleniu obrócił w dłoni nóż, który wyjął przed chwilą zza paska. Chłopak patrzył na to ze zgrozą. Mag nie miał jednak zamiaru zrobić mu krzywdy. Chciał tylko czymś zająć dłonie.

– Czego się spodziewasz od gildii?

Między brwiami nastolatka pojawiła się bruzda.

– Co... ma pan na myśli?

– Czego chcesz, żebyśmy cię nauczyli? Jak sobie w ogóle wyobrażasz gildię?

Po dłuższej chwili zastanowienia blondyn tylko wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia.

– Byłbyś zawiedziony, gdyby było to tylko kilka średnio wyszkolonych osób, które miewają problemy z podstawami fachu łowcy? Osób, które nie są ze sobą w przyjacielskich stosunkach i które dopiero przyzwyczajają się do nowego środowiska? – Przy tych słowach wzrok Avriona powędrował w bok. Wypatrzył kolejną sylwetkę powoli wyłaniającą się z ciemności. – Nie mamy żadnej wielopokoleniowej tradycji, żadnej spuścizny. Jest tylko garstka wyrzutków i twój wujek, który ma prawdopodobnie więcej wiedzy na ten temat niż my wszyscy razem zebrani.


<Clay?>

16 mar 2022

Od Avriona "Srebrne pazury" cz. 6 (cd. Shen)

 Jesień 1456

Avrion przetoczył się po trawie, dziurawiąc sobie jeszcze bardziej spodnie i wbijając ostrze jeszcze głębiej. Kiedy w końcu chłodny, chropowaty kamień łupnął o jego plecy i świat przestał wirować, mężczyzna zorientował się, że już nie wstanie. Leżał na trawie, czekając na śmierć lub moment, kiedy wszystko przestanie być rozmytą plamą kolorów. Powoli mrugał, nie wiedząc, czy zrywa mu się świadomość, czy też tylko trudno mu utrzymać oczy otwarte. Nie mógł również odgadnąć, czy ten szum w uszach to wiatr, czy też przepływająca krew.
Kiedy w końcu udało mu się podeprzeć na łokciach, nagle wszystko zrobiło się przeraźliwie jasne. Potem zapanowała ciemność.
Avrion opadł bezwładnie na trawę.


<Shen?>

Od Avriona "Gdzie twoje futro?" cz. 11 (cd. Feri)

 Jesień 1456

Avrion bardzo chciał pozbyć się ze swojego towarzystwa natrętnej elfki. Zrobił okrążenie wokół własnego wozu z zamiarem wejścia do środka, ale ona uparcie nie odstępowała go od krok. Nie życzył sobie, żeby go odwiedzała. Robienie slalomów wokół samotnych drzew i skał również na niewiele się zdało. Elfka dalej radośnie skakała tuż za nim i nuciła okropną, przesłodką melodyjkę.

Nagle Avrion się zatrzymał. Stał twarzą do lasu, dokładnie w miejscu, w którym się spotkali.

– Dlaczego za mną chodzisz?

– Chcę ci dotrzymać towarzystwa.

– Nie potrzebuję towarzystwa.

– Każdy potrzebuje – kątem oka zauważył, że elfka wzrusza ramionami. Mężczyzna warknął z poirytowaniem.

– Wiesz co? W porządku. Rób co zechcesz. Mam cię dosyć.

Nim elfka zdołała coś odpowiedzieć, zobaczyli ruch w głębi lasu. Avrion opuścił ramiona, którymi jeszcze chwilę temu zdenerwowany machał w powietrzu. Wyraz jego twarzy złagodniał. Czujnie patrzył w kierunku zarośli. Coś mu mówiło, że zaraz ujrzy znajomy-nieznajomy pysk bestii...


<Feri? To ty?>