Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

17 mar 2023

Od Regisa "Śnieg w oknach" cz. 5

 Zima 1457 

Regis spędzał kolejny dzień, siedząc przed ciepłym domowym kominkiem, obserwując tańczące na kawałkach drewna płomienie. W ciągu ostatnich dni próbował dostać się do swojego składziku, przez jednak zbyt dużą warstwę śniegu, przeszywające zimno jak i kwestię, że łopatę miał właśnie zamkniętą, porzucił ten pomysł. Próbował udać się również do obozu łowców, z podobnych jednak powodów wyprawa została przerwana i przełożona na czas poprawy sytuacji. 

Spędzając tak spokojnie czas, usłyszał uderzenie, dochodzące z górnego piętra. Zdziwiony uznał, że musiało mu się przesłyszeć przez zbyt długie siedzenie w zamknięciu. Nie minęła jednak chwila, a odgłos się powtórzył. Chcąc sprawdzić przyczynę, udał się na piętro. Trzeci raz wydarzył się, gdy łowca był na korytarzu. Dobiegało to zza okna pracowni. Na oknie znajdowały się widoczne ślady po udręczeniach po śniegu.  Gdy otworzył okiennice, przeszyło go lodowaty powiew, a do wnętrza dostała się niewielka ilość śniegu. 

– Mości łowco!!! – krzyk dobiegał od strony zaspy znajdującej się za łaźnią. Pochodził on od grubo ubranego mężczyzny, który wraz z niedużymi saniami stał i spoglądał w jego stronę. Myśliwy po głosie rozpoznał go. Chłop był tym samym, jaki tej jesieni zlecił mu polowanie na harpie.  

– Witam, o co chodzi?! – odpowiedział mu gospodarz. 

– Mości łowco, nie miały trochę jedzenia? 

Regis zorientował się, o co chodzi. Trudne warunki musiały uszczuplić ich zapasy. Głód mógł być większym problemem niż zimno. 

Łowca spuścił linę, po której przybysz wszedł do środka. Gdy ten ogrzewał się przy ciepłym kominku, myśliwy szykował część swoich zapasów. Po niedługim czasie sanie załadowane były prowiantem składającym się z wędzonego mięsa, kasz, słojów ze smarowidłami i tym podobnych.  

Oboje wyszli, kierując się ku zabudowaniom. Po pewnym czasie dotarli do miejsca, gdzie jakiś czas temu stało kilka wiejskich domów, teraz rozciągał się tylko biały krajobraz. Mieszkaniec ukazał nagle wejście w śniegu, prowadzące przez przygotowaną dziurę w dachu do wnętrza budynku. Podobne zejścia prowadziły do każdego z budynków. Pomógł rozpakować towar, po czym znów wrócił do siebie. Odchodząc, dojrzał jeszcze niewielką postać wyłaniającą się z jednej z dziur, machającą na pożegnanie. Młoda dziewczynka, Lusia, którą poznał w trakcie polowania na wielkie ptaki, pokazywała wdzięczność za pomoc, tak wiele teraz znaczącą.  


C.D.N. 

Od Pila "Wspaniale sobie radzisz" cz. 4 (cd. Gabriela)

 Zima 1457

Pil na słowa kobiety zareagował lekkim, lecz widocznym zaskoczeniem na twarzy.

– Co znaczy “o ile naprawdę istnieje”? Oczywiście, że Gildia istnieje - rzekł młodzieniec.

– Skąd to wiesz…? - odparła Gabriela z dziwnym błyskiem w oku.

– Powiedzmy, że słyszałem co nie co. W zasadzie jestem też podróżnikiem, naturalna kolej rzeczy, że spotkałem parę łowców należących do tej Gildii.

– W takim razie… na czym ona tak dokładnie polega? - dopytała zainteresowana nieznajoma.

– W dużym skrócie? Zgromadzenie łowców, jak sama nazwa mówi, którzy zajmują się wzajemnym szkoleniem oraz wymianą wiedzy i doświadczeniami.

Odstawiła talerz, ale nie wyglądała, jakby chciała wstać i go odnieść. Miała nieobecny wzrok.

– Jak odbywa się rekrutacja? - zapytała.

– Nie przypominam sobie, żeby była jakaś rekrutacja. Wydaję mi się, że każdy łowca może tam zwyczajnie dołączyć.

– Naprawdę? Tak po prostu? - odparła z wypisanym zdziwieniem na twarzy.

– Mówię, nie przypominam sobie żadnych wymogów.

– Byłaby szansa, że zechciałbyś mnie tam przedstawić? Mogłabym się jakoś odwdzięczyć, jeśli nadarzyłaby się taka sposobność - zaproponowała drapiąc się po brodzie.

– Da się zrobić.


<Gabi?>

13 mar 2023

WYDARZENIE: śnieżyca dziesięciolecia (II)

Oto (nieco opóźniony) post z małym podsumowaniem pierwszego tygodnia wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia" oraz kontynuacją informacji na temat postępu opadów.

Szybkie podsumowanie eventu do dnia dzisiejszego

oraz ilość otrzymanych punktów za dotychczasowe opowiadania

  1. Regis: 514+513+375+337 (4 op.) = 1739 słów → 38 pkt.
  2. Gabriela: 797+578 (2 op.) = 1375 słów → 30 pkt.
  3. Silvana: 579 słów (1 op.) → 13 pkt.
  4. Nickolai: 507 słów (1 op.) → 11 pkt.
  5. Pil: 178 słów (1 op.) → 4 pkt.
Autor grafiki: Robbie Allen

Dla przypomnienia (i dla nowych osób) chciałabym przytoczyć skrócone, najważniejsze informacje odnośnie tego, jak skonstruowany jest nasze wydarzenie. Tutaj znajdziecie link do poprzedniego postu informacyjnego: klik.
Wydarzenie polega na pisaniu opowiadań w związanej z nim konwencją. Za każde otrzymacie bonus w postaci +20% punktów za każde z nich. Opowiadania można wysyłać do 19 marca godz. 23:59.
Uwaga! Śnieżyce NIE SĄ spowodowane działaniem magicznym.


Każdy dzień naszego czasu to 1,5 dnia w Gildii Łowców, co oznacza, że np. między 6 a 8 marca są 3 dni.

Dla ułatwienia podaję daty według naszego czasu.

13 marca (dzień 10.): Śnieżyca nie ustępuje, a desperacja popycha co niektórych do negocjowania ze znienawidzonymi przez siebie sąsiadami. Jak się okazało, nie wszyscy mieli wystarczająco zapasów, a przynajmniej takich, które umożliwiłyby komfortowe przetrwanie kolejnych mrozów. Niekiedy chodziło o szynkę, a czasem blachę łatającą dziurę w dachu.

15 marca (dzień 13.): Coś się zmieniło. Śnieżyca ustała, ale wiatr dalej huczy, zawiewając śnieg w niebezpiecznie wysokie zaspy. Niebo pozostaje przysłonięte gęstymi, ciemnymi chmurami, wróżąc kolejne załamanie pogody. Na strychach niepokojąco trzeszczy, ale mało kto ma odwagę wejść po schodach i upewnić się, co tak naprawdę się na nich dzieje. W obozie łowców panuje grobowa atmosfera, nikomu nie spieszno do rozmów. Niektórzy starają się w miarę możliwości zajmować swoimi sprawami.

16 marca (dzień 15.): Po wyjściu z namiotu można odnieść wrażenie, że w końcu nadchodzi wybawienie. Warstwy śniegu zdają się być nieco niższe, co pozwala na oddalenie się od obozu na odległość kilkunastu metrów i, przy odrobinie szczęścia, na polowanie. Niektórzy udali się na oględziny namiotów, które przewróciły się przy pierwszej fali śniegu. W mieście nie zaszły żadne wyraźne zmiany w kwestii pogody.

17 marca (dzień 16.): Zmiany zaczynają być widoczne również w mieście. Na pierwszy rzut oka śnieg zawiało daleko, między domy, ale po otworzeniu drzwi swojego domu, czy karczmy, ze zdumieniem można odkryć, że opuszczenie budynku jest możliwe. Na przeszkodzie już nie stoi ponad metrowa warstwa białego, zlodowaciałego puchu. Wciąż poruszanie się z oporem na wysokości pół metra może być problematyczne, ale jest to niczym w porównaniu do tego, co było niedawno.

18 marca (dzień 18.): Nareszcie śnieg wyraźnie się topi. Niektórzy wróżą ryzyko powodzi, ale woda zamarza i roztapia się na przemian, pozwalając się wszystkiemu wchłonąć w ziemię we właściwym tempie. Tymi samymi spostrzeżeniami nie mogą się jednak podzielić osoby przebywające w obozie. Łatwo ugrzęznąć aż po kostki w błocie, zaś chlupiąca wszędzie woda bywa naprawdę irytująca. Namiot rzemieślników musiał zostać czym prędzej przeniesiony, ponieważ zaistniało ryzyko zatopienia i całkowitego zniszczenia go.

19 marca (dzień 19.): Wszystko zaczyna wyglądać normalnie. Błoto przestaje być takim problemem, zaś namioty już niebawem dadzą się doprowadzić do swojego pierwotnego porządku. Łowcy muszą poczekać jedynie, aż ziemia nieco stwardnieje, co pozwoli na właściwe wbicie śledzi. Można wracać do swojego poprzedniego trybu życia, a przynajmniej w największej możliwej części, na jaką można sobie w tej chwili pozwolić. Jest wiele do nadrobienia i można podejrzewać, że wkrótce zasypią ich zlecenia z Rivotu i Birme odnośnie naprawy budynków.

12 mar 2023

Od Regisa "Nowy nabytek" cz. 5

 Zima 1457  

Nie śpieszyło mu się. Gdy widział już dno kufla, dał znać obsłudze. Ta sama młoda kobieta co wcześniej podeszła do stolika.  

– Podać coś?  

– Piwo, tym razem jasne. Jest jakieś?  

– Tak, mamy oczywiście. Zaraz podam.  

Po tych słowach ruszyła w stronę lady. Łowca nie widział nikogo innego z obsługi. Musiała być dzisiaj sama. Było ledwo po południu, a do dnia odpoczynku mieszkańców jeszcze trochę zostało. W lokalu nie było wielu ludzi, więc jedna osoba w zupełności wystarczała. Po krótkiej chwili wróciła, niosąc pełny kufel.    

– Oto zamówienie – odłożyła naczynie, po czym zabrała ze stołu poprzednie już puste i przygotowane na zapłatę monety.    

Siedział tak, popijając trunek. Od pożegnania się z wąsaczem nie zmienił miejsca, więc widoków zbyt wielu nie miał. Spoglądał to na kurz i bród, to na krzątającą się barmankę. Miała mniej niż dwadzieścia pięć wiosen. Blond włosy lekko falując, sięgały jej nieco za łopatki. Z przodu lekko powyżej czoła nałożoną miała opaskę chroniącą jej oczy przed frywolnymi kosmykami. Bladą cerę delikatnie oświetlał blask podwieszonej nad blatem lampy. Ciepłe światło ukazywały delikatne rysy twarzy, nie pozwalał jednak określić koloru oczu, odbijając się jak od nich jak od szkiełek. Strój nie był wyrafinowany. Biała sukienka sięgająca, z tego, co łowca zauważył, gdy dama przemierzała pomieszczenie, nieco poniżej połowy łydek z narzuconą na nią rozpiętą kurtką. Skórzany fartuch związany luźno zwisał z przodu, zasłaniając przednią cześć tułowia.  

Siedział tak spokojnie, obserwując wszystko, co wpadnie mu w oko.

Czas powoli mijał. Chwile te miały jednak niedługo się skończyć. Kilka ław za nim głosy stawały się coraz głośniejsze. Młodzieńcy mieli coraz żywsze dyskusje. Pił nie zwracając na to uwagi, jednak do momentu. 

– Te, to ten wielki łowczyk – zaczął jeden z siedzących przy głośnej ławie – kilka dużych piesków zabił i co!? Wielki Łowca! Rzeźnik! – kontynuował widocznie wzburzony – Ci za miastem w namiotach też takie chojraki?!  

Regis nie reagował. Nie było sensu odpowiadać pijanym i tak by nie słuchali. Nie chcieli. Mieli swoje zdania i nie byli skorzy do ich zmiany.    

– I co? Nie odpowiesz. Wielki i ważny. Wilki pokonane. phiii. Sam bym tak umiał. A teraz siedzi poważny. I z czego ta kurteczka. Czerwone futerko. He he, Z czego to? Inny wilczek farbowany, a może zajączek?  

– Wyverna – rzucił krótko  

– Co tam mamroczesz?  

– To, jak to nazwałeś futerko, pochodzi od Wyverny Szkarłatnej. Wiesz, taka latająca jaszczurka zabita przeze mnie w górach, których nazwa i tak nic ci nie powie. Z nią też dałbyś sobie radę? – zapytał spokojnie, odkładając pusty kufel i powoli szykując się do drogi powrotnej – Może będziesz miał okazję, zdarzają się na tych terenach.  

Młodzieniec stał. Nie wyglądał na takiego, co wiedziałby, jak odpowiedzieć.  

– W sumie lubię takich jak ty. Pewni siebie idą walczyć z potworami. Młodzi w pięknych nowych strojach, a potem ich resztki stają się pokarmem dla młodych poczwar. Ale dzięki temu mam pracę. A i stwór zabijający ludzi jest więcej wart – mówił, powoli idąc w stronę rozmówcy – chcesz walczyć z bestiami, proszę bardzo. Ciekawe, kiedy natrafię na twoje zwłoki, ale zanim to, naucz się mówić, bo coś słów ci zabrakło – podszedł do chłopaka. Ten stał, nic nie mówił. Reszta jego kompani wpatrzona była w pełnym skupieniu na całą sytuację. Milczeli. Łowca stanął przed nim na kilka sekund, po czym kontynuował chód do drzwi.    

Po otwarciu wrót przywitał go mroźny, przeszywający powiew niosący ze sobą chmarę płatków śniegu. Na zewnątrz trwała zawieja. Rzeźnik otulił się szczelnie peleryną, nałożył kaptur i ruszył w drogę powrotną, znikając po ledwie kilku krokach, w odmętach białych pędzących w powietrzu płatków. Z wnętrza karczmy inaczej jak poprzednim razem nie dobywały się już żadne słowa. 

11 mar 2023

Od Regisa "Nowy nabytek" cz. 4

 Zima 1457 

Słońce już dawno promieniało ponad horyzontem. Było w okolicy południa, mimo to dzienna gwiazda nie znajdowała się wysoko na niebie. Zima przynosiła nie tylko chłód, ale i niewiele czasu na nacieszenie się ostrymi promieniami światła, które, choć odrobinę ogrzewały zmarzniętą skórę.  Łowca był już w mieście. Zmierzał na rynek, by rozliczyć się za wykonane zlecenie. Na centralnym placu miasta, mimo panującej pory roku znaleźć można było sporo ludzi. Ludzie poubierani w grube kurtki i płaszcze, z głowami zakrytymi przeróżnymi nakryciami chroniącymi przed mrozem i wiatrami załatwiali swoje codzienne sprawy. Mimo śniegu oblepiającego większość okolicy, drogi skweru były dość dobrze widoczne przez przechadzające się osoby. Wydeptane ścieżki ułatwiały poruszanie się, mimo to z powodów niskich temperatur możliwość poślizgnięcia się była wysoka, a niektóre ślady na śniegu koło oblodzonych fragmentów podłoża, tylko to potwierdzały.  

Łowca dotarł do zajazdu. Poruszył wrota wejściowe i dostał się do tego samego pomieszczenia, gdzie ledwo dwa dni wcześniej przyjął zadanie, którego potwierdzenie wykonania, we włókiennym worku pod peleryną, spokojnie zwisało przypięte do pasa. Ruszył w kierunku tego samego stołu, przy którym ostatnio odbyła się rozmowa. Nie dostrzegł jednak nikogo przy nim zasiadającego, gdy w tę usłyszał głos. 

– Tutaj łowco – słowa te dobiegały zza filaru. Regis podszedł bliżej i dojrzał zasiadającego przy ławie schowanej za słupem, konkretnej postury mężczyznę, który zakręcając obfitego wąsa, kierował swój wzrok i uśmiechniętą twarz ku przybyszowi.  

– Siadaj, proszę, siadaj. Piwo miało zostać nalane od razu, jak przekroczyłbyś próg, więc niedługo dostaniesz kufel. Takie jak ostatnio, mam nadzieję, że smakowało. Oczywiście na mój koszt – mówił z widocznym zadowoleniem. Najwyraźniej spodziewał się dobrych nowin. 

– Bardzo dziękuję – odrzekł łowca, zajmując miejsce naprzeciw rozmówcy. Nie miał z tej pozycji zbyt dobrego widoku na wnętrze. Dostrzec mógł jedynie ściany, trzy wolne ławy i kątem oka, ladę baru. 

– I jak? Udało się? – pytał, nie mogąc doczekać się wieści. 

Łowca odsunął lekko swoją pelerynę i odczepił od pasa worek. Pakunek położył na stole i pozwolił, aby rozmówca sam zajrzał do środka. Wąsacz sięgnął i rozwarł ściśnięty sznurkiem gardło worka, do którego zaczął wdzierać się blask lamp zajazdu, ukazując martwy łeb wilka szczerzący kły do swego nowego posiadacza. 

– OOOO. Widzę, że wszystko się udało. Wspaniale, wybornie – mówił uradowany 

– Proszę. Ciemne piwo.  – powiedziała młoda kobieta najwidoczniej tu pracująca.  Młoda barmanka o jasnych włosach położyła kufel przed klientem i udała się do następnych gości zawiewając przy okazji swą spódnicą 

– Dziękuję – odpowiedział, po czym wrócił do głównej rozmowy – Tak, truchła powinny jeszcze tam leżeć, o ile nic ich nie zjadło. Choć w to akurat wątpię – wziął duży łyk piwa, po czym przetarł białą od osadzonej na niej piany wargę 

– Nie ma futrzaków – powiedział klient, nie patrząc jednak na sprezentowany łeb, a na kelnerkę obsługującą grupkę młodych ludzi, których Regis kojarzył z poprzedniej tu wizyty. 

– Tak, nie ma wilków – rzucił łowca stanowczo. Miał podejrzenia, co chodziło po głowie wąsaczowi i wolał wrócić do tematu. 

– Ach tak, koniec wilków tak – odparł widocznie wybity z rozmyślań – Dobrze więc, interesy z tobą to czysta przyjemność. Być może do następnego razu łowco – mówiąc to, wstał poprawił się, sięgnął po worek z trofeum i miał zamiar skierować się ku drzwiom wyjściowym. 

– Zapłata – rzucił Regis biorąc następnie kolejny łyk piwa. 

Mężczyzna zatrzymał się.

– Ach tak, już. Byłbym zapominał – po tych słowach wypowiedzianych z pewną nutą niepewności, odchylił gruby futrzany płaszcz i z jednej z jego wewnętrznych kieszeni wyjął sakiewkę monet, którą następnie rzucił lekko na stół – Żegnaj, Rzeźniku. 

Łowca pił powoli chmielowy trunek. Sakiewkę od razu schował do kieszeni. Była na tyle wypchana by nie musiał przeliczać. Nie był pewny czy były już kontrahent nie dał zapłaty od razu, z powodu przeoczenia spowodowanego euforią i zabieganiem, czy może chciał go oszukać. Obydwie opcje były możliwe i z obydwoma miał styczność, choć z tą, drugą znacznie częściej.  


C.D.N. 

Od Regisa "Śnieg w oknach" cz. 4

 Zima 1457  

Ubrał strój, który dzięki elementom ocieplenia był przygotowany na zimę; choć aktualna pogoda przekraczała jego założenia. Założył pelerynę, po czym był gotowy do zejścia na lodowe pustkowie. Złapał w dłonie linę, którą przyczepił we wnętrzu domu. Gdy opuścił się na niej wystarczająco, zamknął okno, które dzięki prowizorycznemu uszczelnieniu pozwalało wydostać się sznurowi do zejścia, nie doprowadzając jednocześnie do pozostawienia domu otwartego. Stanął pewnie na dachu swej łazienki. Wyjął z zabranego ze sobą ekwipunku, prowizorycznie zrobione rakiety śnieżne, po czym założył je. Pierwsze kroki stawiał z dużą ostrożnością, lecz gdy upewnił się, że wierzchnia warstwa śniegu była wystarczająco zmrożona, zaczął iść normalnie. Wielki mróz i nieustannie wiejący wiatr, który raz na jakiś czas spowalniał, dając niewielką chwilę względnego wytchnienia, przeszywały wędrowca. Zakrył się peleryną, zostawiając niewielki prześwit, by móc widzieć.  

Szedł powoli przed siebie, zmierzając w kierunku lasu. Kiedyś nieduży lasek oddzielający go od najbliższych mieszkańców, teraz wyglądał jak pole krzaków. Regis pozbierał trochę gałęzi, które miały mu posłużyć do ulepszenia rakiet. Po krótkim przystanku skierował się w kierunku miasta. 

Okolica przypominała białą pustynię, z której wydm wiatr zdmuchiwał śnieżny pył. Łowca z każdym krokiem czuł, nasilające się podmuchy, utrudniające wędrówkę prosto. Musiał zmienić trasę, zmieniając trasę. Po pewnym czasie dostrzegł zarysy budynków, wyglądających na wioskowe chaty, mimo że jeszcze nie dawno były środkiem miasta. Chciał zbliżyć się do zabudowań, pogarszające się jednak warunki zmusiły go do powrotu.  

Idąc w zamieci, dostrzegł na swej drodze niepasujący do otoczenia kształt. Podszedł do znaleziska i ruchem wyciągniętej spod peleryny ręki odsłonił, co skrywała cienka warstwa śniegu. Było to ciało w pozie walki o życie. Szybkie oględziny ukazały, co się wydarzyło. Martwy podróżnik nadepnął na cieńszą warstwę lodu, który pod jego ciężarem zapadł się, tworząc śmiertelną pułapkę i a warunki po czasie zmieniły człowieka w zamrożoną figurę. Od zdarzenia nie minęło dwa dni. Łowca ruszył dalej, nic nie mógł z tym zrobić.  

Gdy dotarł do domu, wspiął się z powrotem po linie. Zamknął okno. Przebrany siadł przy świeżo rozpalonym kominku, a po jego głowie chodziły myśli, kiedy pogoda znów się uspokoi.  


C.D.N. 


10 mar 2023

Od Regisa "Nowy nabytek" cz. 3

 Zima 1457 

Od końca poprzedniego dnia śnieg już nie padał. Mimo grubej jego warstwy na podłożu poruszanie odbywało się znacznie sprawniej. Było przed południem, gdy łowca był już w drodze na miejsce polowania. Powoli przemierzał kolący od blasku odbitych promieni słonecznych, rozciągający się biały krajobraz. W końcu dotarł do celu podróży. Teren leżał kawałek od miasta, mimo to bez problemu można było dojrzeć ludzkie zabudowania. Miejsce wstępnie przygotowane pod wycinkę. Niewielka, niedawno postawiona chatka na narzędzia, gdzie zmęczeni robotnicy mogliby, chociaż na chwilę odpocząć, stanowisk do gotowania i rozładunku też nie zabrakło. Wśród tych wszystkich rzeczy dostrzec można było jednak wilcze ślady. Zwierzętom nie podobało się, że ktoś narusza ich rewir, były niebezpiecznym utrapieniem. Dzięki wczesnej porze Regis miał czas na rozejrzenie się po okolicy, nie musiał jednak poświęcać na tę czynność dużo czasu. Po krótkiej chwili znalazł liczne tropy wokoło obozowiska. Cała wataha kręciła się po okolicy. Ślady w dużej mierze prowadziły w głąb lasu. Podążanie za pomniejszymi śladami nie miało większego sensu. Łowca dalej przeczesywał teren. Znalazł kilka wydeptanych przez zwierzęta szlaków. Idąc jednym z nich, który ze względu na rozmiary i widoczne ślady częstego użytkowania wydał się najbardziej obiecujący, znalazł coś na wzór legowiska. Mocno ugnieciony śnieg pośród niewielkich brzózek. Widocznie główne miejsce przebywania, pomyślał łowca. Po przeczesaniu okolicy wilki będą chciały tu wrócić, by odpocząć. Zwierzyny w okolicy jest bardzo dużo, więc nie mają powodu, by zanadto się oddalać. Pilnują również miejsca pojawienia się intruzów chcących ograniczyć ich ingerencje. Ludzka ekspansja niesie za sobą wiele konfliktów, które trzeba potem rozwiązywać różnymi środkami, w tym tymi mało przyjemnymi. Tropiciel uznał, że tu zaplanuje pojedynek. Pod dużym świerkiem położył swój bagaż. Plecak, w którym znajdowało się stosunkowo niewiele rzeczy jak na standardy łowcy. Prosta robota nie potrzebowała dużej ilości przedmiotów na możliwe komplikacje. Wyciągnął tylko to, co było mu potrzebne, po czym schował pakunek pod jedną z nisko położonych gałęzi, przykrywając go uprzednio zdjętą pelerynom. Rękojeść miecza wystawała znad prawego barku, a wypolerowana głowica odbijała pojedyncze strugi światła padające na jej kanciaste boki. Regis przyczepił uważnie bełty kuszy do boku paska, a ją samą zawiesił na specjalnym dla niej przygotowanym miejscu na plecach, gdzie nawet w trakcie walki szybko i pewnie mógł ją odstawić, nie martwiąc się o ewentualne jej wypadnięcie. Upewnił się, czy jego niezastąpiony nóż pewnie spoczywa w pochwie pod lewą piersią w przedniej części zbroi, po czym poprawiając futro na kołnierzu, stwierdził, że jest w pełni gotów na spotkanie z oponentami.  

Nastało popołudnie. Słońce znajdowało się już nisko nad horyzontem. Po kilku godzinach cierpliwego wyczekiwania usłyszał wycie. Przygotował nową broń i przyszykował się do konfrontacji. Nie musiał długo czekać, by wilki mu się pokazały. Pierwszy wyłonił się zza drzew i biegł prosto w jego stronę. Ten wycelował i oddał strzał. Cięciwa zabrzmiała. Bełt trafił w cel. Grot wbił się w oko, wchodząc w głąb czaszki, przebijając ją na wylot. Stwór legł martwy, a biały puch przy jego głowie zaczął nabierać karminowego odcienia od wylewającej się krwi. Pozostałe osobniki powoli zaczęły się zbliżać. Walka rozpoczęła się na dobre. 

*** 

Biegł. Chciał uciec. Reszta jego watahy leżała już martwa. Resztki nadziei na wyjście cało z opresji nie trwały jednak długo. Pocisk z trafił w tył czaszki, przebijając ją i wychodząc podniebieniem wraz ze strugą krwi, zostawiając na śniegu mocny czerwony ślad. Walka skończona. Regis schował broń. Kusza spisała się zgodnie z oczekiwaniami. Wziął miecz i podszedł do leżącego nieopodal ciała. Szrama ukazująca rozpłatane wnętrzności przebiegała na boku stwora, głowa była jednak nietknięta, a na tym zależało łowcy. Łapiąc jedną z rąk za pysk, uniósł lekko łeb, a mieczem oddzielił go od tułowia. Przetarł klingę z resztek krwi. Chwilę spoglądał na stal, po czym schował ostrze na pochwy. Zabrał ekwipunek spod drzewa, schował trofeum do worka, który przyczepił do pasa. Tobołek ze specjalnego materiału nie przeciekał krwią, nie musiał martwić się więc o niepotrzebny bałagan.  

– Dobry zakup – powiedział do siebie, wspominając moment dyskusji ze znajomym sprzedawcą o cenę, która zgodnie z ustaleniami miała być znacznie niższa a niżeli ta, którą Zimo końcowo sobie zażyczył. 

Narzucił pelerynę i ruszył w kierunku domu. Było już ciemno. Krótkie zimne dni nie dawały zapomnieć o panującej aktualnie porze roku. Wielki jasny księżyc jaśniał na niemalże pozbawionym chmur niebie, ukazując usłaną bielą drogę. Po dotarciu do celu zawiązał sznur na pysku i zawiesił łeb, by krew mogła spokojnie spłynąć. Zdjął z siebie ubranie i przyszykował się na noc. Po wszystkim udał się do łóżka. Następnego dnia planował iść po zapłatę za wykonane zlecenie, wolał więc wypocząć. 


<C.D.N.>