Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

22 lut 2023

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 7 (cd. Avrion)

 Jesień 1457

Regis znów spojrzał, unosząc jedną z brwi. 

Czy on coś słyszał? – Pomyślał, doszedł jednak do wniosku, że długa droga, późna pora i zaistniała sytuacja, zrobiły swoje. Omamy się zdarzają. Wzmianka o leżu dała mu jednak do myślenia. 

– Racja. Ten osobnik już raczej nie wróci, po tym co go spotkało. Zamieszanie jednak faktycznie mogło zwrócić uwagę innych opcjonalnych osobników. Lepiej będzie stać na czatach i razem pilnować.

– A jednak...

– Mów sobie, na co masz chęć, ale jeśli nie chcesz, doprowadzić do podobnej sytuacji, która może w końcu skończyć się nieco gorzej, schowaj swój upór i zrób, jak należy. –  Łowca powiedział stanowczo. Avrion mógł mieć coś przeciwko niemu, ale bycie upartym i zbyt dumnym mogło doprowadzić do tragedii.

– Hmmmm.

– Pójdę po swoje rzeczy. Niedługo będę. – Jego sylwetka zniknęła w otaczającej ich ciemności, przeszywanej co jakiś czas wyłaniającym się zza chmur blaskiem księżyca. 

Nie minęło dużo czasu, a obydwoje łowców znalazło się przy wspólnym palenisku. Siedzieli w ciszy. Myśliwy myślał o rozpoczęciu rozmowy, wyraz twarzy czarnowłosego zniechęcał jednak do działań w tym kierunku.

– Idź spać, ja popilnuję. Jak coś to będę cię budził. –  Powiedział Regis wstając na proste nogi.

– I tak nie… – Znów nie dano mu dokończyć.

– Że też dalej chce ci się sprzeczać. – rozbrzmiał lekki śmiech. –  Dobranoc.

Po tych słowach odsunął się w cień. 

Obszedł kilka razy obozowisko, rozglądając się z pomocą zaklęcia po najbliższej okolicy. Noc była chłodna, wiatr uspokoił się jednak i tylko delikatnie muskał korony drzew. Po pewnym czasie łowca znów wrócił do obozu i usiadł pod najbliższym ognisku drzewem. Towarzysz albo już spał, albo udawał, by nie zwracać na siebie uwagi. Koń odpoczywał w niedużej odległości od właściciela, lekko prychając od czasu do czasu. Krótkowłosy siedział, nasłuchując niebezpieczeństwa. Kilka skrzeków w oddali podwyższyło gotowość, nic jednak przez noc nie pojawiło się na tyle blisko, by wzniecać alarm. 

Gdy zrobiło się wystarczająco jasno, na tlącym się ognisku zaczęły pojawiać się nowe fragmenty drewna, które pomarańczowe płomienie zaczęły nieubłaganie trawić. Przygotowywane było miejsce, na robienie śniadania.

Avrion wstając i zmieniając pozycję, dostrzegł piekący się już prowiant i patrzącego w korony drzew towarzysza.

– I jak się spało? – Słowa te dotarły do uszu czarnowłosego członka gildii.


C.D. Avrion

21 lut 2023

Od Regisa "Mech" cz. 10

 Jesień 1457

Znów zasiedli do stołu. Nie spieszyli się, mimo to wieczerza szybko zniknęła z talerzy. 

– Czyli jutro wyruszasz? – zaczął rozmowę Regis.

– Tak planuję. Pora wyjść na swoje. – odparł młodzieniec.

– Jakiś konkretny kierunek? Może jakiś plan?

– Myślałem, żeby znaleźć jakieś odpowiednie miejsce i zbudować własny dom.

– Tańsze rozwiązanie niż wynajmowanie czegoś. Budowa nie należy jednak do prostych spraw. Dasz sobie radę?

– Jakoś dam sobie radę. Trzeba nauczyć się radzić bez niczyjej pomocy.

– Praktyczne podejście, ma jednak swoje wady – odparł, zmieniając lekko ton głosu. Po głowie łowcy przeszło wiele myśli. Działanie w pojedynkę nie zawsze jest najlepsze, wiedział o tym bardzo dobrze.

– Chodzi ci o coś konkretnego? 

– Nie ważne, luźne przemyślenia. – Machnął lekko ręką, dając do zrozumienia, że kwestia nie jest do roztrząsania. 

– À propos tematu domu, ten wynajmujesz czy go od kogoś kupiłeś?

– Powiedzmy, że wpadł w moje ręce i już nikt nie ma do tego zastrzeżeń. 

– Są podobne budynki w okolicy, które można by było, delikatnie mówiąc, zarekwirować?

– Niezbyt. Bliżej miasta są same stare drewniane ruiny, o ile coś jeszcze zostało. W większej odległości nic nie kojarzę, oprócz jednej chaty, która i tak już jest zajęta przez ciekawego jegomościa.

– Ciekawego? – Chłopak pytał, a każde następne wypowiedziane przez niego zdanie, nacechowane było coraz to większą ciekawością i fascynacją.

– Przybysz ze wschodnich krain. Podobno członek jakiegoś wysoko postawionego rodu.

– Skąd to wszystko wiesz?

– Ptaszki ćwierkają tu i tam, a ja wiem, gdzie słuchać i kogo za język ciągnąć.

– Pokażesz mi kiedyś, jak to się robi?

– Nie. To zdobywa się z czasem, doświadczeniem i praktyką, a przynajmniej te najlepsze źródła. Dobra, jest już późno a ty będziesz miał ciężki dzień.

– Masz rację. Tak czy inaczej, chyba udam się już spać. Dobranoc.

Pil ruszył na wyższe piętro, pozostawiając gospodarza samego w kuchni, wracając tylko na moment, by odpalić swoją latarenkę, od lampy, która stała na środku dużej ławy. Właściciel przybytku opierając się o tył krzesła, spoglądał; to na lekkie zdobienia ramy przedmiotu, która trzymała mleczne szybki, zza których bił blask; to w ciemność za oknami, w której szukał ukojenia dla oczu od światła. Mijały tak godziny. Łowca nie mógł znaleźć w sobie ochoty na sen. Rozmyślał nad wieloma sprawami, w tym tą, że jutro znów będzie jedynym rozumnym mieszkańcem tego budynku, bo wliczając każdego drobnego robaka, lub inną maleńką kreaturę goszczącą tu co jakiś czas, nie mógł narzekać na brak towarzystwa. 

Podczas zbliżania się  połowy nocy, wstał ze swojego miejsca i wyszedł na chwilę, zabierając ze sobą małą lampkę. Udał się do schowka, stojącego przy jednej ze ścian domu. Spędził tam kilka minut, po czym wrócił do domostwa, zgasił każdy płomień rozświetlający wnętrze i udał się prosto do swojej skromnej sypialni.

Gdy nastał ranek, a słońce wyłoniło się ponad horyzont wystarczająco, by swym jestestwem oświetlić krainę, łowca znów siedział w dolnym pomieszczeniu, czekając, by woda znajdująca się w kociołku nad paleniskiem się zagotowała.

– Dzień dobry. – Głos młodzieńca dobiegł ze schodów.

– Jak minęła noc?

– Może być. Widzę, że już coś szykujesz.

– Ano.

Pil wziął chleb, a drugi z myśliwych przyniósł ze spiżarni kilka produktów. Śniadanie minęło bez przeszkód. Gdy skończyli jeść, Listig znów skierował się na górę. Gdy wrócił, był przyszykowany do drogi.

– Na mnie już chyba czas – rzucił do towarzysza.

Udali się przed budynek.

– Poczekaj – powiedział krótko, po czym zabrał coś ze schowka. – To może ci się przydać.

Starszy łowca podarował mu siekierę, która widocznie nie bywała często jak i od dawna używana.

– Dziękuję. Przyda się. – Obejrzał podarek, po czym schował go w bagażu. – Bywaj Regisie.

– Powodzenia.

Chłopak ruszył w swoją stronę, pozostawiając kompana samego we włościach.

– Znowu spokój.

20 lut 2023

Od Regisa "Ukryta historia" cz. 2

Jesień 1457

Gdy zaczął zbliżać się do domu potrzebującego pomocy, zauważył spory ruch. Ludzie byli podenerwowani. Widok ten utwierdził go, że coś było bardzo nie tak. 

Wewnątrz budynku było kilka osób. 

– Tędy proszę. Tam jest. – Słowa te padły od wcześniej spotkanego mężczyzny.  

Na łóżku pod cienką kołdrą leżał myśliwy. Był blady i przerażony.

Regis usiadł na przystawionym do łoża taborecie.

– Bogumile. – powiedział spokojnie – Co się stało?

Nie było reakcji poza zastałym już roztrzęsieniem

– Zrobimy inaczej – po tych słowach łowca zrobił lekki ruch ręką koło głowy pacjenta, mówiąc po cichu krótką frazę.

Szybkie bicie serca uspokoiło się, a oddech wrócił do miarowego rytmu.

– Teraz możesz mówić?

– Tak – powiedział po cichu leżący wieśniak.

– Co się stało?

– Szedłem po lesie jak zazwyczaj. Tropiłem stado saren. Widziałem ostatnio, że jedna jest osłabiona i łatwiejsza do upolowania. Nagle poczułem coś, coś dziwnego. – część objawów znów wróciła, ustąpiły jednak po krótkiej chwili i kilku łykach ofiarowanego mu naparu. – Ten fragment lasu, dawno tam nie byłem, ale kiedyś tam tego nie było.

– Czego?

– Wejścia, kamieni, cegieł.

– To miejsce, było duże?

– Nie, chyba, nie przypatrzyłem się. Tam coś było. Przeszył mnie chłód. Ktoś, coś stamtąd się wyłoniło. Cień. Nie był straszny, ale, czułem, przerażenie, rozpacz. To nie było stworzenie, jakie znam.

– Od jak dawna bywałeś w tamtej części lasu?

– Tam na zachodzie, od lat. Odkąd zacząłem wędrować po okolicy i polować odwiedzałem te tereny. Fakt, są dość daleko, ale bywałem tam. Nigdy nie było tam ruin.

– Tyle wystarczy, wiem co potrzeba.

Łowca wstał, pożegnał się z obecnymi tam osobami i ruszył z powrotem do własnego domu

– Mości łowco! – zawołał jeden z mieszkańców. – Co to było?

– Upiór.


C.D.N.

19 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 19 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Patrzył prosto w jej czerwone oczy, bez choćby cienia lęku.

– Nie wystraszysz mnie w ten sposób – oznajmił. – Niczego więcej ode mnie nie dostaniesz. Tak się składa, że Shen nie jest moim przyjacielem. W zasadzie, nawet się nie lubimy. Zostanę tutaj. Powodzenia w drodze do źródła.

Dopiero wtedy poczuł na sobie spojrzenie kogoś jeszcze. Shen leżał, a jego oczy były szeroko otwarte. Patrzył prosto na Avriona. Przez moment myślał, że rzuca na niego zaklęcie, ale jednocześnie miał świadomość, iż białowłosy nie miał zdolności magicznych. Wyglądał na nieobecnego, ale i również aż do szpiku kości przerażonego. Jakby śnił na jawie.

– Co się stało? – zapytał Avrion.

Shen powoli przeniósł wzrok na Shiranui, co dziewczyna odwzajemniła. Nie umiał wyczytać niczego z jej twarzy. Przeszło mu przez myśl, że ta dwójka wcale nie była rodzeństwem. Było w tym coś jeszcze. Jakaś nieokreślona głębia...

– Nie jest również moim przyjacielem – wyszeptała, a w jej głosie pobrzmiewała groźba.


<Shiranui?>

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 18 (cd. Avrion)

Jesień 1457

 – Umyłeś to chociaż? – podejrzliwie podniosła jagody do góry. Nie wyglądały na trujące, ale zdecydowanie nie był to posiłek na jaki liczyła.

– Słuchaj, jak ci nie pasuje zawsze możesz nie jeść  – westchnęła cicho i zaczęła od suszonego mięsa. W międzyczasie znowu zapatrzyła się na skrzynię. Wzory na niej namalowane działały prawie hipnotyzująco, ale też jednocześnie potwierdzały, że Shen faktycznie nie kłamał co do swojego pochodzenia. Była praktycznie pewna, że gdyby tylko uchyliła wieko, znalazłaby sporo rzeczy, które jej też przypominały o domu.  Zapach herbaty unoszący się w powietrzu też to potwierdzał. O ile ona sama zdecydowanie wolała sproszkowane liście, o tyle rytuał z jego kraju też miał swój urok. Zamierzała zapytać go, czy będzie chciał się z nią podzielić jeśli się obudzi. Westchnięcie Avriona wyrwało ją jednak z zamyślenia.

– Czyli ci się podoba. Ja bym tego nie dotykał, jeśli Shen będzie patrzył. Nie lubi kiedy ktoś dotyka jego rzeczy…

– A kto lubi. Swoją drogą, ty się jeszcze nie przedstawiłeś – gdzieś z tyłu głowy miała cichą nadzieję, że skoro prawdopodobnie przyjaźnił się z Lordem, to będzie wiedział jak zachowywać się zgodnie z etykietą. Mężczyzna jednak krzyżując ręce na piersi nawet nie skinął głową w najmniejszym ukłonie.

– Avrion – ona też nie skłoniła się, uznając, że nie ma sensu marnować sił, skoro i tak koniec końców nie znał żadnych dworskich zwyczajów.

– Tylko Avrion? – panował tu dziwny zwyczaj. Większość ludzi przedstawiała się tylko z imienia, a całkiem spora część nie miała nawet nazwiska, nie mówiąc już w ogóle o spisanych rodowodach. W jej kraju byłoby to absolutnie niedopuszczalne.

– Avrion Yoxa Cheidulus. Bez żadnych legendarnych korzeni – drugą część zdania powiedział z lekkim przekąsem, jakby próbując ją sprowokować. Odpowiedziała jedynie uśmiechem.

– Nie każdy ma tyle szczęścia ile ja, nie przejmuj się – widziała, że mężczyzna natychmiast pożałował swoich słów, więc po prostu dokończyła jeść i zmierzyła go jeszcze raz wzrokiem. – No dobrze. Czy nasza umowa zakłada, że pójdziesz ze mną do tego źródła? – mężczyzna przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, jakby w głowie kalkulował wszystkie plusy i minusy tego pomysł. W końcu jednak skinął głową.

– Jeśli to nie jest jakoś bardzo daleko. Lepiej nie zostawiać Shena samego na dłużej – Shira uniosła brwi i założyła nogę na nogę, siadając wygodniej na krześle.

– Jeśli nie będziemy go ze sobą ciągnąć to raczej nie powinno długo zająć. Jednakże mam jeszcze jedną prośbę, jeśli mam ci pomóc – Avrion chyba zaczynał się już powoli irytować, ale też trzymał jeszcze nerwy na wodzy.

– A czegóż to jeszcze jaśnie pani potrzebuje do szczęścia? – Shira znowu się uśmiechnęła, tym razem upewniając się, że jej kły są odpowiednio widoczne. Nie zamierzała naciskać, w końcu mag, który potrafi oczyścić krew komu jak komu, ale jej był jak najbardziej na rękę. Jeśli by odmówił to trudno. Mała sugestia jednak nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

– Straciłam sporo krwi ciągnąc go tu za sobą. Wydaje mi się, że twoja jest raczej nienajgorsza, więc, jeśli byłbyś łaskaw, mógłbyś się nią ze mną podzielić…


<Avrion?>

18 lut 2023

Od Avriona "Bestia ze szlaku" cz. 6 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Avrion postanowił zrobić dobrą minę do złej gry. Z gracją przestępywał ponad kamieniami i występami, zbliżając się do łowcy, po czym, będąc już całkowicie na widoku, rozpostarł ramiona.

– Stęskniłeś się?

"Rzeźnik" uniósł brew, czekając aż długowłosy doda coś więcej. On jednak opuścił ręce i minął go. Pogłaskał uspokajająco czarny łeb Ialana, który akurat wyłonił się z drugiej strony. Wystraszony atakiem wyverny zaczął biec na oślep między drzewa. Łowca nie wątpił, że wróci, choć w tych warunkach sam postanowił udać się na poszukiwania. Przy tej sposobności ku jego nieszczęściu natknął się na trop mężczyzny, który najwyraźniej postanowił w tym samym czasie wybadać teren.

– To był twój czar, prawda? Wyczułem opór – zagaił Regis.

– Nie zamierzałem zabierać ci zlecenia. Zależało mi wyłącznie na zdrowiu Ialana...

– Nie do tego zmierzałem. Chciałem się tylko upewnić, że nie mamy nieproszonego towarzystwa – "Rzeźnik" skrzyżował ramiona na piersi.

– Ach, tak. To prawda. Nie mamy towarzystwa.

Ialan zarzucił swoim potężnym łbem i prychnął. Przestępywał niecierpliwie z nogi na nogę. Coś czaiło się w pobliżu. Avrion jednak nie wyczuwał charakterystycznego mrowienia istot magicznych.

– To nie jeden wyvern.. W okolicy jest całe leże...

– Mówisz? – Avrion podniósł głowę, nagle zainteresowany. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. – I sugerujesz, że potrzebujesz pomocy?

– Nic nie mówiłem o żadnej pomocy. Ba, nie zasugerowałem nawet, że jest ona konieczna – odpowiedział Regis.

– Dasz sobie radę z całym leżem? Powodzenia – zaśmiał się sucho Avrion. Teraz, kiedy miał przy sobie Ialana, mógł wracać do swojego prowizorycznego obozowiska. Zostawił tam palenisko. Nic nie powinno się dorwać w tym czasie do jego rzeczy, choć i tak wyczuwał, że powinien czym prędzej wracać.

– Leżem? Skąd wiesz, że to leże?

– Przecież sam mi... – Avrion urwał. Obejrzał się dookoła. Nikogo prócz nich tam nie było. Zmarszczył lekko brwi, taksując wzrokiem po raz kolejny okolicę. Za drzewami nie mignęła mu żadna twarz. Sowy pochukiwały, słyszał gdzieniegdzie trzepot skrzydeł drapieżnych, choć niewielkich, ptaków. Nic jednak nie wskazywało na obecność człowieka.

Jego wzrok zatrzymał się na twarzy Regisa zastygłej w oczekiwaniu.

– Nieważne. Walka w pojedynkę może być niebezpieczna. Zaraz wróci ich więcej – odpowiedział w końcu.


<Regis?>

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 5 (cd. Avrion)

 Jesień 1457

Avrion ruszył na swym wierzchowcu, a po paru chwilach zniknął w odmętach ciemności. Regis patrzył za nim przez moment, zastanawiając się, czy jeszcze kiedyś spotkają się na szlaku. Ciężko było mu nie odczuć, niezbyt pozytywnego nastawienia przybysza, pomimo ledwo dwóch sposobności na wymianę zdań i braku bezpośredniego konfliktu. 

– Ciekawe, jak to się rozwinie.

Myślą, która również krążyła po głowie łowcy, była kto jeszcze mógł zainteresować  się zleceniem. Tę kwestię zdecydował się jednak zostawić na następny dzień. Gdy skończył przygotowywać specyfiki, uprzątnął obóz. Zjadł ugotowany prowiant, po czym ułożył się na grubej tkaninie, która tej nocy miała mu służyć za łóżko. Leżał jakiś czas, nie mogąc zasnąć. Spoglądał w kierunku lekko poruszanych przez wiatr koron drzew, rozświetlonych co jakiś czas, przez przedzierający się między chmurami blask księżyca. Przypomniały mu się jeszcze nie tak dawne czasy, gdy każda noc tak wyglądał, a każdy dzień przynosił nową krainę. Zmęczenie powoli go zalewało, a powieki zamykały pod własnym ciężarem. Gdy był na skraju zaśnięcia, głośny dźwięk na powrót sprowadził go do rzeczywistości. Odgłos bestii, podobny, jaki wcześniej dobiegł jego uszu, znów rozbrzmiał, tym razem jednak znacznie głośniej. Zerwał się, chwytając leżący koło niego oręż. Dogasił tlące się jeszcze resztki ogniska. Potyczka w tak niepewnych warunkach mogłaby się skończyć fatalnie, wolał nadmiernie nie kusić losu i nie zwracać na siebie uwagi. Skupił się, nasłuchując, czy zagrożenie czasem się nie zbliża. Znad drzew dobiegło go chrząknięcie, po czym kolejne. Wyverna zbliżała się. Regis przygotował się na ewentualną potyczkę. Gdy zarys skrzydlatego jaszczura pojawił się w polu widzenia, myśliwy zarzucił zaklęcie ochrony, jak i magicznie poprawił zdolności widzenia w ciemności. Nie lubił tego zaklęcia, i wolał wspomagać się innymi sposobami, czasami był jednak zmuszony do jego użytku. Ciało bestii zbliżyło się powolnym lotem, lecz po chwili pofrunęło dalej, nie zważając na człowieka poniżej. Łowca zorientował się, że drakonid wpadł na trop konia. Ruszył w stronę, jaką udał się niedawno spotkany przybysz. Wybiegając poza obręb lasu, wbiegając na jedną z większych skał, rozejrzał się. W oddali ujrzał, niewielki blask ognia. Tam zmierzał stwór. Szybkim tempem skierował się w tamtą stronę. Uniósł rękę i celując ponad jaszczura, wystrzelił lodowy pocisk, który po chwili godził cel. Ten nie spadł, widocznie jednak sytuacja się mu nie spodobała. Krzyk przeszył powietrze, a kilka sekund potem wtórowało mu rżenie konia. Regis dalej kierując się w obranym kierunku, znów szykował się do ataku, lecz nie jego pocisk trafił w cel, tylko lecący z przeciwnej strony czar. Ten zdezorientował poczwarę, która skierowała się na południe, znikając na tle rosnącego w oddali lasu.

Idąc dalej, dostrzegł, zbliżający się, ciemny zarys postaci.

– A jednak zatrzymałeś się na noc. – powiedział do Avriona z lekkim przekąsem i delikatnym uśmiechem. Było między nimi napięcie, cieszył się jednak, że koledze po fachu nic się nie stało.


C.D. Avrion