Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

4 mar 2023

Od Regisa "Drzwi pod ruiną" cz. 1

 Jesień 1457  

Wyruszył, skoro świt. Dzień był zachmurzony i wietrzny, nie zapowiadało się jednak na deszcz. Odnalezienie kolejnych drzwi w ruinach zaprzątało mu głowę. Ktoś włożył wysiłek, by zabezpieczyć teraz już resztki dawnej budowli. Obiekt stał się ogólnodostępny, było tylko kwestią czasu, aż jakiś ciekawski mieszkaniec pójdzie go sprawdzić. Nie wiadomo, co się tam skrywa, nie można było dopuścić do takiej sytuacji.  

Gdy przeszedł tereny pól, krocząc między nimi po wydeptanych na podłożu ścieżkach, dotarł do lasu, który niemalże od razu po wejściu do niego, odgrodził wędrowca od przeszywających podmuchów bezlitośnie smagających okolicę. Po pewnym czasie dotarł na miejsce. Resztki dawnego budynku stały daleko od otwartych przestrzeni, skryte między pniami i krzewami, nie dopuszczając oddalonego spojrzenia ciekawskich. Nie chronione, zaklęciem maskującym bez większych trudności dały się jednak zobaczyć uważnemu obserwatorowi z niedużej odległości.  

Regis znów zszedł w podziemia. Medalion, który ostatnim razem cały czas dawał mocno o sobie znać, teraz zaledwie lekko wibrował. Rozpalił w ręce zaklęcie, tak jak ostatnio, tworząc kuliste źródło światła. Znając swój cel, od razu udał się na koniec pokoju, gdzie we wcięciu ściany znajdowały się drzwi. Wokoło leżały resztki rozpadłego mebla, ale z powodu zaawansowanego rozkładu, łowca nie był w stanie określić, jakiego dokładnie.  

– Te też były zastawione – powiedział do siebie – i te również dość niedawno ktoś ruszał.  

Odgarnął przeszkadzające w przejściu dalej kawałki i stanął naprzeciw wrót. Wyciągnął rękę ku klamce, która pomimo lat, wyglądała wyjątkowo dobrze, trzymając swój oryginalny kolor mosiądzu, z którego była wykonana.  

Palce łowcy musnęły przedmiot. W tym monecie po ręce w ułamku sekundy przeszło go delikatne mrowienie. Medalion wzdrygnął się mocniej, a po zbitych deskach rozeszło się słabe i mocno już wyblakłe rozjaśnienie.  

– Kolejne zerwane zaklęcie. Tamta fala nie powinna była go zdjąć.  

Regis wiedział, że ktoś, kto tu był znał się na rzeczy. Wiedział też, że to nie była sprawka przypadkowego, napatoczonego się tu maga. Zaklęcie ukrycia, zerwane poprzednim razem, za czasów w pełni sprawnych zabezpieczeń blokowałoby próby namierzenia magii. Tylko czego ktoś by tu szukał?  


C.D.N.   

3 mar 2023

Od Regisa "Uderzenia młota" cz. 4

 Jesień 1457  

Od ostatniej wizyty u kowala minęło sporo czasu. Zakładał szybszą wizytę, ale w międzyczasie wydarzyło się jednak więcej, niż mógł wcześniej przypuszczać. Miał nadzieję, że oręż będzie już gotów, miał przeczucie, że niedługo może mu się bardzo przydać.    

Na miejsce przybył późnym porankiem. Z wnętrza pracowni jak zwykle dobiegały odgłosy pracy, nad kolejnym rozżarzonym kawałkiem stali, powoli zmieniającym swój kształt pod wpływem uderzeń młota. Gdy otworzył drewniane wrota, uderzyła go fala gorąca. Kowal tym razem od razu dostrzegł przybysza. Odłożył podłużny rozgrzany przedmiot do ostygnięcia i podszedł do blatu.   

– Zaraz przyniosę – powiedział, po czym udał się na zaplecze.  

Regis patrzył, jak sylwetka mężczyzny znika za ścianą, po której drugiej stronie znajdował się magazyn warsztatu. Gdy kilka minut minęło, właściciel przybytku wrócił, trzymając w rękach długi, zawinięty w materiał przedmiot. Ułożył go na stole, a następnie odsłonił.  

Szaro-zielona, cienka tkanina ukazała pochwę, z grubej, ciemno-brązowej skóry, oraz wystające z niej rękojeść i głowicę. Budowa osłony była prosta, bez specjalnych zdobień. Konstrukcja wzmocniona była na trzewiku i kilku innych miejscach metalowymi wstawkami. Parę pasków przyczepione było, by przymocowanie oręża do stroju lub końskich juk było możliwe. Okucie zrobione z ciemnego metalu, miało spory element, na którym normalnie widnieje herb lub zdobienie, tu było jednak czyste. Fragment skóry przymocowany przy otworze, służył do zamykania i zabezpieczania miecza. Guzik na końcu, nie pozwalał na wypadnięcie ostrza, w razie akrobacji. Jelec wykonany był z tego samego materiału co okucie. Kwadratowe w przekroju ramiona elementu, miały zgrubione fragmenty na końcach.  Trzon pokryty czarnym materiałem, który nawet pod wpływem wody i zimna nie pozwalał wyślizgnąć się z ręki. Niewielki srebrzysty pierścień na środku trzymał i profilował kształt, poprawiając chwyt. Ciemna głowica osadzona na jasnej metalicznej podstawie miała kształt przypominający trapez, zakończony niewielkim zaokrągleniem. Element przymocowany był na dużej śrubie, pozwalającej na zmianę w przyszłości.   

Łowca oglądał przedmiot przez chwilę, po czym zdecydował się wyjąć i obejrzeć klingę. Odczepił zatrzaskiwany guzik szybkim ruchem palca, a następnie pewnym powolnym ruchem wysunął ostrze. Półtora ręczny miecz nie był najdłuższy, z jakim obcował, jego specyfika jednak nadawała mu wielofunkcyjności, a na tym zależało Regisowi, z takimi miał również najwięcej styczności. Zdjął z ręki rękawice, po czym przejechał po płazie i ości. Kolor, mimo iż ciemno-srebrzysty; z lekko widocznymi przejściami i warstwami, był jednak dostateczny, by delikatnie odbijać smużkę światła, wpadającą przez przyćmione, mleczne szyby zakładu. Prosty kształt. Sporawa trójkątna taszka pewnie wzmacniała nasadę, będąc jednocześnie trochę jaśniejszą od reszt klingi. Na części będącej zastawą, widniało kilka run, biegnących wzdłuż ostrza. Siła jak i fragmencie sztychu ciągnęło się pojedyncze zbrocze.   

Oglądanie dzieła w milczeniu zajęło trochę czasu. Łowca odezwał się w końcu:  

– Na coś takiego liczyłem.   

Wsunął oręż do pochwy, po czym schował całość pod pelerynę.   

– Oto reszta zapłaty. – Na stole znalazła się sakiewka pełna niedużych obiektów. – Po pozostałe z produkcji materiały przyjdę za jakiś czas. Dziękuję Astramie. Na razie żegnaj.   

Drzwi kuźni znów się otworzyły, po czym w krótką chwilę klient zniknął za nimi, pozostawiając kowala w środku. Chłodne powietrze rozeszło się falą po pomieszczeniu, budząc na krótką chwilę śpiącego w spokojnym kącie psa.  

Wróciwszy do domu, przepoił pochwy na miecze, zastępując miejsce starej, nową. Oręż, który przez tak długi czas wiernie służył, wreszcie mógł odpocząć. Myśliwy ruszył do gabinetu, gdzie na ścianie, równolegle do szafki znajdującej się pod spodem, jak i podłogi wisiała nieduża drewniany kawałek drewna, obity na czarno od boków, z którego wystawały dwie metalowe podpórki. Broń wyczyszczona i zakonserwowana spoczęła na nich, stając się ozdobą mieszkania i symbolem dawnego etapu życia, który powoli odchodził między strony historii, stając się rozmytym wspomnieniem. 

2 mar 2023

Od Regisa "Uderzenia młota" cz. 3

 Jesień 1457

Metal spoczywał na stole. Rzemieślnicy stali koło długiego przedmiotu, pracując przy kolejnej fazie tworzenia oręża. Regis szeptał po cichu magiczne frazy, niezrozumiałe w większości dla kowala. Oprócz klingi na dużym blacie leżało kilka innych przedmiotów. W większości były to kryształy i  kamienie o tajemniczych aurach, które co jakiś czas dawały o sobie znać delikatnie lśniące, po którejś z fraz łowcy. Broń nasiąkała mocą, mieniąc się niekiedy wszelakimi barwami. Po kilku godzinach zaklinanie można było uznać za skończone. Astram miał do czynienia już z przedmiotami o magicznych zdolnościach, pierwszy raz uczestniczył jednak w takim procesie. Czuł radość, lekki zachwyt, ale przede wszystkim podziw wobec osób, które znały ten rodzaj sztuki magicznej.

– Cała pozostała reszta to już twoja działka. – powiedział Regis, porządkując miejsce i szykując się do drogi powrotnej. – Zabrać kamienie, czy chcesz jakiś na pamiątkę? – spytał, wskazując ręką na obiekty.

– Nie przydadzą ci się już? 

– Ich magiczna aura została przelana w miecz, teraz są po prostu ładnymi skałami. 

Kowal obejrzał przedmioty, po czym podniósł jeden z nich. Minerał będący zbiorem szaro czerwonych kanciastych elementów, będący wielkości niedużej miski spoczął w twardych od pracy rękach rzemieślnika.

– Ten jest ładny. – Słowa te padły po cichu, Regis w pełni je jednak zrozumiał, po czym schował do plecaka wszystkie materiały, poza tym jednym. 

– Niech ci się dobrze kojarzy. Oby przy następnym spotkaniu zamówienie było już gotowe.

Pożegnał się, a następnie ruszył, znikając w odmętach czarnej nocy i białych drobinkach, które jak na tę porę roku zaczęły pojawiać się wyjątkowo szybko.

Astram pozostał jeszcze chwilę, oglądając kryształ, po czym sam ruszył na zasłużony po ciężkim dniu odpoczynek.


C.D.N.

1 mar 2023

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 13 (cd. Avrion)

  Jesień 1457  

Po rozdzieleniu się z Avrionem, Regis przeszukał resztę dużej półki skalnej, po czym rozejrzał się po najbliższej okolicy. Oprócz śladów drobnej zwierzyny nie znalazł świeżych tropów. Znajdując dogodne miejsce z widokiem na ścieżkę, którą wyruszył towarzysz, oparł się o skały i zaczął układać plan działania.  

Jeśli potwór gdzieś w okolicy gniazdował, było to z tej strony skał. Słońce padające od południa rozświetlało i choć odrobinę grzało stoki. Wiatr nie był tak mocno wyczuwalny, jak w poprzednich miejscach, jakie przebyli, by się tu dostać. To były dobre miejsca na leże. Między skałami występowały również szczeliny, a w jednej z nich być może, właśnie odpoczywała ich zwierzyna. W trakcie tego typu rozmyślań, w oddali na szlaku pojawił się długowłosy na swym wiernym rumaku. Lekki uśmiech wysłany w jego stronę nie znalazł odpowiedzi. Łowca wiedział, że idą w jego stronę ciekawe wieści.  

– Znalazłeś coś? – zapytał.

– Tak. Wolałbym, żebyś też to zobaczył. Jeśli chcesz, możesz wsiąść na Ialana. Będzie szybciej.  

– Wydaje mi się, że dam radę na nogach.  

– To ważna sprawa.

– Dobrze, skoro tak bardzo nalegasz, byśmy jechali razem.  

Krótkowłosy łowca złapał się juk, po czym znajdując dogodne miejsce, usadowił się wygodnie, między nałożonymi na tył bagażami.  

Koń ruszył w kierunku wskazanym przez jego właściciela.  

– Jeśli się nie utrzymasz, możesz się mnie złapać – powiedział Avrion odwracając lekko głowę w stronę współpodróżnika.  

– Chcesz, bym cię objął? Dzięki za propozycję, ale zrezygnuje. Wiem, jak się jeździ na koniu i umiem zachować równowagę w siodle.  

– Dlaczego więc nie masz swojego? Byłoby ci łatwiej podróżować.  

– Wole własne nogi. Mniej z nimi zmartwień i obowiązków. Konie nigdy też mnie nie przekonywały.  

Od przodu dobiegło ich, ciche chrząkniecie, od jakby rozumiejącego rozmowę zwierza.  

Kilka chwil później dotarli na miejsce.  

– O tutaj – powiedział puszczając jedną ręką lejce mag, po czym wskazując nią na ślady w skale.  

Regis zeskoczył na ziemię i zaczął uważnie podążać za tropem, który pojawiły się również na przy skalnej roślinności, a następnie jako lekko zatarte już ślady łap w niedużych zmielonych erozją kamieniach. Ścieżka prowadziła do sporej jamy w skałach, z której wnętrza wydobywał się paskudny odór, wskazujący na zamieszkanie przez najprawdopodobniej wielkiego jaszczura, lub nawet kilku.  

– I co myślisz? – czarnowłosy powiedział cicho.  

– Możliwe, że to leże, jakiego szukamy. A może i nawet więcej.  

– Leże?  

 Mag stojący u wejścia do jamy kiwnął głową, na znak potwierdzenia.  

– Zima niedługo nadejdzie, pewnie dlatego się zebrały. Pytanie, ile i jak dużych? – Łowca mówiąc to, kontynuował powierzchowne oględziny znaleziska.  

Po kilku chwilach wycofał się, a wraz z kompanem i jego wierzchowcem wrócili na ścieżkę.  

Regis przysiadł na jednym z kamieni, po czym zaczął rozmowę.  

– Najlepiej, byłoby zatkać jamę, zawalić. Nie dadzą rady się wydostać, jej położenie utrudnia jednak sprawę.  

– Nie damy rady ot, tak zawalić tak grubej warstwy skalnej ponad dziurą.  

– Dokładnie.  

– Podobno tylko najlepsi zajmują się takimi sprawami.  

Drugi łowca zaśmiał się lekko.  

– Gadanie. W starciu bezpośrednim może i tak, ale to. Tu liczy się pomysł i wykonanie, a przy tym nie zawsze najbardziej doświadczeni łowcy są potrzebni.  

– Wielcy łowcy są przeceniani? – Pytanie padło z zauważalnym zmieszaniem.

– Bardziej, niektórzy są niedoceniani, ale to temat na inną dyskusję, teraz mamy inne zmartwienia.  

Oboje siedzieli, rozmyślając co począć z zaistniałą sytuacją.  

– Nie musimy zawalić całej – rzucił nagle rzeźnik – wystarczy wyjście.  

– Masz rozwiązanie?  

– Jeśli się powiedzie tak, ale dość ryzykowne.  

– Kontynuuj. – W głosie Avriona wyczuć można było zainteresowanie.  

– Mam kilka run, które są w stanie zrobić wybuch. Oddzieliłyby trochę skał.  

– To nie wystarczy.  

– Jednak przy połączeniu z zaklęciami i truciznami, może się udać.  

– Jak się nie uda, może być z nami ciężko.  

– Więc, czy podejmujemy to wyzwanie?  

Spojrzeli po sobie, obydwoje znali odpowiedź.  

Regis udał się do wylotu, by przymocować magiczne kamienie, w czasie, gdy towarzysz czekał na znak, by użyć ustalonego zaklęcia.  

Przytwierdzenie obiektów nie trwało długo. Łowca przyczepił do jednego z bełtów fiolkę pełną mikstury, jakiej planował użyć w walce, oraz nałożył na to zaklęcie. Upewnił się, że droga ucieczki jest gotowa, po czym wycelował w głąb pieczary. Z jej najgłębszych części dobiegł skrzek, bestie się budziły. Myśliwy nie czekał dalej. Strzelił, po czym szybko wydostał się i udał ku ścieżce. Z wnętrza dotarł dźwięk niewielkiego wybuchu i kolejne odgłosy jaszczurów.  Towarzysz, będąc oddalonym i widząc zajście z innego urwiska, wystrzelił czar. Gdy ten dotarł, runy się aktywowały. Po okolicy rozszedł się odgłos niszczonych skał. Krótkowłosy skupił się, inkantując zaklęcie, a następie zasypane miejsce pokrył lodem, zabezpieczając pogrzebane potwory.  

Oboje odetchnęli i ruszyli w swoim kierunku.  

Kon wraz z jego właścicielem wyłonił się zza skał, zmierzając prostą drogą ku drugiemu myśliwemu. Krótkowłosy spoglądał w ich stronę, gdy na niebie dostrzegł zniżający się ku nim ciemny zarys. Nie myśląc długo, wycelował, po czym wystrzelił lodowy pocisk, który mijając jeźdźca o kilkadziesiąt centymetrów, uderzył wyvernę pod lewe skrzydło, niszcząc jej plan ataku z zasadzki. Gad machną swoimi skrzydłami, zaryczał, po czym wzbił się wyżej, znikając za szczyty wystających skał. Był wściekły, planował znów zaatakować.


C.D. Avrion 

Podsumowanie lutego 2023

Cześć.

To znowu ja, Wrona. Luty przyniósł nam nie tylko wiele opowiadań, ale i nowych twarzy. Przybyły nam dwie osoby, a ilość postaci powiększyła się z 6 na 9. Wiem, jaki żart już szykujecie w głowach. Nie mówcie go na głos. Sprawiajmy wrażenie ludzi cywilizowanych. Przynajmniej na forum.

Z małych ogłoszeń chciałam wspomnieć, że post z informacjami na temat naszego pierwszego wydarzenia powinny pojawić się 6 marca 2023 i potrwa ono 14 dni.

Ranking słów

(z podziałem na osoby)

  1. Regis: 7 018 słów
  2. Desumi: 4 497 słów
  3. Wrona: 4 418 słów
  4. Pil: 3 084 słowa
  5. Naikio: 1 318 słów
  6. Pulpet: 809 słów
  7. emory: 500 słów
  8. Bone: 168 słów

Regis jak zwykle gnał przed siebie, nie oglądając się na nikogo. Można powiedzieć, że to nowa norma, ale kto wie - może ktoś go niebawem prześcignie?

Ranking opowiadań

(z podziałem na postaci)

  1. Regis: 19 op. → 128 + 5 = 133 pkt.
  2. Avrion: 8 op. → 43 + 5 = 48 pkt.
  3. Shiranui: 7 op. → 82 + 3 + 5 = 90 pkt.
  4. Pil: 7 op. → 56 + 5 = 61 pkt.
  5. Shen: 7 op. → 35 + 3 + 5 = 43 pkt.
  6. Silvana: 2 op. → 24 + 5 = 29 pkt.
  7. Saadiya: 1 op. → 15 + 5 = 20 pkt.
  8. Camille: 1 op. → 9 + 5 = 14 pkt.
  9. Conna: 1 op. → 3 + 3 = 6 pkt.

W tym miesiącu napisaliśmy 53 opowiadania (a to sporo, zważywszy na to, że luty jest krótki), co daje średnią niemal 6 opowiadań na postać oraz przeciętną długość wynoszącą 411,5 słowa. W zestawieniu z poprzednim miesiącem piszemy nieco dłuższe opowiadania. :)

Co prawda nie będzie mnie przez pół marca, ale wcale to nie oznacza, że blog będzie zawieszony. W końcu obecnie macie do dyspozycji nie tylko mnie, ale i Pulpeta.


Życzę weny i dużo motywacji do dalszego pisania!

Wrona

28 lut 2023

Od Regisa "Ukryta historia" cz. 6

 Jesień 1457

Gdy był gotów, rozpoczął rytuał.

Ułożone kryształy zaczęły świecić, tak samo jak symbole. Nowe jak i stare runy jarzyły się blaskami, jedne chłodnym błękitem, drugie ognistą pomarańczą. Regis wypowiadał słowa, a medalion ułożony przed nim z lekkich podrygów, przeszedł do podskoków. Aura zgęstniała. Ziemia zaczęła drżeć. Krzyki istoty powróciły. Pojawiła się w kącie i ruszyła na łowcę, ten był jednak chroniony. Pentagram jaśniał, blask ognia ustępował jednak błękitowi nowej magii. Duch szalał, nie mogąc dostać się do maga. Zaklęcie na razie spełniało swoje zadanie. Spektakl trwał. W końcu wewnętrzny okrąg rozbłysnął głęboką czerwienią. Niezidentyfikowany przedmiot trzymający istotę na uwięzi był teraz wyraźnie widoczny w szkarłatnym blasku. Wypowiadane słowa zmieniły się. Niebieski kolor przeszedł odcieniem zieleni, która pojawiła się na każdej runie. Ogień o trawiastej barwie niszczył stare zaklęcie spętania. Duch zmienił swój krzyk, na bardziej ludzki, przypominający ten, jaki krzyczy się przy olbrzymim bólu. Bezkształtny zarysy postaci zaczął tlić się, akwamarynową poświatą. Kawałek drewna w centrum przyjął na siebie szmaragdowe zniszczenie, zmieniając się w kupkę popiołu. Gdy ostatni fragment przemienił się w pył, fala rozchodząca się od wewnątrz przeszyła wszystko wokoło, poruszając otoczenie. Rytuał się powiódł. Regis wstał, rozpalając na nowo ognistą kulę. W pokoju nie dostrzegł już nic, ani symboli na podłodze, ani śladu po upiorze. Wychodząc z ruin, zauważył ślady zniszczeń, dokonanych przez wydarzenia. Część sufitu piwnicy zawaliła się, pozwalając światłu z zewnątrz rozświetlić mrok. Dostrzegł dzięki temu kolejne potężne drzwi, ich tajemnicę zdecydował się jednak odkryć kiedy indziej. 

Oddalając się, mógł ujrzeć ruiny w pełnej krasie. Zrywanie zaklęcia musiało do reszty zniszczyć uszkodzony już czar ukrycia. Resztki budowli staną się niedługo atrakcją co ciekawszych z okolicy. Musiał spieszyć się z odkryciem ich tajemnic.

 W drodze powrotnej nie mógł pozbyć się natłoku myśli.

Do kogo należała ta ziemie? Kto wcześniej tam był, i po co? Czego szukał? 

Odpowiedzi na przynajmniej część tych pytań miał nadzieję odnaleźć.

27 lut 2023

Od Shena "Srebrne pazury" cz. 15

Jesień 1456

 Shen spojrzał na niego gniewnie. Kiedy zauważył, że na młodszym mężczyźnie nie zrobiło to żadnego wrażenia, a jego twarz pozbawiona choć cienia zmarszczek nie drgnęła, syknął:

– Już wiem, gdzie jest Gildia. Mogę dotrzeć tam sam i wymordować wszystkich, kogo tylko tam znajdę, bez względu na płeć, ani wiek.

– To byłoby niezbyt mądre posunięcie, skoro rzekomo nas potrzebujesz...

– Co jeśli kłamałem i była to tylko naiwna bajeczka, w którą uwierzyłeś?

Patrzyli sobie w oczy przez dłuższą, pełną napięcia chwilę. Avrion wciąż wyglądał na niewzruszonego, choć wyraźnie nad czymś się zastanawiał. W końcu zsunął się z siodła i bez słowa zaczął prowadzić Ialana za sobą. Shen na szczęście miał umiejętność wsiadania na konia w ruchu, wobec czego nie stanowiło to dla niego większego kłopotu. Wystarczyło, że wziął mały rozpęd, wybił się, a jego noga sama odruchowo wylądowała po drugiej stronie siodła. Wylądował wygodnie i bezboleśnie. Avrion nawet się nie obejrzał. Prowadził dalej fryzyjczyka przez bagno, nie chcąc kontynuować rozmowy z białowłosym.

Lord stale obserwował tył głowy mężczyzny. Ciemne włosy zawiewał brutalny mroźny wiatr przyniesiony przez nadchodzącą zimę. Nie rozumiał jego poczynań. Nie zależało mu? Na to wyglądało. Już w myślach przygotowywał przemowę, jaką odbędzie wobec członków Gildii. Z łatwością zostanie jej przywódcą, był całkowicie pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości. Odbuduje swoją potęgę, stworzy armię pełną doświadczonych wojowników. Niaolong jeszcze o nim usłyszy i pożałuje wygnania najwybitniejszego ze swoich dowódców...

Niestety, jak wkrótce będzie mu dane się przekonać, żadne z tych planów nigdy się nie spełni.