Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

28 sty 2023

Od Pila "Jagody" cz. 1

Jesień 1457

 Przechodząc się leśnym, pokrytym liśćmi szlakiem, Pil rozmyślał nad budową stałego miejsca pobytu. Zawsze gawędził z bratem o tym, że kiedyś będą żyć w skromnej, własnoręcznie zbudowanej chatce, otoczonej zadbanymi krzewami jagód. Ich dom miał znajdować się nad pięknym, rozległym jeziorem tak przejrzystym, jak polerowane szkło.

Po dłuższej chwili namysłu i wspominek podjął decyzję, aby pokierować się zarówno swoimi, jak i swojego brata, marzeniami. Zbuduje małą chałupkę przy skraju lasu i otoczy ją krzaczkami niebieskich owoców, jak tylko będzie to możliwe.

Chłopak po niekrótkim spacerze znalazł idealne miejsce na postawienie swojego przytułku. Stanął pośrodku lśniącej, jasnozielonej trawy spoglądając jednocześnie na ciągnące się po horyzont, wyboiste polany. W chwili, gdy się odwrócił ujrzał pnie tak wielkie, jak najwyższa napotkana przez niego wieża oraz krzaki, tak gęste jak najciaśniejszy las w jakim kiedykolwiek przebywał.

Na kawałku żyznej ziemi rozpoczął planować budowę swojego dziedzictwa. Wbił parę solidnych kijów w glebę oraz nakreślił przybliżone umiejscowienie ścian. Następnie usiadł i zaczął sporządzać listę materiałów w swojej głowie. Gdy wszystko było gotowe wyruszył zbierać surowce.

Wybierając się do lasu, uzbierał po drodze parę średniej wielkości kamieni i drobnych patyków. Wrzucił część z nich do skromnego, skórzanego worka, a resztę chwycił w dłonie i przeniósł na plan budowy. Powtórzył tę czynność kilkakrotnie, aż do momentu, gdy uzbierał porządną stertę głazów.

Po odłożeniu skałek, złapał siekierę i wyruszył ściąć parę drzew. Podszedł do największego i najsolidniejszego drzewa jakie tylko mógł znaleźć i zaczął je rąbać, aż do utraty tchu. Godziny mijały, a Pil bez przerwy machał toporem, zbliżając się powoli do powalenia pnia. Pod wieczór, gdy jego cel został już osiągnięty, odseparował pierwszą kłodę od reszty trzonu i od razu zabrał się za transport.

Jak tylko doniósł załadunek, upadł na glebę i zasnął, jak gdyby stracił przytomność. Tej nocy chłopak śnił jedynie o tym, jak będzie wyglądać jego dom, w którym być może kiedyś zamieszka również jego brat. 


<C.D.N.>

27 sty 2023

Od Shena "Srebrne pazury" cz. 12

Jesień 1456

 A jednak, pomyślał białowłosy. Podali sobie ręce. Shen wiedział, że był to tutejszy zwyczaj i co on oznaczał. Długowłosy mężczyzna zwany Avrionem znowu zasiadł w siodle swojego karego rumaka i zawrócił. Nie jechał szybko. Shen dumnie dotrzymywał im kroku. Zgodzili się na układ, aby to on prowadził lejce konia, by uniknąć ewentualnego oszustwa ze strony kupca. Avrion trzymał się grzywy swojego konia i bacznie obserwował białowłosego. Nie odzywali się do siebie przez całą drogę, trwając w gotowości do zareagowania na nagłe złamanie zawartej umowy.

Dopiero, kiedy ze szczytu góry mogli zobaczyć powoli rozwiewającą się mgłę nad Świszczącymi Równinami, Shen upewnił się w myśli, że Avrion go nie oszukał. Naprawdę postanowił go zaprowadzić tam, gdzie spodziewał się przybyć.

– I jak? Tak sobie to wyobrażałeś? – zapytał Avrion, zauważając błysk w oku przybysza ze Wschodu. Iskierka natychmiast zniknęła, zastąpiona typową dla Shena powagą, stojącą na granicy z permanentną irytacją i zdegustowaniem.

– Prowadź dalej. Nie zapominaj, że to ty tutaj jesteś zakładnikiem.

– Racja – odpowiedział nieco ironicznie, ale Shen puścił to mimo uszu.

Kiedy zapuścili się znowu w objęcia puszczy, mgła natychmiast otuliła ich na nowo miękkim kożuchem. Oboje intuicyjnie zwiększyli czujność, a wzrok chodził od krzaka, do krzaka. To również nie umknęło uwadze Shena. Avrion nie mógł być zwykłym kupcem, a już na pewno nie z Birme. Był doświadczony na szlaku i nie pisnął ani słowa wyrażającego obawę przed wchodzeniem do niebezpiecznego w takich warunkach lasu.


<C.D.N.>

Od Regisa "Szwy" cz. 1 (cd. Dante)

 Jesień 1457

Szedł przez las, nie śpieszył się. Stawiał kroki powoli bacznie obserwując podłoże, by nie przegapić celu. W końcu znalazł czego szukał.

– Będzie na zupę – po tych słowach zerwał grzyba, po czym wsadził go do torby z wieloma jemu podobnymi. Nie sądził, że po ostatnich mrozach okraszonych opadami śniegu coś z darów lasu jeszcze zostanie, wystarczyło jednak kilka dni, by móc znów ruszyć na owocne poszukiwania. Po dość niedługim czasie miał już masę grzybów, z którymi nie do końca jeszcze wiedział co zrobić. Kręcił się wśród drzew zbierając dodatkowo co mógł. 

Schylając się po kolejnego owocnika, poczuł przeszywający ból w boku. Rany po ostatniej walce dalej dają się we znaki. Harpie doprowadziły do poważniejszych uszkodzeń, niż początkowo zakładał. Z powodu ich specyfiki, nie dał rady w pełni się nimi zająć, przez co ich gojenie nie przebiegało pomyślnie. Szwy które założył nie obejmowały całej ich długości. Zwłaszcza fragmenty na plecach nie zostały odpowiednio zabezpieczone. W wypadkach takich jak ten udawał się zazwyczaj do akurat najbliższego medyka. Znał zaklęcia na powierzchowne rany, te które posiadał jednak wymagały poważniejszych środków. Wracając do domu czuł, że krew znów zaczęła wypływać. Bandaż założony pod ubraniami przesiąkał powoli. 

Łowca był zły na siebie. Oddalił się od domu spory kawałek na wschód, nie była to dogodna sytuacja. Szedł przez las, a na ubraniu do peleryną zaczęła pojawiać się bordowa plama. Idąc tak usłyszał szelest. 

– Jeszcze tego brakowało – powiedział cicho chowając się za najbliższe drzewo. 

Wyciągnął miecz. Nie chciał potyczki, musiał być jednak na nią gotowy. Wychylając się zza pnia dostrzegł po chwili sprawcę zamieszania. 

Młody chłopak ubrany w ciepłe, wyblakło czerwone szaty. Na jego twarzy spoczywała przepaska zasłaniająca prawe oko. Rozglądał się po lesie. Nie wyglądało to jednak na szukanie grzybów czy jagód. Patrzył za czymś konkretnym. W końcu postać ruszyła, obrała kurs wprost na obserwatora. Regis zdecydował się nie ukrywać dalej. Wyłonił swą ciemną sylwetkę na otwarte tło lasu a miecz schował pod peleryną.

Postać od razu go dostrzegła.

– Tak, to od ciebie – powiedział mierząc go wzrokiem.


C.D. Dante


26 sty 2023

Od Shena "Srebrne pazury" cz. 11

Jesień 1456

 Shen zatrzymał spojrzenie na twarzy długowłosego mężczyzny. Uśmiechał się do niego triumfalnie, a z jego wargi wypłynęła cienka stróżka krwi. Wzbudziło to w nim nowe pokłady wstrętu. Najchętniej by go kopnął i patrzył, jak spada z urwiska i ginie w gęstej mgle. Nie mógł jednak tak postąpić. W ten sposób zniweczyłby swoją jedyną szansę dotarcia do upragnionego celu.

Parsknął zamiast tego i postąpił kilka kroków, chcąc uspokoić zszargane nerwy.

– Mam do tego jak najświętsze prawo.

– Nie ma mowy, że cię tam zaprowadzę.

Shen zatrzymał się. Utkwił w mężczyźnie nienawistne spojrzenie. Schylił się tuż do jego czystej, posiniałej twarzy, i wysunął z rękawa dłoń zwieńczoną srebrnymi pazurami.

– Widzisz te ostrza? Znajdą się na twojej twarzy. Później zacisnę je na gardle...

– A jednak jeszcze mnie nie zabiłeś – nieznajomy uśmiechnął się jeszcze szerzej – Nie jestem głupi, wiem, że mnie uzdrowiłeś. Beze mnie nigdzie nie pójdziesz, i to ja mam prawo stawiać warunki.

Shen schował dłoń, chcąc ukryć drżenie palców. Ten przeklęty Centrowiec miał rację. Siląc się na resztki godności, Shen wstał z klęczek i zaprezentował swoją posturę w pełni okazałości.

– Jestem lord Shen i przybywam z Niaolongu. Żądam, abyś mnie zaprowadził do Gildii Łowców.

– Usunąłbym tę ostatnią część, ale niech ci będzie. Jestem ciekawy, co się stanie – powiedział mężczyzna, z trudem podnosząc się z trawy. Zachwiał się na ugiętym kolanie. Shen aż do ostatniej chwili myślał, że upadnie, ale wstał z zaskakującą gracją. Przeszła przez niego myśl, że być może wcale nie był przejezdnym kupcem, jak to początkowo zakładał. – Jestem Avrion, kupiec z Birme.


<C.D.N.>

Od Pila "Mech" cz. 5 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Gdy dwoje łowców oczekiwało, aż jedzenie zostanie przyrządzone, młody Pil spytał nauczyciela:

– Ciekawi mnie…

– Co takiego? - dopytał Regis.

– Kiedy nauczysz mnie walczyć?

– To nie takie proste, jak ci się wydaje - odparł z powagą doświadczony brunet. - Aczkolwiek… - wstrzymał się na moment. - Myślę, że jestem w stanie nauczyć cię, jak trenować, aby uzyskać jak najlepsze wyniki.

– Ta, myślę, że to wystarczy. Co jak co umiem myśleć podczas walki, mimo całej tej presji, po prostu brakuje mi praktyki, wprawy - wyjaśnił radosny chłopak.

– W takim razie powinno pójść z górki - odpowiedział mentor Regis z lekkim uśmiechem na twarzy.

Po krótkim dialogu wygłodniali tropiciele zaczęli zajadać się pachnącym gulaszem ze świeżo poskromionego Terrawita.

– Jakim cudem dziki jaszczur może być tak dobry?! - zapytał pełen zdziwienia młodzieniec.

– Ano widzisz, rzecz leży w przygotowaniu - odparł kucharz.

– Jasne, kiedyś będę gotował równie dobrze co ty - skomentował Pil.

– Hm… Zobaczymy.

Jak tylko skończyli pyszne danie, zajęli się czyszczeniem zastawy. Listig zajął się myciem sztućców w pobliskiej, odnowionej studni, a Regis zadbał o porządek po skończonym obiedzie.

– Już! - zawołał z oddali chłopiec. - Wszystko umyte!

– Przynieś wszystko do środka! - odparł nauczyciel.

Gdy tylko uczeń wrócił do mieszkania, zapytał zaciekawiony:

– W takim razie… Jak z tym treningiem?

– Hm… Zróbmy tak, dziś nauczę cię jak używać różnych broni…

– Jeśli chodzi o łuk, jestem dobrze wprawiony! - przerwał mentorowi.

– Cieszę się - skomentował sarkastycznie. -  Po treningu wrócimy do domu i następnego dnia pokieruję cię jak udoskonalać swoje zdolności.

– Jasne. Kiedy zaczynamy? - dopytał szczęśliwy Pil.

– Teraz. - odparł Regis.


<Regis?>

25 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 8 (cd. Shen)

Jesień 1457

 Nie było to coś, czego się spodziewała. Nie było to też coś, w czym chciała uczestniczyć. Zaczęła w myślach przeklinać swoją ciekawość. Trzeba było wracać do karczmy i absolutnie olać jakiekolwiek znajomości. W dodatku z tym gościem było coś nie tak, ale w inny sposób, niż z Shenem. Była absolutnie pewna, że po drodze nie mijali żadnego domu. Może i nie zwracała za bardzo uwagi na otoczenie, ale nie przegapiłaby żadnego budynku w takim lesie. Dziwny osobnik oczywiście nawet nie zaproponował jej swojej parasolki, ba, nawet się nie przedstawił ani nie okazał minimalnego szacunku poprzez ukłon. Było to coś, co tylko dokładało kolejną cegiełkę do i tak chwiejącej się już w każdą możliwą stronę fasady spokoju. Fakt, że Shen też traktował ją jakby się do niego przyczepiła absolutnie jej nie pomagał. Z tym postanowiła rozliczyć się jednak później, bo zmarszczone brwi mężczyzny chwilowo przekonywały ją, że faktycznie nie wszystko jest w porządku. Wydawał się znać tego dziwnego człowieka, ale coś jej tutaj nie pasowało. Zauważyła też, że idą praktycznie tą samą drogą którą przyszli wcześniej.

– Mów co chcesz, tam nie było żadnego domu. Coś tu śmierdzi i to nawet nie jest twoje futro – mężczyzna znowu ją zignorował, jedynie bardziej spinając twarz, więc założyła ręce na piersi i zwolniła lekko kroku. Jeśli okaże się, że faktycznie przeoczyli gdzieś jakiś dom to przeczeka burzę i zwinie się jak najszybciej. – Swoją drogą, skoro już szedłeś na randkę to po co wciskałeś mi kit z tą bronią? Oboje mielibyśmy teraz względny spokój…

– Nie będę się z niczego tłumaczył – idący przed nimi mężczyzna zaśmiał się, jakby mimo szeptu którym się posługiwali, w dodatku w języku Shena, doskonale słyszał i rozumiał całą rozmowę.

– Nie martwcie się. Już niedaleko – zamiast poprowadzić ich jeszcze dalej zatrzymał się przy źródle, przy którym dalej leżało porzucone przez nich wcześniej truchło wilka. Z nabożną czcią usiadł na brzegu i w ogóle nie przejmując się, że większość kamieni jest cała w krwi zwierzęcia zaczął poprawiać rośliny, żeby stały pod idealnym kątem. Shira jednoznacznie stwierdziła, że nawet jeśli sam Shen był dziwny, to jego znajomi byli jeszcze gorsi. Obaj stojący przed nią ludzie nijak nadawali się do opisania w liście, w którym miała zachwalać jak dobrze sobie radzi w społeczeństwie. Ojciec pewnie wysłałby ją w jeszcze gorsze miejsce, gdyby opisała mu obrazek, który miała teraz przed oczami.

Coś jednak dalej się nie zgadzało. Kątem oka zauważyła, że białowłosy nieznacznie przesuwa dłoń w kierunku sztyletów, których wcześniej nie zauważyła. Raczej nie robiłby tego, gdyby to faktycznie był ktoś kogo znał. Zamknęła na chwilę oczy i skupiła się. Deszcz w ogóle nie ułatwiał jej zadania. Padając coraz mocniej i mocniej sprawiał, że materiał szaty zaczynał jej ciążyć. Zużywając resztki silnej woli zignorowała to i maksymalnie wysiliła słuch, próbując na odległość sprawdzić tętno obu białowłosych. W taką pogodę nie miało to jednak najmniejszego sensu. Westchnęła i podeszła bliżej do Shena. Krew nigdy nie kłamie. Nie pytając o pozwolenie złapała go za nadgarstek, gdzie puls był dobrze wyczuwalny. Oczywiście, że natychmiast wyrwał rękę i odsunął się od niej gwałtownie, ale swoje już wiedziała. Mógł całą drogę zachowywać spokój i wyglądać na pewnego siebie, ale fizjologia mówiła wszystko. Dziwny mężczyzna dalej kucał odwrócony do nich plecami, co więcej zaczął podśpiewywać coś pod nosem.

– Jak w ogóle śmiesz mnie dotykać? – chyba wyprowadziła Shena z równowagi, bo ewidentnie fasada opadła, a w jego oczach zabłysły iskierki złości. Nie zamierzała mu jednak w niczym ustępować.

– Może i nie wyglądam, ale nie jestem głupia. Trzeba było mi powiedzieć, że to pułapka – wyjęła z rękawa kolejny wachlarz i oba rozłożyła w pogotowiu.

– Jaka znowu pułapka? Zwykłe zaproszenie – żadne z nich nie usłyszało, kiedy nucenie ustało, a mężczyzna znalazł się tak blisko nich. Musiał być szybki, bo ich wymiana zdań nie trwała dłużej niż kilka sekund, a już zdążył się tu pojawić. Jakimś cudem rozumiał też obcy język, którym z jakiegoś powodu w jego obecności Shira wolała się posługiwać. Wyjścia były więc dwa. Albo to faktycznie był znajomy Shena, z którym ten nie był w najlepszych stosunkach, albo stali właśnie naprzeciwko czegoś, co nawet białowłosemu podnosiło ciśnienie, i to bynajmniej nie ze złości. Shira zrobiła krok w tył i nieznacznie ugięła kolana, idealnie maskując to szatami. Coraz bardziej poszerzający się uśmiech nieznajomego mówił jej, że raczej jest to ta druga opcja.

– Ja w takim razie chyba podziękuję – w tym momencie dziękowała sobie, że oprócz swojej zwykłej broni zabrała też kilka mniejszych noży, z którymi w razie potrzeby mogła walczyć na dystans. Mężczyzna sprawiał, że miała gęsią skórkę na całym ciele, a w dodatku kiedy podszedł tak blisko czuć było od niego nienaturalną zgnilizną. Shen stał jednak dalej niewzruszony, patrząc na nich oboje z góry.

– Twoja strata. Moja żadna. Wampiry i tak są absolutnie bez smaku… – Shiranui zamurowało, a Shen słysząc te słowa drgnął i jego twarz rozluźniła się, jakby nagle sobie coś przypomniał.

– Przepraszam bardzo, co powiedziałeś? – dla dziewczyny to był niestety koniec. Wszelka silna wola zniknęła, a na twarzy na stałe rozgościła się wściekłość. Nie miała zielonego pojęcia w jakim kontekście mężczyzna to powiedział, ale szła o zakład, że w każdym możliwym była to obelga. Blada postać uśmiechała się już tak szeroko, że nie było opcji, żeby nazwać to naturalnym uśmiechem. Białych zębów również nie można jej było pogratulować. Shiranui przestały obchodzić mokre szaty czy fakt, że to może być znajomy Lorda w futrze. Zapłaci za obrażanie jej. I to bynajmniej nie w złocie.


<Shen?>

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 7 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Shen zbył jej pytanie. Czuł wyraźnie czyjąś obecność. Spojrzenie łaskotało go po plecach, wpajało się w skórę jak cienkie igiełki. Był nieopodal. Miał za mało czuły węch, aby móc oszacować kierunek i odległość, podobnie jak robiły to bestie. Szczycił się jednak wrażliwym słuchem. Szelest. Szum drzew. Kilka pierwszych kropel, które spadły na jego ramiona. Cisza. Niebo przeciął bijący w oczy piorun. Nadcierała burza.

Odwrócił się. Prócz niewysokiej dziewczyny, ujrzał szczupłego mężczyznę z parasolką w ręce. Miał niemal białe włosy, wchodzące w subtelny zielonkamy odcień i ciemne odzienie godne łowcy, zlewające się z barwami lasu. Uśmiechał się do nich, zachowując bezpieczny dystans kilkunastu metrów. Mimo dużej odległości, Shen widział wyraźnie, iż miał błękitne oczy i niewątpliwie mu kogoś przypominał.

– Dzień dobry. Zechcielibyście dać się zaprosić na herbatę?

Shen powoli przeniósł spojrzenie na miecz u boku mężczyzny. Nie trzymał dłoni nawet blisko rękojeści. Jego palce oraz twarz miała odcień idealnej bieli, niewiele odcinającej się kolorem od włosów. Nie wyglądał mu na człowieka, ani nawet na wampira. Cera miała zbyt niezdrowy odcień. Nawet Hikari była bardziej żywa od nieznajomego.

– I po to kazałeś mi przemakać? Aby dać się zaprosić na herbatę przez jakiegoś faceta? Mogłeś iść na randkę beze mnie...

Widział go po raz pierwszy. Być może kiedyś był atrakcyjny, ale teraz miał w sobie niewiele z pierwotnej rasy. Nie chciał dzielić się z Hikari swoimi podejrzeniami. Intrygowała go ta cała sprawa, ale jednocześnie nie miał zamiaru sam się zbliżać.

– To nie randka, tylko spotkanie towarzyskie. Ma parasol. Nie przemokniesz – powiedział chłodno, nadal uważnie obserwując przybysza.

– Czyli przyznajesz, że to twój znajomy – wyszeptała.

Nie mógł przyznać jej racji. Czuł, że to zły omen. Mogli mieć do czynienia z iluzją. Mogli... było tak wiele różnych możliwości.

– Gdzie mieszkasz? – zapytał Shen, chowając miecz do pochwy. Miał wciąż przy sobie kilka sztyletów wręczonych przez Avriona. Źle leżały mu w dłoni, ale wciąż umiałby się z nimi obejść dużo zgrabniej i szybciej, niż z mieczem. Wykonał już swoje zadanie. Nie musiał więcej władać bronią, za którą nieszczególnie przepada.

Przybysz uśmiechnął się tajemniczo.

– Zaprowadzę was. Chodźmy.

Ruszył w głąb lasu, w kierunku, z którego przybyli.

– To nie ma sensu. Nie widzieliśmy żadnego...

– Nie patrzyłaś wystarczająco uważnie – powiedział Shen i ruszył za nieznajomym. Nie mógł pozwolić, by szła jako pierwsza. Nie miał pewności, jakie miała umiejętności w walce.

Hikari natychmiast dorównała z nim kroku, zupełnie tak, jak tego oczekiwał.


<Shira?>