Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

12 lut 2023

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 2

Jesień 1457

Przy dużym stole siedział mężczyzna. Na oko czterdziesta wiosna jeszcze nie wpadła. Krótkie szatynowe włosy i jasna cera wskazywała na rodowego mieszkańca tych krain.

Strój nie wyróżniał się znacząco od przeciętnego kupca. Zielonawa gruba kurtka z długim kapturem pokrywała czerwoną koszulę. Regis przystanął kilka stóp od niego.

– To ty masz zlecenie na potwora ze szlaku?

– Wieści szybko się roznoszą. Może przynajmniej ty będziesz coś wiedzieć o fachu.

Łowca przysiadł się.

– Przynajmniej ja? Kto już pytał?

– Dosłownie kilka minut temu. Grupka młodych przyszła i pyta ile dostaną. Mówili, jakich to oni bestii nie pokonali. Jak usłyszeli o wyvernie, to, że nie będą na to czasu marnować.

– Hmm. Przynajmniej ich martwe ciała nie zostaną karmą.

– A ty, co powiesz? Znasz się na łowiectwie takich stworów.

– Jestem okolicznym łowcą i chyba można powiedzieć, że należę do Gildii.

– Chyba?

– Kwestie organizacyjne, nie wpływa to na zlecenie. – Machnął lekko dłonią, dając znać o nieistotności kwestii. – Wracając do tematu, można poznać więcej szczegółów?

– Górska ścieżka jest najszybszą, choć nie najbezpieczniejszą drogą handlową w tę stronę, a tak się złożyło, że od kilku dni grasuje tam spory gad. Z całym szacunkiem, ale normalnie nikt nie zwróciłby na to uwagi, bo i tak mało kto wybiera tę drogę. W mieście jednak jest teraz kilku zamożniejszych kupców, a ci zdecydowali, że lepiej ubić stwora, zanim gdzieś się przemieści i sprawi prawdziwe duże kłopoty.

– Brzmi rozsądnie. Pytanie ode mnie. Birme to spore miejsce, nie było tam łowców?

– Może i kilku jest, ale  tutejsi mają lepszą renomę. Zresztą, tam są tylko amatorzy lub zwykli pozerzy.

Łowca zaśmiał się lekko

– A co do stwora, jakieś szczegóły, opisy?

– Duże, agresywne, latające. Sam na szczęście na oczy nie widziałem. Widywany w drugiej połowie drogi względem Rivotu. Nic więcej nie wiem.

–  Hmm, wywerna – powiedział po cichu, kładąc łokieć na stół i podpierając głowę, zasłaniając pół twarzy. – Jakie wynagrodzenie?

– Wysokie, o to się nie martw.

 Regis uśmiechnął się delikatnie.

 – Przyjmuję zlecenie.

– Bez poważnych namysłów? Ot tak?

– Tak to bywa w tym fachu. Jak za długo będę się zastanawiał, ktoś zabierze możliwość zarobku.

– W takim razie, kiedy możesz wyruszyć?

– Wydaje mi się, że jutro rano.

– Mogę podwieźć cię kawałek, na miejsce jednak ruszysz sam.

– To i tak będzie duże ułatwienie. Może być.

– W takim razie ustalone. Do jutra łowco. – Rozmówca wstał i wyciągnął rękę. Regis odwzajemnił ruch, po czym podali sobie ręce.

Chwilę później myśliwy był już w drodze powrotnej do domu, planując, co musi wziąć na polowanie. 


C.D.N.

11 lut 2023

Od Avriona "Jesteś ze Wschodu?" cz. 13 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Avrion stale trzymał w pamięci obraz Shena upadającego twarzą w grząskie błoto. Kiedy układał go na poduszkach wyszywanych jedwabnymi nićmi, myślał o tym, że teraz już nigdy nie wypłaci się z długu wdzięczności, jaki u niego stopniowo zaciągał. Z tygodnia na tydzień był coraz większy, aż sam stracił rachubę.

Namiot, do którego weszli, również został rozstawiony głównie z jego pomocą. Od czasu, gdy był w środku ostatnio, zaczął intensywnie pachnieć herbatą oolong. Poza tym wewnątrz pojawiło się jeszcze kilka przedmiotów, których zastosowania Avrion mógł się tylko domyślać. Kulturę Wschodu znał tylko z książek i opowieści.

Wzrok dziewczyny zatrzymał się na pozłacanej, drewnianej skrzyni. Była finezyjnie zdobiona czerwoną farbą, która układała się we wzór przywodzący na myśl pawie pióra. Delikatnie dotknęła potężnego wieka i przejechała po nim opuszkami palców, jakby bojąc się, że je zniszczy.

– To jest namiot Shena, prawda?

– Tymczasowo – odpowiedział Avrion z nikłym zainteresowaniem. – Obecnie dzielimy się w grupy o różnych specjalizacjach.

– A Shen...?

Avrion sięgnął po jedną z lnianych koszul, które kilka dni temu podarował Shenowi. Leżała schludnie złożona na boku, mimo że materiał nie był najwyższej jakości. Świadomość, że białowłosy jednak dbał o otrzymane dary była nieco pocieszająca, choć na niewiele się to zdało. Avrion przycisnął materiał do zadrapania, które zauważył na jego przedramieniu, i spojrzał na kolor, jaki przybrał. Ciemny, niepokojący, niepasujący do charakteru urazu. Nie była to rana głęboka, ledwo uszkodzenie. Mimo tego, widział dookoła kilka kropel ciemnej cieczy, która zdecydowanie nie należała do niego. Przeklął cicho, nim odpowiedział na jej pytanie:

– Zarząd. Nie wiem jak się w tym będzie sprawował, ale... – przyłożył ponownie materiał, ale stale przybierał tę samą barwę. – Niewiele brakuje, a możemy go stracić. To jakieś zakażenie. Co się stało?


<Shira?>

Od Pila "Jagody" cz. 4

Jesień 1457

 Po skończonej lekturze, chłopak podszedł do najbliższej leżącej kłody oraz lekko przyłożył do niej dłoń. Przejechał skromnie ręką wzdłuż kory rzucając zaklęcie:

– Lys - wyszeptał pod nosem.

W przeciwieństwie do ostatniego razu, gdy używał czaru, tym razem aura była zupełnie inna. Przybrała jasny, lekko niebieskawy kolor, a jak tylko przykładał chociażby opuszki palców to czuł jakby wkładał je do przyjemnego, spokojnego jeziora pełnego życia. 

Pil po krótkiej chwili napawania się cudownym uczuciem lekkiej tafli wody zaczął pracę. Podniósł pień i nie mógł uwierzyć, że czar jest aż tak skuteczny. Wcześniej ledwo niósł jedną kłodę na raz, a teraz czuł jakby mógł nią podrzucać. Bez większego problemu chwycił drugą i zaczął układać je w prostokątny kształt.

Minęło parędziesiąt minut i pełen entuzjazmu Listig skończył zarys budynku. Bezzwłocznie wziął się za ostrożne dokładanie drobnych kamieni w celu podparcia kłód. Minęło parę godzin i łowca ukończył robotę oraz bez chwili namysłu zabrał się do rąbania drewna na ściany i podłogę.

– Skarp - wymruczał pod nosem młody architekt. - Jak ja mogłem żyć bez całej tej magii? - dodał i momentalnie zaczął dzielić pnie na silne deski.

Pil harował do samego zmroku, aż w końcu poćwiartował wszystkie przytargane bele. Wyczerpany chłopak przygotował jedynie skromną potrawkę z wysuszonego królika, którą zjadł szybko niczym piorun błyskający burzliwą nocą i runął nieprzytomny na swoją jasnoniebieską torbę.


C.D.N

10 lut 2023

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 1

 Jesień 1457

Chłodne jesienne południe na rynku mijało bez zastrzeżeń. Handel odbywał się jak zwykle, w szumie rozmów klientów i wychwalających swe towary sprzedawców.

– Jeszcze trochę tej zielonej tkaniny. –  powiedział Regis do znajomego handlarza.

–  To tyle czy coś jeszcze ci podać?

–  To chyba tyle. Dzięki.

– Jeszcze moment, mam coś, co może cię zainteresować. – Głos kupca zmienił ton. Łowca wiedział, że nie chodzi już o kwestie zwykłych zakupów.

– Wczoraj do miasta przybył handlarz z Birme. Oprócz swojego asortymentu przywiózł zlecenie, które może cię zainteresować. Jeszcze nie zostało powieszone, więc radzę się pośpieszyć. 

– Gdzie go znajdę?

– Zatrzymał się w karczmie, tu na rynku.

– Dzięki za informacje. Powodzenia Bertramie. – w trakcie tych słów dorzucił do zapłaty  za tkaniny kilka monet więcej, po czym ruszył w swoją stronę.

Dojście do celu nie zajęło mu długo. Po otwarciu drzwi jego oczom ukazała się mu duża sala z wieloma stołami, które przez dość wczesną porę nie były w pełni zajęte. Nie było to najgorsze miejsce, w jakim bywał, do miana porządnego zajazdu było mu jednak daleko. Krocząc środkiem pomieszczenia, rozglądał się za potencjalnym, przyszłym pracodawcą.

– Czego dziś szukamy? – Słowa padły nagle zza pleców łowcy. Wypowiedziała je młoda bestia łasica szybko i zwinnie przechodząca przed przybysza, trzymając jednocześnie tacę z opróżnionymi kuflami po jęczmiennym napoju. – Może miejsca na chwilę z ciemnym piwem?

– Nie tym razem. Podobno ktoś ma ciekawe zlecenie, którego jeszcze nie wystawił.

– Potwór ze szlaku. Tam, dwa stoliki dalej.

– Dziękuję Leokadio.

– Nie ma za co. Wróć jeszcze i dorzuć napiwek. – Zaśmiała się lekko, po czym równie szybko jak się pojawiła, zniknęła, zajmując się dalszą częścią swojej pracy.


C.D.N.

9 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 12 (cd. Shen/Avrion)

 Jesień 1457

Shira jęknęła cicho widząc, jak mężczyzna pochyla się do przodu i popisowo uderza twarzą w mokrą trawę. Dwa trupy, coraz bardziej boląca ręka, smród, burza, pożar… A teraz jeszcze to.

– No chyba sobie żartujesz ze mnie – definitywnie jednak nie żartował, dalej leżąc twarzą w dół. Przemknęło jej przez myśl, że w sumie najchętniej by go tu zostawiła. Miała jednak definitywnie u niego dług za tą ściętą głowę. No i dalej nie dostała swojej krwi. To, że mężczyzna nie wiedział o jej planie nie znaczyło, że nie był zobligowany do wzięcia w nim udziału. Wręcz przeciwnie. Wzdychając więc ciężko i modląc się do wszelkich możliwych bogów, żeby po drodze nie było za dużo przeszkód ukucnęła obok Lorda. Miał wciąż wyczuwalny puls, więc przynajmniej wiedziała, że nie zszedł na zawał. Nie miała za bardzo czasu sprawdzać czym się zatruł, jeśli w ogóle to było przyczyną jego zemdlenia. Odgłos trawionego przez ogień drewna przybierał na sile, tworząc razem z burzą bardzo nieprzyjemne połączenie. Zarzuciła sobie mężczyznę na zdrowe ramię, krzywiąc się okrutnie, kiedy podarty materiał na drugiej ręce przesunął się pod jego ciężarem. Nie miała teraz czasu na bandażowanie. Buty mężczyzny okazały się być zadziwiającym plusem, bo nawet jeśli był wyższy i ciągnęła jego nogami po ziemi, to dzięki ich długości nie zahaczały się o pierwsze lepsze gałęzie czy kamienie i nie spowalniały jej aż tak. A wycieczka łatwa nie była. Nawet nie wiedziała, czy idzie w dobrą stronę, idąc po prostu w przeciwnym kierunku niż ogień. Przemoczona szata ciążyła jej prawie tak bardzo jak Shen. Mieczem nawet nie zamierzała się przejmować. Jeśli właścicielowi na nim zależało, to wyśle się go na miejsce i tyle. Ona sama nie zamierzała wracać do tego okropnego smrodu. O brzydkich zapachach mówiąc, tak jak się wcześniej spodziewała, przemoczone futro też nieźle już dawało. Nie wiedziała ile już szła, ale kiedy dźwięk ognia stał się znacznie mniej słyszalny, niezbyt delikatnie zrzuciła mężczyznę z ramienia i odpięła jego futro. Fakt, że upadek go nie ocucił tylko utwierdził ją w przekonaniu, że niebiosa też chcą się pozbyć tego okropnego kawałka odzieży. Z satysfakcją więc odrzuciła je w stronę z której przyszli. Może i było zimno, ale jeśli miało ich to spowalniać, to lepiej było się tego pozbyć. Nie miała przecież pewności, czy sam Shen nie zatruł się właśnie tym smrodem.

– W opowieściach to raczej w drugą stronę działa, wiesz? – westchnęła znowu, po krótkim odpoczynku znowu wciągając jakkolwiek mężczyznę na ramię. Żeby chociaż jeszcze jej się trzymał. A on był zdecydowanie jak worek ziemniaków, i to taki wyjątkowo uparty i przekonany, że na ziemi jest mu najlepiej. Zaciskając zęby, jedną jego rękę przewiesiła sobie przez kark, przez co teraz musiała użyć też i lewej do trzymania go, ale przynajmniej było to jakkolwiek stabilniejsze. No i skoro bolało przynajmniej wiedziała, że nie traci kontaktu z rzeczywistością.

Czas dłużył jej się niemiłosiernie, a każdy kolejny krok wcale nie sprawiał, że czuła się bliższa jakiegokolwiek celu. Brzeg szaty miała już brązowo-zielony od wspaniałej mieszanki błota i mokrych traw. Rękaw za to był już całkowicie czerwony, a w dodatku podarty. Jednym słowem strój nadawał się do kosza. A musiała się w nim pokazać jeśli wyjdzie z lasu. Już teraz na samą myśl paliła się ze wstydu. Co gorsza, drzewa zaczęły się przerzedzać, a między nimi w oddali mignęło jej coś na kształt namiotu. Zanim zdążyła się temu przyjrzeć, mężczyzna trochę zsunął się w dół, jednocześnie ciągnąc ją za włosy i zahaczając o ramię. Zacisnęła oczy, czując napływające łzy bólu. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała. A rana wcale jej tego nie ułatwiała, teraz już nie tylko boląc, ale wręcz paląc żywym ogniem. Była praktycznie pewna, że pazury musiały być w jakiś sposób zatrute. Deszcz w dodatku zamiast zmyć truciznę sprawiał, że jedynie bardziej wsiąkała w ranę, którą na domiar złego drażnił podarty materiał jej szat i rękaw Shena. Poprawiła mężczyznę na swoich plecach i lekko się chwiejąc jak najszybciej ruszyła w stronę – jak jej się wydawało – namiotów.

Na szczęście się nie pomyliła. Kawałek od linii lasu było rozbite całkiem spore obozowisko. Może pozwoliliby jej zostawić tam Shena i zająć się w końcu swoimi obrażeniami, póki jeszcze było z ręki co ratować. Nie uśmiechało jej się nosić jakichś blizn z powodu losowego potwora. W dodatku śmierdzącego potwora. Deszcz na szczęście powoli przechodził. Burza widocznie szła w przeciwnym kierunku niż Shira, bo grzmoty też już nie były aż tak częste jak jeszcze kilkanaście minut temu. Zawahała się jednak jeszcze raz przed wyjściem z lasu. Skoro burza przechodziła, może dałaby radę podrzucić Lorda tak, żeby nikt nie zdążył zauważyć jej karygodnego stroju i zniknąć w lesie. Nie był to głupi pomysł. Wymagał jednak i tak i tak wyjścia na otwartą przestrzeń, więc chcąc nie chcąc musiała to zrobić. Idąc możliwie jak najszybciej i starając się nie wywrócić na błocie, które na równinie było obecne wszędzie bez wyjątku, wprowadziła swój plan w życie. I prawie się udało, gdyby nie fakt, że kiedy była niecałe sto metrów od namiotów jeden z nich otworzył się, a ze środka wyszedł mężczyzna wyglądający prawie tak samo jak stworzenie, które zabili chwilę wcześniej. Wydawał się być jedynie zdrowszy i miał czarne włosy. Shira stanęła jak wryta, z cichym jękiem wypuszczając obie ręce Shena. Mężczyzna zresztą też kiedy tylko ją zauważył skamieniał, a sekundy zamrożenia przerwało dopiero plaśnięcie, z którym białowłosy już całkowicie zsunął się z jej ramienia i spadł na ziemię. Natychmiast zdrową ręką sięgnęła do wachlarza. Jeśli właśnie trafiła na całe obozowisko tych stworów, to to był definitywny koniec. Mężczyzna stojący przed namiotem nie atakował jednak, co chwilę patrząc to na Shirę, to na Shena i unosząc brwi coraz wyżej. Białowłosy zresztą po bliskim spotkaniu z błotem chyba powoli wracał do żywych, bo poruszył nogą, jakby miał zaraz wstać. Nie stało się to jednak, więc Shira wytężając słuch i jednocześnie nie spuszczając czarnowłosego z oczu spróbowała usłyszeć, czy jej nowy znajomy dalej oddycha, co na szczęście robił. Nagle mężczyzna przed namiotem roześmiał się, jakby ktoś mu właśnie opowiedział najśmieszniejszy żart w życiu.

– No czego jak czego, ale tego się zobaczyć nie spodziewałem – dalej się śmiejąc zaczął iść w ich kierunku. Shira znowu westchnęła, lekko opuszczając broń.

– Skoro nie zamierzasz mnie zabić, to może byś chociaż pomógł? – znowu dźwignęła Lorda z ziemi, który teraz dla odmiany ruszył ręką. Czarnowłosy mężczyzna faktycznie jej pomógł, biorąc cały ciężar na siebie i kierując się do namiotu, jak zauważyła dziewczyna, innego niż ten, z którego wyszedł. I niestety wyglądającego zdecydowanie mniej stabilnie. Mimo wszystko poszła za nim, teraz aż dziwnie lekka bez dodatkowego ciężaru. Powoli zaczynało być jej wszystko jedno. Zamierzała opatrzyć rękę, a potem ocucić lorda wyjątkowo niemiłymi ziołami i kazać przepraszać się na kolanach. Ewentualnie dziękować za ocalenie, też na kolanach. Zdecydowanie jej się to należało.


<Shen lub Avrion?>

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 11 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Shen stał i beznamiętnie patrzył na unoszącą się na powierzchni wody głowę. Z uciętego koniuszka widział kręgi, ścięgna i mięśnie. Krew już przestała wypływać, mieszając się ze źródełkiem. Moc wody nie była na tyle silna, aby zneutralizować truciznę płynącą w żyłach mężczyzny. Rybki były martwe. Pozbawił go głowy za pomocą miecza, którego nie sądził, że będzie musiał jeszcze dobywać. Wciąż zaciskał na nim palce. Powinien trzymać go w obu dłoniach, choć umiał go utrzymać w jednej, póki opierał jego czubek o ziemię.

Nie wiedział, czy czuje się nieobecny przez szok, czy też może sam zatruł się jego krwią.

Coś było nie tak.

Podniósł głowę i spojrzał prosto na dziewczynę.

– Lepiej chodźmy stąd – powiedziała. Drżała już nie tylko z zimna, ale i zdenerwowania.

Tępo spojrzał na przebitego na wylot pasożyta. Nie znał jego nazwy. Wiedział jednak, że to on był powodem zatrucia krwi mężczyzny. Chodziły po jego głowie myśli, czy jest ich tutaj więcej. Nie znał się na tutejszych potworach. Zamknął powieki i pozwolił, żeby deszcz spływał po jego policzkach, włosach i ubraniach. Był przemoczony.

Gdzieś ponad drzewami strzelił piorun. Rozległ się ogłuszający huk. Ziemia się zatrzęsła. Trafił gdzieś. W nozdrza uderzył kłujący odór. Pożar.

– Słyszałeś? Idziemy! Albo pójdę sama, z tobą, albo bez ciebie!

– Nie... nie czuję się najlepiej – wymamrotał w końcu. Po jego ciele przeszła kolejna fala mrowienia. W głowie się zawróciło. Poczuł lekkość... a potem uderzył w trawę.


<Shira?>

Od Pila "Mech" cz. 9 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Kierując się w stronę domu, Regis dostrzegł porządny kij, idealny do wystrugania łuku.

– Widzisz tamten patyk? - zapytał mentor.

– Tamten? Lekko oparty o drzewo? - podpytał uczeń wskazując palcem na pobliski, solidny kawałek drewna.

– Tak, idź po niego.

– Łuk? - dociekał nieoczekiwanie młody łowca.

– Hm?

– Czy zrobimy z niego łuk?

– Jesteś bystrzejszy, niż mi się wydawało. Tak, zrobimy ci łuk, ale pójdź i weź ten kij - wyjaśnił lekko zniecierpliwiony nauczyciel.

– Jasne, jasne, szefie - odparł prześmiewczo Pil.

Chłopak ruszył w stronę pnia i chwycił za zakrzywiony, długi patyk. Jak gdyby nigdy nic, kontynuowali podróż, aż w końcu dotarli do mieszkania.

– Przygotuj i wywieś zwierzaki na suszarce. Ja pójdę po potrzebne przedmioty - wyjaśnił gospodarz.

– Robi się - odparł podopieczny.

Listig zaczął zajmować się przyszłymi potrawami, a Regis ruszył do domu w poszukiwaniu dłut, odpowiednich noży oraz pasującej cięciwy. Szperanie po budynku zajęło starszemu łowcy porządną chwilę, ale w końcu udało mu się wszystko zebrać i od razu skierował się na zewnątrz.

– Skończyłeś? - zapytał mentor.

– Chwilę temu - odparł młodzieniec. - To jak? Strugamy łuk?

– Tak, chodź na ławkę - zaproponował prowadząc ucznia w stronę prowizorycznego, skromnego siedziska.

Dwójka łowców usiadła na stoliczku złożonym z trzech kawałków drewna.

– A więc tak, bierzesz kij i zaczynasz zeskrobywać korę w taki sposób - wyjaśnił Regis pokazując poprawny sposób pracy.

– Wiem jak okorować patyk, spokojnie. - odparł Pil.

– Skoro tak, okoruj go i będziemy kontynuować. - zasugerował.

Zdjęcie drewnianych łusek zajęło uczniowi parę minut, a po ukończeniu zadania tropiciele od razu wznowili lekcje.

– Gotowe, co teraz? - zapytał chłopak.

– Musisz nałożyć cięciwę po dwóch stronach, o tak - wyjaśnił i zademonstrował. - Spróbuj to zrobić na drugim końcu.

– Okej - odparł i zamontował nić na przeciwnej części krzywej w praktycznie identyczny sposób co jego mentor.

– Dobrze, teraz tylko musisz nałożyć jakąś tkaninę lub coś podobnego na środek dla wygody chwytu. W zasadzie po tym, łuk jest skończony.

– Dziękuje, Regis. Tak swoją drogą… 

– Hm?

– Myślę, że jestem w stanie jutro wyruszyć.

– Jak uważasz, na razie wracajmy.


<Regis?>