Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

23 sty 2023

Od Regisa "Kury w opałach" cz. 8

 Jesień 1457

Gdy dotarł na obrzeża miasta słońce zmierzało już ku zachodowi. Z wielką radością wstąpił na ubitą ścieżkę i zastanawiał się jak pomimo tak wyraźnego zapachu krwi nie napotkał niczego, co chciało by z tego skorzystać. Stwierdził jednak, że nie ma się już czym martwić i ruszył w stronę miejsca zamieszkania zleceniodawcy. Gdy dotarł w pobliże celu dojrzał znanego już sobie mieszkańca zmierzającego w jego stronę

– Mości łowco i jak? I jak?–  mówił przejęty –  I jak si.. –  Nie dokończył jednak, gdy wzrok jego padł na zrzucony na ziemię łeb wielkiego ptaka, a następnie na krwawiący bok łowcy.

–  Nagrodę dajcie przed mój dom –  rzekł oschle, po czym nie zważając na nie mogącego wydusić z siebie słowa człowieka, ruszył w drogę powrotną do domu.

Dużą część wieczoru spędził zajmując się oczyszczaniem i zszywaniem ran. Nie był to jego pierwszy raz, więc był przygotowany na nieprzyjemności. Osłabiony, obolały i bardzo zmęczony zasnął niemal od razu przykrywając się ciepłym grubym kocem, zabezpieczając jednak wcześniej jego jak i łóżko od krwi wieloma szmatami. 

Następnego dnia wstał w połowie dnia, dalej nie czując się na siłach. Zszedł na dół chcąc dostarczyć organizmowi siły z jedzenia i planując zmienić bandaże zdejmując z siebie te przesiąknięte zastygłą już krwią. Strój leżał niedbale rzucony, z wielką plamą krwi na boku, oręż również czekał na oporządzenie, te rzeczy mogły jednak poczekać. Chcąc wrócił do swojego pokoju, kątem oka zauważył coś przed drzwiami. Był to pakunek zawierający złożoną pelerynę, mieszek z kilkoma monetami i torbę z jedzeniem jak i prostymi zasobami medycznymi. Na jednym z otrzymanych wypieków dostrzegł wzór uśmiechu. Domyślił się kto był jego autorem. Zabrał ten jak i parę innych w raz ze sobą i znów udał się na odpoczynek. 

22 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 4 (cd. Shen)

Jesień 1457

                Uniosła brwi jeszcze wyżej niż wcześniej. Musiał spędzić tutaj naprawdę dużo czasu, skoro ubierając się w jakieś dziwne futra i wysokie buty potrafił z dumą powiedzieć, że pochodzi ze wschodu. Mówił jednak bez żadnego wysiłku i wyjątkowo płynnie jak na tonalny język, którym się w tym momencie oboje posługiwali, więc nie miała podstaw, żeby mu nie wierzyć. Na razie stwierdziła, że lepiej będzie nie chwalić się swoim chwilowym zakazem powrotu do kraju. Mógł końcu być jakimś ukrytym ambasadorem czy kimś, kto mógłby na nią donieść, że dalej nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie… Po szybkim przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw w końcu pokręciła głową, nie do końca dowierzając w to, na co wpadła. Co prawda miała spędzić ten dzień w samotności, ale skoro już jakimś cudem spotkała tutaj kogoś ze swoich stron…

– Niech będzie. Mówisz na tyle płynnie, że jestem w stanie w to uwierzyć – opuściła w końcu wachlarz całkowicie. Skoro mogła zyskać potencjalnego sojusznika, lepiej było nie ciąć go na wejściu. – Czemu w taką pogodę włóczysz się sam po pustym polu? – gdzieś nad ich głowami przetoczył się grzmot, na tyle jeszcze jednak daleki, że na spokojnie zdążyliby wrócić do Karczmy w razie potrzeby. Mężczyzna jakby lekko zawahał się nad odpowiedzią, ale kiedy się odezwał, brzmiał już o wiele bardziej zdecydowanie i władczo niż wcześniej.

– Ćwiczę używanie nowej broni. Dostałem ją od zarządcy Gildii, więc wypadałoby się do niej przyzwyczaić – Shira teraz już w ogóle opuściła wszelką gardę.

– Całkiem zabawne. Wychodzi na to, że należymy do jednej organizacji. Z tą różnicą, że ja jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś konkretny objął dowództwo…

– Możesz się zatem czuć poinformowana. Swoją drogą mówiąc... nie przedstawiłaś się jeszcze – dziewczyna przypięła wachlarz z powrotem do paska i skłoniła głowę na powitanie. Dokładnie tak, jak uczyli ją na wszelkich lekcjach etykiety i poruszania się. Była ciekawa, czy białowłosy rozpozna po tym dokładny kraj jej pochodzenia.

– Shiranui Hikari. Jest mi całkowicie obojętne, czy będziesz używał imienia, czy nazwiska – w jej kulturze imionami zwykle posługiwało się tylko na najwyższych stopniach zażyłości, ale po tych kilku tygodniach spędzonych w Rivocie, gdzie absolutnie nikogo to nie obchodziło, było już jej w tym temacie wszystko jedno.

– Lord Shen – sposób, w jaki wymówił słowo „lord” jasno dało jej do zrozumienia, że raczej nie lubi kiedy pomija się jego tytuł. A więc lord. Zaczęła sobie pluć w brodę, że akurat kiedy miała szansę wpaść na kogoś z arystokracji ubrała się tak mało wyjściowo. Z drugiej jednak strony, mężczyzna dalej miał na sobie typowo zachodnie futro i te okropne buty. Skoro już zdecydował się na tak wysokie to mógł chociaż zadbać, żeby wyglądały elegancko. Zamierzała jednak sprawdzić, czy w takim razie faktycznie zasługuje na miano lorda.

– Skoro ćwiczysz posługiwanie się nową bronią, to może mi potowarzyszysz, lordzie? – starała się z całej siły, żeby nie zabrzmiało to kpiąco. Bezpieczniej było jeszcze poczekać ze wszelkimi uszczypliwościami, dopóki nie przekona się, że mężczyzna faktycznie miał w ręku do tej pory zupełnie inny rodzaj broni.  – W końcu nie za bardzo widzę tutaj cokolwiek co mógłbyś ciąć, a stawiam połowę swojej wypłaty, że w lesie na pewno na coś trafimy – poprawił chwyt na broni i teraz to on zmierzył ją lekceważącym spojrzeniem.

– Dlaczego z góry zakładasz, że z tobą gdziekolwiek pójdę? – zmrużyła oczy i splotła dłonie za plecami.

– Zawsze możesz dalej sam chodzić po polu, wystawiając się na widok wszystkich stworzeń z okolicy. Ja tylko składam uprzejmą propozycję. Kto wie, może nawet się przydam – uśmiechnęła się, specjalnie odsłaniając ostre zęby. Mężczyzna tym razem nawet nie drgnął, wyraźnie czując się coraz pewniej od kiedy okazało się, że Shira nie stanowi dla niego zagrożenia. Dziewczyna lekko zirytowana tą postawą odwróciła się więc i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę drzew. Może i chodzenie po lesie przed burzą było nieodpowiedzialne, ale koniec końców nie skończyła jeszcze zbierać swoich najpotrzebniejszych ziół. Po kilku sekundach usłyszała jednak kroki mężczyzny za sobą. Uśmiechnęła się triumfalnie póki nie widział jeszcze jej twarzy i skupiła na swojej robocie, teraz jeszcze dodatkowo nasłuchując, czy w okolicy nie ma żadnych żywych stworzeń. Lord Shen nie odezwał się na razie ani słowem więcej, a ona nie zamierzała niepotrzebnie przerywać błogiej ciszy. Kątem oka jednak, co rusz kucając elegancko by zebrać kolejne rośliny, obserwowała mężczyznę. Faktycznie poruszał się z gracją, której uczono tylko i wyłącznie na wschodnich dworach. Shira też po dokładniejszym przyjrzeniu się broni musiała mu oddać, że był to dosyć toporny w porównaniu do chociażby lekkiej katany, w dodatku najbardziej zachodni jak tylko się dało miecz, jaki widziała od dawna. Musiała też przyznać, że sama pewnie też musiałaby się do niego przez jakiś czas przyzwyczajać. W dodatku mężczyzna cały czas poprawiał strój, który wyraźnie mu przeszkadzał, więc może nie przebywał w tych stronach aż tak długo? Nie chciała jednak na razie o to pytać, widząc, że tylko by go to zirytowało. A na razie lepiej było go nie irytować.

Kolejne minuty mijały im w milczeniu, dopóki nie zbliżyli się do jednego ze źródeł, które często służyło zwierzętom za wodopój. Białowłosa ponownie skupiła się na kilku roślinach rosnących tuż nad wodą, kiedy z krzaków dobiegł ich nieprzyjemny warkot. Kilka sekund później wyłonił się z nich sporych rozmiarów wilk, w wielu miejscach naznaczony bliznami. Shira uśmiechnęła się sama do siebie, ciesząc się, że wypłata z gildii w całości zostanie u niej. Shen miał swoją okazję do poćwiczenia, a ona mogła popatrzeć. Zanim też więc wilk zwrócił na nią uwagę usunęła się z linii jego ataku i przygotowała swoją broń w pogotowiu. Co prawda średnio chciało jej się bić ze zwierzęciem, ale w ostateczności mogła mu pomóc. Zresztą wilk okazał się być doświadczonym w walce przeciwnikiem, bo pierwszego ciosu białowłosego uniknął. Widać było wyraźnie, że mężczyzna przybrał postawę jak do walki kataną. Teoretycznie mogła ona tutaj zadziałać, ale wyraźnie cięższy miecz po prostu pociągnął jego dłoń za daleko, przez co mężczyzna na sekundę stracił równowagę. Wilk wykorzystał to, i teraz już biegł z powrotem w stronę Lorda Shena. Ten jednak już przyjął postawę na nowo i tym razem biorąc poprawkę na ciężar miecza złapał go oburącz i ciął z zadziwiającą siłą. Wilk wbiegł prosto na tnące ostrze, co zakończyło się dla niego niezbyt przyjemnym chrzęstem i piersią praktycznie przeciętą na pół. Nie obyło się też bez ochlapania mężczyzny krwią, co w jakiś sposób bardzo ją rozbawiło. Obrazem lorda ze wschodu, stojącego we krwi nad ogromnym wilkiem, w dodatku z typowo zachodnim orężem i ubiorem nie miał prawa nigdy powstać. A jednak, właśnie miała taką scenę przed oczami. Sama nie zamierzała się nawet zbliżać do jeszcze drgających czasami zwłok. Nie zamierzała ryzykować, że pojawi się jej ukochana alergia. Zaklaskała więc jedynie parę razy.

– Gratuluję. Może nie był idealnie czyste, ale było to cięcie godne lorda.


<Shen?> 

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 3 (cd. Shiranui)

Jesień 1457

Jego oczom ukazała się młoda kobieta o bardzo jasnej cerze i zdecydowanie wschodnich rysach twarzy. Miała dumne spojrzenie i wysoko uniesioną brodę. Sposób jej mówienia, buta i wyraźnie słyszalny akcent, sugerował mu, że nie tylko pochodzili z podobnych, choć nie takich samych stron, ale i również musiała stanowić część rodziny szlacheckiej. Nie rozpoznawał w niej księżniczki, a takową bez wątpienia by miał okazję spotkać. Miała na sobie za mało wykwintne ubrania, by mogła nią być. Nawet, gdyby została wygnana, zupełnie jak on. Nieznacznie opuścił miecz, choć stale pozostawał w stanie gotowości do odparcia ewentualnego ataku.

– Wychowałem się tam – powiedział nieco wymijająco. Nie chciał, by podejrzewała go o to, skąd dokładnie pochodzi. Z której rodziny, z jakiej dynastii... Może już kiedyś się widzieli na którymś z dworów. Być może zwyczajnie jej nie rozpoznawał z powodu zbyt dużej różnicy wieku. Mogła dojrzeć od tego czasu, wypięknieć... W jej oczach jednak nie było cienia rozpoznania. Postanowił to wykorzystać najdłużej, jak tylko będzie w stanie.


<Shiranui?>

21 sty 2023

Od Regisa "Odbudowa" cz. 4 (cd. Avrion)

 Jesień 1457

– Nie móc być częścią Gildii, bo woli się mieszkać we własnym domu, zamiast w lichym namiocie? Nie brzmi to rozsądnie. – Odpowiedział rozmówcą, wyczuwając jednocześnie nie do końca zrozumiałą niechęć i zaborczość.

– Tak byłoby dla wszystkich wygodniej – Stwierdził ciemnowłosy mężczyzna, który wrócił w międzyczasie do swoich zajęć, nie uczestnicząc już w rozmowie twarzą w twarz. – Oczywiście wszystkich z Gildii.

– Zakładasz, że do niej nie należę?

– Bardziej, że należeć nie będziesz.

– Avrionie, spokojnie. Nie chcemy negatywnie nastawiać potencjalnych członków, choć rzeczywiście, wolelibyśmy mieć wszystkich w jednym miejscu. – Powiedział spokojnie starzec, nie odwracając wzroku od łowcy, w porównaniu do reszty osób.

– Z jednej strony rozumiem podejście, cieszę się również z odbudowy, ale takie podejście nie będzie służyć współpracy. Jeśli będziecie zbyt uparci, wobec swoich postanowień, cóż…życzę powodzenia. – po tych słowach odsunął się od zgromadzenia – Jeśli będziecie czegoś potrzebować, mieszkam na południowy wschód od miasta. Nie powinniście mieć problemów ze znalezieniem mojego domu. Na razie was żegnam, widziałem, co chciałem. – Pożegnał się i ruszył w drogę powrotną.

Wieść o odbudowującej się gildii nastawiała go pozytywnie, nie był za to pewny czy sposoby i osoby się tym zajmujące są odpowiednie. Stary łowca sprawiał wrażenie doświadczonego, stawiającego na swoim twardą surową ręką. Od drugiego czuł, że postać przybysza nie pasowała mu. Mimo wszystko pozostało czekać na rozwój spraw.


C.D. Avrion

Od Avriona "Odbudowa" cz. 3 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Łowca, myśliwy, rzeźnik, powtórzył w myślach Avrion. Ktoś tu musi mieć dość wybujałe ego. Kiedy zmierzył ich wzrokiem, z trudem powstrzymał drgający kącik ust. Dzieje się, to prawda. Musiałeś być jednak zbyt zajęty, by to zauważyć, dodał w myślach.

– Zostałem oficjalnie mianowany Wielkim Mistrzem Nowej Gildii Łowców. Wiele lat temu, największą skutecznością okazało się podzielenie Gildii na sekcje, które miałyby sprawować różne role. Jednoczeniu sprzyjają wzajemne kontakty, wobec czego stawiamy namioty przysługujące poszczególnym grupom. Są równe, różnią się wyłącznie kolorami. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, jak to mawiają. Jestem absolutnym zwolennikiem tego powiedzenia – tłumaczył Lestat.

Shen od czasu do czasu zerkał zza połów namiotu. Nie widział Regisa, ale za to patrzył pytająco na Avriona. Kiedy w końcu odwzajemnił spojrzenie, białowłosy odwrócił wzrok, udając całkowicie skupionego rozplątywaniem ciężkiego materiału.

– Czy jest to obowiązkowe? – zapytał "rzeźnik".

– Jeśli chcesz być częścią Gidii, to tak – wtrącił Avrion, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z Regisem. W końcu wbił ostatniego, najbardziej uporczywego, śledzia w ziemię.

– Niekoniecznie, młodzieńcze – zaczął starzec – Nikt nie jest w stanie go zmusić. Jeśli jednak nie postanowi się z nami jednoczyć, moglibyśmy poważnie rozważyć jego rolę w Gildii i zdecydować się, by nie był jej częścią.


<Regis?>

Od Regisa "Kury w opałach" cz. 7

 Jesień 1457

Znów były daleko poza jego zasięgiem. Żałował, że nie posiadał wtedy broni na taki dystans. Najlepsza była by kusza, lecz ostatnia jaką posiadał, dawno została zniszczona. 

Oczekiwał ataku, gdy stwory rozdzieliły się, chciały zaatakować z różnych stron jak wcześniej, lecz ich tym razem było mniej, a łowca nie miał już ochrony magicznej. Chciał znów użyć boli, obawiał się jednak, iż tym razem sztuczka nie zadziała i miał rację. Rzucając ją w jedną z nich, która zdecydowała się pierwsza zaatakować, chybił a Harpia bez przeszkód zmierzała wprost na niego. Zasłonił się lewą ręką, na której specjalnie wzmocniony pancerz służył jako tarcza. Wielkie szpony zacisnęły się na niej, a ciężar ptaka powalił przeciwnika i wytrącił miecz z dłoni. Głowa pokryta ciemnymi piórami, przeplatanymi co jakiś czas jaśniejszymi przebłyskami, odchyliła się prezentując okazały dziób, który z całych sił miał wbić się w ofiarę, lecz ta nie poddała się tak łatwo. Kolejny czar kinetyczny, na którego energia zbierana była od rzucenia boli uderzył w ciało potwora zrzucając je na podłoże. Ten jednak szybko z niego się podniósł i wraz z pomocą potężnych skrzydeł skoczył znów próbując wbić szpony, tym razem jednak nie one się wbiły. Nóż, który lata temu dostał za pomoc pewnemu zamożnemu handlarzowi przebił szyję rozcinając najważniejsze jej części, a kolejne pchnięcie wbitym już ostrzem niemal odcięło cały łeb. Bestia padła martwa na glebę. Łowca nie zachował jednak pełni ostrożności, podnosząc się z miejsca walki poczuł podobne uderzenie co chwilę wcześnie, tym razem wtórował temu jednak przeszywający ból idący z lewej strony talii. Ptak zaatakował, a naturalny oręż znajdujący się na jego łapach znalazł lukę w pancerzu, przebijając materiał i wbijając się w ciało. Powalony na kolana czuł, że druga łapa w każdej chwili może doprowadzić do podobnej sytuacji, a dziób szybko zakończyć jego żywot. Z całych sił obrócił się przewracając się wraz z napastnikiem, ten jednak wzbił się z powrotem w powietrze, a wyrywając szpony jeszcze bardziej powiększył powstałe rany.

Łowca krwawił, póki jednak walka trwała nie miał czasu na poprawę sytuacji, musiał to szybko zakończyć. Ptak znowu szykował się do ataku. Leciał między drzewami szykując się na spotkanie. Regis używając reszty mocy magicznej jakiej mógł użyć wyciągnął rękę ku zbliżającemu się wrogowi. Gdy ten był już blisko znów błękitna poświata zamieniła się w lodowy pocisk, który z całą siłą wbił się i rozerwał nadchodzące zagrożenie. Krwawiące resztki opadły, a chmara kropel krwi ochlapała podłoże jak i łowcę, który znów upadł na kolana z wyczerpania walką, zaklęciami jak i ranami. 

Poluzował paski stroju i podwinął go na tyle ile mógł, nie chcą go zdejmować, przez wzgląd na niesprzyjającą chłodną pogodę. Odsłoniły się przed nim szramy, z których leciała czerwona ciecz. Wyciągnął jeden z kamieni i przymocowaną do paska niedużą sztywną sakwę. Pobierając magię z zielonkawego kryształu, zatamował na jakiś czas krwawienie prostym zaklęciem, a z pojemnika wyciągnął podręczne opatrunki, które do powrotu do domu musiały mu wystarczyć.

Po skończonej czynności wstał, podniósł wytrącony oręż, a następnie złapał jedno z trucheł pozbawiając go głowy, którą przymocował do pasa.

Ruszył w drogę powrotną. Szedł powoli czując wyczerpanie. W połowie drogi przystanął nad ciekawym i niepokojącym wyjątkowo dużym, nie do końca zatartym jeszcze śladem przypominającym psi, jak i niedźwiedzi, nie to jednak okazało się w tej chwili jego głównym zmartwieniem. Rany otworzyły się.

– Kurwa –  powiedział do siebie, używając jednocześnie kolejnego kryształu.


C.D.N.

Od Pila "Kartki" cz. 7

Jesień 1457

 Gdy tylko słońce pojawiło się na horyzoncie, Pil wstał ze swojego łoża składającego się z paru książek, bagażu i sterty poszarpanych ubrań, które znalazł w torbie. Zaspany Pil wytargał się spod wielkiego płaszcza, służącemu mu jako kołdra i mocno przeciągnął się po niewygodnej nocy. Nie tracąc ani chwili więcej, ruszył po krętych schodach na piętro, aby pożegnać się z Leonardem.

– Dzień dobry, panu - powiedział z lekkim uśmieszkiem Listig.

– Witaj, chłopcze - odparł łagodnie starzec.

– A więc czas się pożegnać? - zapytał z widocznym smutkiem na twarzy.

– Na to wygląda - odparł równie zawiedziony starzec. - Ale pamiętaj, młodzieńcze, że zawsze jesteś tu mile widziany - dodał.

– Dziękuje bardzo. Gdziekolwiek mnie wiatr poniesie, obiecuję wrócić nim minie jesień.

– Rad jestem z tego faktu… A teraz ruszaj, rano znajdziesz wiele wiewiórek w pobliskim lesie.

Łowca przytaknął jedynie lekkim ruchem głowy i ruszył na parter. Jednakże, gdy tylko stanął na pierwszym stopniu, mentor wywołał jego imię:

– Pil! - wykrzyknął. - Nigdy nie miałem okazji podać Ci mojego nazwiska… Moje pełne imię brzmi Leonard “Spokojny” Olavsson. Jednakże, jesteś moim przyjacielem, proszę, abyś zwracał się do mnie po imieniu. - wyjaśnił z dumą.

– Oczywiście, pa… - przerwał chłopak. - Leonardzie!

– Haha… - zaśmiał się zadowolony siwowłosy. - A teraz ruszaj! Mają o tobie śpiewać pieśni i pisać opowiadania! Zostań największym magiem i łowcą jakiego ten świat poznał! - wykrzyczał.

Listig odpowiedział mu jedynie drobnym uśmiechem, jakby już wyobrażał sobie swoją niesamowitą podróż. Zbiegł na parter, zarzucił bagaż na plecy i otworzył skrzypiące drzwi. Pospiesznie wybiegł przepełniony determinacją w stronę lasu jako wprawiony czarodziej.