Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

11 lip 2022

Od Pedra „Wycieczka krajoznawcza” cz. 1

 Wiosna 1457

Nie otrzymawszy odpowiedzi na pukanie, Pedro nacisnął klamkę pokoju, który wynajmował jego brat. Wtedy potwierdziły się jego przypuszczenia; ktoś tu nie pomyślał, że istnieje coś takiego jak klucz i zamek. Carlos nie skojarzył, że te dwie rzeczy mają ze sobą związek; zeszłego wieczoru myślał raczej o związku z płcią piękną. I o alkoholu.
Przy akompaniamencie szczęknięć pełnego rynsztunku, Pedro wparował bezceremonialnie do pomieszczenia. Oczywiście, zastał brata jeszcze pod pierzyną.
– Carlos!
Zero odpowiedzi.
– Carlos, za dwie minuty idziemy w teren – zakomunikował Pedro.
Spod pierzyny wydobył się jakiś nieokreślony dźwięk zmęczenia i zrezygnowania.
– Nie podlega to dyskusji – dodał starszy z braci.
– A śniadanie? – zapytał Carlos, wynurzając spod kołdry nos.
– Najpierw wyprawa.
– Na pusty żołądek? – jęknął młodszy mag.
– Jesteś magiem czy koneserem? A może królewskim testerem jakości posiłków? – Pedro szybkim ruchem ściągnął z brata pierzynę. Carlos zwinął się przez nagły atak zimna i rażącego słońca.
– Choć raz mógłbyś trochę odpuścić. Wiesz, że jestem zmęczony po wczoraj.
Pedro złapał Carlosa za ucho jak małe dziecko.
– Au, au, au! Co ty robisz?! – Młodszy czy chciał czy nie chciał, musiał wstać.
– Ubieraj się. Nie pójdziesz w teren w koszuli nocnej.
– Pewnie czujesz się teraz głupio, nie mam na sobie koszuli nocnej. Poszedłem spać w tym, co miałem na sobie!
– To by wyjaśniało odór – rzucił Pedro. – Masz półtorej minuty żeby się przebrać. Czekam na dole.
<C.D.N.>  

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 7

 Wiosna 1457

Był to ostatni dzień stażu. Diego przeczytał swojemu przełożonemu kilka rozdziałów traktujących o ziołach i eliksirach. Wszystkim towarzyszyły piękne ilustracje składników opisywanych mieszanek.
– Czyli podstawą tych przepisów jest coś, co nie występuje w tym wymiarze dobrze rozumiem? – Zapytał Diego, przyglądając się recepturom na stronach.
– Kiedyś nie występowało, mój drogi – doprecyzował stary mag. – Zostało tu sprowadzone i kultywowane przez pokolenia tak długo, że obecnie rośnie dziko w miejscach starych osad.
– Bardzo ciekawe – przyznał Diego. – Jak wyglądają inne wymiary?
– Mogą przybierać najróżniejsze formy – Kruk podniósł oczy do góry. – Przechodząc do innych wymiarów możesz przenosić się zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. – Opuścił wzrok z powrotem na Diego. – Jest to jednak nadal dziedzina niezbadana. Nie wiemy o niej tyle, żeby takie podróże były bezpieczne.
– Co się stało z tymi, co próbowali?
– Ja tego nie wiem – mruknął mag. – Może miałem coś o tym w którejś z książek... Ale wiesz z kim powinieneś porozmawiać? Ach, nie... On wyjechał z miasta parę miesięcy temu i jeszcze nie wrócił.
– Kto? – spytał Diego.
– Pedro Underhill; mag. Jest łowcą, tak jak ty. Wejść! – Kruk wykrzyknął nagle ochrypniętym głosem.
Uszu Diego sięgnął odgłos zawiasów drzwi frontowych. Chwilę potem, w izbie pojawił się jakiś człowiek; wyglądał na wprawionego podróżnika. Przez ramię miał przewieszony tobołek, a w dłoni trzymał jakieś zawiniątko.
– Mam przesyłkę dla pana... – spojrzał na świstek, który miał ze sobą.
– To ja – powiedział krukowaty, zanim ten dokończył.
Diego spojrzał na swojego przełożonego. Dziwne, gdyby Diego dostawał Ora za każdy przypadek, w którym nie poznał imienia osoby z którą pracował... miałby dwa Ora. Nie jest to dużo, ale dziwne, że przydarzyło mu się to więcej, niż raz.
Szkoda, że nie było dobrej okazji dla Diego na podanie własnego imienia. Szczerze wolałby być nazywany „Diego”, a nie „zamaskowany”, „mój drogi”, bądź „młodzieńcze”.
Krukowata bestia wstała z miejsca i odebrała swoją przesyłkę. Posłaniec ukłonił się, po czym wymaszerował na zewnątrz. Tymczasem mag położył zawiniątko na stole i zaczął je odpakowywać. Spod warstw materiału zabezpieczającego cenną zawartość, wydobył parę okrągłych szkieł w pozłacanej oprawie. Od razu umieścił je na swoim dziobie.
– Ach! Odzyskałem wzrok! – zawołał. Odwrócił się, by spojrzeć na swojego, od niedawna, ucznia.
– Sprawdzą się? – zapytał Diego pogodnie.
– Podaj mi jakąś książkę. Jakąkolwiek – poprosił kruk.
Kuglarz-łowca wykonał polecenie. Nawet nie sprawdził, o czym traktowała. Bestia otworzyła tomisko na pierwszej-lepszej stronie i zaczęła wodzić wzrokiem po tekście.
– Obawiam się, że.... – zaczął mag, znów spoglądając na Diego. – Tutaj kończy się nasza współpraca, mój drogi.
– To była prawdziwa przyjemność – odparł kuglarz-łowca. Podniósł ostatnie notatki, które miał do zabrania i skierował się do wyjścia. Drzwi jednak trzasnęły przed jego nosem. Przeciąg..?
– Ależ nie mogę cię wypuścić bez żadnego dowodu wdzięczności! – zaprotestował mag.
– Naprawdę, nie trzeba. Wystarczy, że...
– Wybierz sobie jedną z książek. Od dzisiaj będzie twoja – zarządził kruk.
– Mam inny pomysł, proszę pana. Pan zachowa wszystkie swoje książki, a ja po prostu zajrzę znów do tej kamienicy, jeśli będę kiedyś chciał coś wypożyczyć.
– Zgoda – mag uśmiechnął się serdecznie. – Obyś odnalazł to, czego szukasz, Diego – dodał na pożegnanie.

10 lip 2022

Od Pedra „Nie płacz, bo już dość” cz. 2 (cd. Carlos)

 Wiosna 1457

– Dokąd w ogóle idziemy? – westchnął Carlos. – Daleko jeszcze?
– Może gdybyś dał mi w spokoju przeanalizować mapę to bym wiedział czy jesteśmy blisko terenów zabudowanych czy nie – odparł Pedro, marszcząc swoje krzaczaste brwi.
Carlos przewiesił lutnię przez ramię i wsunął ręce do kieszeni. Jednak błogą ciszę zachował wyjątkowo krótko. Po chwili zaczął wygwizdywać tę samą melodię, co wcześniej. A kiedy przestał...
– Jestem głodny.
– Mamy jeszcze zapas suszonego mięsa – zaznaczył Pedro.
– Ale ono mi nie smakuje – odparł Carlos. – Zajeżdża jak podeszwy butów.
– Przestań zachowywać się jak rozpieszczony bachor – burknął starszy z braci. – Albo jesz co mamy albo nie zawracaj mi głowy.
Znów na chwilę nastała cisza. Pedro przyjął ją z ogromną ulgą i radością. Już-już prawie udało mu się odczytać coś z mapy, kiedy Carlos znów się odezwał:
– Zagramy w coś? Nudzę się.
– Zwariuję zaraz – powiedział cicho Pedro. – Jak tak dalej będziesz mielić ozorem to nigdy nigdzie nie dojdziemy. Kręcimy się w kółko – Uderzył ręką mapę.
– Dopiero teraz to zauważyłeś? – zapytał uszczypliwie Carlos.
– Skoro taki z ciebie as, dlaczego to nie ty prowadzisz, hm? – Pedro zatrzymał się i odwrócił w stronę brata. Ten odrobinę się skurczył pod jego spojrzeniem.
– He... he... wiesz, że nie potrafię czytać map.
Starszy z magów nabrał w płuca dużo powietrza i wypuścił je przez usta.
– Robimy postój – zarządził. – Ty idziesz po drewno na ognisko.
– A ty co, będziesz sobie siedział, tak? – oburzył się Carlos.
– Tak. Dopóki nie znajdę kierunku, w którym powinniśmy iść. Jakieś pytania?
– Nie, żadne, Wasza Wysokość – rzucił młodszy z braci. Po tym, wsunął ręce z powrotem do kieszeni i poszedł w kierunku pobliskich drzew, mamrocząc coś pod nosem; zapewne przedrzeźniał brata.

<Carlos?>

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 6

 Wiosna 1457

Planując kolejne dni, Diego przeznaczał coraz więcej i więcej czasu na przeglądanie po godzinach ksiąg starego maga. Kwestia pamięci, na którą trafił całkiem przypadkiem, zaintrygowała go, ale wkrótce przez jego ręce zaczęły też przechodzić wydania, po które naprawdę tu przyszedł - źródła inspiracji! Wkrótce temat magii i wspomnień spłynął na dalszy plan w rozpisce zadań Diego. Kuglarza pochłonęły tematy wypraw, talentów ludzi (i nie-ludzi) zza mórz. Jego notatki zajmowały coraz więcej kartek; stary mag użyczył mu nieco czystych stron, żeby jego uczeń nie tracił czasu na bieganie po mieście w poszukiwaniu nowych.
Kiedy Diego wreszcie miał do czynienia z książkami, których treść w większości rozumiał, nabrał nowego zapału. Pomysły same do niego przychodziły; czy to na modyfikacje swoich już istniejących sztuczek, czy też na zupełnie nowe układy. Do tego dowiadywał się o potworach i stworzeniach z różnych krańców świata; idealny materiał na opowiadanie nowych bajek przypadkowym dzieciom podczas występów. Oraz Rickowi i Lucy, jeśli Diego kiedyś wróci do opieki nad nimi.
Pomysły na nowe popisy Diego często ilustrował; przynajmniej na tyle, na ile potrafił. Jego rysunki przypominały malowidła naskalne, ale dało się z nich odczytać, co autor miał na myśli.
Upływały kolejne dni. Mężczyzna uzbierał cały stos notatek; nawet nie wiedział jak przetransportuje je wszystkie do domu.
– Nie musisz ich wszystkich wynosić dzisiaj. Przenoś je po trochu – poradził krukowaty.
– Ma pan rację – powiedział Diego.
– Bardzo się ożywiłeś przez te ostatnie dni – zauważył mag. – Książki zawsze tak na ciebie działają, młodzieńcze?
– Po prostu znalazłem w nich to, czego szukałem.
– Na pewno? – kruk podniósł brew.
Diego otworzył usta, żeby potwierdzić, ale w jego krtani nie powstał żaden dźwięk. Czego jeszcze mógłby potrzebować poza nową motywacją, lepszym nastrojem i nowymi pomysłami? Stary mag podszedł bliżej mężczyzny i trącił go laską.
– Skąd pochodzisz, mój drogi?
– Z lasu – odparł krótko Diego.
– Nie mieszkałeś tu zawsze – było to raczej stwierdzenie, a nie pytanie.
Diego odłożył trzymany plik kartek na ławę. Na chwilę zapanowała w pokoju cisza; nie była ona absolutna, bo nadał dało się słyszeć trzaskanie ognia w kominku.
– Ma pan rację – powiedział wreszcie Diego.
– Nie wiesz, skąd pochodzisz? – zapytał z pożałowaniem mag. – Obawiasz się, że usunięto ci pamięć?
– Najgorsze jest to, że nie wiem. Nie wiem, czy ktoś zrobił to celowo, czy jest to tylko przypadek.
Mag wyciągnął dłoń i zdjął z głowy Diego jego czapkę. Dokładnie zbadał jej kształt dłońmi, bo brak okularów nie pozwoliłby na przyjrzenie się.
– Przybyłeś z bardzo daleka. Nawet ja, pomimo mojego wieku, nigdy nie widziałem takiego nakrycia głowy. Żaden podróżnik, żaden przyjezdny nigdy nie miał ze sobą czegoś takiego.
– A co pan myśli o masce? – zapytał Diego, otrzymawszy swoje nakrycie głowy z powrotem.
– Masce? – mag wysilił oczy. – Ach faktycznie, nosisz maskę! Myślałem, że masz po prostu pomalowaną twarz i słabą mimikę.
Diego uśmiechnął się lekko nad tą uwagą. Rozbawiła go.
<C.D.N.>

9 lip 2022

Od Regisa "Nowy dom" cz.3

Lato 1457 

Od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu. Do tej pory zdarza się Łowcy znajdować drobne kości ofiar Koszmarów, choć dom w całości przeszedł wielką zmianę. Okna wcześniej pozarastane przez obrastające dom rośliny i pozastawiane przez potwory by nie przepuszczały światła, dziś wpuszczają promienie rozjaśniające wnętrze. Wszechobecny kurz i syf został uprzątnięty. Przeżarte elementy umeblowania w większości wymienione a ubytki w głównej części budowli zreperowane. Teren wokół domu również jest w lepszym stanie.  Dom nadawał się w pełni do mieszkania, nie był to jednak stan jaki jego aktualny właściciel chciał zostawić. Było jeszcze sporo do zrobienia, a na to potrzeba czasu i funduszy. 

- Oby przyszły rok był dla ciebie bardziej owocny- powiedział wstając z kolan i otrzepując się z resztek ziemi i trawy, które zabrał ze sobą w krótką podróż w górę. Właśnie skończył zalepiać szparę w jednej z zewnętrznych ścian domu wcześniej przygotowaną zaprawą. Chciał zostawić dom w jak najlepszym stanie przed nastaniem chłodnego okresu roku. Ciężkie warunki mogły by skomplikować sprawy w najmniej chcianym momencie, a te za nie długo mogły się zacząć. Połowa sierpnia już przemijała, a na tych terenach lato nie trwa tak długo jak na południu.  

Wrócił do wnętrza budynku. Właśnie skończył się przebierać ze stroju do brudnych prac w coś bardziej codziennego, gdy usłyszał głośne pukanie. Goście już mu się zdarzali. Odkąd sąsiedzi dowiedzieli się o jego szerokim wachlarzu umiejętności, czasami składali mu wizyty z prośbami o pomoc, to jednak nie było pukanie sąsiadów. Silne powolne uderzenia wskazywały na kogoś z kim aktualny właściciel nie miał jeszcze styczności. Podszedł do drzwi, przekręcił zamek i je otworzył. Przed progiem domostwa ujrzał mężczyznę. Nie był on już młodzieńcem. Szeroko zbudowany, odziany w stare, łatane w wielu miejscach ubranie z grubym pasem, na którym dojrzeć można było wysłużony nóż myśliwski. Twarz miał niewielką, widoczne było, że higiena nie jest jego mocną stroną. Resztka włosów pozostałych na jego głowie lśniła od przetłuszczenia. Uśmiechał się ukazując niepełny zestaw uzębienia.  

- W jakiej sprawie pan przychodzi? - rzekł Regis spoglądając podejrzliwie na nieznajomego. Widywał wielokrotnie już tego typu osoby, niemalże zawsze zwiastowały one kłopoty. 

- A tam od razu w sprawię. Przywitać się nie wolno. - odpowiedział przybysz z lekko szyderczym uśmiechem. 

- Nowy sąsiad? -spytał łowca 

- Nie do końca, ale można powiedzieć, że niedługo zamieszkam w tej okolicy. Ładny dom tak, poza tym, na pewno przytulnie się w nim mieszka. Podobno potwory miały w nim gniazdo. -rzucił ku rozmówcy przybysz rozglądając się jednocześnie. 

- Ano, miały. Ale od tego są łowcy by się ich pozbywać. A dom faktycznie, niczego sobie. Prosiłbym jednak o przejście do sedna, jest tu pan w konkretnej sprawie, prawda? -rozmowa go męczyła i chciał ją jak najszybciej zakończyć. 

- Więc tak się sprawy mają. No dobrze. Słuchaj, mi i moim kolegom podoba się ten budynek i chyba go sobie weźmiemy. Nie za bardzo masz do gadania. Chcieliśmy być mili, więc dajemy ci trzy dni na wyprowadzkę. -przegiął 

- Wie pan co. Spierdalaj. Chcecie swój dom to sami o niego zadbajcie. - w tym monecie zaczął zamykać drzwi i wracać do środka, gdy ręka przybysza złapała go za przedramię 

- Młodzieńcze, chyba nie rozumiesz. Albo będzie po naszemu, albo w ogóle, ale jeśli chcesz “pomówić” to zapraszamy na uliczkę Żwirową, dla wszystkich będzie prościej. Ale chyba wiesz co cię tam czeka. - po tych słowach odwrócił się i spokojnym chodem kierował się do miasta. 

- Żwirowa co? Kiedyś w końcu musiałem stamtąd komuś podpaść. - skrzywił się, nie planował w takich okolicznościach pojawiać się w sekcji wszelkiego rodzaju rozbójników, złodziei i innych rzezimieszków, choć paradoksalnie mógłby się tam wpasować. 

Nie chciał tracić czasu. Zdecydował. Następnego dnia pójdzie im złożyć wizytę. 

<C.D.N.>             

Od Pedra „Nie płacz, bo już dość” cz. 1

 Wiosna 1457

– Ooo Anastazjooo! O nie płacz, bo już dość! – wykrzyknął na cały głos Carlos, przejeżdżając ręką po strunach lutni. Wyprzedził brata i szturchnął go w bok. – A ktoś tutaj powinien wyluzowaaaaać! – dokończył wers piosenki, ewidentnie przerobiony na potrzebę sytuacji.
Pedro odsunął się od młodszego. Spróbował mimo wszystko skupić uwagę na drodze zaznaczonej na mapie. Dążył do tego, by znaleźć chociaż jeden element przypominający ich otoczenie; chociaż jeden punkt, po którym mógłby rozpoznać, gdzie konkretnie są.
- Ooo Anastazjooo! O nie płacz za mną, nie! - wykrzyknął młodszy z braci, prawie trafiając w odpowiednią nutę. Zupełnie jakby mijał się z właściwym tonem specjalnie, by jeszcze bardziej drażnić brata. Znów uderzył struny instrumentu. Ich dźwięk rozlał się po całej okolicy.
Gdzieś na dnie umysłu Pedra pojawił się pomysł, żeby zniszczyć mu tę lutnię; źródło koszmarnie denerwujących dźwięków. Najlepiej by było zrobić to o jakąś skałę. Carlos trochę by lamentował, ale w końcu by mu przeszło...
Chociaż nie, jest inny sposób, żeby go uciszyć.
– Jak dalej będziesz się tak drzeć usłyszy nas jakaś wyverna.
– Ta, jasne – zaśmiał się Carlos. – Czekaj, to ten latający smok?
– Mhm...
Na twarzy młodszego z braci można było teraz zobaczyć dość nietęgą minę. Powoli opuścił lutnię. Pedro uśmiechnął się pod nosem. Co jak co, ale straszenie braciszka zawsze mu wychodziło. Jednak dopiero z czasem nauczył się to odpowiednio wykorzystywać.
<C.D.N.>

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 5

 Wiosna 1457

Niezwykłe, jaka wiedza kryje się w starych księgach. Szkoda tylko, że Diego mógł zrozumieć tylko jej część, bo o magii wiedział... naprawdę niewiele. Często nie rozumiał słów, lub sformułowań, które czytał na głos z pożółkłych stron. Nie chciał jednak przerywać czytania i prosić o wyjaśnienia. Niepotrzebnie odwracałoby to uwagę słuchającego go maga od właściwej treści zdań.
– O, czyli wcale nie popełniłem wtedy błędu – powiedział stary kruk, kiedy dotarli do końca rozdziału. – Rozumiesz, mój drogi, czasem wydaje ci się, że coś wiesz. Jesteś prawie pewien. Ale jest to uczucie ulgi, jeśli masz jakieś potwierdzenie.
– Jeśli można... czego dotyczył ten czar? – Diego dopiero teraz pozwolił sobie na jakiekolwiek pytanie.
– Zmiany formy. Zmiany z człowieka w żabę!
Kuglarz-łowca pokiwał głową. Spojrzał na koniec rozdziału, który przed chwilą czytał. Pomyśleć, że cały czas mowa była o zaklęciu, o którym wiedział nawet pospolity człowiek. Słowa, których użyto na tych stronach były dość... trudne.
– To wszystko, co chciałem sprawdzić w tej księdze. Możesz ją odłożyć na miejsce.
Diego wstał z krzesła i poszedł do jednego z wielkich regałów. Ostrożnie wsunął wydanie z powrotem między jego pobratymców; dokładnie tam, gdzie miało swoje miejsce.
– Która jest następna? – zapytał mężczyzna.
– Będzie pod P. Musisz wejść na drabinę.
Diego podsunął sobie wspomniany obiekt, by wspiąć się do wyższych półek.
– Zatytułowano to „Pamięć i zapomnienie” – dodał krukowaty mag.
Diego od razu przystąpił do poszukiwań. „Pamięć i zapomnienie”... „Pamięć i zapomnienie”... „Pamięć i zapomnienie”? Jeśli ta książka traktuje o tym, co sugeruje tytuł, może...
– Masz? – zapytała bestia.
– „Pak...”, „Pal...”, „Pam...” – mruknął Diego. – Mam – Wyciągnął z zaszczytnego miejsca na półce wspomnianą książkę, wziął ją pod pachę, po czym zgrabnie zjechał z drabiny na podłogę.
– Czego szukamy? – zapytał maga.
– Poszukaj rozdziału o amnezji. Chodzi o jego koniec.
Diego zaczął kartkować wydanie. Zajęło to kilka chwil, ale wreszcie znalazł interesujący ich obu rozdział. Przeczytał:
– „Wielu uznaje tę przypadłość wywołaną zaklęciem, za nieuleczalną”...
– Czytaj dalej.
– „Ja jednak wierzę, że istnieje sposób, by odwrócić działanie takiego czaru.”
– Poweselałeś, mój drogi – zauważył mag.
Diego zdał sobie sprawę, że kruk miał rację. Głos kuglarza był chwilę temu znacznie donośniejszy, niż zwykle.
– A pan też w to wierzy? – Z iskierkami nadziei w oczach świeżo upieczony stażysta spojrzał na podstarzałą bestię.
– Nie jest to moja dziedzina. Nie mam z tym doświadczenia. Ale nie wybierałbym do swojego księgozbioru byle czego!
Diego jeszcze raz spojrzał na czytany niedawno wers. Jeśli jest tak, jak twierdził Ting i luka w jego pamięci jest wywołana zaklęciem, czy to znaczy, że da się odzyskać te wspomnienia? Jest to możliwe? Diego wyciągnął kawałek kartki i zaczął sobie notować to, by na pewno, na 100% niczego już nie zapomnieć.
– Co tam skrobiesz, młodzieńcze?
– A, zapisuję sobie, żeby... – Diego urwał. Uznał, że nie chce jednak nudzić starego maga swoją historią. Nie po to tu jest. Ma zadanie do wykonania. Chrząknął. – Czy to wszystko, co pan chciał sprawdzić w tej księdze?
– Możesz ją zostawić tutaj na stole. Możesz do niej wrócić później – rzekł krukowaty. – Coś ci się należy w zamian za twoją nieocenioną pomoc.
– O... Dziękuję – Diego uśmiechnął się serdecznie. Mag wyglądał, jakby to zauważył, nawet pomimo maski zasłaniającej całą twarz kuglarza.
– Ależ nie ma o czym mówić. Dopóki pełnisz tu staż, wszystkie książki są do twojej dyspozycji.
<C.D.N.>