Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

10 lut 2023

Od Regisa "Bestia ze szlaku" cz. 1

 Jesień 1457

Chłodne jesienne południe na rynku mijało bez zastrzeżeń. Handel odbywał się jak zwykle, w szumie rozmów klientów i wychwalających swe towary sprzedawców.

– Jeszcze trochę tej zielonej tkaniny. –  powiedział Regis do znajomego handlarza.

–  To tyle czy coś jeszcze ci podać?

–  To chyba tyle. Dzięki.

– Jeszcze moment, mam coś, co może cię zainteresować. – Głos kupca zmienił ton. Łowca wiedział, że nie chodzi już o kwestie zwykłych zakupów.

– Wczoraj do miasta przybył handlarz z Birme. Oprócz swojego asortymentu przywiózł zlecenie, które może cię zainteresować. Jeszcze nie zostało powieszone, więc radzę się pośpieszyć. 

– Gdzie go znajdę?

– Zatrzymał się w karczmie, tu na rynku.

– Dzięki za informacje. Powodzenia Bertramie. – w trakcie tych słów dorzucił do zapłaty  za tkaniny kilka monet więcej, po czym ruszył w swoją stronę.

Dojście do celu nie zajęło mu długo. Po otwarciu drzwi jego oczom ukazała się mu duża sala z wieloma stołami, które przez dość wczesną porę nie były w pełni zajęte. Nie było to najgorsze miejsce, w jakim bywał, do miana porządnego zajazdu było mu jednak daleko. Krocząc środkiem pomieszczenia, rozglądał się za potencjalnym, przyszłym pracodawcą.

– Czego dziś szukamy? – Słowa padły nagle zza pleców łowcy. Wypowiedziała je młoda bestia łasica szybko i zwinnie przechodząca przed przybysza, trzymając jednocześnie tacę z opróżnionymi kuflami po jęczmiennym napoju. – Może miejsca na chwilę z ciemnym piwem?

– Nie tym razem. Podobno ktoś ma ciekawe zlecenie, którego jeszcze nie wystawił.

– Potwór ze szlaku. Tam, dwa stoliki dalej.

– Dziękuję Leokadio.

– Nie ma za co. Wróć jeszcze i dorzuć napiwek. – Zaśmiała się lekko, po czym równie szybko jak się pojawiła, zniknęła, zajmując się dalszą częścią swojej pracy.


C.D.N.

9 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 12 (cd. Shen/Avrion)

 Jesień 1457

Shira jęknęła cicho widząc, jak mężczyzna pochyla się do przodu i popisowo uderza twarzą w mokrą trawę. Dwa trupy, coraz bardziej boląca ręka, smród, burza, pożar… A teraz jeszcze to.

– No chyba sobie żartujesz ze mnie – definitywnie jednak nie żartował, dalej leżąc twarzą w dół. Przemknęło jej przez myśl, że w sumie najchętniej by go tu zostawiła. Miała jednak definitywnie u niego dług za tą ściętą głowę. No i dalej nie dostała swojej krwi. To, że mężczyzna nie wiedział o jej planie nie znaczyło, że nie był zobligowany do wzięcia w nim udziału. Wręcz przeciwnie. Wzdychając więc ciężko i modląc się do wszelkich możliwych bogów, żeby po drodze nie było za dużo przeszkód ukucnęła obok Lorda. Miał wciąż wyczuwalny puls, więc przynajmniej wiedziała, że nie zszedł na zawał. Nie miała za bardzo czasu sprawdzać czym się zatruł, jeśli w ogóle to było przyczyną jego zemdlenia. Odgłos trawionego przez ogień drewna przybierał na sile, tworząc razem z burzą bardzo nieprzyjemne połączenie. Zarzuciła sobie mężczyznę na zdrowe ramię, krzywiąc się okrutnie, kiedy podarty materiał na drugiej ręce przesunął się pod jego ciężarem. Nie miała teraz czasu na bandażowanie. Buty mężczyzny okazały się być zadziwiającym plusem, bo nawet jeśli był wyższy i ciągnęła jego nogami po ziemi, to dzięki ich długości nie zahaczały się o pierwsze lepsze gałęzie czy kamienie i nie spowalniały jej aż tak. A wycieczka łatwa nie była. Nawet nie wiedziała, czy idzie w dobrą stronę, idąc po prostu w przeciwnym kierunku niż ogień. Przemoczona szata ciążyła jej prawie tak bardzo jak Shen. Mieczem nawet nie zamierzała się przejmować. Jeśli właścicielowi na nim zależało, to wyśle się go na miejsce i tyle. Ona sama nie zamierzała wracać do tego okropnego smrodu. O brzydkich zapachach mówiąc, tak jak się wcześniej spodziewała, przemoczone futro też nieźle już dawało. Nie wiedziała ile już szła, ale kiedy dźwięk ognia stał się znacznie mniej słyszalny, niezbyt delikatnie zrzuciła mężczyznę z ramienia i odpięła jego futro. Fakt, że upadek go nie ocucił tylko utwierdził ją w przekonaniu, że niebiosa też chcą się pozbyć tego okropnego kawałka odzieży. Z satysfakcją więc odrzuciła je w stronę z której przyszli. Może i było zimno, ale jeśli miało ich to spowalniać, to lepiej było się tego pozbyć. Nie miała przecież pewności, czy sam Shen nie zatruł się właśnie tym smrodem.

– W opowieściach to raczej w drugą stronę działa, wiesz? – westchnęła znowu, po krótkim odpoczynku znowu wciągając jakkolwiek mężczyznę na ramię. Żeby chociaż jeszcze jej się trzymał. A on był zdecydowanie jak worek ziemniaków, i to taki wyjątkowo uparty i przekonany, że na ziemi jest mu najlepiej. Zaciskając zęby, jedną jego rękę przewiesiła sobie przez kark, przez co teraz musiała użyć też i lewej do trzymania go, ale przynajmniej było to jakkolwiek stabilniejsze. No i skoro bolało przynajmniej wiedziała, że nie traci kontaktu z rzeczywistością.

Czas dłużył jej się niemiłosiernie, a każdy kolejny krok wcale nie sprawiał, że czuła się bliższa jakiegokolwiek celu. Brzeg szaty miała już brązowo-zielony od wspaniałej mieszanki błota i mokrych traw. Rękaw za to był już całkowicie czerwony, a w dodatku podarty. Jednym słowem strój nadawał się do kosza. A musiała się w nim pokazać jeśli wyjdzie z lasu. Już teraz na samą myśl paliła się ze wstydu. Co gorsza, drzewa zaczęły się przerzedzać, a między nimi w oddali mignęło jej coś na kształt namiotu. Zanim zdążyła się temu przyjrzeć, mężczyzna trochę zsunął się w dół, jednocześnie ciągnąc ją za włosy i zahaczając o ramię. Zacisnęła oczy, czując napływające łzy bólu. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała. A rana wcale jej tego nie ułatwiała, teraz już nie tylko boląc, ale wręcz paląc żywym ogniem. Była praktycznie pewna, że pazury musiały być w jakiś sposób zatrute. Deszcz w dodatku zamiast zmyć truciznę sprawiał, że jedynie bardziej wsiąkała w ranę, którą na domiar złego drażnił podarty materiał jej szat i rękaw Shena. Poprawiła mężczyznę na swoich plecach i lekko się chwiejąc jak najszybciej ruszyła w stronę – jak jej się wydawało – namiotów.

Na szczęście się nie pomyliła. Kawałek od linii lasu było rozbite całkiem spore obozowisko. Może pozwoliliby jej zostawić tam Shena i zająć się w końcu swoimi obrażeniami, póki jeszcze było z ręki co ratować. Nie uśmiechało jej się nosić jakichś blizn z powodu losowego potwora. W dodatku śmierdzącego potwora. Deszcz na szczęście powoli przechodził. Burza widocznie szła w przeciwnym kierunku niż Shira, bo grzmoty też już nie były aż tak częste jak jeszcze kilkanaście minut temu. Zawahała się jednak jeszcze raz przed wyjściem z lasu. Skoro burza przechodziła, może dałaby radę podrzucić Lorda tak, żeby nikt nie zdążył zauważyć jej karygodnego stroju i zniknąć w lesie. Nie był to głupi pomysł. Wymagał jednak i tak i tak wyjścia na otwartą przestrzeń, więc chcąc nie chcąc musiała to zrobić. Idąc możliwie jak najszybciej i starając się nie wywrócić na błocie, które na równinie było obecne wszędzie bez wyjątku, wprowadziła swój plan w życie. I prawie się udało, gdyby nie fakt, że kiedy była niecałe sto metrów od namiotów jeden z nich otworzył się, a ze środka wyszedł mężczyzna wyglądający prawie tak samo jak stworzenie, które zabili chwilę wcześniej. Wydawał się być jedynie zdrowszy i miał czarne włosy. Shira stanęła jak wryta, z cichym jękiem wypuszczając obie ręce Shena. Mężczyzna zresztą też kiedy tylko ją zauważył skamieniał, a sekundy zamrożenia przerwało dopiero plaśnięcie, z którym białowłosy już całkowicie zsunął się z jej ramienia i spadł na ziemię. Natychmiast zdrową ręką sięgnęła do wachlarza. Jeśli właśnie trafiła na całe obozowisko tych stworów, to to był definitywny koniec. Mężczyzna stojący przed namiotem nie atakował jednak, co chwilę patrząc to na Shirę, to na Shena i unosząc brwi coraz wyżej. Białowłosy zresztą po bliskim spotkaniu z błotem chyba powoli wracał do żywych, bo poruszył nogą, jakby miał zaraz wstać. Nie stało się to jednak, więc Shira wytężając słuch i jednocześnie nie spuszczając czarnowłosego z oczu spróbowała usłyszeć, czy jej nowy znajomy dalej oddycha, co na szczęście robił. Nagle mężczyzna przed namiotem roześmiał się, jakby ktoś mu właśnie opowiedział najśmieszniejszy żart w życiu.

– No czego jak czego, ale tego się zobaczyć nie spodziewałem – dalej się śmiejąc zaczął iść w ich kierunku. Shira znowu westchnęła, lekko opuszczając broń.

– Skoro nie zamierzasz mnie zabić, to może byś chociaż pomógł? – znowu dźwignęła Lorda z ziemi, który teraz dla odmiany ruszył ręką. Czarnowłosy mężczyzna faktycznie jej pomógł, biorąc cały ciężar na siebie i kierując się do namiotu, jak zauważyła dziewczyna, innego niż ten, z którego wyszedł. I niestety wyglądającego zdecydowanie mniej stabilnie. Mimo wszystko poszła za nim, teraz aż dziwnie lekka bez dodatkowego ciężaru. Powoli zaczynało być jej wszystko jedno. Zamierzała opatrzyć rękę, a potem ocucić lorda wyjątkowo niemiłymi ziołami i kazać przepraszać się na kolanach. Ewentualnie dziękować za ocalenie, też na kolanach. Zdecydowanie jej się to należało.


<Shen lub Avrion?>

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 11 (cd. Shiranui)

 Jesień 1457

Shen stał i beznamiętnie patrzył na unoszącą się na powierzchni wody głowę. Z uciętego koniuszka widział kręgi, ścięgna i mięśnie. Krew już przestała wypływać, mieszając się ze źródełkiem. Moc wody nie była na tyle silna, aby zneutralizować truciznę płynącą w żyłach mężczyzny. Rybki były martwe. Pozbawił go głowy za pomocą miecza, którego nie sądził, że będzie musiał jeszcze dobywać. Wciąż zaciskał na nim palce. Powinien trzymać go w obu dłoniach, choć umiał go utrzymać w jednej, póki opierał jego czubek o ziemię.

Nie wiedział, czy czuje się nieobecny przez szok, czy też może sam zatruł się jego krwią.

Coś było nie tak.

Podniósł głowę i spojrzał prosto na dziewczynę.

– Lepiej chodźmy stąd – powiedziała. Drżała już nie tylko z zimna, ale i zdenerwowania.

Tępo spojrzał na przebitego na wylot pasożyta. Nie znał jego nazwy. Wiedział jednak, że to on był powodem zatrucia krwi mężczyzny. Chodziły po jego głowie myśli, czy jest ich tutaj więcej. Nie znał się na tutejszych potworach. Zamknął powieki i pozwolił, żeby deszcz spływał po jego policzkach, włosach i ubraniach. Był przemoczony.

Gdzieś ponad drzewami strzelił piorun. Rozległ się ogłuszający huk. Ziemia się zatrzęsła. Trafił gdzieś. W nozdrza uderzył kłujący odór. Pożar.

– Słyszałeś? Idziemy! Albo pójdę sama, z tobą, albo bez ciebie!

– Nie... nie czuję się najlepiej – wymamrotał w końcu. Po jego ciele przeszła kolejna fala mrowienia. W głowie się zawróciło. Poczuł lekkość... a potem uderzył w trawę.


<Shira?>

Od Pila "Mech" cz. 9 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Kierując się w stronę domu, Regis dostrzegł porządny kij, idealny do wystrugania łuku.

– Widzisz tamten patyk? - zapytał mentor.

– Tamten? Lekko oparty o drzewo? - podpytał uczeń wskazując palcem na pobliski, solidny kawałek drewna.

– Tak, idź po niego.

– Łuk? - dociekał nieoczekiwanie młody łowca.

– Hm?

– Czy zrobimy z niego łuk?

– Jesteś bystrzejszy, niż mi się wydawało. Tak, zrobimy ci łuk, ale pójdź i weź ten kij - wyjaśnił lekko zniecierpliwiony nauczyciel.

– Jasne, jasne, szefie - odparł prześmiewczo Pil.

Chłopak ruszył w stronę pnia i chwycił za zakrzywiony, długi patyk. Jak gdyby nigdy nic, kontynuowali podróż, aż w końcu dotarli do mieszkania.

– Przygotuj i wywieś zwierzaki na suszarce. Ja pójdę po potrzebne przedmioty - wyjaśnił gospodarz.

– Robi się - odparł podopieczny.

Listig zaczął zajmować się przyszłymi potrawami, a Regis ruszył do domu w poszukiwaniu dłut, odpowiednich noży oraz pasującej cięciwy. Szperanie po budynku zajęło starszemu łowcy porządną chwilę, ale w końcu udało mu się wszystko zebrać i od razu skierował się na zewnątrz.

– Skończyłeś? - zapytał mentor.

– Chwilę temu - odparł młodzieniec. - To jak? Strugamy łuk?

– Tak, chodź na ławkę - zaproponował prowadząc ucznia w stronę prowizorycznego, skromnego siedziska.

Dwójka łowców usiadła na stoliczku złożonym z trzech kawałków drewna.

– A więc tak, bierzesz kij i zaczynasz zeskrobywać korę w taki sposób - wyjaśnił Regis pokazując poprawny sposób pracy.

– Wiem jak okorować patyk, spokojnie. - odparł Pil.

– Skoro tak, okoruj go i będziemy kontynuować. - zasugerował.

Zdjęcie drewnianych łusek zajęło uczniowi parę minut, a po ukończeniu zadania tropiciele od razu wznowili lekcje.

– Gotowe, co teraz? - zapytał chłopak.

– Musisz nałożyć cięciwę po dwóch stronach, o tak - wyjaśnił i zademonstrował. - Spróbuj to zrobić na drugim końcu.

– Okej - odparł i zamontował nić na przeciwnej części krzywej w praktycznie identyczny sposób co jego mentor.

– Dobrze, teraz tylko musisz nałożyć jakąś tkaninę lub coś podobnego na środek dla wygody chwytu. W zasadzie po tym, łuk jest skończony.

– Dziękuje, Regis. Tak swoją drogą… 

– Hm?

– Myślę, że jestem w stanie jutro wyruszyć.

– Jak uważasz, na razie wracajmy.


<Regis?>

8 lut 2023

Od Regisa "Mech" cz. 8 (cd. Pil)

 Jesień 1457

Po śniadaniu łowcy zaczęli zbierać się na polowanie.

– Mówiłeś, że umiesz strzelać z łuku. – Regis zwrócił się do towarzysza.

– Tak i wychodzi mi to bardzo dobrze – powiedział dumnie Pil.

– Ale, żadnego przy sobie nie masz?

– Gdy wyruszyłem, nie zdążyłem go zabrać.

– Strzelec bez broni.

Regis spojrzał na młodzieńca. Ten przyjął wyraz, jakby miał zamiar odnieść się do uwagi, nie dano mu jednak dojść do słowa.

– Nie muszę znać szczegółów, dlaczego doszło do takiej sytuacji. Najwidoczniej były ku temu jakieś powody – stwierdził gospodarz. – Sam też żadnego nie mam. Poradzimy sobie inaczej.

– Skoro nie przy pomocy łuku, jak polujesz?

– Pułapki i starcia, bardziej bezpośrednie. Rzucałeś kiedyś bolami?

– Niezbyt.

– To szykuj się na pierwszy raz.

Zebrali ze skrzyni i schowka potrzebne przedmioty, po czym udali się do lasu.

– Co najpierw? – zapytał Pil, widocznie podekscytowany.

– Pułapki.

Na trasie mieli kilka niewielkich konstrukcji, w których zdołali znaleźć trzy króliki i dorodnego scurka. Regis pokazał w międzyczasie ich konstrukcję i zasadę działania.

– Teraz poćwiczysz. – Po tych słowach łowca wyciągnął z plecaka narzędzie z lin i wręczył je Listigowi, a sam wziął drugie w ręce.

Zaczął kręcić bronią, po czym celując w jedno z drzew, rzucił w nie, oplatając pień.

– Teraz ty – dodał.

Chłopak, starając się odwzorować ruchy poprzednika, rozpoczął ćwiczenia.

Pomimo wielu niepowodzeń, w końcu zaczęło mu wychodzić. 

Gdy popołudnie nastało, kierowali się z powrotem do domu, z bagażem pełnym drobnej zwierzyny z pozostałych pułapek.

– I co teraz zrobimy? –  spytał młodzieniec.

– Hmmm, zobaczymy. 


C.D. Pil

7 lut 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 10 (cd. Shen)

Jesień 1457

 Mężczyzna zdecydowanie był szybki. Nie na tyle jednak, żeby nie można było za nim nadążyć. Nie tylko ona nadążała za nim wzrokiem, ale Shen też zdawał się nie mieć z tym większych problemów, zwłaszcza, kiedy pozbył się zbędnego oręża. Szybko unieruchomił przeciwnika, ale z jakiegoś powodu zawahał się. Zamierzała skorzystać z okazji i odpłacić się za niemiłe słowa wypowiedziane wcześniej, ale coś przykuło jej uwagę.

– Hej, patrz, on ma jakiegoś robala na kostce – skrzywiła się natychmiast. Wyglądało to jakby pod skórą mężczyzny siedziała całkiem spora, czarna pijawka. Odchodziły od niej szare żyłki, które niknęły dalej pod skórą. Shen też spojrzał w dół, co niestety poluzowało jego uścisk, co mężczyzna natychmiast wykorzystał i mało elegancko uderzył go łokciem w pierś. Białowłosy nie spodziewał się tego, a padający deszcz wcale nie ułatwiał sprawy. Impet uderzenia sprawił, że poślizgnął się na kamieniach w sadzawce i z niezbyt przyjemnym chluśnięciem upadł do wody. Natychmiast się zerwał, ale jego przeciwnik nie czekał aż podniesie się do końca. Zdążył wziąć zamach, ale zanim zadał całkiem bolesny zapewne cios, Shira rzuciła jednym z ukrytych w stroju noży. Przebił on na wylot dłoń i o ile nie przygwoździł jej do kamienia za mężczyzną, o tyle impet dał Shenowi wystarczająco czasu na reakcję, przez co bez problemu znalazł się poza zasięgiem pazurów. 

– Miałaś mi nie przeszkadzać – warknął na nią, samemu już szykując się do kolejnego ataku, na co prychnęła.

– Nie ma za co – sama też wykorzystała fakt, że stworzenie skupiło się bardziej na Shenie i spróbowała podejść je od tyłu. Nie była pewna o co do końca chodzi, ale definitywnie ten obrzydliwy robal miał jakiś związek z tym, że krew mężczyzny przyprawiała ją o mdłości. Nawet pomimo deszczu wyraźnie czuła zgniliznę. Trzeba się było pozbyć tego czegoś jak najszybciej. Mężczyzna znowu zaatakował, skacząc na Shena. Ten bez problemu wykonał unik, tym razem uważając na śliskie kamienie i spróbował zadać cios sztyletem. Nie trafił jednak, więc odskoczył znowu, zwiększając dystans między nim a napastnikiem. Shiranui wykorzystując moment, kiedy ten odwracał się dopiero w stronę mężczyzny też zaatakowała, celując tym razem bardziej w nogi. O ile udało jej się dosięgnąć jednego ze ścięgien na jego łydce i z sukcesem je przeciąć na tyle, żeby przeciwnik się zachwiał, o tyle ten niestety wcale nie był aż tak skupiony na Lordzie na jakiego wyglądał. Opierając się na nietkniętej nodze odwrócił się błyskawicznie i dosięgnął jej ramienia. Gdyby nie jej szybka reakcja, zapewne zamiast ręki ucierpiałaby szyja, co było absolutnie nie do pomyślenia. Fatalnie wyglądałoby to w połączeniu z jej strojami. Zanim zdążył zacisnąć na niej szpony odskoczyła z nieprzyjemnym sykiem i zasłoniła się wachlarzem. Nie dość, że ból był okropny, to rana nieprzyjemnie szczypała, a padający deszcz wcale nie poprawiał sytuacji. 

Wyszło to o tyle na dobre, że mężczyzna skupił się na niej zamiast na Shenie, który nie próżnował. Shira nie wiedziała, kiedy w jego rękach znalazł się sztylet, który wcześniej przebił dłoń zielonoskórego. Z wprawą rzucił nim, trafiając dokładnie pod żebra potwora. Ostrze wbiło się na tyle głęboko, że ten mimo natychmiastowej próby nie był w stanie go wyciągnąć, a Shen nie dał mu więcej czasu na kolejne podejścia. Tym razem swoim sztyletem, robiąc unik przed kolejnym ciosem potwora bezbłędnie odciął jedną z jego dłoni, na co ten zawył z bólu. Shira uśmiechnęła się pod nosem, bo ucierpiała dokładnie ta sama dłoń, która rozorała jej niezbyt elegancko lewe ramię. Ona sama zresztą, tym razem zachowując większy dystans, zablokowała wachlarz i zdrową ręką ustawiając go pod odpowiednim kątem rzuciła. Poleciał idealnie, lekko i błyskawicznie, tym razem przecinając ścięgna na drugiej nodze i wbijając się w nią aż do kości. Mężczyzna teraz stracił już równowagę całkowicie i upadając na kolana spojrzał się w jej stronę z nienawiścią. Nie zdążył jednak nawet nic powiedzieć, bo powietrze przeciął ciężki świst, a po sekundzie jego głowa z cichym pluśnięciem wpadła do sadzawki, barwiąc już resztkę wody na czerwono. Natychmiast też wbił sztylet w czarne miejsce na kostce, a powietrze rozdarł przeraźliwy pisk. Z pod ostrza buchnęła teraz już całkowicie czarna krew, przez którą Shira poczuła, jak resztki śniadania podchodzą jej do gardła. Nawet deszcz, który teraz już praktycznie lał jak z cebra nie był w stanie zatrzymać zapachu.  

– No to szybko poszło – kiedy Shen upewnił się, że faktycznie truchło już się nie ruszy podeszła i wyjęła swoje bronie z przeciwnika. Otrzepała je i wystawiła pod padający deszcz, bo mycie ich w czerwono-czarnej sadzawce nie miało najmniejszego sensu. Nawet ryby zaczęły już wypływać na powierzchnię brzuchem do góry. – Co to właściwie było?  


<Shen?>

Od Pila "Mech" cz. 7 (cd. Regis)

Jesień 1457

 Pil czujący w swoim ciele jedynie zakwasy spowodowane wczorajszym treningiem, wygramolił się z odziwo wygodnego, białego niczym śnieg łoża i rozejrzał się po pokoju. Nie miał okazji go zbytnio poprzeglądać ostatniego wieczora, ponieważ jak tylko dostrzegł łóżko, rzucił się na nie i momentalnie zasnął.

Spoglądając w prawo na końcu pomieszczenia zauważył biblioteczkę z paroma zaniedbanymi książkami, stojąc obok świeżo naprawionego, ciemnobrązowego biurka.

Po jego lewej stronie natomiast, stała drobna, drewniana szafeczka nocna ze zgaszoną świeczką na szczycie. Na ścianie tuż nad regalikiem była cienka, ledwo trzymająca się półeczka z paroma podartymi, w pełni zapisanymi papierami. Młodzieniec pełen zainteresowania chwycił z wierzchu parę kartek. Ciężko było mu się rozczytać, ale mimo tego dowiedział się o istnieniu niejakiego przywódcy, imieniem Slass sprzed prawie 200 lat.

Po chwili oceniania wnętrza wziął się za ścielenia łóżka i ruszył w stronę drzwi, a następnie parteru, gdzie spotkał Regisa.

– Dzień dobry - powiedział uczeń.

– Witaj - odparł mentor.

– A więc? Czego planujesz mnie dzisiaj nauczyć? - zapytał z lekkim uśmiechem.

– Skoro potrafisz walczyć, a raczej wiesz jak się tego nauczyć, na zwierzętach też się już znasz, to zostało nam tylko pokazać ci jak się poluje - wyjaśnił spokojnie.

– Czy to znaczy, że będziemy dziś na coś polować? - spytał z podekscytowaniem w głosie.

– Tak, ale na nic wielkiego - wytłumaczył nauczyciel.

– Tak czy siak, będzie zabawnie! - wykrzyczał radośnie Pil.

– Jak uważasz. Skończę herbatę i przyszykuje sprzęt.


<Regis?>