Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

24 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 6 (cd. Shen)

Jesień 1457

 – Kto chciałby mieszkać w lesie? To jeszcze gorzej niż w karczmie. Musiało ci się coś pomylić – zamierzała już wracać do swojej kolekcji butelek specjalnie przygotowanych pod wszystkie zioła, które zamierzała dzisiaj zebrać, ale sugestia mężczyzny mimo wszystko trochę ją zaciekawiła. No i jeśli faktycznie ktoś by miał tu swój dom, to teoretycznie był on o wiele bliżej niż karczma, a burza mogła zacząć się w każdej chwili.

– Ja się nie mylę – białowłosy lord opuścił dłoń, którą przed sekundą badał korę i zaczął rozglądać się za kolejnymi poszlakami. Shira westchnęła i zamieniła worek z ziołami, który do tej pory trzymała w ręce na broń. Nieważne co tu mieszkało, jeśli była to bestia podobna do wcześniejszego wilka to definitywnie wolała być przygotowana. Shen zresztą zdawał się wiedzieć co robi, bo zaraz był już przy kolejnym drzewie, tym razem szukając niżej. Zanim zdążyła się jakkolwiek ruszyć z miejsca, mężczyzna na dobre wszedł w tryb  łowcy. Przez chwilę zastanawiała się, czy cokolwiek mówić, czy po prostu wycofać się póki jeszcze była taka możliwość. Tuż nad jej głową przetoczył się grzmot, a zaraz potem przez liście przemknęło światło błyskawicy. Powietrze robiło się coraz cięższe, a białowłosy oddalał się coraz bardziej. Kolejne sekundy mijały, ale dopiero nieprzyjemne brzęczenie komara nad uchem przeciążyło szalę. Nie było możliwości, że da się pogryźć jakiemuś obrzydliwemu robakowi, nawet, jeśli wcześniej ten musiałby przebić się przez kilka warstw materiału. Robiąc więc jak najmniej hałasu jak tylko się dało, ruszyła w ślady mężczyzny. Kto wie, może ludzie lepiej przyciągają pioruny niż wampiry. W razie czego idąc za nim mogła się o tym na własnej skórze przekonać. Ewentualnie na jego, ale ten szczegół był mało istotny.

Kolejne minuty mijały, a mężczyzna zdawał się całkowicie ignorować jej obecność, tak samo jak ona robiła to wcześniej. Odpowiadało jej to, bo przynajmniej miała czas przemyśleć odpowiedzi na potencjalne pytania, albo sama kilka wymyślić. Nie miała dotąd okazji pić krwi żadnego arystokraty stojącego wyżej od niej, więc w jej głowie zaczął kiełkować pewien pomysł. Oczywiście, że nie będzie łatwo go przekonać, żeby tak po prostu oddał jej trochę swojej krwi. Musiała wymyślić jakiś układ, który byłby na tyle korzystny, że mógłby się na niego zgodzić. No i najpierw musiała się upewnić, że to w ogóle jest warte jakiegokolwiek wysiłku i Lord Shen jest prawdziwym lordem, a nie po prostu dziwakiem w zachodnich ubraniach. Z tego co kojarzyła z lekcji polityki, tytuł lorda nosili tylko członkowie rodziny królewskiej albo jej honorowych odnóg. Znaczyło to, że mężczyzna mógł być dwie albo trzy rangi w hierarchii nad nią. W końcu jej przodek też kiedyś był księciem, a to, że urodziła się kilkaset pokoleń później i gdzieś po drodze ród się rozgałęził było szczegółem. Szła za nim praktycznie machinalnie, bardziej skupiając się na swoim nowym pomyśle i przekładaniu systemu z jego kraju na swój niż na otoczeniu, dlatego nawet nie zauważyła, kiedy znaleźli się na skraju małej polanki. Gdyby nie wyciągnięta ręka Shena, na którą chcąc nie chcąc wpadła, pewnie wyszłaby z osłony drzew bez zastanowienia. Jednocześnie też dookoła dało się słyszeć narastający szum, a zaraz potem poczuła na skórze pierwsze krople deszczu. Skrzywiła się lekko. W niczym by jej to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że miała na sobie w większości białe szaty, które dopiero co prała. Deszcz oznaczał błoto. Błoto oznaczało kolejne pranie. Pranie oznaczało robotę, której Shira w życiu nie powinna się sama podejmować. Nie ufała jednak żadnej pralni w Rivocie na tyle, żeby oddać gdziekolwiek swoje stroje. Westchnęła czując narastającą irytację i odsunęła w końcu od siebie rękę mężczyzny, której jeszcze nie opuścił, dalej skupiony na swoim śledztwie.

– Będziemy tak stać i czekać, aż przemokniemy do suchej nitki, czy już wiesz, czy to coś co tropisz zabije nas za jednym zamachem, czy zaprosi na herbatę? Jeśli nie, to radziłabym się pospieszyć. Mokre futro okropnie cuchnie, a to na twoich plecach wygląda, jakby miało do tego wyjątkowe zdolności…


<Shen?>

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 5 (cd. Shiranui)

Jesień 1457

 Shen wyprostował się z gracją i spojrzał Hikari prosto w oczy. Czuł, że od początku rzucała mu zniewagi i uważała jego postać za niegodną lorda. Śmiała się z niego. Zabił marnego wilka, nie udawadniając przy tym niczego. To nie był przeciwnik godny jego tytułu. Nie chciał jej niczego udowadniać, czuł się jedynie skrzywdzony wobec jego własnej dumy oraz pochodzenia. Było go stać na znacznie więcej.

– Boisz się krwi? – zapytała, kiedy cisza się przedłużała.

Przywykł do krwi, nie było mu szkoda tych ubrań. Na pole bitwy zwykle nosił tańsze ubrania i pozwalał im zostawiać plamy. Niech wszyscy widzą, czym sie trudni. Niech wiedzą, że należy się go bać.

– Nie – odpowiedział krótko. Odwrócił wzrok. Patrzył teraz na wymyślne źródełko. Porośnięte gęstymi paprociami, zupełnie niepasującymi do jesiennego krajobrazu. Do kamieni u góry przywarł intensywnie zielony mech, a znad samego źródła lekko unosiła się mgiełka. Woda musiała być ciepła. Co więcej, widział wyraźnie dno, mącone wyłącznie ruchami małych, kolorowych rybek. Ktoś musiał przed laty ułożyć kamienie dookoła, pilnując, by źródełko się nie rozlało. Były zbyt schludne, aby położył je tylko prąd wody.

– Więc weź ze sobą trofeum i wynośmy się stąd. Mam już wszystko czego potrzebowałam...

Ani jeden kamień nie był poza swoim porządkiem. Ktoś je niedawno poprawiał. Mimo upływu czasu, wciąż dbał o magiczne źródełko w środku lasu.

– Gdzie mieszkasz?

– Chcesz mnie odprowadzić? Wybacz, nie jestem zainteresowana – zakpiła.

– Odpowiedz.

– W Karczmie.

Pokiwał głową. Brzmiała szczerze, choć dalej słyszał w jej słowach ironię. Odsunął się od zwłok wilka i przesunął w głąb lasu.

– Zostawiasz mnie? W porządku. Możemy się rozejść – mówiła.

On był skupiony na rozglądaniu się wokoła i szukaniu poszlak. Nagle dostrzegł brutalnie zdartą korę z drzewa. Draźnięcie wyraźnie układało się w kształt pazurów. Przejechał po nim palcami. Znajdowało się zbyt wysoko, aby zrobiło to zwierzę.

– Ktoś tu mieszka – oznajmił wreszcie.


<Shira?>

23 sty 2023

Od Regisa "Mech" cz. 4 (cd. Pil)

Jesień 1457

Po pewnym czasie dwóch łowców dotarło do domu Regisa

– To twój dom? – Spytał Pil przystając na chwilę

– Ano – odparł właściciel, wyciągając jednocześnie klucze do przybytku

Weszli do środka, zostawiając zbędny bagaż w pomieszczeniu. Gospodarz wyjął ze skrzyni siekierę, po czym podał ją przybyszowi.

– W schowku są kawałki drewna, wiesz, co robić.

– Ale…

– Hmmm?

– Moja technika nie jest najlepsza.

–Jest aż tak źle? – zapytał wielce zaskoczony. Nie sądził, że podróżnik miałby z tym problemy.

Wyszli z powrotem poza ciepłe ściany. Zahaczając o składzik, udali się pod starą jabłoń, gdzie przygotowane było miejsce do rąbania drewna. Ustawiony został nieduży pniaczek.

– Patrz. – Bardziej doświadczony towarzysz zamachnął się, po czym uderzył ostrzem narzędzia. Kawałek rozłupał się na dwa pomniejsze. – Teraz ty –  powiedział, podając siekierę.

Pil chwycił narzędzie, po czym ułożył kolejną część przyszłego opału. Powtórzył ruch, jaki został mu pokazany, doprowadzając do podobnego efektu.

– Teraz poćwicz. Jak skończysz, przynieś efekty do domu. Ja zajmę się jedzeniem.

Po dłuższej chwili treningu chłopak zaczął znosić fragmenty, po czym dorzucił parę do kominka.

– Co robisz? – spytał,  spoglądając na stół, gdzie na przygotowanym stanowisku rozpracowywany był stwór.

– Kończę skórować Terrawita, zaraz będę go ćwiartował.

– Mogę pomóc? 

– W porządku. Podejdź, najpierw trzeba go wypatroszyć. – Po kilku zabiegach wszystkie wnętrzności zostały usunięte. – Teraz patrz uważnie. – Przejechał ostrzem przy połączeniu jednej z łap i tułowia odcinając ją – Zrób to samo z resztą, ja zajmę się trzewiami. – po tych słowach wyciągnął z jednej z szuflad kolejny ostry nóż i podał go Listigowi.

Gdy obydwoje ukończyli, przygotowane fragmenty pokroili i wrzucili do garnka, w którym planowali zrobić potrawkę. Właściciel pod czujną obserwacją przybysza doprawił wywar i dorzucił warzywa. Zasiedli do wyczyszczonej ławy, czekając na koniec gotowania.


C.D. Pil

Od Avriona "Odbudowa" cz. 5

Jesień 1457

 Avrion odprowadził go wzrokiem, nim zwrócił się do swoich współtowarzyszy.

– To kto tym razem będzie chłopcem na posyłki? Ja zwalniam się ze służby, przebyłem zbyt wiele kilometrów dla dobra Gildii w krótkim czasie...

– Nikt – odpowiedział spokojnie Lestat.

Nekromanta obrócił się na pięcie i spojrzał na starca pytająco. On jednak nawet nie nawiązywał kontaktu wzrokowego. Stale wpatrywał się w punkt, gdzie jeszcze przed chwilą stał Regis... znaczy się, "rzeźnik".

– Sam wróci, jeśli uzna to za słuszne. Zaślepia go jego własna wygoda. Bez podejmowania pewnego ryzyka nie ma szans rozwoju. Bez wyrzeczeń, bez pielęgnowania wytrzymałości.

Avrion oparł się o drewniany pal wspierający strukturę namiotu. Myślał o całej tej rozmowie, po raz kolejny i powoli, kawałek po kawałeczku. Rozmawiali o łączeniu się w grupy. Nikt nie zrzucał na niego musu mieszkania razem... Mimo tego użył tego jako argumentu i postanowił odejść. Mag zmarszczył brwi.

– Widzę, że dostrzegasz błędy logiczne tego myślenia – powiedział nagle Lestat. – To bardzo dobrze. Zobaczymy, co się stanie, kiedy nikt sam się do niego nie zwróci.

– Więc co teraz? – wtrąciła nagle Conna. Avrion niemal zapomniał o jej obecności.

– Będziemy czekać. Nikt go nie zmusi, ani nie przekona. Decyzję musi podjąć sam.

Od Regisa "Kury w opałach" cz. 8

 Jesień 1457

Gdy dotarł na obrzeża miasta słońce zmierzało już ku zachodowi. Z wielką radością wstąpił na ubitą ścieżkę i zastanawiał się jak pomimo tak wyraźnego zapachu krwi nie napotkał niczego, co chciało by z tego skorzystać. Stwierdził jednak, że nie ma się już czym martwić i ruszył w stronę miejsca zamieszkania zleceniodawcy. Gdy dotarł w pobliże celu dojrzał znanego już sobie mieszkańca zmierzającego w jego stronę

– Mości łowco i jak? I jak?–  mówił przejęty –  I jak si.. –  Nie dokończył jednak, gdy wzrok jego padł na zrzucony na ziemię łeb wielkiego ptaka, a następnie na krwawiący bok łowcy.

–  Nagrodę dajcie przed mój dom –  rzekł oschle, po czym nie zważając na nie mogącego wydusić z siebie słowa człowieka, ruszył w drogę powrotną do domu.

Dużą część wieczoru spędził zajmując się oczyszczaniem i zszywaniem ran. Nie był to jego pierwszy raz, więc był przygotowany na nieprzyjemności. Osłabiony, obolały i bardzo zmęczony zasnął niemal od razu przykrywając się ciepłym grubym kocem, zabezpieczając jednak wcześniej jego jak i łóżko od krwi wieloma szmatami. 

Następnego dnia wstał w połowie dnia, dalej nie czując się na siłach. Zszedł na dół chcąc dostarczyć organizmowi siły z jedzenia i planując zmienić bandaże zdejmując z siebie te przesiąknięte zastygłą już krwią. Strój leżał niedbale rzucony, z wielką plamą krwi na boku, oręż również czekał na oporządzenie, te rzeczy mogły jednak poczekać. Chcąc wrócił do swojego pokoju, kątem oka zauważył coś przed drzwiami. Był to pakunek zawierający złożoną pelerynę, mieszek z kilkoma monetami i torbę z jedzeniem jak i prostymi zasobami medycznymi. Na jednym z otrzymanych wypieków dostrzegł wzór uśmiechu. Domyślił się kto był jego autorem. Zabrał ten jak i parę innych w raz ze sobą i znów udał się na odpoczynek. 

22 sty 2023

Od Shiranui "Jesteś ze Wschodu?" cz. 4 (cd. Shen)

Jesień 1457

                Uniosła brwi jeszcze wyżej niż wcześniej. Musiał spędzić tutaj naprawdę dużo czasu, skoro ubierając się w jakieś dziwne futra i wysokie buty potrafił z dumą powiedzieć, że pochodzi ze wschodu. Mówił jednak bez żadnego wysiłku i wyjątkowo płynnie jak na tonalny język, którym się w tym momencie oboje posługiwali, więc nie miała podstaw, żeby mu nie wierzyć. Na razie stwierdziła, że lepiej będzie nie chwalić się swoim chwilowym zakazem powrotu do kraju. Mógł końcu być jakimś ukrytym ambasadorem czy kimś, kto mógłby na nią donieść, że dalej nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie… Po szybkim przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw w końcu pokręciła głową, nie do końca dowierzając w to, na co wpadła. Co prawda miała spędzić ten dzień w samotności, ale skoro już jakimś cudem spotkała tutaj kogoś ze swoich stron…

– Niech będzie. Mówisz na tyle płynnie, że jestem w stanie w to uwierzyć – opuściła w końcu wachlarz całkowicie. Skoro mogła zyskać potencjalnego sojusznika, lepiej było nie ciąć go na wejściu. – Czemu w taką pogodę włóczysz się sam po pustym polu? – gdzieś nad ich głowami przetoczył się grzmot, na tyle jeszcze jednak daleki, że na spokojnie zdążyliby wrócić do Karczmy w razie potrzeby. Mężczyzna jakby lekko zawahał się nad odpowiedzią, ale kiedy się odezwał, brzmiał już o wiele bardziej zdecydowanie i władczo niż wcześniej.

– Ćwiczę używanie nowej broni. Dostałem ją od zarządcy Gildii, więc wypadałoby się do niej przyzwyczaić – Shira teraz już w ogóle opuściła wszelką gardę.

– Całkiem zabawne. Wychodzi na to, że należymy do jednej organizacji. Z tą różnicą, że ja jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś konkretny objął dowództwo…

– Możesz się zatem czuć poinformowana. Swoją drogą mówiąc... nie przedstawiłaś się jeszcze – dziewczyna przypięła wachlarz z powrotem do paska i skłoniła głowę na powitanie. Dokładnie tak, jak uczyli ją na wszelkich lekcjach etykiety i poruszania się. Była ciekawa, czy białowłosy rozpozna po tym dokładny kraj jej pochodzenia.

– Shiranui Hikari. Jest mi całkowicie obojętne, czy będziesz używał imienia, czy nazwiska – w jej kulturze imionami zwykle posługiwało się tylko na najwyższych stopniach zażyłości, ale po tych kilku tygodniach spędzonych w Rivocie, gdzie absolutnie nikogo to nie obchodziło, było już jej w tym temacie wszystko jedno.

– Lord Shen – sposób, w jaki wymówił słowo „lord” jasno dało jej do zrozumienia, że raczej nie lubi kiedy pomija się jego tytuł. A więc lord. Zaczęła sobie pluć w brodę, że akurat kiedy miała szansę wpaść na kogoś z arystokracji ubrała się tak mało wyjściowo. Z drugiej jednak strony, mężczyzna dalej miał na sobie typowo zachodnie futro i te okropne buty. Skoro już zdecydował się na tak wysokie to mógł chociaż zadbać, żeby wyglądały elegancko. Zamierzała jednak sprawdzić, czy w takim razie faktycznie zasługuje na miano lorda.

– Skoro ćwiczysz posługiwanie się nową bronią, to może mi potowarzyszysz, lordzie? – starała się z całej siły, żeby nie zabrzmiało to kpiąco. Bezpieczniej było jeszcze poczekać ze wszelkimi uszczypliwościami, dopóki nie przekona się, że mężczyzna faktycznie miał w ręku do tej pory zupełnie inny rodzaj broni.  – W końcu nie za bardzo widzę tutaj cokolwiek co mógłbyś ciąć, a stawiam połowę swojej wypłaty, że w lesie na pewno na coś trafimy – poprawił chwyt na broni i teraz to on zmierzył ją lekceważącym spojrzeniem.

– Dlaczego z góry zakładasz, że z tobą gdziekolwiek pójdę? – zmrużyła oczy i splotła dłonie za plecami.

– Zawsze możesz dalej sam chodzić po polu, wystawiając się na widok wszystkich stworzeń z okolicy. Ja tylko składam uprzejmą propozycję. Kto wie, może nawet się przydam – uśmiechnęła się, specjalnie odsłaniając ostre zęby. Mężczyzna tym razem nawet nie drgnął, wyraźnie czując się coraz pewniej od kiedy okazało się, że Shira nie stanowi dla niego zagrożenia. Dziewczyna lekko zirytowana tą postawą odwróciła się więc i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę drzew. Może i chodzenie po lesie przed burzą było nieodpowiedzialne, ale koniec końców nie skończyła jeszcze zbierać swoich najpotrzebniejszych ziół. Po kilku sekundach usłyszała jednak kroki mężczyzny za sobą. Uśmiechnęła się triumfalnie póki nie widział jeszcze jej twarzy i skupiła na swojej robocie, teraz jeszcze dodatkowo nasłuchując, czy w okolicy nie ma żadnych żywych stworzeń. Lord Shen nie odezwał się na razie ani słowem więcej, a ona nie zamierzała niepotrzebnie przerywać błogiej ciszy. Kątem oka jednak, co rusz kucając elegancko by zebrać kolejne rośliny, obserwowała mężczyznę. Faktycznie poruszał się z gracją, której uczono tylko i wyłącznie na wschodnich dworach. Shira też po dokładniejszym przyjrzeniu się broni musiała mu oddać, że był to dosyć toporny w porównaniu do chociażby lekkiej katany, w dodatku najbardziej zachodni jak tylko się dało miecz, jaki widziała od dawna. Musiała też przyznać, że sama pewnie też musiałaby się do niego przez jakiś czas przyzwyczajać. W dodatku mężczyzna cały czas poprawiał strój, który wyraźnie mu przeszkadzał, więc może nie przebywał w tych stronach aż tak długo? Nie chciała jednak na razie o to pytać, widząc, że tylko by go to zirytowało. A na razie lepiej było go nie irytować.

Kolejne minuty mijały im w milczeniu, dopóki nie zbliżyli się do jednego ze źródeł, które często służyło zwierzętom za wodopój. Białowłosa ponownie skupiła się na kilku roślinach rosnących tuż nad wodą, kiedy z krzaków dobiegł ich nieprzyjemny warkot. Kilka sekund później wyłonił się z nich sporych rozmiarów wilk, w wielu miejscach naznaczony bliznami. Shira uśmiechnęła się sama do siebie, ciesząc się, że wypłata z gildii w całości zostanie u niej. Shen miał swoją okazję do poćwiczenia, a ona mogła popatrzeć. Zanim też więc wilk zwrócił na nią uwagę usunęła się z linii jego ataku i przygotowała swoją broń w pogotowiu. Co prawda średnio chciało jej się bić ze zwierzęciem, ale w ostateczności mogła mu pomóc. Zresztą wilk okazał się być doświadczonym w walce przeciwnikiem, bo pierwszego ciosu białowłosego uniknął. Widać było wyraźnie, że mężczyzna przybrał postawę jak do walki kataną. Teoretycznie mogła ona tutaj zadziałać, ale wyraźnie cięższy miecz po prostu pociągnął jego dłoń za daleko, przez co mężczyzna na sekundę stracił równowagę. Wilk wykorzystał to, i teraz już biegł z powrotem w stronę Lorda Shena. Ten jednak już przyjął postawę na nowo i tym razem biorąc poprawkę na ciężar miecza złapał go oburącz i ciął z zadziwiającą siłą. Wilk wbiegł prosto na tnące ostrze, co zakończyło się dla niego niezbyt przyjemnym chrzęstem i piersią praktycznie przeciętą na pół. Nie obyło się też bez ochlapania mężczyzny krwią, co w jakiś sposób bardzo ją rozbawiło. Obrazem lorda ze wschodu, stojącego we krwi nad ogromnym wilkiem, w dodatku z typowo zachodnim orężem i ubiorem nie miał prawa nigdy powstać. A jednak, właśnie miała taką scenę przed oczami. Sama nie zamierzała się nawet zbliżać do jeszcze drgających czasami zwłok. Nie zamierzała ryzykować, że pojawi się jej ukochana alergia. Zaklaskała więc jedynie parę razy.

– Gratuluję. Może nie był idealnie czyste, ale było to cięcie godne lorda.


<Shen?> 

Od Shena "Jesteś ze Wschodu?" cz. 3 (cd. Shiranui)

Jesień 1457

Jego oczom ukazała się młoda kobieta o bardzo jasnej cerze i zdecydowanie wschodnich rysach twarzy. Miała dumne spojrzenie i wysoko uniesioną brodę. Sposób jej mówienia, buta i wyraźnie słyszalny akcent, sugerował mu, że nie tylko pochodzili z podobnych, choć nie takich samych stron, ale i również musiała stanowić część rodziny szlacheckiej. Nie rozpoznawał w niej księżniczki, a takową bez wątpienia by miał okazję spotkać. Miała na sobie za mało wykwintne ubrania, by mogła nią być. Nawet, gdyby została wygnana, zupełnie jak on. Nieznacznie opuścił miecz, choć stale pozostawał w stanie gotowości do odparcia ewentualnego ataku.

– Wychowałem się tam – powiedział nieco wymijająco. Nie chciał, by podejrzewała go o to, skąd dokładnie pochodzi. Z której rodziny, z jakiej dynastii... Może już kiedyś się widzieli na którymś z dworów. Być może zwyczajnie jej nie rozpoznawał z powodu zbyt dużej różnicy wieku. Mogła dojrzeć od tego czasu, wypięknieć... W jej oczach jednak nie było cienia rozpoznania. Postanowił to wykorzystać najdłużej, jak tylko będzie w stanie.


<Shiranui?>