Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

16 sty 2023

Od Lestata "Czas zmian" cz. 12

Jesień 1457

 – Dziękujemy – oznajmił Lestat, wyciągając rękę po herbatę. Shen jednak jednym zamachem wylał cały napar na drewniany podstawek, prosto na wymyte otoczaki, i zalał porcelanę ponownie. Wampir zastygł. Musiał być to jakiś rytułał ze Wschodu, którego nie znał... Właściwie to nigdy nie udał się w tamte strony, choć nie jeden raz miał to w zamiarze. Shen w międzyczasie postawił przed każdym jego komplet herbaciany i poprawił rękawy. Teraz jego całe dłonie znajdowały się pod grubą warstwą śnieżnobiałego materiału.

– Nie rozstajesz się ze swoimi szatami – zauważył. – Nie są niewygodne?

– Nie – odparł Shen, siadając w fotelu nieopodal. Lestata znowu zakuło serce. To był ulubiony fotel Ifana. Tak wiele się zmieniło pod jego nieobecność...

– Rozumiem... część twojej kultury – zaczął, po czym dodał nieco ciszej: – Jedyne, co ci po niej zostało...

Siedzieli tak w milczeniu, jedząc małe okrągłe pierożki z warzywami oraz mięsem i patrząc w kominek strzelający wesoło iskrami. Shen zgrabnie unikał wracania do tematu jego pochodzenia oraz kultury, z jakiej się wywodził. Rozmawiali za to o wielu drobnych, niewiele znaczących rzeczach, aż w końcu nie przyszedł czas, by zadać to jedno, najważniejsze pytanie, które nęciło stary umysł Lestata od dobrych kilku godzin:

– Czy byłbyś w stanie skontaktować się z całą waszą... Gildią, by omówić moją kandydaturę jako Wielki Mistrz?


<C.D.N.>

Od Regisa "Mech" cz. 2 (cd. Pil)

 Jesień 1457

Zakończył polowanie. Ostatni z Terrawitów padł martwy przeszyty srebrzystą klingą. Regis wyciągnął sznur i zaczął krempować ciało ofiary. Gdy schylał się by zacząć, dostrzegł kątem oka postać na tle pobliskiego lasu. Młody chłopak przyglądał mu się, a po chwili ruszył w jego stronę. Nie wyglądał na chętnego do pojedynku, łowca więc nie przejął się nim za bardzo, czuł jednak, że do jakiegoś kontaktu z przybyszem dojdzie. 

– Gdzie się tego nauczyłeś? – spytał młodzieniec zatrzymując się kilka metrów od prawie przygotowanego do zabrania potwora.

– Na szlaku. – odparł nie przerywając pracy.

– U kogo się szkoliłeś? – pytał widocznie zainteresowany nowo napotkaną postacią.

Regis spojrzał na niego. Wędrowiec nie wyglądał nawet na dwadzieścia wiosen. Strój świadczył o przebytej podróży, z resztą tak jak jego bagaż.

– Ty wiesz, że leci ci krew? – zapytał zwracając uwagę na ranę ciągnącą się po lewym ramieniu.

Ten spojrzał, po czym jak gdyby zdając sobie sprawę z sytuacji, wyciągnął z bagażu zestaw medyczny.

– Nie zostawaj tu długo, stworów pewnie kręci się tu więcej. Choć to chyba zdążyłeś poczuć na własnej skórze. Na rynku jest karczma, spędź tam kilka dni, zjedz coś.

– Nie mam dość pieniędzy. – odparł kończąc zawiązywać bandaż.

– To przynajmniej rozbij obóz na obrzeżach miasta, blisko ludzi.

Po tych słowach wstał i zarzucił truchło na plecy. Odchodząc kawałek dalej wydobył z pochwy swój nóż, po czym podnosząc inne leżące tam truchło odciął mu głowę.

– Zabiłeś ich więcej? - spytał spoglądając na kilka innych ciał. – Naucz mnie walki, też chcę tak polować.

– Na razie zadbaj o siebie. W tym stanie masz nikłe szanse. Zabierz z nich co chcesz. Będziesz mieć jedzenie, bo zgaduję, że swojego nie masz.

– Użyłem ich, by odciągnąć stwora. Ale…

– Ale?

– Nie jestem pewien jak je przyrządzić.

– Nie obrabiałeś ich nigdy?

– Niestety nie.

Regis jeszcze raz zmierzył go wzrokiem. Chłopak był młody, niedoświadczony, miał zapał i chęci. Brakowało mu jednak wiedzy. 

– Udaj się na południe od miasta, czekaj przy moście.

Po tych słowach odszedł rozliczyć się ze zleceniodawcą.


<Pil?>

Od Pila "Kartki" cz. 2

Jesień 1457

 Spacerując po całym mieście, mijając skromny, szeroki most stanowiący piękny punkt widokowy, nareszcie dotarł do małego, lecz dobrze zadbanego mieszkania. Budynek posiadał kamienne ściany, wspomagane jasnymi, masywnymi filarami stworzonymi z drewna, wraz z paroma drobnymi, precyzyjnie wykonanymi ozdobami. Bez dłuższego namysłu podszedł do błahych drzwi i zapukał. Pil nie usłyszał nic poza hałasem przechodniów za jego plecami, a więc zapukał raz jeszcze. Nadal cisza.

Chłopak postanowił ostrożnie otworzyć drzwi, doznając przy tym pięknego widoku. Wnętrze domu było przepełnione książkami, leżały one wszędzie parę otwartych na biurku starca, jedna ze ścian była wielkim regałem książek, tak nimi przepełnionym, że ledwo starczało miejsca na kurz. Zaintrygowany Listig lekkim krokiem podszedł do ławy i przeczytał kawałek kartki z otwartej księgi.

Po chwili wczytywania się w lekturę, wyciągnął wnioski. Dowiedział się o tym, że magowie dzielą się na nieznane mu rodzaje, poza jednym - białym magiem. Ten rodzaj czarodzieja jest w stanie leczyć rany i posiada bardzo zbalansowaną, spokojną moc. Stwierdził, że jego zleceniodawca zna się na magii, a może nawet się nią posługuje, a co za tym idzie musi go znaleźć i podszkolić się w tej dziedzinie pod jego skrzydłem.

Młodzieniec od razu zaczął wchodzić po krętych, skrzypiących schodach prowadzących na piętro.

Gdy tylko tam dotarł, ujrzał chrapiącego, siwego dziadka z krótkimi włosami oraz brodą zwisającą mu do podłogi. Na brodzie miał zawieszone dwa koraliki ze znakami, których Pil nie mógł dostrzec z takiej odległości. Miał na sobie jasnoniebieską szatę, koloru identycznego co kołczan młodzieńca, sięgającą mu do kostek.

Łowca podszedł do śpiącego mężczyzny z zamiarem obudzenia go, ale w chwili gdy wyciągnął rękę, żeby go szturchnąć, dostrzegł zakrwawiony bandaż na jego ręce. Mimo wszystko, zamiast analizować co stało mu się w ramie, tknął staruszka jednocześnie go budząc.

– Oh, witaj młodzieńcze, wybacz, jeśli pukałeś do drzwi i nikogo nie zastałeś, dobrze że wszedłeś. Jak cię zwą? Po co przybywasz? - zapytał zaspany siwowłosy.

– Witam, jestem Pil Listig. Znalazłem twoje zlecenia na tablicy, te w sprawie czytania książek. - odpowiedział.

– No tak, omal nie zapomniałem, że w ogóle coś takiego wieszałem, minęły już chyba z dwa miesiące od tego momentu. Przypomnisz mi jakie obiecywałem wynagrodzenie? - powiedział zdezorientowany staruszek.

– Dostęp do całego księgozbioru. - wyjaśnił.

– No tak, cały… – przerwał niespodziewanie – Mój Boże, gdzie moje maniery, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Leonard Spokojny, jestem magiem z odległej, wysuniętej na południe krainy - Mirsvet. Miło mi Cię poznać, młody czarodzieju.

– Chwila… Po pierwsze “Spokojny”? To nazwisko? Po drugie skąd wiesz, że mam talent magiczny? - spytał z widocznym zaskoczeniem na jego twarzy.

– A więc nie, “Spokojny” to nie nazwisko tylko przydomek. W Mirsvecie posługujemy się głównie przydomkami. Nazwisko tworzy się poprzez dodanie do imienia ojca końcówki “-sson”, w przypadku mężczyzny, bądź “-sdottir”, w przypadku kobiety. - nastąpiła cisza i po chwili z poważnym tonem starzec kontynuował - A co do talentu magicznego…


<C.D.N>

15 sty 2023

Od Regisa "Jesienny poranek"

Jesień 1457
Noc swą czernią już dawno pochłonęła całą okolicę. Przez zachmurzone niebo swe promienie delikatnie rzucał blask księżyca, ledwo przedzierając się przez padający wokoło deszcz. Większość mieszkańców dawno już zasnęła, tylko w kilku oknach paliło się światło. Jeden z takich domów, w którym domowników błogi sen jeszcze nie ukoił, stał na obrzeżach miasta. Łowca go zasiedlający ślęczał przy stole na pierwszym piętrze. Lampa służąca za przycisk do papieru spoczywała na stosie wielu stron. Wszystkie były wypełnione wszelakimi zapiskami i rysunkami przedstawiającymi różne materiały, minerały i schematy budowy wielu typów broni białej. Po drugiej stronie blatu leżało kilka książek o podobnych tematykach. Na nich zaś postawiony był kubek, lekko poniżej połowy wypełniony mocno przestygniętym już naparem z liści malin. Poruszany był on w celach napojenia się przez Regisa, który na położonej w centralnej części stołu dużej kartce rysował i wprowadzał zapiski projektując nowe zamówienie u lokalnego kowala. Niewiele mu zostało, by mógł wreszcie uznać projekt za skończony.
Nie minęła godzina, gdy łowca w końcu oderwał się od rysopisu. Spoglądając za okno ujrzał swoje odbicie oświetlone blaskiem dobiegającym z kaganka. Uchylił delikatnie drzwiczki i dmuchnął w płomień umieszczonej wewnątrz świecy. Ten zatańczył smagany poruszeniem powietrza, po czym zgasł, pozostawiając po sobie stopiony wosk i strużkę zanikającego w nicości dymu. Obraz w oknie przestał ukazywać zmęczonego człowieka, a ujawnił ciemny krajobraz pełny niewyraźnych kształtów zacieranych spadającymi kroplami na końcu, którego dojrzeć można było majaczące pojedyncze jaśniejące punkciki, będące, tak samo jak właściciel domu, nie śpiącymi jeszcze, zmęczonymi duszyczkami, szwędającymi się po swoich własnych czterech kątach, kończąc załatwianie spraw, na które w czasie świecenia dziennej gwiazdy z wielu powodów nie starczyło czasu. Gospodarz wstał w ciemności i wyszedł na korytarz z pokoju, który tymczasowo nazywał swoją pracownią. Zamknął za sobą drzwi i przeszedł do leżącej naprzeciwko kwatery, będącej jego sypialnią. Poprawił nałożoną kilka godzin temu koszulę nocną, naciągnął nogawki i położył się przykrywając grubym kocem. Sen szybko go zmógł, dając upragnione wytchnienie po godzinach studiowania notatek i tworzenia własnych.
Poranek był chłodny. Słońce leniwie wychylające się ponad horyzont rozlewało blask światła na nowo powstałą w nocy warstwę błota. Wiejący wiatr zwiewał nie opadłe jeszcze liście. Regis obudzony odbitymi promieniami słońca wybudzał się powoli. Siadł w końcu na łóżku i spojrzał na szyby znajdujące się ponad jego łożem.
– Pora w końcu zamontować jakieś zasłony – powiedział do siebie zaspanym jeszcze głosem.
Wstał w końcu i ruszył powoli w stronę kuchni. Schodząc po schodach zauważył kilka większych kłaków kurzu walających się tu i ówdzie. Wrzucił kilka kawałków drewna do paleniska i rozniecił ogień. Dochodząc do blatu wyrwał jedną ze specjalnie do tego celu znajdujących się tam kartek i zapisał leżącym obok prowizorycznym ołówkiem zrobionym z patyczka, kawałka sznurka i naostrzonego węgielka posprzątanie domu jako pierwszy punkt nowej listy rzeczy do zrobienia. Odłożył ją na bok, sięgając po leżącą pod jedną z podwieszanych półek resztkę bochenka chleba, po czym położył go na blacie głównego stołu pokoju. Dopisał do listy pieczywo, po czym ruszył w kierunku piwniczki. Wejście do niej znajdowało się pod schodami. Była ona widocznie dobudowana w późniejszym okresie niż większość domu. Wejście lekko zakręcone prowadziło do pomieszczenia położonego poniżej poziomu gruntu. Spory ciemny pokój z dwoma parami kolumn wspierających rozświetlany jedynie przyniesioną ze sobą latarnią. Część ścian zasłonięta dużymi regałami, na których znajdowały się wszelakie artykuły spożywcze. Pod resztą boków w nikłym blasku światła tam docierającego dojrzeć można było ślady po starych meblach, które nie przetrwały próby czasu, ani spotkań z byłymi mieszkańcami. Łowca zabrał zawiniątko leżące na jednej z półek i udał się z powrotem w stronę jadalni. Pokroił chleb i posmarował go masłem z niewielkiego glinianego naczynia leżącego zazwyczaj gdzieś na blacie pod półkami. Odpakował niewielki kawałek mięsa przyniesiony ze spiżarni i przygotował kilka plastrów kładąc je następnie na kromki. Po krótkiej chwili kończąc pieczywo, zakończył również spożywanie śniadania. Wstawił wodę do gotowania szykując podobny napar, jaki pił ubiegłej nocy sporządzając swoje notatki. W międzyczasie zdążył trochę posprzątać zbierając przede wszystkim duże kłębki kurzu zauważone na początku poranka. Zalał liście gorącą cieczą i poszedł zmienić swój strój na zwykły. Po chwili założony już miał ubiór bardziej adekwatny do warunków. Grube spodnie i długa koszula. Zasiadł do stołu planując obecny dzień. Niedługo przygotuje tak skrupulatnie sporządzone notatki i uda się do kowala. Część materiałów ma już przygotowane. To będzie drogie zamówienie, ale Regis zdawał sobie z tego sprawę.

Od Pila "Kartki" cz. 1

Jesień 1457

Pil po ukończeniu swojego treningu z młodym mentorem, wyruszył w poszukiwaniu dalszych przygód. Pomyślał, że skoro już odkryto u niego talent magiczny, powinien nauczyć się jak go spożytkować. Stwierdził więc, że uda się do miasta i podpyta lokalnych o księgarnie oraz nauczycieli. Chłopak niezwłocznie wyruszył w stronę miasta.

Po długiej podróży, wycieńczony wędrówką młodzieniec dotarł wreszcie dokąd zmierzał. Nie tracąc ani chwili, podszedł do kupca:

– Witam, czy wie Pan może gdzie znajdę coś pokroju biblioteki, bądź mentora od sztuk magicznych? – zapytał wrażliwie.

– Hmm, niezbyt, ale sądzę, że możesz znaleźć coś pożytecznego na tablicy ogłoszeń w rynku. – odpowiedział z lekką niecierpliwością w głosie.

Po wysłuchaniu rady handlowca, od razu ruszył w stronę skromnie wykonanego, drewnianego banneru. Mijając białe budynki z niebieskimi dachówkami, w które kochał się wpatrywać, dotarł do listy ogłoszeń.

– “Poszukuje ochotnika do pomocy z uprawą…” - załatwione. “Zapraszam na targi…” - nie tego szukam. “Szukam nauczyciela rzemieślnictwa…” - na tym znam się już wystarczająco dobrze. “Poszukuje pomocy z czytaniem…” - nie dla mnie, najwidoczniej nie znajdę tu nic pożytecznego. – wymruczał pod nosem Pil.

Jednakże odwracając wzrok, kątem oka spostrzegł słowo “księgozbiór”. 

Momentalnie z powrotem spojrzał na list i przeczytał go do końca. Mówił on: “Poszukuje pomocy z czytaniem. Niedługo całkowicie oślepnę, a me życie bez moich drogich ksiąg to nie to samo. Nagrodą będzie wszystko co posiadam, czyli mój cały księgozbiór. Mimo skromnego wynagrodzenia, liczę że znajdę ochotnika do pomocy.”

– Dokładnie tego szukałem…


<C.D.N.>

Od Lestata "Czas zmian" cz. 11

Jesień 1457

– Słyszałem o tobie niejedno, i żadna z tych rzeczy jest czymś pozytywnym – zaczął Lestat – Musisz sobie zapracować na zmianę złej sławy, którą jesteś owiany. Radziłbym od przyjęcia pod swój dach mnie i Conny, przynajmniej aż do końca śnieżycy.

Shen parsknął gniewnie, ale przepuścił ich w drzwiach. Conna, przechodząc, posłała mu najsłodszy uśmiech, na jaki było ją stać.

Rozebranie wszystkich płaszczy i futer Lestata trochę zajęło. Shen niechętnie powiesił je na wieszaku nieopodal wejścia, a potem zaprowadził ich do kominka. Gotował wodę w blaszanym dzbanku zawieszonym tuż nad ogniem. Młodzieniec zerknął do środka, oceniając jej ilość na wystarczającą i zabrał się za przygotowywanie herbaty. Lestat z drobnym zaskoczeniem dostrzegł, że nie znał tych liści, a ich zapach nie kojarzył mu się z żadnym ziołem. Musiały pochodzić wprost ze Wschodu.

– Lubisz herbatę, czyż nie? – zapytał Lestat. Shen kiwnął głową, rozstawiając pięknie malowaną porcelanę na stoliku. – Przywiozłeś ją aż ze swoich stron. Musisz mieć dużą kolekcję...

– Już mi się kończy. Oszczędzam – odpowiedział chłodno, sięgając po wrzącą wodę. Zaraz potem zniknął w kuchni i postawił pod ich nosami świeże pierożki. Conna, zdumiona, otworzyła usta. Było ich za mało, aby wszyscy mogli się najeść, ale mężczyzna prawdopodobnie przyrządził je znacznie wcześniej z myślą o samym sobie. Wszystko wskazywało na to, że nie miewał gości.


<C.D.N.>

14 sty 2023

Od Pila "Mech" cz. 1 (cd. Regis)

Jesień 1457

Po długiej wędrówce wykończony chłopak w końcu dotarł do miasta Rivot. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to długie, kamienne uliczki otoczone pięknymi, białymi budynkami z drewnianymi podporami i stosy straganów. Mimo swojej niespodziewanej fascynacji miastem szybko przypomniał sobie o swoim zadaniu - zdobyciu prowiantu i minimalnego majątku.

Po krótkiej przechadzce po nowopoznanym mieście, nie zastanawiając się długo wyruszył do pobliskiego lasu. Osada była bardzo dobrze zagospodarowana - wywodziło się z niej wiele dróg i na każdej widniał znak doskonale opisujący gdzie się zmierza. Po niedługim spacerze Pil ujrzał nareszcie pierwszą warstwę lasu skrywaną za niewielkim polem. Od razu wziął łyk ze swojego nieco nadszarpniętego bukłada i ruszył w nieznane.

Już sam gąszcz pełen drzew i krzaków wydawał mu się nieco… inny. W porównaniu do pozostałych lasów, które zwiedził na swojej drodze, ten miał pnie sięgające wysoko jak góry i pnącza rozległe jak ocean. Ale mimo to, co wydawało mu się dziwne, bez przerwy wyczuwał jakieś zagrożenie, niesprecyzowany strach.

Jego uczucie niepokoju nabrało sensu w momencie, gdy usłyszał głośny jak burza ryk wydobywający się z oddali. Spoglądając w prawo, skąd usłyszał wycie, jego serce przyspieszyło. Zestresowany łowca oczywiście podjął najrozsądniejszą decyzję, czyli skierowanie się w lewą stronę dziczy.

Po paru minutach wędrówki młodzieńca tajemnicza bestia znów rykneła, ale tym razem okrzyk był głośniejszy i wydawało się, jakby to “coś” się zbliżało. Podróżnik stwierdził, że jeśli to coś go dogania, oznacza to że prędzej czy później go złapie, a już na pewno zanim opuści las. Idąc tym tokiem myślenia zdecydował ostrożnie podważyć mech swoim świeżo naostrzonym sztyletem i zrobić z niego kamuflującą kołdrę.

Po około dwudziestu minutach leżenia pod swym puchatym kocem, usłyszał odgłosy zbliżających się kroków średniej wielkości potwora. Chwila minęła, a chłopak przez drobne szpary w mchu ujrzał ciemnozieloną bestię z gęstym futrem ciągnącym się od góry klatki, aż do końca ogona wraz z ogromnymi, białymi jak śnieg kolcami wędrującymi przez cały jego grzbiet.

Terrawit, bo tak nazywało się zwierzę, które przyprawiało łowce o ciarki przeszło tuż obok niego, ale na jego nieszczęście zatrzymało się oraz spojrzało przez swoje żylaste ramię. Wyczuło swoim delikatnym resztki pożywienia ocalałego - parę gołębi, które cały czas trzymał w torbie na dzisiejszy posiłek.

Zwierzyna przygotowała się do ataku i rzuciła się z rozdziawionym pyskiem w okolice kryjówki młodzieńca, rujnując praktycznie wszystko w zasięgu zgryzu. Pil na całe szczęście w ostatniej chwili wykonał unik, dzięki któremu uszedł z życiem. Mimo powodzenia został ranny - miał wielką ranę ciągnąca się przez prawie całą długość lewego ramienia.

Pomimo bólu i strachu od razu wpadł na pomysł, aby rzucić bestii swój obiad, skoro i tak martwy go nie spożyje. Jak pomyślał tak i zrobił - w mgnieniu oka wyciągnął z bagażu swoje pyszne zdobycze i gdy bestia wypluwała resztki zieleniny z pomiędzy kłów, rzucił je w tuż pod łapy bestii.

Gdy Terrawit zajął się jedzeniem przerażony łowca zaczął uciekać tak szybko jak tylko mógł.

Po kilkunastu minutach sprintu, wciąż przestraszony zobaczył w oddali błysk miecza i odgłosy bitwy. Podchodząc bliżej dostrzegł młodego wojownika, na oko dwadzieścia parę lat i Terrawita, takiego jak ten, przed którym sekundę temu uciekał w popłochu.

Ich walka była niesamowita, mimo że nie potrwała zbyt długo. Ostateczne uderzenie nieznajomego było tak prędkie i precyzyjne, że jednym machnięciem był w stanie przebić szyję bestii na wylot.

Gdy doświadczony, ciemnowłosy szermierz zajmował się martwą zwierzyną, Pil podszedł do niego lekkim krokiem:

- Gdzie się tego nauczyłeś? - spytał z lekkim zdziwieniem, zachowując niewzruszona twarz.


<Regis?>