Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

7 lip 2022

Od Pedra „Szyfr” cz. 3

 Zima 1456

Pedro przytulił młodszego brata. Nigdy w życiu nie cieszył się tak bardzo na jego widok. Odzyskał go całego i zdrowego z tej katastrofy. Nie chciałby sobie nawet wyobrażać, co mogło się stać. Nie wiedział, co byłoby gorsze; nie znalezienie go wcale, czy odnalezienie go martwego.
Ostatnie wieże zamku waliły się na ich oczach. W niebo wzbijały się coraz to nowe kłęby kurzu. Dym po eksplozji nadal wisiał nad nimi. Na ich ubraniach osiadał popiół.
– Gdzie... Gdzie jest wuj Andre? – spytał Carlos.
– Wracamy do Rivot – powiedział Pedro.
– Gdzie jest wuj?! – wykrzyknął młodszy z braci.
– Nie żyje.
– C...Co?! – wydusił Carlos.
– Wracamy do Rivot. Nie mamy już czego tu szukać. Sygnet to było kłamstwo, które miało go tu zwabić. Nic tu po nas.
– I ty mówisz to ot tak sobie?! – oburzył się młody mag. Popchnął brata, ale zrobił to zbyt słabo, żeby chociaż trochę zachwiać jego poczucie równowagi. Uderzył pięścią w ramię Pedra, ale w napływie emocji nie wziął pod uwagę, że jego brat ma na sobie zbroję. Młodszy krzyknął z bólu i złapał się za dłoń.
– Uważaj – powiedział Pedro.
Złapał rękę brata i przywołał mróz na swoją rękawicę, by podziałała jak zimny okład.
– Lepiej poszukajmy koni. Może nie są daleko.
Carlos cofnął się, wyrywając dłoń z uścisku opancerzonej ręki brata. W jego oczach płonęła złość. Złość połączona z żalem i pretensją.
– Jak możesz być tak... tak...
– Nowe pieśni będziesz układać później. Teraz nie mamy na to czasu – mruknął Pedro.
Otworzył przejście do swojej „przestrzeni własnej” i odłożył kostur na miejsce. Po tym, pociągnął brata za sobą i ruszył na poszukiwanie koni.
<C.D.N.>

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 3

 Wiosna 1457

Kuglarza przywitało przyjemne, domowe ciepło i blask wielu latarni. Pierwszym, co zobaczył od wejścia były ogromne, nadzwyczaj wysokie półki pełne grubych tomisk. Diego z podziwem przejechał wzrokiem po całym regale. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek zobaczył naraz tyle książek. Myślał, że te dwie, co posiadał, to było dużo.
– Popatrz sobie popatrz – zaśmiał się ktoś z kolejnego pomieszczenia. Zaraz po tym stwierdzeniu zakasłał. – Imponujące, prawda?
– Prawda – przyznał Diego, spoglądając w kierunku, z którego dochodził głos. – Te wszystkie książki należą do pana?
– Niektóre pożyczyłem, ale nigdy nie oddałem – odpowiedział właściciel kamienicy. Dopiero wtedy Diego dojrzał jak on wyglądał. Była to podstarzała krukowata bestia; sylwetka bardzo przypominała ludzką, ale głowa praktycznie niczym nie różniła się od tej należącej do pospolitego ptaka. Wiek osobnika zdradzały zarówno bielące się pióra, jak i przygarbiona sylwetka połączona z dość powolnymi ruchami. Jego strój rozwiał wszelkie wątpliwości co do tego, że Diego miał do czynienia z magiem; była to długa tunika z jeszcze dłuższym, pięknie zdobionym płaszczem. Krukowaty podpierał się laską zakończoną drogim kamieniem.
– Czemu zawdzięczam wizytę, młodzieńcze? – zapytała starsza bestia.
Diego poklepał się po kieszeniach, po czym wyciągnął z jednej z nich ogłoszenie. Pokazał je krukowi.
– Mam trochę czasu. Pomyślałem, że przyjdę i spróbuje pomóc – wyjaśnił Diego.
Mag spojrzał na świstek, ale nie przeczytał go. Zupełnie jakby ocenił co to, po samym kształcie i fakturze papieru.
– Dobrze – podsumował.
Diego miał pewną trudność w czytaniu emocji tego osobnika. Kruczy dziób nie był tak elastyczny jak humanoidalna twarz. Dobrze, że mowa niewerbalna nie składa się tylko z mimiki.
– Nie jest to jednak sprawa na jeden wieczór, mój drogi. Poszukuję ucznia, który mógłby przy okazji czytać mi księgi z mojej kolekcji, dopóki nie dostanę nowych okularów.
Diego skinął głową na znak, że rozumie co i jak; pozwolił tym samym magowi kontynuować.
– Nie zajmie to długo; ot, taki krótki staż. Maksymalnie tydzień. Co o tym myślisz, mój drogi?
Diego podrapał się pod brodą i przechylił nieco głowę. Zastanawiał się, zastanawiał, tylko po to żeby ostatecznie stwierdzić:
– Nie wiem, proszę pana. Przepraszam, ale...
– O, nic nie szkodzi – odparł mag. – Nie jest to zajęcie dla każdego. Wymaga to dużo cierpliwości, dyscypliny, chęci do nauki... – wymieniał tak jeszcze dobrą chwilę. Diego cały czas kontemplował, czy spełnia te wymagania, albo chociaż ich część. Jednak odpowiedź, czy powinien przyjąć posadę, nie zawitała w jego głowie. Kuglarz-łowca spojrzał na trzymany świstek/ogłoszenie.
– Może dam ci czas do namysłu do jutra, eh? Co ty na to mój drogi?
– Niech będzie – odparł Diego. – Ale odwieszę to ogłoszenie na miejsce. Może trafi się ktoś, kto też będzie chciał pomóc...
Pomóc... Byłaby to przede wszystkim pomoc. Ten argument przekonywał Diego najbardziej. Ale pozostawały wątpliwości, których nawet nie potrafił nazwać.
<C.D.N.>

6 lip 2022

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 2

 Wiosna 1457

Nocą i porankami wracały mrozy. Tak więc, wielu z mieszkańców Rivot nadal preferowało spędzać wolny czas po karczmach i zajazdach, a nie na rynku. Wieczorem Diego zauważył, że tańczy już tylko dla dwóch bestii. Nie był nawet pewien, czy w ogóle na niego patrzyły; miały dość nietypowo zbudowane oczy. Kuglarz postanowił sprawdzić, czy uzyska jakąkolwiek reakcję; zrobił podczas żonglerki salto w tył. Nie, bestie nawet nie drgnęły. Chyba że... ten trik był już tak nadużywany przez kuglarza, że zwyczajnie przestał robić wrażenie.
Diego westchnął, zakończył swój „taniec” i złapał w dłonie wszystkie pochodnie. Ugasił płomienie, a następnie zaczął zbierać swoje rekwizyty. Spojrzał ukradkiem na plan dnia. Skończył jakieś dwie godziny przed czasem, co mógłby jeszcze zrobić w mieście, zanim wróci do siebie? Czas przeznaczony na rekreację wypadał dopiero na ósmą.
Diego ruszył uliczką. Za zakrętem czekał na niego mroźny podmuch. Kuglarz-łowca pożałował, że już odłożył rękawiczki i kurtkę na dno szafy. W dzień taki, jak ten, jeszcze by się przydały. Pocierając dłonie, Diego przystanął przy biuletynie. Przejechał wzrokiem po ogłoszeniach. Było pośród nich tylko jedno nowe; niestety dziwnie poszarpane i pomazane. Traktowało o jakimś księgozbiorze, czy czymś takim... i ktoś potrzebował pomocy. Diego zastanowił się chwilę nad tym niepełnym ogłoszeniem. Długą chwilę. Koniec końców zdecydował, że to on udzieli temu tajemniczemu jegomościowi pomocy. Coś mu mówiło, że to będzie dobry pomysł na spożytkowanie swojego czasu w mieście.
No i będzie to okazja do schowania się przed zimnem.
Diego zerwał ogłoszenie. Szczęśliwie akurat adres był najlepiej zachowaną częścią opisu; wskazywał miejsce całkiem niedaleko od centrum. Diego dotarł tam w mgnieniu oka, nawet pomimo taszczenia ze sobą ciężkich tobołków z rekwizytami.
Kuglarz stanął naprzeciwko bogato zdobionej kamienicy z jedną ostro zakończoną wieżyczką. Z komina unosił się dym; Diego zdawało się, że był on w jeszcze paru odcieniach poza szarym. Tym bardziej zainteresowało go, kim też był autor ogłoszenia.
– Proszę wejść! – zawołał głos ze środka, zanim Diego w ogóle dotknął drzwi.
Zaraz potem, głośno zaskrzypiały zawiasy. Kuglarz-łowca wykonał polecenie.
<C.D.N.>

Od Pedra „Szyfr” cz. 2

  Zima 1456

Pedro nie miał czasu oglądać przedmiotu, który wręczył mu umierający wuj. Schował kartkę do małej sakwy przy pasie, po czym pobiegł w głąb zamku. Drogę za nim przykryły kamienne bloki i chmury pyłu.
Pierwsze komnaty, które odwiedził, jeszcze trzymały się w jednym kawałku. Jednak każda kolejna była w coraz gorszym stanie. Mag wydobył swój kostur, żeby lepiej koncentrować czary. Szukając Carlosa, Pedro rozgarniał energią magiczną gruz, a także wybijał dziury w zawalonych korytarzach. Miejscami musiał tworzyć sobie pod stopami niewidoczne bariery, żeby pokonać ubytki w podłożu. Tak samo wykorzystał to zaklęcie, aby schronić się przed spadającymi kamieniami. Pedro dalej wołał brata. Liczył, że jeśli go nie zobaczy, to chociaż usłyszy jego głos.
W kilku pomieszczeniach mag znalazł ukrywających się ludzi. Dopiero przybycie kogoś nowego wyrwało ich z paraliżu przerażenia i pozwoliło znaleźć w sobie dość sił do ewakuacji. Zdenerwowanie Pedra narastało. Dotarł na czubek ostatniej wieży, a Carlosa nadal nie znalazł.
Nagle podłoże, na którym stał, zachwiało się i przekrzywiło. Stojące pod ścianą kilka mebli pospadało na ziemię. Pedro ruszył w przeciwnym kierunku, niż ten, w którym chyliła się wieża. Dotarł w ten sposób do okna; wyjrzał na zewnątrz żeby ocenić swoją sytuację. Niestety, chmury pyłu skutecznie ograniczyły widoczność. Pedro mógł tylko zgadywać, jak wysoko był i czy miał szanse wylądować bezpiecznie. Jednak stojąc w obliczu zagrożenia, jakie niosła zupełnie waląca się budowla, postanowił zaryzykować. Wyskoczył na zewnątrz.
Jego lot skończył się zbyt szybko i zbyt twardo. Co gorsza, ziemia pod stopami maga nadal się trzęsła, pękała i powoli rozpadała. Pedro trafił na mur łączący tę, do niedawna jeszcze stojącą, wieżę z następną.
Mag ruszył przed siebie; kiedy omsknęła mu się noga na luźnym kamieniu, wytworzył pod swoimi stopami kolejną niewidoczną barierę. Wtedy zrozumiał, że być może będzie musiał używać tego zaklęcia częściej, żeby się stąd w miarę bezpiecznie wydostać. Jednak nie wiedział w którym kierunku ma podążać. Nie chciałby znaleźć się w centrum tej katastrofy, zamiast na zewnątrz. Ale stąd niemożliwe było prawidłowe określenie kierunku. Wszystko zasłaniały kłęby dymu, kurzu i popiołu.
Ostatecznie Pedro nie musiał osobiście wybierać. Rozpadający się pod nogami grunt zepchnął go na jedną stronę. Mag wytworzył kolejną barierę, by nie polecieć bezwładnie w dół z niewiadomej wysokości. Z trudem ją utrzymał, kiedy wylądował nań całym ciężarem ciała. Utworzył poniżej nową „platformę” i zeskoczył w jej kierunku. Powtarzał tę czynność dopóki nie zobaczył pośród kurzu zarysu podłoża.
Ledwie łapiąc oddech, Pedro przetoczył się po ziemi. Jak dobrze było wrócić na pewniejszy grunt. Mag wstał i ocenił swoje otoczenie. Jego oczom ukazało się sporo ocalałych z katastrofy, ale też gapie z miasta, którzy przyszli zobaczyć, co właściwie miało miejsce. Pedro wodził po nich wzrokiem, potem zaczął się przepychać między nimi, nadal szukając brata. Wreszcie ujrzał między burym dymem i popiołem turkusowy materiał.
<C.D.N.>

5 lip 2022

Od Diego „Ta sama historia, którą znamy” cz. 1

 Wiosna 1457

„Jesień otacza złotym kolorem wszystkie drzewa w okolicy. Marc mógłby przysiąc, że nadal widzi pośród nich sylwetkę wspomnianej kobiety...
Diego byłby w stanie wyrecytować ten fragment nawet gdyby obudzono go w środku nocy. Ba, może dałby radę przywołać z pamięci całą powieść; od przydługiego prologu aż do łzawego ostatniego rozdziału i zdecydowanie zbyt krótkiego epilogu. Mężczyzna nie liczył który to już raz wodzi wzrokiem po stronach tego egzemplarza. Było w owym zbiorze opowiadań coś, co przetrzymywało uwagę człowieka, nawet pomimo dokładnej znajomości treści.
Diego poprawił maskę, by ta czasem nie zasłoniła mu oczu. Nigdy nie miał takich problemów, jeśli chodził po ziemi jak normalny humanoid. Jednak kiedy wisiał głową w dół, nogami oplatając gałąź, maska miała zwyczaj powoli uciekać mu coraz bardziej na czoło.
Z czasem znad przetrzymywanych przez dłonie kuglarza stron zaczęło się wychylać słońce. Łowca przyjął to jako sygnał, że czas, który wyznaczył sobie na czytanie, właśnie upłynął. Diego zamknął wydanie, podciągnął się nieco na nogach i wykonując w powietrzu obrót, zeskoczył z gałęzi na ziemię. Wspiął się po wiszącej drabinie do swojej izby i odłożył książkę na odpowiednie miejsce na półce. Upewnił się przy tym, że oba tomy stoją równo.
***
– I wtedy bestia skoczyła... – zaczął Diego.
– Pokonała złola, uratowała wszystkich, koniec – dokończył za niego Rick.
Kuglarz spojrzał na chłopca zdziwionym wzrokiem. Dopiero wtedy zauważył jak mocne znużenie gościło na jego twarzy.
– Właściwie, pomiędzy tymi punktami wydarzyło się jeszcze kilka rzeczy – zauważył Diego.
– Ale główna myśl jest zawsze taka sama – ziewnął jego podopieczny. – Wymyśl coś nowego!
– Hej, dobro zwycięża, bohaterowie zacieśniają więzi, tak musi być. Chcesz żeby twoja siostra potem nie mogła spać w nocy? – dodał ciszej opiekun dzieci, zerkając na już pochrapującą Lucy.
– Ale niech zadzieje się coś nowego! Może niech złol na chwilę przejmie władzę! – Rick podniósł się z łóżka. – Może niech bohater wygląda na martwego! O, albo niech połączą siły i razem pokonają większe zło! – Chłopiec stanął na materacu, wyciągając do góry dłonie.
– Zgoda, następnym razem ty opowiadasz bajkę – zaśmiał się Diego. – Nie szalej już, powinieneś już spać. Co powiedzą twoi rodzice?
– No weź Diegoo – jęknął Rick.
– Mówię poważnie. Czas spać.
Chłopiec westchnął ciężko, ale ostatecznie zgodził się położyć z powrotem i naciągnął na siebie kołdrę. Diego, zadowolony z wykonanej roboty, wstał, zabrał ze sobą latarnię i opuścił pokój, który dzieliły dzieci. Akurat jak domknął drzwi, do domu weszli jego właściciele. Diego uścisnął dłoń ojca, pocałował w rękę matkę swoich podopiecznych. Ta po tym dość oficjalnym powitaniu, poszła gdzieś dalej do domu. Z Diego został za to drugi mieszczanin.
– Będzie nam ciebie brakować, Diego.
– Co dzień znajdziecie mnie na rynku Rivot – odparł kuglarz pokrzepiająco.
Ojciec dzieci pokiwał głową. Sięgnął do sakiewki i wręczył opiekunowi jego zapłatę.
– Jakie masz teraz plany poza wznowieniem występów? Dużo polowań na różne monstra?
– Na pewno będzie trochę wypraw z moją grupą... Będę musiał chyba poczytać też coś nowego, żeby poszukać inspiracji... – pomyślał na głos Diego.
– Do występów?
– Nie tylko – odparł kuglarz-łowca.
<C.D.N.>

Od Pedra „Szyfr” cz. 1

 Zima 1456

Pedro spiął wszystkie mięśnie i skupił całą swoją moc na spadającym filarze. Zdołał go zatrzymać kilka metrów nad ziemią, pozostawiając biesiadnikom otwartą drogę ucieczki.
– Idźcie! Już! – wykrzyknął do tłumu.
Nie trzeba było im dwa razy powtarzać; wszyscy ruszyli ku korytarzowi prowadzącemu do wyjścia z zamku. Pedro ze skupieniem szukał wśród nich Carlosa. Nie wypatrzył jednak nawet skrawka jego turkusowego płaszcza.
W oczy Pedra rzuciła się za to matka z dziećmi; uciekała ze swoimi pociechami na rękach. Kto wie ilu niewinnych ludzi zginie tej katastrofie. Tyle zrobić dla zemsty. Wrogowie wuja Andre'go żyli przeszłością. Zginęli za tę przeszłość. A wuj... za co zginął wuj? Dał się zwabić w pułapkę, ot jego historia. I prawie zabrał Pedra i Carlosa ze sobą.
Pod magiem ugięły się kolana. Zmuszony był wypuścić filar z uścisku czaru. Kamienny blok uderzył o ziemię krusząc pod sobą płytki, którymi wyłożono podłogę. Pedro ciężko dysząc oparł się jednym kolanem o ziemię. Wiedział, że nie może pozostać w tej pozycji tak długo, jak by sobie tego życzył. Obok niego zaczęły lądować coraz to większe odłamki murowanego sklepienia.
Pedro rozejrzał się po rozpadającej komnacie. Popatrzył po ciałach już zabitych przez gruz biesiadników. Nie było wśród nich Carlosa, ale to nie oznaczało że był bezpieczny. Może uciekł z pozostałymi, a może został gdzieś uwięziony przez zgliszcza. Pedro musiał osobiście sprawdzić pozostałe komnaty zamku, póki ten jeszcze stał.
Mag ruszył biegiem przez głęboko popękaną posadzkę, unikając spadających zewsząd kamiennych bloków. Jeden musiał schwycić magiczną energią, by ten nie zmiażdżył mu czaszki.
Kiedy dotarł do drugiego wyjścia z komnaty, które prowadziło wgłąb zamku, usłyszał głos:
– Pedro! Synku!
Adresat wołania odwrócił się. Ujrzał leżącego na ziemi wuja Andre'go.
– Wuju! – zawołał Pedro, podbiegając do niego. Nogi i część torsu nieszczęśnika przygniatały kawały gruzu. Mag przyłożył dłonie do pierwszego kamiennego bloku. Coś co jeszcze niedawno było elementem murowanej ściany, zaczęło się pokrywać głębokimi pęknięciami.
– Zostaw to. Nie dam rady... – Wuj zakasłał. – Nie dam rady już uciec.
– Tego nie wiemy – odparł sucho Pedro.
– Nie dam rady wstać. Udało im się. Zginę tutaj.
– Wuju! – warknął Pedro. – Rozpraszasz mnie!
Andre złapał nogę swojego przybranego bratanka. Pedro nie zdołał utrzymać skupienia. Magiczna energia ulotniła się; kamień przestał pękać.
– Co ty wyprawiasz? Oszalałeś?
– Weź to – Andre wyciągnął w stronę maga jakiś podziurawiony kawałek papieru.
Pedro wykonał polecenie. Zaraz po tym obok niego wylądował kolejny kawał gruzu.
– Co to jest, wuju?
Nie otrzymał odpowiedzi. Andre zamknął oczy i już ich nie otworzył.
Z góry zaczynały spadać coraz większe elementy ścian i sklepienia. Pedro nie miał już lepszych opcji działania. Nie zdoła uwolnić wuja, zanim ich obu przykryją zgliszcza. Jeśli chciał przeżyć i odnaleźć Carlosa nie mógł tu dłużej zostać.
Nie w epicentrum zastawionej pułapki.
<C.D.N.>

4 lip 2022

Od Diego „Wóz na skraju lasu” (cd. Avrion)

 Jesień 1457

Diego wziął do ręki czekający na niego kubek czystej wody. Pociągając łyk, rzucił okiem na swój plan dzisiejszego dnia. Wczoraj osobiście dopisał punkt „zakupić ŻELAZNE groty”. Ostatnio na występach dopisywała hojna publika; Diego odłożył nieco grosza, a że nie miał w planach większych wydatków, postanowił wydać część na lepsze materiały do strzał. Ile można użerać się z nierównymi, kamiennymi grotami? Choćby miał w dłoniach precyzję elfa, nie dałby rady wykuć ich tak idealnie, jak idealne jest odlane żelazo.
Diego przejrzał się w wielkim lustrze ustawionym w rogu pokoju. Poprawił koszulkę, czapkę i związał ciaśniej swój potargany kucyk. Może powinien kupić sobie też nowy grzebień...
Mężczyzna zszedł, a właściwie zjechał po drabinie z powrotem na dół i ruszył dobrze znaną sobie drogą w kierunku Rivot. A przynajmniej taki miał z początku plan.
W pewnym momencie trasę Diego przecięła łania. Mężczyzna w ostatnim momencie cofnął się, by uniknąć stratowania. Zwierzę nawet nie zwróciło uwagi na człowieka; było w pełni skupione na swojej własnej ścieżce, która tylko przypadkiem krzyżowała się z drogą kuglarza. Łania zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Diego zignorowałby to spotkanie, gdyby nie fakt, że chwilę potem spośród drzew wyskoczył koszmar. Potwór nie był olbrzymem; tak właściwie wielkością przypominał dzika. Diego jednak pamiętał, czego go uczono; koszmary są straszliwie wytrzymałe, nawet tak mały osobnik może sprawić problem początkującemu łowcy. Tak więc, zamiast atakować, mężczyzna wycofał się jeszcze bardziej. Dzikopodobny koszmar, na szczęście Diego, po chwili wskoczył z powrotem w zarośla; podążając tropem łani. Być może w ogóle nie zauważył kuglarza.
Diego stał chwilę w tym samym miejscu, kontemplując co powinien zrobić. Oba stworzenia biegły mniej-więcej w kierunku miasta. Raczej nie opuszczą lasu, ale jeśli mężczyzna zdecyduje się iść dalej tą konkretną drogą, naraża się na ponowne spotkanie z nimi. Kto wie, może do tego czasu koszmar już dorwie i pożre łanię. Wtedy już raczej nie wyminie Diego z taką samą obojętnością.
„No dobrze, więc idziemy dzisiaj inną trasą” – pomyślał kuglarz. Obrócił się na pięcie i, upewniwszy się, że nic go nie śledzi, ruszył w przeciwną stronę. Jeśli ruszy teraz na zachód, powinien trafić na inną ścieżkę prowadzącą do Rivot. Mężczyzna zdjął z ramienia łuk. Na wszelki wypadek.
Diego szedł przez las trzymając strzałę na cięciwie; wprawdzie nienaciągniętej, ale jednak. Opuścił łuk dopiero, jak zobaczył zarys pierwszej chaty. Chwila... to nie była chata. Prostokątny obiekt był zdecydowanie za mały, by można było go nazwać chatą. Diego rozejrzał się. Chyba pomylił kierunki... znowu.
Uzbrojony w łuk mężczyzna zbliżył się do znaleziska na skraju lasu. Był to... wóz kupiecki. Dziwne... Dlaczego jego właściciel postanowił zatrzymać się właśnie tu? Diego pomyślał, że może to i dobrze, że zamiast do miasta trafił tutaj. Może ten handlarz będzie miał akurat to, co było mu potrzebne. Diego poprawił maskę, odwiesił łuk na ramię i zastukał do drzwi wozu. Na pewno nie zaszkodzi zapytać.
Rozległ się szczęk zamka, a zaraz po nim skrzypnięcie zawiasów. Diego ujrzał przed sobą bladego, dobrze zbudowanego mężczyznę o długich, czarnych włosach. Nieznajomy zmierzył kuglarza wzrokiem od stóp do głów, a na jego twarzy pojawił się dość nieprzyjazny wyraz.
– Czego tu szukasz? – rzucił.
– Dzień dobry – przywitał się Diego. Przyozdobił twarz ciepłym uśmiechem, ale znów zapomniał, że nikt tego nie dostrzeże.
– Zadałem ci pytanie.
– Interesują mnie twoje towary – mruknął uprzejmie kuglarz.
– Dlatego zasłaniasz całą twarz, jak bandyta, albo jakaś dzikuska?
<Avrion?>