Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

3 sie 2022

Od Diego „Obrona przed wilkami” cz. 9

 Zima 1456

– Niech pan poda mi rękę – powiedział Diego.
– Mam puścić pień?! – wykrzyknął Drun. Spojrzał w dół, przytulając się jeszcze mocniej do drzewa.
Byli dobre parę metrów nad ziemią. Zbyt wysoko, żeby mogły dosięgnąć ich wilki, ale zbyt nisko, by zrobić sobie poważną krzywdę spadając. Przynajmniej tak oceniał to Diego. Drun postrzegał sytuację nieco inaczej.
– Proszę mi zaufać – Kuglarz-łowca postarał się przysunąć pomocną dłoń jeszcze bliżej.
Handlarz zacisnął oczy i wydał z siebie ciche jęknięcie. Po tym jednak zdecydował się chwycić rękę swojego obrońcy.
– Okej, trzymam pana – powiedział spokojnym głosem Diego. – Niech pan spojrzy, ja trzymam się jedną ręką pnia. Asekuruję nas. Niech pan zejdzie tu do mnie na tę gałąź.
– A jak ona złamie się pod ciężarem nas dwóch, co? – rzucił Drun. – Pomyślałeś o tym?
– Jeśli bardzo się pan boi ja mogę stanąć na innej gałęzi – Diego przesunął się bliżej osi drzewa i przeszedł na kolejny, pobliski konar. – Śmiało, trzymam pana.
Drun bardzo powoli podniósł nogę i umieścił ją na gałęzi poniżej.
– Świetnie. Teraz druga noga – powiedział Diego.
Handlarz wykonał polecenie. Nim się obejrzał, już stał stabilnie kilkadziesiąt centymetrów niżej. W ten sposób, powoli, krok po kroku zeszli na najniższe konary drzewa.
– I co teraz? Skończyły się gałęzie – zauważył mężczyzna, spoglądając ku ziemi. Jeszcze trochę ich od niej dzieliło.
– Pokażę panu. Proszę puścić moją rękę i usiąść na gałęzi.
Drun już chętniej posłuchał łowcy. Może dlatego, że byli bliżej podłoża, niż wcześniej, a może po prostu miał teraz więcej wiary w jego rozwiązania.
Diego sam usiadł na najniższej gałęzi i oplótł ramionami pień drzewa.
– I teraz się po nim zsunę – wyjaśnił, a następnie, zeskoczył z konara. Zjechał na sam dół, amortyzując upadek tarciem o drzewo. Trochę bolały po tym ręce; kora zdarła nieco materiał na kaftanie, ale było to najbardziej przystępna droga na ziemię, którą wymyślił łowca.
– Da pan radę? – spytał Diego, zadzierając głowę ku górze; ku swojemu towarzyszowi.
– Będę próbował...
– I o to chodzi! Śmiało! – zachęcił kuglarz-łowca.
<C.D.N.>

2 sie 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 6

 Wiosna 1457

Carlos wychylił się za róg, żeby mieć pewność, że wściekły mieszczanin już ich nie dopadnie. Tymczasem Diego oparł się o ścianę i zaczął grzdebać w kieszeniach w poszukiwaniu kawałka kartki.
– Nie... nie dogadaliśmy się... co do wspólnych... występów – wydukał, łapiąc łapczywie powietrze.
– Na tę chwilę ciężko się będzie zgrać... – mruknął Carlos.
– No dobrze... A gdzie bywasz często, gdzie cię znajdę?
– Jeszcze nie wiem – odparł bard. – Ale jak usłyszysz, że ktoś głośno krzyczy moje imię to tam będę – zaśmiał się.
Wtedy powietrze przecięło wołanie o dokładnie takiej treści. Nadawca wiadomości bynajmniej nie brzmiał na zadowolonego.
– O właśnie tak... – westchnął Carlos.
– To ten mag z wcześniej? – zapytał Diego. – Kim on w ogóle jest?
– To mój starszy brat...
– Co zrobiłeś bratu, że tak go wkurzyłeś? – pozwolił sobie dalej pytać Diego. – Znaczy, jeśli wolisz żeby zostało to między wami, to oczywiście rozumiem.
– Chyba przeszkadza mu to, że się urodziłem – mruknął Carlos. – I że jestem o wiele lepszy we wszystkim, co robię. I że "marnuję swój potencjał" – Narysował palcami cudzysłów.
– Marnujesz potencjał? – zdziwił się Diego. – Przecież... twoje sztuczki robią ogromne wrażenie. Daję głowę, że mieszkańcy daliby masę pieniędzy, żeby to zobaczyć!
– Ale urodziłem się magiem i jestem stworzony do wielkich rzeczy – Carlos sparodiował niski głos kogoś innego. – Ja jestem artystą, urodziłem się artystą! Magia muzyki, magia słowa - to jest coś! – dodał z rozmarzeniem.
Znów rozległo się wołanie. Tym razem było ono o wiele bliżej nowych przyjaciół.
– Iii... chyba muszę już lecieć – powiedział Carlos. – Chciałbym zaznać jeszcze kilku chwil wolności...
– Idź, ja go zatrzymam – zaoferował Diego.

1 sie 2022

Od Pedra „Najgorsze jeszcze przed nami” cz. 6 (cd. Regis)

 Jesień 1457

Sitry są pieruńsko rzadkim zjawiskiem. Jak mało prawdopodobnym było, że to w ogóle się zdarzy tutaj... Jak wielkiego pecha miały rodziny, których członkowie padli ofiarą Sitry. Jak wielkiego pecha miał osobnik, który stał się nosicielem potwora... Pedro westchnął cicho. Było mu najzwyczajniej w świecie żal ofiar i „winnego” humanoida.
Pedro zmierzał do domu zajętego przez Regisa. Potrzebował jakiegoś sprzymierzeńca; kogoś, kto będzie dodatkową parą oczu i uszu w tej sytuacji. Kto lepiej by się do tego nadawał, niż najaktywniejszy łowca w okolicy? Lokalny rzeźnik na pewno będzie pomocny. Nawet jeśli nie miał jeszcze do czynienia z Sitrą...
Pedro zastukał do drzwi domu, który mu wskazano. Odczekał chwilę, dwie... Nikt nie odpowiadał. Mag podszedł do okna, by niedyskretnie zajrzeć do środka. Walka z zagrożeniem była dla niego ważniejsza niż cudza prywatność. Przejechał wzrokiem po schludnie zorganizowanym wnętrzu. Wszystko wskazywało jednak, że nie nie zastał Rzeźnika w domu. Po pozostawionym na stole kubku Pedro uznał, że Regis musiał wyjść zaraz po śniadaniu. Więc... gdzie mógłby być? Zapewne jest na łowach, ale gdzie konkretnie? Chyba że już szuka Sitry. Skoro tak, to prędzej czy później na siebie wpadną. Najlepszym, co w tej sytuacji może zrobić Pedro, byłoby więc rozpoczęcie właściwego śledztwa.
Nagle za magiem rozległ się niski, acz drażniący uszy warkot. Pedro nie musiał się nawet odwracać, żeby rozpoznać co to było. Zamiast tego, przygotował energię magiczną do rzucenia zaklęcia. Więc to prawda, co mówią o tej okolicy; do niedawna było to prawdziwe siedlisko Koszmarów. Dobrze, że pojawił się Regis, by zrobić z nimi porządek.
Dało się słyszeć uderzenia pazurów o ziemię. Potwór przyspieszył kroku, szykując atak. Dopiero wtedy Pedro odwrócił głowę; wymierzył w przeciwnika solidny cios energią. Koszmar został odrzucony kilka dobrych metrów, a następnie podniesiony w górę. Potwór próbował chwycić pazurami podłoża, ale bezskutecznie; zostawił jedynie ślady na bruku. Kiedy już stracił zupełnie kontakt z ziemią, zaczął syczeć i wierzgać. Nie rozumiał, co tak właściwie się działo. Tymczasem Pedro przywołał sobie kostur i skinął nim, by obrócić wroga w powietrzu. Chciał załatwić to szybko; miał ważniejsze sprawy na głowie. Patrząc bezpośrednio na słaby punkt monstrum, wymierzył weń jeszcze jeden cios; teraz przy użyciu zaklęcia przywołującego mróz. Pocisk przypominał ostry jak brzytwa sopel lodu. Przebił się bez problemu przez skórę i kości koszmara. Ciało stwora zesztywniało. Pedro pozwolił mu opaść na ziemię.
Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, żeby naprawić szramę na bruku, którą zostawił Koszmar. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, tłumacząc sobie, że będzie na to czas innym razem.
Należy zbadać, czy trop prowadzący w środowisko artystów jest w ogóle wart uwagi.
Pedro musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jego brat jest w grupie ryzyka zostania kolejną ofiarą. Trzeba przyjrzeć się sprawie zaginionego trubadura; poznać jego charakter i najbliższe otoczenie.
Nietrudno było ustalić, gdzie mieszkał zaginiony artysta. Drzwi odemknął młody dorosły - współlokator trubadura. Był lekko pijany, ale zachowywał się dość uprzejmie; zaproponował Pedrowi miejsce do siedzenia oraz coś do picia (oczywiście z pewnym procentem czystego alkoholu). Mag odrzucił obie oferty, uznał, że lepiej mu będzie myśleć na stojąco i trzeźwo.
– Podejrzewasz, że co się nim „zaopiekowało”? – zapytał Pedro, kiedy skończył pytania wstępne.
– A bo ja wiem? Pewnie jakiś potwór wdarł się do miasta. Robert nigdy nie zapuszczał się daleko od centrum.
– A gdzie się zapuszczał w takim razie? – kontynuował mag.
– Tu i tam; chodził głównie na rynek – westchnął podchmielony mężczyzna.
– Tam jest najwięcej odbiorców wrażliwych na przystępną sztukę – stwierdził Pedro. I nie jest to siedlisko wielu potworów, ani pospolitych łotrzyków. Ale kręcą się tam inni artyści – Szukał kogoś do współpracy?
– Właśnie! Właśnie tak, dobrze powiedziane.
– Kogo szukał? Innego śpiewaka? – Pedro oparł się o ścianę izby.
– Nie, chyba nie... raczej... raczej... raczej...
– Jeszcze jedno „raczej” w niczym nie pomoże – rzucił mag. – Przejdźże do rzeczy.
– Szukał kogoś od... kogoś od sztuki... no, jak się to mówi?
– Wizualnej? – dopełnił mag.
– Tak! – wykrzyknął mężczyzna. – Dokładnie tak.
Dobrze... dobrze... to zwęża liczbę podejrzanych. Przynajmniej pośród artystów.
Chyba, że to któryś z wiernych spektatorów jest nosicielem Sitry...
Musiał być to ktoś godny zaufania, ktoś o niezszarganej opinii. Ktoś, z kim trubadur zgodziłby się zejść z wzroku innych...
– Jesteś w stanie podać mi jakieś nazwiska? – zapytał Pedro.
***
Pedro wyszedł na zewnątrz. Przydałoby się czasem mieć coś do zapisania zeznań. Ale informacji wyniesionych z tego spotkania nie było aż tak dużo. Pedro wyselekcjonował w myślach kilka punktów, które były warte zachowania, a resztę postanowił wyrzucić z pamięci już teraz.
Ruszył ulicą. Następny cel - dom jednego z przyjaciół trubadura. Przyjaciół z branży oczywiście.
Obok Pedra przebiegła grupka dzieci. Wesołe śmiechy i rozmowy o słodyczach przypomniały mu, że Berthina wspominała coś o zaginięciach wśród młodszych. Łowca postanowił więc zmienić na chwilę strategię i podążyć za nimi, by sprawdzić, dokąd zmierzają. Jest duża szansa, że to powie mu coś ważnego i może przedstawi nowych podejrzanych.
Wychodząc zza rogu, zobaczył znajomą sylwetkę - tego samego łowcę, który zawitał poprzedniego dnia w bibliotece i którego nie zastano wcześniej w domu.
– Witam ponownie – przywitał się pierwszy Regis. To utwierdziło Pedra w przekonaniu, że jest chętny do współpracy.
– Witaj – Pedro skinął głową. – Liczyłem, że się znów spotkamy.
– Co tutaj robisz? – spytał drugi łowca.
– Szukam tropu Sitry. Byłem w lokum jednego z zaginionych – Pedro wskazał dłonią kierunek, z którego przybył.
– Coś z tego wynika?
– Niewiele więcej, niż to co powiedziała mi Berthina – westchnął. – Podejrzani są pośród lokalnych artystów. Są podejrzanymi i zarazem zagrożonymi – przyznał gorzko. Nie podobał mu się ten rozwój sytuacji, martwił się o brata.
– To nie jedyny trop. Jeszcze pozostają zaginięcia wśród dzieci – zaznaczył Regis. – Po mojemu lepiej rzucić okiem na to. Łatwiej wyselekcjonować podejrzanych.
– Tak myślisz?
– Chodź, przekonamy się – powiedział Regis, kierując się dalej w ulicę. Pedro postanowił nie protestować; tak czy inaczej chciał zbadać ten trop, choćby pobieżnie. Rzeźnik zaprowadził go do przyjemnie wyglądającej kamienicy. We wszystkich oknach paliło się światło, a w progu stała ubrana na niebiesko staruszka. Otoczona przez dzieci, rozdawała im krówki i inne cukierki.
Była to Meredith; Pedro nie znał jej osobiście, ale wiele słyszał na jej temat.
<Regis?>

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 5

 Wiosna 1457

Diego znalazł Carlosa kilka uliczek dalej. Oczywiście, mag był w trakcie obsypywania jakiejś bogatej damy komplementami. Kuglarz uznał, że niegrzecznie byłoby się wtrącać i przerywać, więc stanął w pewnej odległości od nich i cierpliwie zaczekał.
Zza zakrętu wyszedł ktoś nowy. On nie był tak uprzejmy, jak Diego i przerwał Carlosowi:
– Co ty robisz!? – podzielił zdanie na oddzielne słowa. – To moja narzeczona, ty imbecylu!
– Ja? Ja tylko przechodziłem – powiedział niewinnie Carlos, podnosząc dłonie na wysokość ramion.
– Ach tak? – Mieszczanin podwinął rękawy. Oczywistym było, że chce pokazać, co o tym myśli, za pomocą pięści.
– Proszę bez takich – Diego zasłonił Carlosa swoją osobą. – On nie miał na myśli nic złego.
– Ta właśnie! – Carlos wychylił się nieznacznie zza ramienia kuglarza. – Ja tylko komplementuję twoją damę, bo ty nie doceniasz jej piękna! – dodał.
Diego zrzedła mina. W ten sposób na pewno nie załagodzą sytuacji...
– Przyjacielu, naprawdę nie ma potrzeby żebyś... – zaczął Diego, zwracając się do mieszczanina, ale tym już owładnęła prawdziwa furia. Mężczyzna wystrzelił w kierunku Carlosa, więc Diego był zmuszony chwycić go za rękę i przytrzymać.
Mieszczanin zaczął się szarpać. Diego myślał, że ma wszystko pod kontrolą, ale wtedy Carlos wyciągnął przed siebie dłoń. Przywołał na niej jakiś pył; dmuchnął nim prosto w oczy napastnika. Następnie, pociągnął Diego za ramię.
– W nogi!
Kuglarz uchylił na odchodnym czapkę.
– A wy dokąd! – rzucił mieszczanin, ledwie uchylając powieki.
Diego z trudem dotrzymywał kroku nowemu koledze; nigdy dotąd nie biegł tak szybko. Za to po Carlosie było widać wprawę w takich ucieczkach; nawet trzymał swój kapelusz, żeby go czasem nie zgubić po drodze.
Zatrzymali się dopiero parę ulic dalej. Diego musiał oprzeć się o własne nogi, by złapać oddech.
<C.D.N.>

31 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 4

 Wiosna 1457

Przecież istnieje coś takiego, jak gaśnica!
Z tą myślą Diego przebiegł się wzdłuż ścian budynków. Liczył, że znajdzie chociaż jeden punkt z właściwym oznaczeniem. Nie natknął się jednak na żaden. A ogień się rozprzestrzeniał. Wtedy Diego zauważył na innym straganie rozłożoną płachtę. Może to się przyda.
– Obiecuję, zapłacę – zapewnił kupca. Następnie spróbował zdusić materiałem płomienie. Jednak zanim sukno opadło na ogień, Diego oślepiła biała mgła. Kuglarz poczuł lodowaty podmuch; po chwili odkrył, że na jego ubraniu i masce osiadł szron. Kiedy para opadła, nie było już śladu po ogniu. Za to na rynku pojawiło się nieco śniegu i parę dziwnie wygiętych lodowych szpikulców. Te zjawiska rozchodziły się promieniście z miejsca, gdzie stał wspomniany poprzednio brodaty mężczyzna. Człowiek ten wyciągał jedną rękę przed siebie; w bardzo podobny sposób, w jaki zrobił to Carlos, wypuszczając wcześniej z dłoni ogień.
Bard/mag wychylił się niepewnie zza brodatego faceta, by ocenić sytuację. Widząc, że kryzys został zażegnany, zawołał:
– Brawo, oto nasz bohater! Spójrzcie! – wskazał na drugiego czarodzieja. Jednym ruchem ręki ugasił pożar! Brawo! Brawo! – Zaczął klaskać. Ludzie i inne stworzenia dookoła szybko podchwyciły tę inicjatywę i zaczęły otaczać brodatego maga. – Pedro bohater! Brawo! – zawołał jeszcze raz Carlos.
Diego również cieszyło, że ktoś uratował sytuację, więc oczywiście przyłączył się do oklasków i skandowania. Dopiero po chwili zobaczył, że jego nowy znajomy nie wiwatuje razem z pozostałymi. Kątem oka zobaczył turkusowy płaszcz na końcu uliczki. Dlaczego on ucieka..?
Diego wyciągnął sakiewkę i podszedł do handlarza materiałem z pytaniem, ile jest mu winny. Następnie, ruszył za Carlosem. Przecież nie ustalili jak i kiedy znów razem wystąpią!
<C.D.N.>

30 lip 2022

Od Diego "Dwóch artystów" cz. 3

 Wiosna 1457

Carlos podał Diego jego część zarobionych pieniędzy. Kuglarz schował je do sakiewki przy swoich niewypakowanych rekwizytach.
– Słuchaj, będę potrzebował jakiejś roboty. Mógłbym czasem tu z tobą występować? – zapytał bard.
– Naprawdę chciałbyś? – ucieszył się Diego. – Jesteś świetny, myślałem, że już grasz gdzieś profesjonalnie.
– Hehe, jestem profesjonalistą, ale lubię odskocznię – Carlos chrząknął. – W skrócie, jestem chwilowo bezrobotny – Założył swoje nakrycie głowy z powrotem.
– Skoro tak... Jestem na tak – oznajmił Diego.
– Wspaniale – Carlos w przypływie nowego entuzjazmu wstał. – Tańczysz z ogniem, a co byś powiedział na sztuki z różnokolorowymi płomieniami? – Po tych słowach podciągnął rękawy.
Ku zdziwieniu nowego kolegi, bard wypuścił z rąk płomienie. Każdy skrawek ognistego podmuchu był innego koloru; barwy przeplatały się między sobą i wciąż tworzyły nowe. Diego w pełni podziwu, a wręcz oczarowania, otworzył szeroko oczy i usta. Przypominający poszarpane tęcze ogień został jednak wypuszczony zbyt blisko jednego ze straganów. Handlarz zmuszony był z krzykiem ewakuować się ze swojego stoiska. Całe otoczenie poderwało się z miejsc; wszystkie oczy powędrowały na barwny pożar.
– Um... Ups – szepnął Carlos.
Diego natychmiast zaczął szukać czegoś, czym można pomóc przy gaszeniu ognia. Nie znalazłszy niczego bliżej, pobiegł w stronę studni. Rozejrzał się za wiadrem, ale tego jak na złość, nie było. Co jeszcze można by zrobić, żeby zaradzić na ten ogień? Myśl, Diego, myśl!
Carlos wycofał się nieco. Wtedy po raz drugi tego dnia obił się o kogoś plecami.
– Tu jesteś... – mruknął brodaty mężczyzna. Spojrzał na barda, a potem na płonący stragan.
– To nie ja. Miejscowy kuglarz bawił się ogniem i... sam widzisz.
Mężczyzna zmarszczył krzaczaste brwi. Ogień mienił się tysiącem kolorów, oczywistym było, że zwykły kuglarz nie spowodowałby zapłonu tego typu.
<C.D.N.>

29 lip 2022

Od Regisa "Szemrana ulica" cz.2

 Jesień 1457 

Zgodnie z ustaleniami następnego dnia udał się do kupca sprawdzić, czy aby nie miał dla niego jakiegoś nowego zadania. Szedł tak jak wczoraj. Od wstąpienia na ulicę nie trwało długo dojście do sklepu. Wszedł do środka a jego wzrok od razu skierował się ku ladzie. Zimo jak dnia poprzedniego siedział na zbyt wysokim jak dla niego krześle i dokładnie notował ważne dane w skoroszycie. Duże okulary co jakiś czas zjeżdżały z jego garbatego nosa, więc szybkimi ruchami musiał je poprawiać. Właściciel po chwili spojrzał na niego i jak poprzednim razem na jego twarzy pojawił się lekki wyraz zadowolenia.  

– Oto przybył! – rozbrzmiał skrzekliwy głos – Chciałbyś może rozejrzeć się po nowym asortymencie, rano była mała dostawa, może akurat znajdziesz coś dla siebie. Ach. Ze wzgląd na interesy z ceną się dogadamy –powiedział odkładając pióro, którym notował i delikatnie zacierając ręce węsząc kolejną okazje na zysk. 

– Może następnym razem. O ile nie masz wspomnianego wczoraj materiału, nie dopiszesz mnie do listy dzisiejszych konsumentów – powiedział chłodno. Znał już dużą cześć zagrywek kupców i wiedział, że nie warto wchodzić z nimi w za długie dyskusje związane z interesami. 

– No trudno, może potem zmienisz zdanie. –przerwał na chwile. Wyglądało jakby jakaś myśl przeszła mu przez głowę. Po momencie kontynuował dalej – Mam kiepskie wiadomości, niestety, ach niestety nie mam na chwile obecną żadnej robótki. Żadnych specjalnych zamówień. Niestety wrócisz dzisiaj bez pracy. 

– Tak też bywa –rzucił szybko łowca. 

– Niedługo może być więcej pracy dla ciebie. W mieście może pojawić się sporo, bardzo sporo zleceń na poczwary i pokraki– Regis wiedział o co chodzi staremu mieszańcowi 

– Potyczki zbirów doprowadzają do rozlewu krwi. Potwory to lubią. Ktoś traci, ktoś zyskuje. Zawsze tak jest – Jego twarz nie wyrażała przejęcia, był przyzwyczajony do takiego obrotu spraw 

– Dodatkowo gawiedź ma rozrywkę, a okolica nowe “ozdoby” – kupiec zaśmiał się lekko 

–Ozdoby powiadasz – odpowiedział łowca lekko zaciekawiony 

– Wracając do domu, jeśli chcesz oczywiście, ach jeśli chcesz, zajrzyj w boczne uliczki prowadzące za miasto, tam tych “ozdób jest najwięcej”. Na dziś to tyle, bywaj zdrów łowco – kończąc rozmowę lekkim ruchem ręki wskazał kierunek drzwi.  

Drugiemu z rozmówców było to na rękę, również planował kończyć ta przydługą pogawędkę.  

Po wyjściu z budynku poczuł chłodny wiatr. Zaawansowana jesień bez litości przynosiła spadki temperatur. Szczelniej zakrywając się peleryną ruszył w dalszą drogę. Delikatnie rozglądając się w około zauważył niepokój ludzi. Musiał pospieszyć się z powrotem o ile nie chciał wplątać się w uliczna awanturę. Przyśpieszył kroku. Przy skrzyżowaniu, gdzie dnia poprzedniego przytrafiła mu się ciekawa konwersacja ze starszym jegomościem dostrzegł grupę osób zmierzających do jednej z odnóg prowadzącej na obrzeża miejscowości. To o takich uliczkach wspominał kupiec mówiąc, że są przyozdobione. Ruszył chcąc sprawdzić skalę ostatnich wydarzeń dziejących się w dzielnicy. Szedł boczną stroną dróżki, gdy ta nagle mocno skręciła. Po zajrzeniu zza rogu dostrzegł sporą grupę ludzi stojącą na placu. Skwerek z dwóch stron otoczony był starymi niszczejącymi budynkami, a z pozostałych rozciągał się widok na puste okolice miasta. Na środku stało kilka drewnianych konstruktów przyozdobionych owocami sporów ulicy. Kilka trzy- czterometrowych drewnianych słupów, na których powieszone były truchła. Niektóre stare, gdzie pomimo chłodu procesy rozkładu były mocno widoczne, po takie niemalże świeże, pewnie kilkugodzinne. Były tam też ze dwie bestie.  Wszystkie na głowach miały materiałowe worki, z rozmów zebranych mieszkańców zorientować się jednak można było, że większość tożsamości jest dobrze znana.  

Gdy podszedł bliżej wyraźnie mógł usłyszeć rozmowy gawiedzi. 

– A ten po prawej to kto? –spytał jeden z gorliwie przyglądającym się wisielcom 

– Ned chyba miał na imię. Podrzędny zbójczyk, co postawił się nie temu co trzeba – odparł ktoś z tłumu 

– A ten spaślak? – spytała inna osoba wskazując palcem na wyraźnie najszerszego z trupów 

– Tego to nazywali Myśliwy. Cholerny sprzedawczyk – kończąc zdanie mieszczanin splunął na ziemię pokazując dezaprobatę wobec osoby, o której wspomniał – mówili też na niego krzywy. Od kilku miesięcy skakał od jednego gangu do drugiej grupy. Tam, gdzie akurat bardziej mu pasowało.  

– Czemu myśliwy? – zapytał ktoś z zebranych 

– Kiedyś nosił nóż, taki jak używa się na polowaniach. Choć długo go u niego nie widziałem. Pewnie stracił po tamtej potyczce –zaśmiał się lekko 

– A czemu krzywy? – pytanie zadała ta sama osoba co wcześniej, wyraźnie zainteresowana sytuacją 

– Parę miesięcy temu jego ówczesna banda dostała łomot, a w trakcie walki został mu złamany nos. Gnojowi źle się zrósł i od tamtej pory miał go skrzywionego. –mężczyzna skończył mówić, a na twarzy pojawił się widoczny uśmieszek – Dobrze mu tak za to co robił.

Regis po tak wyraźnym opisie zorientował się, że z tym konkretnym osobnikiem miał odczynienia bezpośrednio. I to jemu zawdzięczał nowy przydomek. 

Po chwili skierował swoje kroki w stronę powrotną. Nie miał już powodu by tu zostawać, a nie widział sensu w dalszym oglądaniu trupów. Gdy przechodził przez główną ulicę dzielnicy usłyszał znajomy głos 

–  I co chłopcze, ładne widoki – Staruszek z dnia poprzedniego spoglądał na łowcę –mówiłem, nie ma tam czego oglądać 

– Aż tak złe, jak były mi opisywane nie są – rzucił łowca przystając na chwilę 

– Martwi to zawsze straszny widok –powiedział z wyraźnym uniesieniem 

– Po pewnym czasie można się przyzwyczaić – słowa te padły bez zawahania czy chwili konsternacji 

– Jak ktoś tak młody może tak mówić? – pytanie starca padło z widocznym zaskoczeniem 

– Życie – powiedział oschle i wznowił swoją podróż – Do następnego razu. 

Na twarzy łowcy nie rysowały się żadne uczucia. To co zobaczył nie robiło na nim wrażenia. W głębi cieszył się jednak postawą spotkanego dziadka. Nie każdy tu miał aż tyle do czynienia z takimi scenami. To dobrze świadczy o okolicy. Przynajmniej po części, bo takie widoki nigdy nie powinny się pojawiać.