Informacje

09.07.2025: Blog w remoncie

01.04.2023: Nowe zadanie! Numer 15

14.03.2023: Odeszły od nas następujące postacie: Diego, Pedro, Zachary

09.03.2023: Nowa postać: Nickolai

08.03.2023: Najlepsze życzenia dla wszystkich kobiet!

07.03.2023: Nowa postać: Gabriela

06.03.2023: Początek wydarzenia "śnieżyca dziesięciolecia"!

01.03.2023: Punkty za luty 2023 zostały przydzielone!

25.02.2023: Pojawiła się mapa wraz z opisem (patrz: lokalizacje).

22.02.2023: Nowa postać: Georgina

16.02.2023: Nowa postać: Silvana

12.02.2023: Nowa postać: Camille

11.02.2023: Nowa postać: Rosaline

01.02.2023: Punkty za styczeń 2023 zostały przydzielone!

16.01.2023: Nowe potwory: wyverna, żmija, tungo

14.01.2023: Nowa postać: Shiranui

10.01.2023: Nowa postać: Pil

05.01.2023: Ponowne uruchomienie bloga! Nowa postać: Lestat de Chuvok

04.01.2023: Nowa lokalizacja: Birme oraz opis Rivotu

03.01.2023: Aktualizacja fabuły. Nowe zadanie (ostatnie): numer 14. Zmiany: Usunięto statystyki na rzecz ogólnych punktów. Stare statystyki wciąż są dostępne u administracji. Kolejne zadania pojawiać się będą tylko przy okazji wydarzeń. Nowa lokalizacja: obóz łowców.

02.01.2023: Zmiany: Całkowicie nowe funkcjonowanie grup! Zapraszamy do dopasowania swoich postaci do każdej z nich!

27.07.2022: Nowa postać: Zachary

01.07.2022: Nowa postać: Regis

26.06.2022: Nowa postać: Dante

12.04.2022: Nowa postać: Cyliad

24.03.2022: Nowa postać: Karniela

20.03.2022: Nowe zadania! Numer 10 i 11

20.03.2022: Nowa postać: Sigrid

10.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich mężczyzn!

09.03.2022: Wydłużone zaklepywanie zadań - teraz trwa 72 godziny!

08.03.2022: Najlepsze życzenia dla wszystkich dam!

07.03.2022: Nowa postać: Shen

06.03.2022: Nowa postać: Clayton

06.03.2022: Pierwsze wydarzenie pojawi się gdy na blogu będzie 10 postaci.

05.03.2022: Nowe zadania! Numer 6 i 7

04.03.2022: Nowa postać: Diego

03.03.2022: Nowe postaci: Avrion, Conna, Saadiya oraz Feri!!

03.03.2022: Otwarcie bloga!

29 mar 2023

Od Regisa "Każdy ma swoje sprawy" cz. 3

 Zima 1457  

Dotarł do celu. Zaniedbany z zewnątrz sklep wpasowywał się w klimat dzielnicy. Przez stare, pożółkłe od kurzu okna dostrzec można było ledwie zarysy wnętrza. Poruszył drzwi i wraz z zimnym podmuchem wszedł do środka. Środek ukazywał lepszy stan, niż można było się spodziewać, a duże półki uginały się od ogromu asortymentu.  

– A któż się tu zjawił?! – Zza dużego ciemnego biurka, znad starannie prowadzonego kajetu dobiegł lekko skrzeczący ochrypły głos należący do niskiego leciwego półelfa. – Pan łowca znów zawitał w moje progi. Czego ci dzisiaj potrzeba?  

– Witam, panie Zimo – po tych słowach spod peleryny wyciągnął zwiniętą kartkę papieru i podał sprzedawcy. Ten powoli rozsunął zawiniątko i zaczął czytać znajdująca się tam listę przedmiotów.  

– Twoje szczęście, akurat chyba wszystko będę mieć. – handlarz zeskoczył, ze zbyt wysokiego jak dla osoby jego postury krzesał i udał się pomiędzy regały, a jego wpół wyłysiała głowa tylko co jakiś czas odbijała blask lamp, dając znać, że postać jeszcze znajduje się na terenie sklepu.  

Po kilku chwilach sklepikarz przyszykował wszystkie produkty. Gdy transakcja doszła do finalizacji, Jego szpiczaste uszy lekko się poruszyły, poprawiając swe grube okulary, na garbatym nosie uniósł dłoń i wystawił palec. Znów rozpłynął się wśród regałów, po chwili jednak przemówił.  

– Niedawno zdobyłem coś, co mogłoby cię zainteresować.  

– Konkretniej bym prosił – odparł łowca.  

Zimo przyniósł podłużną dużą fiolkę zakończoną po obydwu stronach metalowymi korkami w kolorach przypominających ciemne złoto, bądź brąz, lecz na pierwszy rzut oka myśliwy nie był pewny co to za metal. Wnętrze składało się z dwóch szklanych rurek, jednej dużej i grubej będącej zewnętrzną warstwą. Druga cieńsza i znacznie mniejsza w centralnej części wypełniona srebrzystymi kamieniami w bezbarwnej gęstej zalewie. W warstwie między dwoma elementami znajdowała się błękitna ciecz z mieniącymi się drobinkami.  

– Radze być ostrożnym – mówił właściciel przybytku – jeden zły ruch, a zamienimy się w lodowe szczątki.  

– Lodowe?  

– Ten przedmiot ma siłę zniszczenia małego statku, wywołując lodową eksplozję.  

– Faktycznie zainteresowałeś mnie. Ile to będzie kosztować?

– Nie jest to tani interes. He he – Zimo zatarł ręce z nadzieją na dobry interes.  

Łowca po krótkich negocjacjach opuścił sklep z czterema sztukami nowej broni. Wyniosło to znacznie więcej, niż zakładał dzisiaj wydać, widział jednak potencjał w nabytkach.  

Kierował się ku opuszczeniu dzielnicy i powrotu do domu.  

– Kochaniutki, nie miałbyś ochoty na małe co nieco? – Słowa te padły spod ściany jednego z budynków od mniej więcej trzydziestoletniej kobiety ubranej w suknie z dużym dekoltem i niedużą peleryną z grubego futra.

– Przykro mi, nie tym razem.  

– Nie daj się prosić. – mówiła dalej, a jej głos zauważalnie zmienił ton.  

– Salma i tym razem mnie nie przekonasz.  

– Eh, kiedyś mi się uda.  

Oboje uśmiechnęli się do siebie.  

– Co tam u ciebie? – zaczął łowca.  

Kobieta zakryła się szczelniej narzutą.  

– Po co mamy rozmawiać na takim mrozie, chodź do środka.  

Oboje skierowali się do lokalu, będącego lokalną pijalnią.  


C.D.N. 

28 mar 2023

Od Regisa "Każdy ma swoje sprawy" cz. 2

 Zima 1457

Nie minęło dużo czasu, a ukazała mu się długa i szeroka ulica Żwirowa. Było niewiele po południu, więc zwyczajowy czas na burdy jeszcze nie nadszedł. Szedł wzdłuż, kierując się do znanego sobie sklepu na jej końcu. Rozglądając się nieznacznie, dostrzegał, że i tu szkody po śniegu są reperowane. Zapadłe dachy, uszkodzone ściany i wiele temu podobnych obrazów.  

Gdy przechodził koło jednego z rozwidleń, dotarł go specyficzny zapach. Kojarzył go, chciał jednak upewnić się co do jego źródła. Boczną ścieżką dotarł na w półotwarty plac, gdzie kilka miesięcy temu na słupach wisiały dekoracje z ciał nieszczęśników, dla który lokalne konflikty nie wyszły na dobre. Tym razem okolice zdobiło ognisko ulokowane na obrzeżach skwerku.

Oprawszy się o ścianę jednego z bocznych budynków, dojrzał, jak pracujący mieszkańcy dokładali to drewna, to kolejne ciała do płonącego stosu, z którego ciemny dym ulatywał w kierunku jasnoszarego przez chmury nieba.

– I jak się podoba widok, łowco? – Gdzieś z boku dobiegł stary ochrypnięty głos.

– Dziwi mnie, że ty nie leżysz wśród ciał – odparł łowca, podając dłoń starcowi na przywitanie.

– Hre hre – zaśmiał się lekko, wydobywając z siebie jednocześnie odgłosy wieloletniego zużytego gardła – Jak widać jeszcze nie mój czas, choć i ten się zbliża.

– Jak na każdego. Ilu mniej więcej?

– Na razie, ze dwa tuziny – wyciągnął naładowaną już fajkę spod mocno połatanego i wynoszonego już płaszcza. Nim zdążył wydobyć krzesiwo, Regis drobnym ruchem dłoni posłał w kierunku komina kilka iskier, rozpalając zawartość. Właściciel kiwnął głową na znak podziękowania, po czym dalej kontynuował – ale jeszcze zwożą z reszty miasta. Chłód przyniósł żniwa.

– Najwięcej ucierpiało u was.  

– Tak, tak to bywa u biedoty.  

Stali jeszcze chwilę, po czym leciwy głos znów się odezwał.

– Martwi to zawsze straszny widok.

– I takie stosy nie są mi obce.

Łowca podał towarzyszowi monetę, po czym ruszył w swoją drogę, rzucając na odchodne pożegnanie.

– Bywaj. Dziękuję za rozmowę.


C.D.N. 

27 mar 2023

Od Regisa "Każdy ma swoje sprawy" cz. 1

 Zima 1457  

Po niedawnej śnieżycy nie było prawie śladu. Idąc w stronę miasta, dostrzegł ledwie kilka większych na tamten moment zasp przypominających nie widzianych tu od lat takich ilości śniegu. Szedł nieco inną trasą niż zazwyczaj, kierując się na północ, a następnie wzdłuż brzegu rzeki. Dokładał sobie drogi, chciał jednak zobaczyć, jak wygląda sytuacja wodna. Podążając ze spływem, szukał jednak czegoś w międzyczasie. Rozglądał się, za jakiego znaleziskiem dokonał w trakcie jednego z wypadów w trakcie śnieżycy, nigdzie go jednak nie dostrzegł. Założył, że ktoś lub coś już zajęło się zmarzniętym ciałem nieboszczyka.  

Idąc wzdłuż płynącej wody, obserwował skutki roztopów. Brzeg był podmyty, a tafla wzburzona i podniesiona, choć nie był to już punkt kulminacyjny. Miejsce, gdzie jakiś czas temu stała niewielka drewniana kładka teraz nie nosiło żadnych śladów jej niegdysiejszej obecności.  

Gdy dotarł do brukowanego mostu, dowiedział się, gdzie podziała się drewniana konstrukcja. Kilka fragmentów spoczywało utkniętych przy przejściu.  

Po niedługim czasie dotarł do zabudowań głównego miasta. Prace przy naprawach budynków po klęsce dalej trwały. Ludzie zajmowali się ścianami, drogami, jak i dachami, których gdzieniegdzie fragmenty potłuczonych dachówek leżały niezgrabnie, lub w kupkach na ulicach. Zagłębiając się coraz to głębiej ku centrum, widział wiele podobnych obrazów.  

Dotarłszy na rynek, oczom jego ukazały się wszelakie kupieckie stragany, których właściciele wyczuli możliwości łatwego zarobku na zdesperowanych mieszkańcach. Kupić można było wszystko, lecz to stoiska mięsne przykuwały uwagę. Śnieżyca musiała zebrać żniwa wśród zwierząt hodowlanych, a ich ciała miały zasilić portfele chcących się ich jak najszybciej pozbyć ludzi.  

Na centralnym placu był duży wybór, lecz nie tu Regis planował dokonać zakupów. Odbił w jedną z alejek, obierając za cel ulicę Żwirową.  


C.D.N.  


INTEGRACJA: marzec 2023

 Dla każdej postaci została wylosowana pewna postać, za napisanie do której otrzymacie bonusowe +5 pkt. za pierwszą część. Tematyka dowolna, minimum słów bez zmian w stosunku do tej obowiązującej na blogu. Pod uwagę brane są tylko postaci aktywne na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy.
Aby wziąć udział, po prostu napisz opowiadanie skierowane do wskazanej osoby i podpisz na końcu jako "INTEGRACJA [tu wstaw miesiąc]".
Czas na zaczęcie serii wynosi 4 miesiące, co oznacza, że w momencie rozpoczęcia kolejnej integracji ta wciąż będzie ważna.
  1. Avrion ⟶ Nickolai
  2. Conna ⟶ Shen
  3. Saadiya ⟶ Shiranui
  4. Shen ⟶ Silvana
  5. Regis ⟶ Rosaline
  6. Pil ⟶ Avrion
  7. Shiranui ⟶ Pil
  8. Rosaline ⟶ Conna
  9. Camille ⟶ Georgina
  10. Silvana ⟶ Saadiya
  11. Georgina ⟶ Silvana
  12. Gabriela ⟶ Regis
  13. Nickolai ⟶ Gabriela

22 mar 2023

Od Nickolaia "Poślizg" cz. 2

  Zima 1457

- Więc… Z jakiego powodu zawdzięczam tą wizytę? - rozpoczął rozmowę zarządca Birme.

Do jego gabinetu, który już nie uchodził za obszerny, właśnie zawitało pięciu gości, nadając pomieszczeniu niezwykłej aury ciasnoty. Za biurkiem, stojącym centralnie na środku pokoju, siedział burmistrz, a naprzeciwko mu, na krześle, sztywno usadowił się szarowłosy mężczyzna. Zaraz za nim stały cztery osoby w idealnym rzędzie, noszące zbroje płytowe z symbolem niebieskiej tarczy na piersi.

- Oczywiście. Na imię mam Nickolai z Hythe. Jestem dowódcą drugiego pododdziału Lazurowego Sztandaru. Nasz Sztandar miał, nazwijmy to, misję nieopodal stąd. Została podjęta decyzja o rozdzieleniu się na trzy oddziały. Po wykonaniu naszych zadań mieliśmy udać się do Birme, to jest tutaj, służącego nam za punkt spotkania. Ale, nie dość, że wpadliśmy na liczne opóźnienia, to jeszcze dopadła nas ta parszywa zamieć. Mieliśmy tu być dwa dni temu...

Zarządca wykorzystał krótką przerwę na oddech żołnierza, aby dorzucić swoje trzy grosze.

- Momencik. Punkt spotkania? Nie przypominam sobie wyrażania zgody na coś takiego, jak i również nie wydaje mi się aby ktokolwiek inny mógłby to upoważnić. Wkraczanie zbrojnych do miasta bez uprzedniego zawiadomienia może doprowadzić do wielu nieporozumień, więc…

Nickolai gwałtownie wstał. Jego było zdziwienie rozmówcy, co błyskawicznie wykorzystał.

- Z pewnością Pan wie, że Sztandary, jakby to… mają bardzo wysoką pozycję administracyjną. W tym momencie moje miejsce w całej tej hierarchii urzędniczej rywalizuje z pańskim, jeżeli go nie przewyższa.

Chłopak mówił szorstkim tonem, przechadzając się w kółko po pokoju. Wydawało by się że, bardzo dokładnie skanuje całe pomieszczenie. Skrzypiące deski podłogowe, duże, zmrożone okno, regały na wpół pełne, lub puste, tomiszczy o różnych kolorach i wymiarach. Na moment zatrzymał się przy najbardziej okazałym przedmiocie – gobelinie zwisającym ze ściany.

Przedstawiał on dwie armie stojące na niewielkich wzgórzach, rozdzielanych od siebie przez dolinę. Mimo statyczności sceny niemalże wydawało się, że dziesiątki wojaków niemalże dygotają z niecierpliwości na sygnał do ataku. Nickolai nagle zesztywniał, jakby się opamiętując.

- Przepraszam; to nie tak powinno wyglądać. Pozwoli Pan, że zacznę jeszcze raz. Na imię mi Nickolai z Hythe; razem z moimi żołnierzami przybywam tu żeby przekazać wiadomość o zbiórce naszego Sztandaru, której, z uwagi na powagę sytuacji, nie było innej możliwości przekazania. Prócz tego wnoszę prośbę o odstąpienie jednego z budynków miasta, potrzebujemy tymczasowej bazy. Mieliśmy swój powóz, ale niestety został pogrzebany, o koniach nie wspomnę.

- Od razu lepiej, chłopcze. Miło mi was powitać w naszych skromnych progach. Mogę wam zaoferować azyl i posiłek; do kwestii waszej zbiórki jeszcze wrócimy. Herbaty? - zapytał burmistrz, na którego twarz wkradł się lekki uśmiech. Letargiczną serią ruchów wstał, i obróciwszy się w stronę okna na ścianie zaraz za nim, zaczął skanować wzrokiem miasto, jakby szukając najlepszego lokum dla przybyszów.

Po chwili przerwy przemówił, siorbiąc ze świeżo przyniesionej szklanki naparu.

- Mając to za sobą, co możecie zaoferować w zamian? Musicie zrozumieć, przy takich warunkach spoczywa na mnie odpowiedzialność, która nie zezwala, abym dawał coś za nic.

- Gotuje się piekielna zima; pomożemy wam zminimalizować straty. To jest, sprawimy, że wszyscy wyjdą z tego cało.

- Oho, chętnie przyjmiemy waszą pomoc. Już nam brakuje rąk do pracy, a co to dopiero będzie za kilka dni… Swoją drogą, jak żeście panowie weszli do miasta?

20 mar 2023

WYDARZENIE: śnieżyca dziesięciolecia (podsumowanie)

Pierwsze na tym blogu wydarzenie "śnieżyca dziesięciolecia" właśnie się zakończyło. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście, choć jak już ustaliliśmy - raczej póki co eksperymentujemy i próbujemy nowych rzeczy. :)
Wciąż można pisać opowiadania i kończyć zaczęte serie, choć już bez bonusowych punktów. Razem, przez te dwa tygodnie, licząc napisaliśmy 8270 słów i 17 opowiadań, co daje średnią 486 słów na opowiadanie. Dość sporo, przynajmniej jak na nasze przeciętne wyniki.

Podsumowanie eventu

oraz ilość otrzymanych punktów za dotychczasowe opowiadania

  1. Gabriela: 797+578+1042+736 (4 op.) = 3153 słów → 68 pkt.
  2. Regis: 514+513+375+337+348+356 (6 op.) = 2443 słów → 53 pkt.
  3. Silvana: 579+362+546+340 (4 op.) = 1827 słów40 pkt.
  4. Nickolai: 507 słów (1 op.) → 11 pkt.
  5. Pil: 178+162 (2 op.) = 340 słów→ 7 pkt.

Wielką trójcą jak chodzi o wynik sumaryczny byli - Naikio, Regis (jak zwykle) i... ja. W końcu udało mi się pokonać naszego blogowego bossa.

Żywię również nadzieję, że macie już jakieś refleksje na temat wydarzeń na blogu w przyszłości i chętnie się nimi z nami podzielicie. Wkrótce powinna pojawić się ankieta, którą znajdziecie na naszym blogowym Discordzie. Być może takowe kwestionariusze będą dla Was dostępne po każdym wydarzeniu.


Trzymajcie się cieplutko

Wrona 

19 mar 2023

Od Gabrieli "Przeciekający dach"

Zima 1457

Leżała na ławie pokrytej starym futrem. Wokół niej unosiły się drobinki kurzu, a zapach wilgotnego drewna drażnił nozdrza. Woda przeciekała przez sufit, uderzając monotonnie o podłogę nieopodal zwisającej nogi Gabrieli. Trzeba załatać dachówki, pomyślała. Planowała jednak wędrówkę do Gildii Łowców, nie mogła zaoferować tego Berthinie. Nie było czasu. Kap, kap, kap... Zamknęła oczy. Nie cierpiała samotności. Słyszała przytłumione głosy zza ścian, dobiegające z zajętych pokojów. Ktoś się kłócił, ktoś się kochał...

Tylko ona leżała na korytarzu, walcząc ze zmęczeniem. Woda kapała. Kap, kap, kap...

Podniosła się do pozycji siedzącej i tępym wzrokiem popatrzyła w kierunku maleńkiego okienka znajdującego się w przeciwległej ścianie. Widziała z tego miejsca korony drzew podrygujące lekko na wietrze. Można było już bez większej trudności wychodzić na zewnątrz, ale Pil chciał pograć w karty. Nie miała na to ochoty, więc poszła na górę pod pretekstem drzemki. Nie udało jej się zasnąć. Jej myśli stale rozbiegały się w kierunki kompletnie niezwiązane ze snem. Skupiała się na dziurawym dachu, oknie i drabinie, którą widziała, dojeżdżając do karczmy. Miała przy sobie nieco żywicy i wosku. Metal nie powinien być pokryty szadzią...

Żwawym krokiem podeszła do okna. Było zaryglowane, ale otworzenie go nie stanowiło dla niej przeszkody. Wiedziała, jak je podeprzeć, by otworzyć mechanizm. Kiedy z cichym stuknięciem rozwarło się na całą swoją szerokość, uderzył ją podmuch zimowego powietrza. Podrażnił jej rozgrzane policzki i oczy, ale nie zraziła się tym. Natychmiast chwyciła drabiny, która znajdowała się tuż przy zewnętrznej ramie okna i zgrabnie wyskoczyła. Ktoś, kto uwalniał właśnie swojego konia, krzyknął zaskoczony. Nie usłyszała jednak całości komunikatu. Już była na dworze, a wiatr dął w jej uszy, zagłuszając dźwięki z dołu.

Wspięła się o kilka stopni, a metalowe okucia jej butów stukały o stopnie drabiny. Wślizgnęła się na dach i, poruszając się stabilną częścią dachu, zbliżyła się do miejsca, w którym musiała się znajdować dziura. Widziała stłuczone dachówki już z tej odległości. Uśmiechnęła się. Chwiejnym krokiem, wyrzucając na boki ramiona, zbliżyła się. Ktoś coś krzyczał, na dole musiała zebrać się grupka gapiów. Spodziewali się, że skoczy.

Ona jednak pochyliła się nad dziurą i ogrzała powoli marznącymi, smukłymi dłońmi fiolki z potrzebnymi specyfikami. Może nie było to długotrwałe rozwiązanie, ale skuteczne. Poprawiła dachówki, a potem pokryła warstwą prowizorycznego kleju. Nie zanosiło się na deszcz. Nic nie powinno ich w najbliższym czasie strącić, ani podmyć.

Kiedy podniosła się, dostrzegła, że wciąż obserwowało ją kilka osób. Kiedy uniosła czystą dłoń i pomachała im, rozległo się kilka kolejnych okrzyków. Nie umiała z tej odległości ocenić, czy były to dźwięki wyrażające podziw, czy raczej strach. Kiedy zawracała, zachwiała się kilka razy, ale miała sytuację pod kontrolą. Tylko pierwsze kilka kroków było niestabilnych, później szła tak pewnie, jak na początku.

Gdy wskoczyła z powrotem do ciepłego wnętrza karczmy, okazało się, że nieopodal okna czekała na nią już znacznie niższa Berthina, właścicielka zajazdu. Opierała ręce na biodrach i kręciła głową z dezaprobatą.

– Coś ty sobie myślała, dziecinko?

– Śnieg się topi. Załatałam dach.

Berthina milczała, wyraźnie zastanawiając się, jak skomentować całe to zajście, więc Gabriela dodała:

– Pewnie nim ściągnęłaby pani kogoś, kto się na tym zna, minęłoby wiele czasu, a konstrukcja całkiem by przemokła. To oznacza tylko wiele więcej niepotrzebnych napraw. Lepiej, gdyby ktoś się tym zajął tuż po zauważeniu urazu.

Berthina wciąż milczała. Gabriela przygryzła wargę. Czuła, jakby zrobiła coś niewłaściwego. Ukradkiem przymknęła okno, choć by je zamknąć całkowicie musiałaby się nieźle naszarpać.

– Nie żądam zapłaty. Należy się pani pomoc, szczególnie po tych dwóch... czy nawet trzech... tygodniach śnieżycy.

– Przyniosę ci pieniądze. I coś do jedzenia. Tobie też coś się należy.

– Nie trzeba...

– Szanuj starszą kobietę i jej dobroć. Jak każe ci jeść, to jedz – powiedziała staruszka, kierując się już schodami w dół. Gabriela pobiegła za nią. Musiała przyznać, że jak na tak podeszły wiek, poruszała się całkiem szybko.

Na dole czekał na nią już Pil z wyraźnym niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Musiał oglądać całą akcję z dołu, bądź jakiś jej fragment. Ktoś zaczął klaskać, ale reszta wydała się zupełnie tym niezainteresowana. Skupiali się zbyt na własnych kuflach i niedojedzonym śniadaniu. Część spała z głowami na stołach, a na podłodze od wielu dni zalegały plamy wylanych trunków.

– Proszę. Pieczone ziemniaki – powiedziała staruszka, podając jednego jej, a jednego Pilowi. Wciąż grzały przyjemnie w palce.

Wsunęła też kilka monet do mieszka Gabrieli, choć nie wiedziała, ile dokładnie. Cała ta dobroć porządnie ją zawstydziła, i ku zażenowaniu Pila, nie zamierzała tego ukrywać. Stale chodziła za właścicielką zajazdu, dziękowała i przepraszała, aż do ich rychłego wyjazdu z karczmy.